Przesłuchania Zuckerberga to spektakl żenady. Szef Facebooka skompromitował polityków

Felieton/Social media 11.04.2018
Przesłuchania Zuckerberga to spektakl żenady. Szef Facebooka skompromitował polityków

Przesłuchania Zuckerberga to spektakl żenady. Szef Facebooka skompromitował polityków

Podczas oglądania relacji na żywo z pierwszego przesłuchania Marka Zuckerberga nie opuszczało mnie poczucie, że to, co się rozgrywa w Waszyngtonie, ociera się o groteskę.

Jestem, można powiedzieć, etatowym krytykiem Facebooka, jak i samego Marka Zuckerberga. Świadczą o tym dziesiątki tekstów, które napisałem na temat największego serwisu społecznościowego świata. Tym bardziej trudno mi uwierzyć w to, że jego szef zaimponował mi podczas wczorajszego przesłuchania.

O Facebooku piszę często, bo zajmuję się jego tematyką na Spider’s Web. Wspominam o tym nie bez przyczyny. Śledząc od lat wydarzenia związane z serwisem, obserwowałem jego wzloty i upadki. Pozwoliło mi to nie tylko wyrobić sobie zdanie, ale wniknąć głęboko w kontekst tego, co się wokół Facebooka dzieje.

Jest on ważny, bo pozwala uchwycić, jak zmieniał się Facebook i jego szef. Łatwiej też dostrzec dzięki niemu, czy linia obrony Zuckerberga podczas afery Cambridge Analytica różni się znacząco od tej, gdy tłumaczył się z fake newsów czy działania rosyjskich trolli.

Afera wokół Cambridge Analytica to prawdopobnie przełomowe wydarzenie w historii Facebooka.

Początkowo wydawało się, że to afera jakich wiele. Nie pierwsza i nie ostatnia. Gdy wyszły na jaw szczegóły związane z udziałem firmy zewnętrznej w kształtowaniu postaw wyborczych przy użyciu Facebooka, a także skutki (87 mln kont) jej działalności, wiadomo było, że sprawą zainteresują się politycy.

Fakt, że Zuckerberg wystąpił przed komisjami senackimi, nie jest więc przypadkowy. Obie strony, zarówno republikanie, jak i demokraci, chcą ograć skandal politycznie. Dla obu stron szef Facebooka stał się tarczą strzelniczą. Pierwsi zarzucają Facebookowi brak pluralizmu. To dlatego wśród wczorajszych pytań pojawiły się te o poglądy polityczne pracowników przedsiębiorstwa. Demokraci z kolei długo nie wybaczą platformie jej pośredniego udziału w zwycięstwie Donalda Trumpa.

Zuckerberg miał zostać spalony, ale siano podłożone przez senatorów pod stosem najwyraźniej zamokło.

Wczorajsze przesłuchanie pod wieloma względami było spektaklem żenady. Oto naprzeciw młodego szefa globalnej spółki technologicznej usiadło 44 senatorów – cytując klasyka – średnio-starszego pokolenia. Część z nich – jak wynikało z ich pytań – ledwo rozumie, na czym polega działalność Facebooka. Inni mieli problem z odróżnieniem mediów społecznościowych od… Internetu.

– Jak utrzymujesz model biznesowy, w którym użytkownicy nie płacą za twoją usługę? – zapytał senator Hatch. – Senatorze, wyświetlamy reklamy – odparł Zuckerberg, nie mogąc przy tym powstrzymać uśmiechu.

Ta scena jest memogenna.

Kwartał w kwartał i rok w rok, Facebook pokazuje jaki procent przychodu spółki stanowią reklamy. Nie tylko nie ukrywa tego, ale się chwali tym faktem. Wystarczyło, by senator lub jego asystenci zajrzeli na stronę firmy i zobaczyli jej raporty finansowe, by pytania w stylu zadanego powyżej nie okazały się stratą czasu.

Zestawienie pokazuje strukturę przychodów Facebooka w poszczególnych kwartałach. Na granatowo zaznaczono przychody z reklam.

Uśmiech Zuckerberga nie może zatem dziwić, bo pytanie świadczyło o skrajnym nieprzygotowaniu pytającego. Kompromituje go wręcz w oczach opinii publicznej.

To tylko jeden przykład. Można przywołać inne. Senator Brian Schatz dociekał czy Facebook może czytać e-maile wysłane przez komunikator WhatsApp. – Nie, nie widzimy żadnych treści z aplikacji WhatsApp, jest w pełni zaszyfrowana – odparł Zuckerberg. Łaskawie pominął milczeniem, że WhatsApp nie jest klientem poczty elektronicznej

Znamienna była również wymiana zdań z senatorem Johnem Kennedym. Na pytanie, czy szef Facebooka chce dać mu większe prawo do wymazania danych, Zuckerberg odpowiedział, że polityk może usunąć dowolne dane, a jeżeli chce – wszystkie dane. Senator drążył, by w końcu zapytać, czy Facebook da mu prawo pobrania jego danych i przeniesienia ich na inną platformę. – Senatorze, przecież może pan to zrobić – konkludował CEO firmy.

Zuckerberg wyszedł z przesłuchania obronną ręką.

Na początku wspominałem, że postawa Zuckerberga podczas zeznań mi zaimponowała. Dlaczego? Bo stojąc oko w oko z kilkudziesięcioma senatorami nie dał znokautować. Kilka razy znalazł się w narożniku, ale poradził sobie z atakiem. Owszem, jego metoda w dużej mierze polegała na powtarzaniu ciągle tego samego. Świetnie nauczył się mantrować o tym, że Facebook łączy ludzi. Udawał też niewiniątko, naiwnego chłopca, który dał się oszukać przez Aleksandra Kogana i firmę Cambridge Analytica. To jednak tylko jedna strona medalu.

Drugą jest fakt, że siłą Zuckerberga podczas przesłuchania były słabości i niekompetencja senatorów. Ludzi, którzy stanowią prawo i decydują o tym, jak mają żyć obywatele ich kraju. To w gruncie rzeczy przygnębiające.

Trwa właśnie drugi dzień przesłuchań Marka Zuckerberga. Ciekawe, czy dziś będziemy świadkami takiego samego spektaklu żenady.

Dołącz do dyskusji

Advertisement