Spider's Web

Wpisy z działu: Android

Chrome Beta dla Androida już dostępny

chrome

Na to wszyscy czekamy od dawna – na przeglądarkę Chrome dla mobilnego systemu Google’a, Androida. Synchronizacja zakładek, aktualnej sesji czy lepsze podpowiedzi są oczekiwane tym bardziej, że przecież Chrome to jak Android dzieło Google’a. Doczekaliśmy się; Google wypuścił dziś wersję beta Chrome’a. Jest niestety jeden spory szkopuł. Chrome beta działa tylko na smartfonach i tabletach z Androidem 4.0. Niestety nikt z redakcji nie posiada urządzenia z tym systemem, zdajemy się więc na Wasze, czytelników, reakcje i doświadczenia – jeśli zainstalujecie Chrome beta z Android Marketu, to podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach.

Mobilny Facebook dostanie reklamy

W przeciągu miesiąca, na początku marca, można się spodziewać pojawienia się reklam w mobilnych aplikacjach dedykowanych największemu na świecie serwisowi społecznościowemu.

Facebook niedługo trafi na giełdę przez co ostatnimi czasy mocno skupia się na przychodach. Pod koniec zeszłego roku pojawiły się posty sponsorowane w serwisie. Teraz gigant planuje wprowadzenie reklam do swojej aplikacji mobilnej.

Na co mi 7-milimetrowy smartfon, skoro mogę go używać tylko kilka godzin

SAMSUNG

Czytam na kolejnym serwisie plotkę o tym, że Samsung Galaxy SIII miałby mieć 7 milimetrów grubości. Po Motoroli RAZR, po coraz bardziej cienkich, większych, mocniejszych smartfonach, Samsung znów chce wyróżnić się smukłością. Zresztą nie tylko Samsung – większość producentów nowoczesnych smartfonów chwali się, że ich telefon jest najcieńszy. Niektórzy są w stanie nawet stoczyć o to bój przed sądem. To jest przykre. Dlaczego? Bo nie tylko ja pewnie wolałabym, żeby producenci wojowali nie na milimetry, a na dni. Na dni, przez które ich superhipermegawypasiony smartfon potrafi działać bez ładowania. Na co mi cieniutki niczym szesnastokartkowy zeszyt pierwszoklasisty smartfon, skoro cały czas muszę szukać sposobu na doładowywanie go?

Dziwnym sposobem smartfon stał się dobry, jeśli potrafi wytrzymać na jednym ładowaniu od rana do wieczora, czyli typowy dzień roboczy i to przy dosyć zachowawczym korzystaniu. To o tyle dziwne, że odbywa się mniej więcej tak: kupuję supersmartfona za 2000 złotych. Posiada on szybki modem internetowy, zaawansowaną przeglądarkę internetową, obsługę mnóstwa świetnych aplikacji, gier, muzyki, filmów, dobry aparat z kamerą HD i diodami doświetlającymi, ładnymi i rozbudowanymi grami, czasem nawet z NFC… A gdy wychodzę z domu rano nie mogę korzystać z tych dobrodziejstw na przykład w pociągu czy autobusie, jeśli chcę, by bez ładowania wytrzymał do wieczora. Nie mogę pograć sobie przez godzinę, bo wtedy naładowanie baterii spadnie tak, jak w kilka godzin “zwykłego” korzystania. Nie mogę poprzeglądać internetu na pełnym podświetleniu mojego SuperAMOLEDa czy Retiny, bo to ciągnie energię jak szalone. A słuchanie przy tym muzyki i pełna synchronizacja…

Badanie: iOS mniej stabilny od Androida

Crittercism, zajmujący się raportowaniem występujących w aplikacjach mobilnych błędów, udostępnił wyniki swoich badań na ciekawym wykresie.

Według danych Crittercism większość błędów w aplikacjach i zwieszeń systemu w urządzeniach mobilnych pochodzi z systemu iOS, czyli iPhone’ów, iPadów i iPodów Touch. Po zsumowaniu wszystkich wersji Androida i iOS niemal ¾ wysypów systemu przypisywane jest temu drugiemu.

Cztery ekrany to rzeczywistość, ale dla kogo

Kinect1

Cztery ekrany użytkownika urządzeń technologicznych – co to tak właściwie jest? Dla wielu to mit stworzony na potrzeby marketingu największej spółki technologicznej na świecie. Smartfon, tablet, komputer oraz telewizor razem mają tworzyć cztery ekrany na użytek każdego nowoczesnego obywatela. Prezesi firmy, która przedefiniowała pojęcia: tablet oraz smartfon stanowczo mówią o erze post-PC. Gdzie jest więc przyszłość czterech ekranów? Jaki mają sens? A przede wszystkim – gdzie w dobie nowoczesnych telefonów oraz tabletów jest miejsce na tradycyjne komputery oraz telewizory.

Słowem-kluczem do zrozumienia sensu posiadania czterech ekranów jest „ekosystem”. Możemy posiadać najnowocześniejszy tablet, komputer, telefon oraz telewizor, jeśli jednak poza wygórowana ceną nie będą miały ze sobą nic wspólnego, nijak będą się miały do wizji czterech ekranów.Dziś o ekosystem walczą przynajmniej trzej gracze: Google – 0ferując swoje uzależniające usługi na komputerze oraz system Android w komórkach i tabletach oraz jego zmodyfikowaną wersją na telewizory czyli Google TV, Microsoft – posiadający dominującą pozycję na rynku systemów operacyjnych dla PC, wiele milionów telewizorów podłączonych pod konsole Xbox 360 oraz wielkie aspiracje na rynku smartfonów i tabletów oraz Apple – posiadający najbardziej zamknięty ekosystem iOS, który jest jednocześnie najbardziej spójny i zintegrowany (na razie należą do niego: iPhone, iPad, iPod touch oraz Maki i przystawka Apple TV, jednak o wprowadzeniu telewizora jest coraz głośniej).

Windows Phone Apollo – sprawdzamy, czy ma szansę w starciu z Androidem i iPhone’em

iphone-android-windows

Kilka dni temu do Sieci wyciekły pierwsze dane na temat Windows Phone „Apollo”. Po raz pierwszy też nie są one plotkami: pochodzą bowiem z prezentacji przygotowanej przez Joe Belfiore z Microsoftu. Kto przegapił newsa, polecam chociażby moje małe podsumowanie. Obawiam się jednak, że Apollo, mimo imponującego skoku jakościowego, nie wyprowadzi Windows Phone z niszy.

Windows Phone to system uszyty specjalnie dla mnie. Bardzo mi się podoba to, na co kładzie nacisk: na jak najszybsze, jak najłatwiejsze i jak najwygodniejsze prezentowanie treści. Mobilne Okienka (a właściwie „kafelki”) stawiają na jak najczytelniejszy przekaz: wszystko, co jest zbędne, wylatuje. Zdaję sobie jednak sprawę, że należę do przytłaczającej mniejszości: z wynikami sprzedaży smartfonów z Windows Phone dyskutować się nie da. System ten trafia do niszy pomyleńców takich, jak ja (wg wszystkich badań, jakie widziałem, „consumer satisfaction rate” jest na poziomie, lub powyżej iPhone’a, więc diabelnie wysoko), i nigdzie więcej. Windows Phone Apollo będzie rewolucją. Ale rewolucją dla wyżej wspomnianej niszy. Żadna z dodanych funkcji nie spowoduje, że masy porzucą Androida i iPhone’a na rzecz mobilnych kafelków. Oto dlaczego.

Google będzie sprawdzał aplikacje dla Androida – wreszcie!

Clipboard01

Koncern uruchomił właśnie coś, co powinno działać już co najmniej od 3 lat – skaner, automatycznie sprawdzający aplikacje wprowadzane do Android Market pod kątem złośliwego oprogramowania i funkcji potencjalnie szkodliwych dla użytkownika. Google robi to bardzo późno… ale na szczęście nie za późno. Bo choć o złośliwym oprogramowaniu w Android Market mówi się ostatnio coraz więcej (głównie dlatego, że faktycznie było go tam coraz więcej), to jednak Android nie stał się jeszcze platformą zawirusowaną w tym stopniu, co Windows.

Jeśli Bouncer – bo tak nazywa się nowe narzędzie – będzie działał tak, jak powinien, to użytkownicy Androida mają wszelkie powody by czuć się bezpiecznie. Google’owi można bowiem wiele zarzucać, ale przyznać trzeba, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to produkty firmy reprezentują bardzo wysoki poziom. Dość wspomnieć o Chrome – czyli chyba najlepiej zabezpieczonej przeglądarce internetowej.

Niesmaczna reklama wykorzystująca wizerunek Steve’a Jobsa

Tajwański producent elektroniki wypuszcza na rynek nowe urządzenie o nazwie Action Pad. Przedwczoraj w internecie pojawiła się szokująca reklama telewizyjna tabletu.

W półminutowej reklamie występuje znany tajwański naśladowca, Ah Ken. Jest on ubrany w czarny golf, niebieskie jeansy i białe sportowe obuwie, zupełnie jak Steve Jobs. Dodatkowo, co nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia, aktor występuje z doczepionymi anielskimi skrzydłami i aureolą.

Dokumenty Google na Androida wreszcie offline

google-apps-android

Tego było trzeba – jedna z najważniejszych usług Google’a – Dokumenty – w wersji aplikacji mobilnej na Androida w końcu oferuje możliwość dostępu do plików offline. W Android Markecie czeka właśnie aktualizacja aplikacji, która tę wielce oczekiwaną zmianę przynosi. Teraz nawet bez dostępu do internetu można przeglądać zapisane wcześniej dokumenty. 

Co więcej, w wersji offline można również edytować dokumenty, a gdy znajdziemy się ponownie w zasięgu czy to WiFi, czy internetu mobilnego, wszystkie poczynione wcześniej zmiany zostaną automatycznie zaktualizowane i zsynchronizowane z kontem w chmurze. Obok wersji offline, Google zaktualizował także wygląd aplikacji w wersji na tablety z systemem Google Android. Teraz po otwarciu dokumentu na tablecie, zobaczymy go w wersji zoptymalizowanej pod względem rozdzielczości dla ekranu tabletu. Włączono także obsługę dokumentów gestami – ruch palca w lewo lub w prawo przeniesie nas pomiędzy poszczególnymi stronami, a slider na dole strony pozwoli na natychmiastowe przejście do żądanej strony dokumentu. 

Porażka Barnes & Noble: Microsoft będzie mógł dalej trollować

steveballmer

Microsoft stara się zwalczać konkurencję na przeróżne sposoby. Jeśli chodzi o Androida, wybrał wojnę patentową, w wyniku której większość producentów sprzętu z tym systemem musi płacić firmie z Redmond opłaty licencyjne. Barnes & Noble się zbuntował. Miał być wybawieniem dla Androida. Wygląda na to, że się nie udało.

Taktyka Microsoftu była prosta: prawnicy tej firmy udawali się do producentów sprzętu z systemami Android i Chrome OS. Informowali, że systemy te łamią patenty należące do firmy Microsoft. Opcje są dwie: zapłaćcie nam opłaty licencyjne za każdy wyprodukowany produkt z Androidem, a my pokażemy wam o które patenty chodzi, albo widzimy się w sądzie.

Samsung Galaxy Tab 8.9 LTE w Plusie

Do jednego z polskich operatorów komórkowych trafi najnowszy tablet Samsunga, obsługujący standard LTE.

Nowe urządzenie koreańskiego producenta jest mocną pozycją wśród tabletów. Dwurdzeniowy procesor 1.5 GHz i 1 GB pamięci RAM czynią go, przynajmniej na papierze, najszybszym dostępnym sprzętem w swojej klasie. Warto wspomnieć też o rozdzielczości nietypowej wielkości urządzenia (ekran 8.9 cali) wynoszącej 1200 x 800 pikseli oraz 16 GB pamięci wewnętrznej.

Motorola będzie ciągnąć Google w dół

google_moto

13 lutego to ostateczny termin, w którym Komisja Europejska ma dać odpowiedź na to, czy zgadza się na przejęcie Motoroli Mobility przez Google’a, czy nie. Także przed amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości procedury oceny potencjalnych zagrożeń związanych z tym połączeniem dobiegają końca, a w Chinach lokalny urząd antymonopolowy już zaaprobował transakcję. Wszystko wskazuje na pozytywne rozstrzygnięcia w każdym z wyżej wymienionych przypadków, więc najpóźniej do końca lutego Motorola Mobility znajdzie się w rękach Google’a. Pytanie tylko, czy to wciąż dobra wiadomość dla Google’a.

Kilka dni temu Motorola Mobility zaprezentowała swoje wyniki finansowe po czwartym kwartale ubiegłego roku i przy okazji podsumowała cały poprzedni rok. Słowa „tak sobie” byłyby nadużyciem w ocenie wyników Motoroli – dane finansowe amerykańskiej firmy wskazują na bardzo duży problem niegdysiejszego głównego innowatora rynku mobilnego. W całym 2011 r. Motorola Mobility zanotowała stratę 249 mln dol. przy 13 mld dol. przychodów ze sprzedaży. Rok wcześniej strata wyniosła 86 mln dol. przy 11,5 mld przychodach. W samym czwartym kwartale 2011 r. – który, przypomnijmy, w zdrowych firmach technologicznych powinien być zdecydowanie najlepszy w całym roku – Motorola Mobility musiała przełknąć gorzką 80 mln dol. stratę przy 3,44 mld dol. przychodach. Patrząc na te wyniki rodzi się naturalne pytanie – za co tak naprawdę Google zapłacił gigantyczne pieniądze – 12,4 mld dol.

„Miliony” wirusów i trojanów na Androidzie to już nie fikcja

android_malware2

Temat wirusów na smartfony od zawsze uważałem za kuriozalny, mający wyłącznie napędzić sprzedaż aplikacji do zabezpieczania telefonów. Bo czy nie można nazwać absurdem sytuacji, w której to programów antywirusowych jest więcej, niż wirusów? Po najnowszym raporcie firmy Symantec włos się jednak zjeżył na głowie.

Historia wirusów na smartfony to opowieść dość krótka. Te komputerowe mają już kilkadziesiąt lat, a encyklopedia definiująca wszystkie ich rodzaje byłaby zapewne większa od Wikipedii. Smartfony to jednak młode urządzenia, na dodatek przez długi okres wirusy mobilne nie miały większego sensu. Pierwszego mobilnego szkodnika wykryła firma Kaspersky Lab w 2004 roku. Szkodnik atakował telefony z systemem Symbian i rozprzestrzeniał się za pomocą… nie, nie za pomocą Internetu. Wtedy to był wciąż telefoniczny luksus. Złapać go można było za pomocą Bluetooth, lub, w późniejszej wersji, za pomocą SMS-a.

Evi – asystent głosowy, który miał być alternatywą dla Siri. A jak jest w rzeczywistości?

true_knowledge

Android oferował możliwość podstawowego sterowania smartfona głosem wcześniej niż Siri pojawiło się w iPhonie 4S. Jednak Apple, jak to Apple, podszedł do sprawy w zupełnie inny, nowatorski sposób i jak zawsze, to właśnie firmie Tima Cooka świat przypisuje dziś wynalezienie asystenta głosowego w telefonie komórkowym. Debiut Siri otworzył przy okazji nowe pole do innowacji – coraz częściej pojawiają się alternatywne systemy inteligentnego asystenta w smartfonie, które jednak pokazują jak wiele jest jeszcze do zrobienia, aby asystent głosowy był prawdziwym asystentem użytkownika. Najnowszy przykład – aplikacja Evi na Androida i iPhone’a dobitnie to pokazuje. 

Siri nie jest bezbłędne. Nie dość, że oferuje swoje usługi jedynie dla użytkowników posługujących się bardzo wąską grupą języków, to na dodatek często są problemy – a to serwery nie działają, a to nie zawsze odpowiedzi są takie, jakie oczekiwałby użytkownik iPhone’a 4S. W porównaniu jednak do systemowego zarządzania głosowego w Androidzie jest o niebo lepiej, choć w przeciwieństwie do Siri, wersja Google’a stara się obsługiwać język polski (stara się jest tu celowo użyte). Asystent głosowy w Androidzie nie odpowiada jednak na pytania – potrafi przełożyć słowo dyktowane na pisane (nie bezbłędnie), wyszukać lokalizację, ale na pytania o prognozę pogody, czy wynik finału ostatniego Australian Open już nie odpowie. Stąd nieśmiałe próby stworzenia na Androidzie czegoś na wzór Siri.

Za Apple i Samsungiem już tylko same problemy

techmobilewars

W ujęciu kwartalnym zwycięża Apple, w ujęciu rocznym zwycięski wychodzi Samsung – tak w skrócie można podsumować raporty sprzedaży poszczególnych producentów smartfonów po czwartym kwartale 2011 r. I choć to bardzo interesujące, to jeszcze ciekawiej jest za dwójką liderów, bo poza nimi wszyscy mają mniej lub większe problemy. 

Według dwóch raportów, które podsumowują ostatnie wyniki sprzedaży branży mobilnej – od IHS Suppli oraz Strategy Analytics – na koniec 2011 r. to Apple był liderem sprzedaży smartfonów z 37 mln sprzedanych iPhone’ów. Na drugim miejscu był Samsung z 36,5 mln. W ten sposób w całym 2011 r. po każdym kwartale następowały zmiany na pozycji lidera. Jako lider 2011 r. rozpoczęła Nokia. W drugim kwartale przegonił ją Apple, a także Samsung, który wziął drugie miejsce. W trzecim kwartale to Samsung wyprzedził zarówno Apple’a, jak i Nokię. W ostatnim czwartym kwartale roku sytuacja wróciła do tej z połowy roku i to Apple był przed Samsungiem i Nokią. 

Przełącz do wersji mobilnej