Dziś korzystam z zupełnie innych aplikacji mobilnych niż kiedyś. Skąd ta zmiana?

28.11.2012
Dziś korzystam z zupełnie innych aplikacji mobilnych niż kiedyś. Skąd ta zmiana?

Ostatnio złapałem się na tym, że drastycznie zmieniła się podstawowa pula aplikacji mobilnych, których codziennie używam. Aplikacje, które kiedyś uważałem za bezwzględnie najlepsze i które instalowałem na każdym nowym smartfonie w pierwszej kolejności, dziś – mimo iż ciągle trzymam je zainstalowane na smartfonach – rzadko kiedy włączam. Skąd ta zmiana? Powód jest dość złożony.

Rynek aplikacji mobilnych ma 5 lat. Mimo gigantycznych liczb – ponad milion aplikacji dostępnych w najpopularniejszych wirtualnych sklepach, miliardy pobrań na setki milionów smartfonów – wciąż jest we wczesnej fali rozwoju. Mimo to, już dziś widać pierwsze zmiany trendów. Co więcej, „starzy” liderzy powoli wypychani są przez nowych graczy, którzy na bazie sukcesu swoich poprzedników udoskonalają to, na czym tamci wyrośli. To z kolei przenosi się na zmianę upodobań użytkowników, chociażby takich jak ja.

Obserwuję ten rynek od samego początku – najpierw jak rodził się na iPhonie, następnie jak wybuchało zainteresowanie aplikacjami na Androida, a w końcu jak bardzo Microsoft zapragnął, by deweloperzy nie ignorowali jego mobilnej platformy i by tam też pojawiały się innowacyjne pozycje. Widziałem spektakularne sukcesy totalnych amatorów, których aplikacje w ciągu miesiąca zarabiały dla nich setki tysięcy dolarów (Steve Demeter – Trism), byłem świadkiem szybkich komercjalizacji tych, którzy jako pierwsi zrozumieli, że rynek gier mobilnych – jeszcze wtedy praktycznie tylko na iPhonie – ma gigantyczny potencjał (ngmoco z jednym z pierwszych wielkich sukcesów gamingowych na smartfonie Apple’a – Rolando), w końcu z rosnącym podnieceniem obserwowałem, jak wielkie hity z iPhone’a pojawiają się na konkurencyjnej platformie z nieco odmiennym pomysłem na komercjalizację.

Po ponad półtorarocznej przerwie wróciłem do iPhone’a (w wersji 5). Używam go jednocześnie z topowym modelem na rynku Androida (Samsung Galaxy S III) i do niedawna topowym modelem na rynku Windows Phone (Lumia 800 – planuję aktualizację do Lumii 920). Po tym, jak przez półtora roku korzystałem z alternatywnych do iPhone’a platform, znacznie zmieniły się moje upodobania odnośnie aplikacji do konkretnych czynności.

Kilka lat temu byłem wielkim piewcą aplikacji Reeder – świetnego klienta Google Readera. Aplikacja na iPhone‚a była nie tylko bardzo ładna, ale także niezwykle funkcjonalna świetnie wykorzystując naturalne dla środowiska iOS elementy nawigacyjne. Dziś nie używam jej prawie w ogóle. Reedera zastąpiła mi aplikacja Feedly, której używam na wszystkich urządzeniach mobilnych poza Windows Phone’em, na który nie jest dostępna.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu, na pytanie o moje ulubione aplikacje mobilne bez mrugnięcia oka odpowiedziałbym, że są to: Zite i Flipboard. Dziś rzadko kiedy odpalam którąkolwiek z nich. Z jednej strony zastąpiła mi je świetna aplikacja Prismatic (niestety tylko na iPhone’a), która w fenomenalny sposób dopracowała koncept „curation” na urządzeniach mobilnych czyniąc go jeszcze bardziej zautomatyzowanym, a z drugiej wspomniane powyżej Feedly, które oprócz integracji z Google Readerem oferuje również mocną część „curation”.

Pamiętam, że w latach 2008 – 2010 nie wyobrażałem sobie czytania dłuższych tekstów znajdywanych w ciągu dnia w przeróżnych miejscach w Sieci za pośrednictwem Instapaper. Dziś, mimo iż ogólnie nieco mniej korzystam z narzędzi typu „przeczytaj później”, to korzystam tylko i wyłącznie z Pocket.

Gdyby mi ktoś półtora roku temu zasugerował, że na iPhonie będę używał innej przeglądarki niż dostarczana fabrycznie Safari, to pewnie bym nie uwierzył. Dziś nie wyobrażam sobie niczego poza Chrome – w tym przypadku zarówno na urządzeniach mobilnych (smartfonach i tabletach z iOS oraz Android, niestety na Windows Phonie wciąż skazani jesteśmy na IE), jak i komputerze.

Podobnie sprawa wygląda z systemową aplikacją Muzyka na iPhonie, czy Double Twist na Androidzie – jeszcze do niedawna były to w moich oczach pozycje nie do zastąpienia, dziś używam głównie czegoś innego – Spotify. W przypadku aplikacji typu GTD (get things done), już dawno zrezygnowałem z Things na rzecz multi-platformowego Any.Do.

Skąd te zmiany? Większość moich nowych faworytów wśród aplikacji mobilnych prezentuje się lepiej w dwóch podstawowych kwestiach: wizualnej oraz funkcjonalnej. Weźmy chociażby Reedera vs. Feedly. Ta pierwsza aplikacja to czytnik RSS w klasycznym stylu znanym od lat; druga to czytnik, który powstał z uwzględnieniem nowych trendów w Internecie, który coraz bardziej polega na obrazku (stałym lub ruchowym), aniżeli na tekście. Oko przyzwyczajone do serwisów typu Pinterest, Instagram, czy nawet Facebooka lepiej dziś odnajduje się w Feedly, aniżeli w Reederze.

Weźmy Flipboard/Zite vs. Prismatic. Ze swoimi wielkimi kartami z prezentacją jednego tekstu źródłowego i ciekawą animacją przechodzenia do kolejnych, Flipboard wydawał się wielkim skokiem jakościowym dla całego internetu kilkanaście miesięcy temu . Dziś, podobnie jak Zite, wydaje się być ociężały i mało przyjazny użytkownikowi. Prismatic prezentuje źródła informacji w jednym niekończącym się strumieniu w taki sposób, iż bez konieczności subskrypcji konkretnego źródła dostajemy pełne dossier informacyjne na interesujące nas tematy. Co więcej, usługa jest znacznie lepiej pomyślana pod względem nawigacji (tylko za pośrednictwem gestów), a także lepiej zintegrowana z mediami społecznościowymi.

Rynek aplikacji się zmienia, choć ciężko to dostrzec z dnia na dzień. Dopiero analiza własnych zachowań związanych z wykorzystywaniem smartfonu, czy tabletu pozwala nam zrozumieć jak wiele przez te pięć lat od wybuchu mobilnej rewolucji się zmieniło.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement