Bing włącza Like Facebooka przy wynikach wyszukiwania. Google w końcu może zacząć się bać?

16.05.2011
Bing włącza Like Facebooka przy wynikach wyszukiwania. Google w końcu może zacząć się bać?

Jutro Bing ma włączyć like’i Facebooka przy swoich wynikach wyszukiwania. To kolejny etap integracji największego na świecie serwisu społecznościowego z wyszukiwarką Microsoftu. Facebooka nie udało się kupić, więc jest ‚strategiczne partnerstwo’. Czy ta integracja pomoże w końcu Bingowi osiągnąć sukces jaki wynikałby z zaangażowanego kapitału? Like to najmocniejsze z dotychczasowych oręży Facebooka.

Powiedzieć, że Microsoft dopłaca do swoich inwestycji w internet to mało – każdego kwartału Microsoft dokłada setki milionów dolarów do tego interesu, który ciągle jest grubo pod kreską. Niemniej jednak z kwartału na kwartał rośnie udział wyszukiwarki Bing względem wyszukiwarki Google’a, choć głównie na rynku amerykańskim. Według ostatnich badań ComScore, Bing ma 14% a Google 65% udziałów w amerykańskim rynku wyszukiwania. To jeszcze nic. Przychody Google’a z reklam wyświetlanych przy wynikach wyszukiwania stanowią ok 90% wszystkich przychodów firmy szacowanych na ponad 31 mld dol. Całościowe roczne przychody Microsoftu z linii biznesu, w której znajduje się Bing to tylko ok 2,2 mld dol. Jednak łącznie Microsoft na ‚online division’ stracił już ponad 3 mld dol.

Skąd wynikają takie liczby? Ano z tego, że Microsoft w zasadzie kupuje ruch…, czy to poprzez płacenie innym stronom za zapytania w sieci czy kolejne kontrakty na pojawienie się Binga w oknie domyślnych wyszukiwarek. Na słynnym dealu z Yahoo, Microsoft zarabia niewiele – aż 88% przychodów oddaje partnerowi. Z 12% Microsoft musi obsłużyć wszystkie koszty. Wychodzi więc na to, że Microsoft zyskuje udziału i przychody brutto, ale nie zysk.

Nie wiadomo ile Microsoft zapłaci Facebookowi za ‚like’i’ przy wynikach wyszukiwania. Może wynika to z warunków niegdysiejszej 240 mln inwestycji Microsoftu w firmę Marka Zuckerberga, a może z innych póżniejszych mniejszych kontraktów. Fakt faktem, że „lubię to” Facebooka to najpotężniejsza z dotychczasowych broni. Zalogowani użytkownicy Facebooka wyszukujący informację z Bingu przy wynikach zobaczą informację o znajomych, którzy dane znalezisko „lubią”. Ludzie wklepujący w przeglądarkę tzw. generyczne zapytania, np. „gotowanie”, zobaczą listę przepisów, przy których „like” kliknęli znajomi. I tak dalej. Patrząc na to, że „like” Facebooka jest dziś coraz bardziej istotną lokomotywą ruchu w sieci, z potencjałem na szybkie przekierowywanie mnóstwa połączeń w dane miejsce, to nagle może okazać się, że Bing zyskuje wyraźną przewagę nad Google’em.

Google również zdaje sobie sprawę z potencjału społecznościowej nakładki na wyniki wyszukiwania. W ostatnim czasie eksperymentuje z własnym przyciskiem +1, który ma pełnić dokładnie taką samą rolę, jak „Like” Facebooka przy wynikach Binga. Słuchy chodzą, że w tym tygodniu Google oficjalnie wypuści projekt +1 z etapu eksperymentu. To współgrałoby czasowo z ofensywną Binga. Patrząc jednak na to, jak szybko zniknął „buzz” wokół +1, można przypuszczać, że i ten projekt dołączy do coraz dłuższej liczby nieudanych projektów Google’a w internecie społecznościowym.

Jaki będzie wynik tego starcia – nie wiadomo. Wiadomo jednakże, że Bing zyskuje najważniejszą z dotychczasowych broni. Jeśli ludzie rzeczywiście chcą szukać informacji w sieci bardziej społecznościowo, to „Like” Facebooka jest właśnie tym narzędziem, które ma szansę odpowiedzieć na tę potrzebę.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement