Google i moduły? Stop. Projekt Ara? Stop.

News/Sprzęt 02.09.2016
Google i moduły? Stop. Projekt Ara? Stop.

Postulaty rewolucji zawsze brzmią pięknie. Ma przyjść nowe, zastąpić skostniałe stare i dać możliwości, których dotychczas nie mieliśmy. A potem przychodzi ktoś, kto tej rewolucji po prostu ucina głowę. Tak właśnie zrobił Google z rewolucyjnym Projektem Ara.

I aż chce się napisać: a miało być tak pięknie. Projekt Ara, o którym mówiło się od lat jako o tym, co zmieni obraz rynku smartfonów, faktycznie mógł być dla niego szansą. Jeśli nawet nie na to, że będziemy mogli rozbudowywać nasze smartfony jak komputery, to chociażby na to, że powstanie w końcu uniwersalna recepta na najtańszy na świecie smartfon. Dla tych, którzy do tej pory ze względu na cenę nie mogli sobie na niego pozwolić.

Ale lata mijały i niewiele się w tej kwestii zmieniało. Po pierwszej fascynacji „telefonem z klocków LEGO” i wysypie artykułów o tym, jak zmienią one świat, o Projekcie Ara na długie miesiące robiło się cicho.

Temat powracał, ale powracał na krótko.

Kolejne prezentacje prototypów, działających w różnym stopniu (albo w ogóle nie działających) na nowo rozpalały wyobraźnię, ale coraz mniejszych grup osób. Rewolucja zdawała się być coraz dalej i dalej, i coraz mniej interesować masy, które przecież bez wahania przyjęły pod swoje strzechy smartfony z niewymiennymi akumulatorami i brakiem możliwości rozszerzenia pamięci.

„Dalej” nie było przy tym wyłącznie określeniem ram czasowych. Również i pod względem technicznym Ara zaczęła dryfować bardzo daleko od swoich pierwotnych założeń.

Moduły doczepiane na magnesy? Nie. Jakieś rozwiązanie zastępcze dla tego? Nie wiemy, myślimy. Tak było w drugiej połowie 2015 roku. Po opóźnieniach, opóźnieniach i kolejnych opóźnieniach.

A potem przyszły kolejne opóźnienia i kolejne bardzo złe wiadomości. W maju 2016 premiera Ary była już przesunięta na 2017 rok, a samo urządzenie… pozbawione praktycznie wszystkich swoich istotnych zalet.

Tak, marzenie geeków, zgodnie z którym mogliby sobie wymieniać w zależności od ich widzimisię procesor, RAM czy pamięć, legło w gruzach. Google – jak podawał Wired – doszedł do wniosku, że nikt w takie rzeczy bawić się nie będzie. Te kluczowe elementy, decydujące o wydajności smartfona – a także wiele innych – miało być na stałe zamontowane w smartfonie wynikowym Projektu Ara.

Czyli… trochę bez sensu.

Ale mimo wszystko telefon miał powstać.

Nawet fatalnie opóźniony. Nawet zupełnie inny, niż obiecywano na początku. Nawet pomimo tego, że zdecydowanie nie byłby to pierwszy modułowy smartfon na rynku. A i patrząc na to, co miałby oferować, możliwe, że nie byłby to nawet najciekawszy modułowy smartfon na rynku.

Planowano jeszcze w zeszłym roku zrealizować pojedynczy program pilotażowy Projektu Ara, ale i to nie zakończyło się sukcesem.

W końcu ktoś jednak powiedział „stop!”. Jeśli doniesienia Reutersa okażą się prawdziwe, tym kimś był Rick Osterloh, były pracownik Motoroli, odpowiedzialny za zbudowanie nowego, sprzętowego imperium w ramach Google’a. I sądząc po ostatnich doniesieniach, dotyczących nie tylko Ary, ale i np. Nexusów, robi on w firmie spore porządki pod tym względem.

A Projekt Ara? Cóż, z niego było chyba Osterlohowi najłatwiej zrezygnować. Koszty zaprojektowania takiego urządzenia do stanu, który nadawałby się do komercyjnego debiutu były bez wątpienia spore. Przygotowanie odpowiednio długiej i ciekawej listy modułów (również z zewnętrznymi partnerami) – czasochłonne, ryzykowne i również kosztowne. Szanse na sukces? Minimalne. Zwłaszcza w czasach, kiedy coraz bardziej zaczynamy doceniać sprzęty, które po prostu działają. A do tego wyglądają ładnie, ważą niewiele i mają niewielką grubość.

Tak po prawdzie, to trudno mi żałować Projektu Ara.

I pewnie nie tylko mi. Udało mu się na 5 minut rozpalić wyobraźnię widzów, po czym tak szybko, jak ta ciekawość zapłonęła, tak samo błyskawicznie zgasła. Może dlatego, że wszyscy zdołali sobie uświadomić, że nie ma to większego sensu, jeszcze zanim produkt trafił na rynek.

Cóż, żegnaj Projekcie Ara. Było ciekawie cię poznać. Może jeszcze kiedyś do nas wrócisz. Kiedy nadejdzie twój czas.

O ile on kiedykolwiek nadejdzie.

Czytaj również: Tylko u nas: Tu chodzi o coś więcej niż kilka doczepianych modułów. Znamy plany Lenovo

Dołącz do dyskusji

Advertisement