Nie chce ci się czytać nowych standardów społeczności Facebooka? Streściliśmy je dla ciebie

Artykuł/Social media 24.04.2018
Nie chce ci się czytać nowych standardów społeczności Facebooka? Streściliśmy je dla ciebie

Nie chce ci się czytać nowych standardów społeczności Facebooka? Streściliśmy je dla ciebie

Z czym kojarzą się standardy społeczności Facebooka? Zwykłemu użytkownikowi ze zbiorem nieczytelnych zasad. Takiemu, który doświadczył nieuzasadnionej blokady konta, z zupełnie nieżyciowym i niesprawiedliwym, a w dodatku uznaniowym, system oceny jego działań.

Facebook zmienia podejście w wielu kwestiach. Po aferze Cambridge Analytica odbywa się przegląd aplikacji zewnętrznych i nastąpiła zmiana w zasadach dostępu do facebookowych API. Również na polu kontaktu i traktowania użytkowników, następuje istotny zwrot.

Serwis zaktualizował właśnie swoje standardy społeczności. Wśród najważniejszych nowości wymienić można możliwość odwołania od decyzji o usunięciu zamieszczonych przez użytkowników treści. Wcześniej droga odwoławcza przysługiwała w przypadku blokady konta, strony lub grupy. Druga, być może ważniejsza zmiana dotyczy ujednolicenia zasad społeczności z regułami, którymi musieli kierować się moderatorzy.

Zaktualizowane standardy społeczności Facebooka, czyli szykujcie się na długą lekturę.

Czym są standardy społeczności? Serwis określa tym mianem zbiór dokumentów mówiących „co jest dozwolone i co jest zabronione na Facebooku”. Celem ma być bezpieczna społeczność wolna od przemocy w różnych aspektach, również fizycznej i finansowej – jak to definiuje ów specyficzny regulamin. Z jednej strony jako wartość wymieniana jest swoboda wypowiedzi, z drugiej równość. Bo przecież serwis skupia ponad 2 mld użytkowników ze wszystkich zakątków świata, reprezentujących różne rasy, religie, kultury, status społeczny itd.

Największe kontrowersje w sprawach dotyczących blokad czy usunięcia treści budzi podejście Facebooka do jego własnych zasad. Użytkownicy wielekroć spotykali się z sytuacjami, gdy jawnie naruszano standardy, a posty, zdjęcia czy filmy nie były usuwane. Po drugiej stronie możemy liczyć tych, którzy zostali potraktowani przez moderacje niesprawiedliwie, a ich treści znikały, można powiedzieć, bez powodu.

Dziś Facebook tłumaczy się – wybaczcie analogię – ewangelicznie, zwracając uwagę, że podejmując decyzję moderatorzy kierować się muszą duchem, a nie literą prawa:

Z tego powodu w niektórych przypadkach, dysponując dodatkowym kontekstem, podejmujemy decyzje zgodnie z ideą, a nie dosłownym brzmieniem zasad – czytamy.

Facebook definiuje zagrożenia.

Czego zakazują standardy społeczności? Przede wszystkim wspomnianej już przemocy. Co ciekawe, serwis przyznaje, że ludzie często reagują nieadekwatnie, „nie mając rzeczywistego zamiaru krzywdzenia innych”. W takich przypadkach znaczenie ma mieć kontekst. Postawa serwisu jest dość ryzykowna, bowiem zadaniem moderatora jest odróżnienie czy ma do czynienia z rzeczywistym zagrożeniem dla konkretnego użytkownika lub też całej grupy czy z „niegroźnymi deklaracjami”.

Usuwamy materiały, blokujemy konta i współpracujemy z organami ścigania, jeśli uważamy, że istnieje poważne ryzyko bezpośredniego zagrożenia fizycznego lub zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

W katalogu zakazanych postaw i zachowań ujęto terroryzm, propagowanie nienawiści, masowe lub wielokrotne morderstwa, handel ludźmi i zorganizowaną przestępczość. Oczywiście, to nie koniec. Wymienia się również propagowanie przestępstw czy koordynowanie ich. Niemile widziana jest na Facebooku sprzedaż lub wymiana broni palnej, środków odurzających itp. Nagość, wykorzystywanie seksualne dzieci i dorosłych – to również dość oczywiste przedmioty zakazów.

Samo podejście do nagości wielekroć budziło kontrowersje. Wystarczy przypomnieć kwestię usuwania zdjęć matek karmiących piersią czy dzieł sztuki klasycznej, które uznawano za niedozwolone. Dziś Facebook dość drobiazgowo wymienia, jakie obrazy są zakazane. Nie mogą przedstawiać m.in. stosunków płciowych, genitaliów, erekcji, “produktów ubocznych czynności seksualnych” czy “ściskania nagich kobiecych piersi, o ile nie jest to karmienie piersią”.

Nękanie na Facebooku – jak serwis z nim walczy?

Sporo miejsca w standardach społeczności poświęcono nękaniu. Zdaniem największego serwisu świata ta forma przemocy może mieć różne formy „od wygłaszania wypowiedzi poniżających daną osobę przez publikowanie niestosownych zdjęć po bezpośrednie groźby”. Usuwane zatem mają być treści prowadzące do poniżania i zawstydzania użytkowników, zwłaszcza dzieci. To ważne zastrzeżenie, bo jednocześnie innymi zasadami Facebook kieruje się w stosunku do osób publicznych. Te są mniej restrykcyjne, bo – jak czytamy w dokumencie – chodzi o „dopuszczenie krytycznych opinii” na temat znanych osób.

Facebook udostępnił specjalne centrum zapobiegania nękaniu. Użytkownicy znajdą w nim nie tylko definicję, ale możliwości postępowania w tego typu przypadkach.

Oprócz nękania wymieniane jest również prześladowanie, które Facebook definiuje jako “ciągłe próby kontaktu z daną osobą, pomimo że ta osoba wyraźnie sobie tego nie życzy”. W katalogu zachowań nieakceptowalnych znalazło się również naruszanie prywatności, w tym ujawnianie informacji o osobach trzecich bez ich zgody.

Nazwijmy rzeczy po imieniu: czego konkretnie nie toleruje Facebook.

Powyższy katalog jest czymś w rodzaju zbioru definicji zakazanych zachowań. Facebook jednak wymienia też bardzo konkretne „cechy chronione”. Są to: rasa, pochodzenie, narodowość, wyznanie, orientacja seksualna, płeć, tożsamość płciowa, poważna niepełnosprawność lub choroba. Atakowanie innych na podstawie tych cech jest zatem zabronione. Niedopuszczalne są również teorie o wyższości jednej grupy nad drugą, nawoływanie do wykluczenia lub segregacji.

Zakazano m.in. porównań do brudu, bakterii, chorób i odchodów czy używania takich słów jak “zdeformowany”, “niedorozwinięty”, “odrażający”, “brzydki”, “opóźniony w rozwoju”, “kretyn”, “niskie IQ”, “głupi”, “idiota”, “puszczalska”, “oszust”, “skąpiec”, “na krzywy ryj”. Na cenzurowanym znajdują się też takie wyrażenia jak “ohyda”, “obrzydlistwo”, “paskudztwo”.

W tym miejscu ponownie zapala się światło ostrzegawcze, bo Facebook tłumaczy, że nie usuwa treści postrzeganych jako propagowanie nienawiści w sytuacjach, w których udostępniający mają edukować innych lub budować świadomość społeczną. Dozwolone mają być nawet żarty na takie tematy, jeżeli intencje użytkowników są pozytywne i czytelne.

Podobnie sprawy się mają w przypadku drastycznych treści. Serwis twierdzi, że rozróżnia konteksty i w pewnych wypadkach zezwala na publikowanie zdjęć lub wpisów o takim charakterze, gdy może mieć to walor pedagogiczny.

Wspomniane wyżej zdjęcia karmienia piersią, które były często usuwane, zyskały błogosławieństwo decydentów Facebooka.

Na przykład pomimo że ograniczamy publikowanie niektórych zdjęć kobiecych piersi z widocznymi sutkami, dopuszczamy te udostępnione w kontekście akcji protestacyjnych i karmienia piersią lub w celu pokazania blizn po mastektomii – napisano.

Spam i fake newsy na cenzurowanym.

Na temat facebookowych łańcuszków (spam) i fake newsów, które znalazły podatny grunt w tym serwisie społecznościowym, można napisać kilka dzieł naukowych z różnych dziedzin. Facebook wpisał takie treści na swój indeks, deklarując walkę z nimi, ale umówmy się, będzie ona nierówna, a być może jest skazana jest na porażkę. Dobrze jednak wiedzieć, że znalazła się na tej liście, podobnie jak poszanowanie własności intelektualnej. Nawet jeżeli respektowanie tej ostatniej pozostaje czystą teorią.

Dołącz do dyskusji

Advertisement