Największa afera w historii, wycieki, błędy, luki w zabezpieczeniach – taki był 2018 r. dla Facebooka

Artykuł/Social media 27.12.2018
Największa afera w historii, wycieki, błędy, luki w zabezpieczeniach – taki był 2018 r. dla Facebooka

Największa afera w historii, wycieki, błędy, luki w zabezpieczeniach – taki był 2018 r. dla Facebooka

2018 r. był bardzo burzliwym rokiem dla Facebooka. Z bezprecedensową częstotliwością wybuchały kolejne afery, a firma balansowała na granicy wizerunkowej katastrofy.

W 2018 r. wspominaliśmy o Facebooku w różnych kontekstach blisko 200 razy. Taka liczba tekstów podyktowana była doniesieniami o kolejnych skandalach, ale również większymi lub mniejszymi zmianami w funkcjonowaniu największego serwisu społecznościowego świata.

Podsumowania roku nie można zacząć inaczej, jak od krótkiej historii kolejnych skandali. Dziś można powiedzieć, że początek roku przypadkowo wyznaczył narrację na kolejne miesiące. 4 stycznia Mark Zuckerberg opublikował na swoim koncie wpis, w którym obiecywał poprawę i przepraszał za niedociągnięcia. Słowo „przepraszam” padało w kolejnych miesiącach dziesiątki razy.

Kilka dni później świat obiegły deklaracje Zuckerberga, że jego osobistym celem, którego realizację zleci swoim pracownikom, będzie budowanie relacji społecznych między użytkownikami. Przy tej okazji zapowiedziano, że facebookowicze zobaczą mniej postów ze stron, a więcej od znajomych. Na pierwszy rzut oka zmiany wydawały się uzasadnione, tymczasem administratorzy stron, właściciele marek czy menadżerowie odpowiedzialni za media społecznościowe złapali się za głowę, przyglądając się kierunkowi rozwoju serwisu. Mój redakcyjny kolega napisał wręcz, że „Facebook pokazał środkowy palec właścicielom Stron”. Pod koniec stycznia serwis ogłosił również, że zamierza wyświetlać użytkownikom więcej lokalnych treści.

W tym krajobrazie zmiany zapowiedziane przez Zuckerberga umieścić można po stronie wpadek, a nie sukcesów. Zwłaszcza że w kolejnych miesiącach Facebook musiał się skupić na znacznie ważniejszych zadaniach, które w skrócie sprowadzały się do gaszenia pożarów.

Cambridge Analytica, czyli największa afera w historii Facebooka.

W połowie marca wybuchł prawdziwy skandal. Dziś mówimy o nim przywołując dwa słowa: Cambridge Analytica. Niewinny z pozoru quiz thisisyourdigitallife wywołał trzęsienie ziemi, którego skutki Facebook odczuwał przez cały rok. W opracowanym przez Rosjanina pracującego na Uniwersytecie Cambridge quizie, wzięło udział 270 tys. To niewielka liczba w skali Facebooka. Problem w tym, że wspomniana firma Cambridge Analytica pozyskała dzięki niemu informacje z 87 mln kont użytkowników. Także tych, którzy nie brali udziału w zabawie.

Początkowo Facebook bronił się dość typowo. „Ludzie świadomie przekazywali swoje informacje, żaden system nie został zinfiltrowany, a żadne hasła ani poufne informacje nie zostały skradzione lub zhakowane” – czytaliśmy w oświadczeniu wydanym przez firmę.

Jeżeli mignął wam w tym roku hashtag #deletefacebook, to zyskał on popularność właśnie w kontekście afery wokół Cambridge Analytica. Usunięcie konta na Facebooku stało się dla niektórych użytkowników imperatywem moralnym, ale wyniki firmy pokazują, że akcja nie wpłynęła na spadek liczby użytkowników. Nie pomógł nawet fakt, że wśród uciekinierów z platformy Zuckerberga znalazł się twórca WhatsAppa. Ten sam, który sprzedał wcześniej komunikator Facebookowi.

Po wybuchu afery Zuckerberg unikał mediów. Biuro prasowe donosiło, że pracuje nad rozwiązaniem sprawy Cambridge Analytica. Gdy przerwał milczenie, ogłosił sanację oraz liczne zmiany.

Plan był prosty. Serwis miał zbadać wszystkie aplikacje, które miały dostęp do dużej liczby danych użytkowników, a także poinformować tych spośród nich, których dane zostały wykorzystane przez firmy trzecie.

W kwietniu ogłoszono konkretne modyfikacje w API Facebooka. Dotyczyły one stron, grup, wydarzeń i systemu logowania Facebook Login. W skrócie polegały one na ograniczeniu dostępu do informacji o użytkownikch aplikacjom zewnętrznym.

11 kwietnia Mark Zuckerberg został przesłuchany przez senackie komisje sprawiedliwości oraz handlu, nauki i transportu. Szef Facebooka odpowiadał na pytania dotyczące Cambridge Analytica, fake newsów, rosyjskich trolli, wpływu na wybory w Stanach Zjednoczonych i referendum w sprawie Brexitu. Niestety samo przesłuchanie niewiele wniosło do sprawy. Pytania senatorów cechowały się naiwnością. Mieliśmy do czynienia ze spektaklem medialno-politycznym, z którego Zuckerberg wyszedł z tarczą, a nie na tarczy.

Niekontrolowana rzeka danych.

W kolejnych miesiącach mogliśmy przeczytać nastepne doniesienia o tym, że Facebook udostępniał temu lub innemu podmiotowi dane użytkowników. W połowie roku „The New York Times” informował o kilkudziesięciu koncernach, które otrzymały dostęp do informacji na – można rzec – preferencyjnych warunkach. Wśród firm wymieniano wówczas m.in. Samsunga, HTC, Apple’a, Microsoft, Huaweia, Lenovo czy Oppo.

Ta sprawa miała mocny ciąg dalszy pod koniec roku, gdy ta sama redakcja napisała, że dostęp do danych otrzymało aż 150 firm, a Facebook w praktyce zwolnił je z przestrzegania własnych zasad dotyczących prywatności. Nagłówki newsów, które pojawiły się w tym kontekście, skupiły się na tym, że takie firmy jak Spotify czy Netflix miały dostęp do prywatnych wiadomości użytkowników. „W żadnym momencie nie mieliśmy dostępu do prywatnych wiadomości ludzi na Facebooku, ani nie prosiliśmy o możliwość ich otrzymywania” – tłumaczyło biuro prasowe Netfliksa w oświadczeniu przesłanym Spider’s Web.

Sam Facebook zapewniał, że wszystko jest w porządku i argumentował, że partnerzy integracyjni firmy (bo tak i nazwał) mieli zapewnić użytkownikom dostęp do usług serwisu na różnych platformach. „Musieliście się zalogować za pomocą swojego konta na Facebooku, aby korzystać z integracji oferowanej przez Apple’a, Amazona lub innego partnera integracyjnego” – przypominał Facebook.

Wycieki, luki, błędy, czyli bezpieczeństwo według Facebooka.

Facebook nie tylko przez lata udostępniał dane lekką ręką. Również poziom zabezpieczeń tej platformy pozostawiał wiele do życzenia. Pod koniec września wyszło na jaw, że za sprawą luki w mechanizmie testowania ustawień prywatności, cyberprzestępcy mogli pozyskać w nieautoryzowany sposób dane 30 mln użytkowników (wcześniej mówiło się o 50 mln).

Inny przejaw słabości platformy uwypukliły doniesienia, że twórcy niektórych stron wykorzystujących logowanie za pośrednictwem Facebooka, zamieszczali złośliwy kod zapewniający dostęp do danych logujących się w ten sposób użytkowników.

W czerwcu, Facebook naraził 14 mln kont, podpowiadając podczas tworzeniu postów ich publiczną dostępność. Użytkownicy mogli nie zauważyć zmiany, bo wcześniej serwis domyślnie podpowiadał wybraną przez nich grupę docelową, np. znajomych lub bliskich znajomych.

W grudniu firma przyznała się do kolejnego błędu. Firmy trzecie miały zyskać „dostęp do szerszego zestawu zdjęć niż zazwyczaj”. Dotyczyło to 6,8 mln użytkowników, 1,5 tys. aplikacji zewnętrznych stworzonych przez 876 deweloperów. Niestety aplikacje mogły mieć dostęp również do tych zdjęć, które nie zostały opublikowane na Facebooku, a były przechowywane w pamięci aplikacji mobilnej.

Wpadki, kłamstwa i zaniechania.

Opowieść o wszystkich wpadkach, zaniechaniach i kłamstwach Facebooka w 2018 r. można by ciągnąć jeszcze długo. Firma miała np. fałszować wyniki odtworzeń filmów wideo zamieszczonych na platformie.

Znacznie poważniejsze oskarżenia dotyczą zaniechań Facebooka w Mjanmie, czyli dawnej Birmie, gdzie platforma wykorzystywana była do szerzenia mowy nienawiści i doprowadzić miała do czystek etnicznych. Zuckerberg tłumaczył się w tej sprawie przed amerykańskimi komisjami senackimi i Parlamentem Europejskim, przed którym zeznawał w maju, również w związku aferą Cambridge Analytica.

Afery i skandale nie odbijają się w wynikach kwartalnych Facebooka.

Opisanie w dużym skrócie najważniejszych wpadek i afer związanych z Facebookiem pochłonęło 1000 słów. Choć w bieżącym roku mówiło się o tej platformie społecznościowej głównie w ich kontekście, jej kondycja była – co tu dużo mówić – bardzo dobra.

Pod koniec października firma pochwaliła się wynikami za 3. kwartał. 13,7 mld dol. przychodów (o 33 proc. więcej niż rok wcześniej), 5,1 mld dol. zysku netto, 2,27 mld użytkowników w miesiącu (10 proc. wzrost rok do roku) – te dane dowodzą, że serwis przeszedł suchą stopą przez morze problemów. Analitycy i inwestorzy narzekali, co prawda na słabszą dynamikę wzrostu użytkowników, ale trudno powiązać ten trend jednoznacznie ze skandalami.

Co zmieniło się na Facebooku w 2018 r.

O zmianach algorytmu wyświetlania treści na Facebooku napisałem w części tekstu poświęconej wpadkom. Patrząc na aktualności pojawiające się na moim koncie mogę z całą pewnością powiedzieć, że zmiany się nie udały. Przez rok nie zanotowałem znaczącego wzrostu wyświetleń wpisów i zdjęć moich znajomych. Z drugiej strony spadek zasięgów, jaki dotknął strony można tłumaczyć jako próbę skoku na kasę ze strony społecznościowego giganta, bo w wielu przypadkach zmusił on firmy do zwiększenia budżetów na reklamę na Facebooku.

Najważniejsze zmiany w serwisie miały związek z Cambridge Analytica i większość z nich nie jest widoczna dla użytkowników, bo dotyczą ograniczeń w API. Z tych dostrzegalnych należy wymienić przebudowę ustawień prywatności. W sekcji Prywatność – skróty znajdziemy czytelnie pogrupowane odnośniki do kluczowych ustawień. Istotnym elementem tej sekcji jest menu preferencji reklam dające wgląd w informacje o wyświetlanych treściach komercyjnych.

Sporą zmianą było odświeżenie tzw. standardów społeczności, czyli swoistego kodeksu postępowania na Facebooku. Stosowny dokument ujednolicono tak, by zasady, którymi kierują się moderatorzy, były spójne. Facebook zdefiniował, w jakich sytuacjach mamy do czynienia z naruszeniem zasad i stworzył dość precyzyjną listę zakazanych zachowań w serwisie. Wprowadził też cechy chronione. Są nimi: rasa, pochodzenie, narodowość, wyznanie, orientacja seksualna, płeć, tożsamość płciowa, poważna niepełnosprawność lub choroba.

Serwis mocno postawił na popularny zwłaszcza na Instagramie format Stories, czyli relacje. Dziś po otworzeniu aplikacji zobaczymy je w eksponowanym miejscu.

Podobnie jak inni giganci technologiczni, Facebook wprowadził funkcję mierzenia czasu spędzonego w serwisie. W dedykowanej zakładce aplikacji mobilnej zobaczymy zestawienie z ostatnich 7 dni z wyliczoną średnią dzienną i danymi dla poszczególnych dni

W przypadku Facebooka trudno wyrokować na temat przyszłości.

Choć bardzo chciałbym wiedzieć jaka będzie przyszłość Facebooka, powstrzymuję się od prognoz. Przez cały 2018 r. można było odnieść wrażenie, że firma ma potężny pancerz ochronny. Kolejne skandale nie wpływały znacząco na wyniki kwartalne. Również pozycja Marka Zuckerberga pozostała niezachwiana, mimo licznych głosów, że powinien on przestać kierować firmą.

W mijającym roku firma przypominała nieco oblężony zamek, doskonale przygotowany do obrony, z zapasami na lata. Bomby wybuchały dość regularnie i nie uszkodziły murów obronnych, ale musiały je osłabić. W długoterminowym okresie tegoroczne zawirowania muszą być dla Facebooka odczuwalne.

2018 r. może być dla mediów społecznościowych przełomowy. Wydarzyło się tak wiele, że wkrótce możemy oczekiwać poważnych dyskusji na temat regulacji. Sam Facebook dostarczył doskonałego materiału do rozważań na temat prywatności, dostępu do danych użytkownika, ale także relacji społecznych budowanych w dobie społecznościówek. Jedno jest pewne – dyskusja jest bardzo potrzebna.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji