Padnie ostatni bastion obrony przed reklamą – e-booki

13.12.2010
Padnie ostatni bastion obrony przed reklamą – e-booki

W cyfrowym świecie wszystko może być nośnikiem reklamy – portal, blog, kanał RSS, klient Twittera, wydanie magazynu na tablet, streaming muzyki, przechowalnia linków, itd. Do tej pory reklam nie było tylko w jednym miejscu – w e-bookach. Nie było, lecz dziś już są. Co więcej, znajdują tam całkiem sensowne miejsce do poszerzania swojego pola rażenia. Jest też dobra informacja – dzięki reklamom e-książki mogą być wkrótce darmowe.

Wartość rynku sprzedaży e-booków ma wzrosnąć z 1 mld dol. w tym roku do 2,8 mld dol. w 2015 r. 7% internautów wchodzi to sieci by poczytać e-książki. Posiadacze e-czytników już dziś czytają na nich 40% książek, które czytają. 35% czytelników e-książek czyta na notebookach, a 32% na Kindle’u – te dane Forrester Research potwierdzają jednokolejny wielki boom technologii konsumenckiej będzie związany z digitalizacją globalnych zasobów literatury.

Rynek powoli przygotowuje infrastrukturę pod przyszłe profity. Pierwszy był Amazon, który najpierw ze swoim e-czytnikiem Kindle wykreował modę na cyfrowe czytanie. Charyzmatyczny szef firmy, Jeff Bezos szybko zrozumiał jednak, że sam czytnik – mimo, iż gadżet to chodliwy na miarę iPoda – to za mało i Kindle’a zrobił usługą na możliwie najszersze spektrum urządzeń – od notebooka, poprzez smartfon, aż po tablet.

Na ramionach Amazona zapragnął stanąć Steve Jobs – dokładnie takiego zwrotu szef Apple’a użył, kiedy ogłaszał powstanie własnej usługi-księgarni – iBooks Store. Wcześniej pokazał światu pierwszy tablet nowożytnej ery konsumenckiej mianując go głównym domowym urządzeniem do konsumpcji mediów, w tym cyfrowych książek. Na razie brak danych, czy Apple sięgnął wyżej od Amazona. Może to dlatego, że Amazon nigdy danych nie pokazał, a może dlatego, że Apple nie ma za bardzo co pokazać.

Pośród zastępu mniejszych, ale całkiem prężnie działających konkurentów Amazona – typu Barnes & Nobles – znalazł się także największy gigant internetowych dziejów – Google, który zeskanował 15 mln książek (i obiecuje więcej) oraz otworzył własny sklep z e-książkami Google eBooks. Google wybrał zaktualizowaną strategię firmy Amazon – e-książki jako usługa w technologicznej chmurze. W skrócie można to wyjaśnić tak: zacznij czytać swoją e-książkę na notebooku przy biurku, kontynuuj na smartfonie w metrze (w Polsce to ci z Warszawy), potem przerzuć się na tablet w domowych pieleszach i na koniec zasiądź ponownie do notebooka, najlepiej z Chrome OS na pokładzie. Co najważniejsze – chmura zsynchronizuje na bieżąco stan twojej lektury.

Infrastruktura już jest, chmurne usługi już są, boom na urządzenia mobilne już jest, dynamicznie rosnące zainteresowanie czytelników nowym medium też – czego nie ma, to nowoczesny model biznesowy sprzedawania e-booków. Nowoczesny, bo to, co na razie jest, nowoczesne nie jest. Jest drogo – choć nieco taniej niż przed wejściem Apple’a na rynek e-booków. Jest tak samo jak w przypadku „analogowej” księgarni – wchodzisz, płacisz i wynosisz. Jedyna różnica jest taka, że w sieci spuściznę największych autorów – tych lekturowych głównie – dostaniesz za darmo. W księgarni za ścięte na papier drzewo musisz zapłacić.

Za słowo pisane internauci niechętnie dziś płacą. Uwziął się za to na nich najmożniejszy z możnych na rynku medialnym – Rupert Murdoch. Zanim jednak za prasę (i blogi) w internecie przyjdzie płacić, e-książki spróbują innego modelu – reklamy. Księgarnia Wowio zaczęła sprzedawać reklamy wewnątrz e-booków, które sprzedaje czytelnikom, którzy później czytają je na Kindle’u czy iPadzie. W „Wall Street Journal” czytamy, że niektóre e-booki od Wowio mają aż trzy promocyjne strony – wstęp, ostatnia strona plus wewnątrz całostronicowa reklama.

Ale to jeszcze nie sensacja. Sensacyjne jest to, co Wowio zaczyna wdrażać – firma eksperymentuje z techniką dynamicznego wrzucania reklam wewnątrz e-booków? sprofilowanych pod kątem indywidualnego czytelnika (wg danych rejestracyjnych w sklepie oraz historii pobrań). Ten sam e-book pobrany przez różne osoby może nieść w sobie różne promocyjne przekazy. Reklamy w Wowio kosztują pomiędzy 1 a 3 dol. za każdy pobrany e-book. Zyskiem księgarnia dzieli się z wydawcami.

Ciekawy to koncept, który zapewne podchwycą za chwilę najwięksi. Nic nie stoi w sprzeczności z tym, aby już w niedalekiej przyszłości reklamy zagościły na dobre w e-bookach (obronienie tego medium przed reklamami jest po prostu niemożliwe) i to na dodatek w formie bardzo spersonalizowanej. Google wiedząc o mnie prawie wszystko na podstawie danych z mojego konta, technicznej analizy moich e-maili, historii wyszukań i odwiedzania stron internetowych, w e-książce, którą mi udostępni, może do mnie mówić po imieniu – hej, Przemysław, sprawdź ofertę wakacji w Izrealu, a innemu czytelnikowi tego samego e-booka może polecić powiedzmy środek do higieny intymnej.

Rys. Kamil Tatara

W ten sposób reklama w e-bookach byłaby bardzo atrakcyjna dla reklamodawców, którzy na razie narzekają na krótki czas życia e-literatury oraz stosunkowo niewielki nakład zdecydowanej większości pozycji. Co więcej, taki Google wcale nie musi zarabiać na sprzedawaniu e-książek, bo zarabia w 90% na reklamach, a inwestycja w e-książki to w zasadzie poszerzenie kontekstu reklamowego.

Niezadowolenie z obcowania z reklamami podczas lektury dostawcy e-książek szybko zniwelują udostępnieniem ich za darmo. Dylemat czy kupić najnowszego e-booka Dana Browna za 19,99 dol. bez reklam, czy dostać go za darmo z reklamami wewnątrz, dla znacznej większości przyzwyczajonych, że co w druku cyfrowym to za darmo, żaden dylemat.

Oby tylko nie było tak jak teraz w Polsacie, że zbliżając się do finału czytanej przez nasz książki będziemy musieli przebrnąć przez pakiet: blok reklamowy – nowości wydawnicze – blok reklamowy. Jak nie będzie, to pewnie dało się będzie z reklamami wewnątrz e-booków żyć.

Ps. A jakie product placementy można by sobie wyobrazić w e-książkach? Ło ho ho…

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement