Szef działu Xboxa: „PlayStation 4 Pro to konkurent dla Xbox One S, a nie Xbox One X”

Felieton/Gry 13.06.2017
Szef działu Xboxa: „PlayStation 4 Pro to konkurent dla Xbox One S, a nie Xbox One X”

Phil Spencer nie stracił rezonu, mimo iż jest świadom krytyki ze strony fanów Xboksa na temat tegorocznych ogłoszeń na E3 2017. W długim i bardzo ciekawym wywiadzie dla Eurogamera nie widać chwili wahania. Choć mam wrażenie, że po części odpowiada za to równie licha prezentacja ze strony Sony…

Tuż przed prezentacją gier na konsolę Xboksa One X podzieliłem się dość impulsywnie z wami czymś, co można nazwać odą do fanów, co w zasadzie było wyrazem wielkiej sympatii dla marki Xbox, docenienia tego co mi zapewniła i tego co obiecuję. Po prezentacji na E3 2017 popełniłem kolejną emocjonalną notkę, tym razem bardzo pesymistyczną. Microsoft pokazał bardzo wiele gier, ale tylko nieliczne powodowały jakiekolwiek wielkie emocje. Dramatyzowałem więc, że – biorąc pod uwagę przewagę rynkową – Sony może wykurzyć Xboksa z rynku.

Tyle że z mojego punktu widzenia, Sony również zaoferowało rozczarowującą prezentację. Nie miało do pokazania nowego sprzętu, wszak dopiero co pokazało PlayStation 4 Pro. I okazało się równie słabo jeśli chodzi o gry. Albo DLC do istniejących, albo remastery klasyków, albo faktycznie nowe i ekscytujące produkcje, ale które również zapowiadano na E3 2016.

A to oznacza, że najciekawsze rzeczy do zaprezentowania miały firmy zewnętrzne. Które wydają gry na wszystkie konsole do gier i na komputery PC. Gry multiplatformowe zresztą i tak zajmują przytłaczającą większość czasu typowego gracza (obserwacja bazowana na sobie i otoczeniu, może być błędna). Te gry będą najlepiej działać na Xbox One X.

To fakt, na konferencji Microsoftu nie było dostępnych na wyłączność blockbusterów. Ochłońmy już jednak z tego słusznego rozczarowania i sprawdźmy, co faktycznie zaprezentowano.

Po pierwsze, najwydajniejszą konsolę na rynku, która pod tym względem zostawia w tyle PlayStation 4 Pro, najsilniejszą pod tym względem propozycję konkurencji. Ale to nie koniec. Xbox One X ma kosztować 500 dolarów. Na komputer PC oferujący 60 klatek na sekundę w rozdzielczości 4K w grze takiej, jak Forza Motorsport 7 musimy wydać znacznie więcej. Bez wątpienia istnieją wydajniejsze komputery PC oferujące więcej wydajności dla gier. Xbox One X, pod względem sprzętowym, nie tylko oferuje bardzo wiele, ale też ma bardzo atrakcyjną cenę.

Po drugie, Xbox One X jest częścią większej rodziny. Nie tylko obsługuje każdą grę z innych urządzeń z Windows 10 (Xbox One, Xbox One S), ale również większość z konsoli Xbox 360, a także z konsoli Xbox. Dodatkowo, przybywa gier którymi możemy się bawić zarówno na PC, jak i na konsoli. A to wszystko bez dodatkowych opłat.

Po trzecie, jest zgodna nie tylko z grami, które już posiadamy i nie żąda dodatkowych opłat również za zgodność sprzętową. Jakikolwiek dodatek, który kupiliśmy do konsol Xbox One i Xbox One S zadziała również z Xbox One X. Czy to gamepad, Kinect, klawiatura, tuner do telewizji naziemnej czy cokolwiek innego. To po prostu działa.

Po czwarte, Xbox One X jest objęty tymi samymi inicjatywami, co pozostałe konsole Xbox One. A więc darmowe Gry z Gold, rabaty Deals with Gold, licencje Xbox Play Anywhere czy wypożyczalnia Xbox Game Pass.

Po piąte, choć faktycznie gry prezentowane przez Microsoft z paroma wyjątkami nie należały do szczególnie inspirujących, to zaprezentowano ich 42, z czego 22 nie pojawi się, przynajmniej na razie, na konsolach konkurencji, a te multiplatformowe sprawować się będą najlepiej na konsoli Microsoftu.

Phil Spencer, szef działu Xbox, wydaje się być bardzo z siebie zadowolony. I nie omieszkał wytłumaczyć dlaczego.

Pan Spencer udzielił długiego i ciekawego wywiadu serwisowi Eurogamer. Nie widzę sensu, by w całości go przepisywać, skoro jest dostępny na witrynie kolegów po fachu. Dla wygody przytoczę jednak kilka kluczowych wypowiedzi, które w mojej ocenie doskonale uzupełniają rozczarowującą – niestety – prezentację na E3 2017.

Rzekomo nie doceniamy liczebności hardkorowych entuzjastów. Bo to dla nich jest Xbox One X.

Xbox One X, zdaniem Spencera, wymierzony jest w osoby, które nie boją się inwestować w jak najlepsze doznania. To konsola dla osób, które gotowe były wydać pieniądze na duży telewizor 4K z HDR i które oczekują od urządzenia do grania najwyższej jakości. Spencer uważa, że warta 500 dolarów konsola może nawet przyciągnąć uwagę kilku osób, które do tej pory grały wyłącznie na komputerach PC.

Xbox One X jest droższy o PlayStation 4 Pro aż o sto dolarów. Spencer uważa jednak, że konkurencją dla PlayStation 4 Pro jest Xbox One S. Słusznie zauważa, że Xbox One X zaoferuje graczom wyższą rozdzielczość dzięki wydajniejszemu o 40 proc. układowi graficznemu od konkurenta i szybszej pamięci operacyjnej i masowej. Dzięki tej mocy i elastyczności architektury Xbox pozwalającej na bardzo łatwe uaktualnianie gier do jakości 4K Xbox One X, zdaniem Spencera, pod względem technicznym na rynku konsol rywala nie ma.

I trudno się z nim nie zgodzić. Nikt jednak nie kwestionuje tego atutu Microsoftu. Dużo większy głód mamy na dobre gry.

Nie należy zapowiadać gier, o których się jeszcze samemu niewiele wie.

Wnioskując z wywiadu Phil Spencer niezupełnie rozumie krytykę zaprezentowanych przez Microsoft gier. Wyraża niezmiennie dumę z sequeli faktycznie znakomitych Forza Motorsport czy Ori, stara się też nas na nowo podjarać faktycznie dobrze się zapowiadającym Sea of Thieves. Przyciśnięty przez dziennikarza udzielił jednak ciekawszych informacji. Choć niestety, mało konkretnych.

Celem Spencera było zapowiedzenie na E3 2017 gier, które albo będą już dostępne na premierę Xbox One X, albo też pojawią się wkrótce po niej. – Przecież wiecie, że mamy w swoim katalogu Gearsy i Halo, dobrze że nie byłem zmuszony by to ogłaszać. Wiecie też, że mamy też nowe projekty – argumentował w wywiadzie. I na szczęście rozwinął tę myśl.

Spencer, wedle relacji z wywiadu, koncentrował się z początku na tym, by konsole Xbox One S i Xbox One X okazały się jak najlepsze pod względem sprzętowym a Xbox Live jak najlepszą usługą i by Xbox zapewniał jak najwięcej użytecznych i wygodnych rozwiązań dla twórców gier. Dopiero później rozpoczął prace nad grami marki Microsoftu, zamiast skupiać się na otwartości dla innych.

Podsumował powtórzeniem, że nie chce wychodzić na scenę i zapowiadać gier, które nie mają relatywnie bliskiej daty premiery lub które mogą się nie ukazać w ogóle (ekhem… Scalebound!). Nie jestem pewien czy w sposób świadomy, ale to szpila wymierzona w zapowiedzi firmy Sony. – Mógłbym wyjść na scenę i zaprezentować Master Chiefa biegającego sobie w 4K. I świat by oszalał, ty to wiesz, ja to wiem – stwierdził.

Dlaczego więc go nie pokazać by ów świat, rzekomo, oszalał?

Spencer chce, by studia należące do Microsoftu (oraz te które nawiązały z nim współpracę na wyłączność) nie były przytłaczane medialną presją. Czy to sequel takiej marki jak Halo, czy też nowa autorska produkcja, powinna być tworzona tak, by nie zaburzać procesu twórczego i być prezentowana dopiero wtedy, gdy to co widać na ekranie przedstawia to, co gracze otrzymają jak grę zakupią. Dodał też, że Microsoft jako korporacja niezmiennie chce pozostać zaangażowana w rynek gier wideo i cała firma, a nie tylko dział Xbox, wspiera tę strategię.

Pokazywanie tylko gier, które na pewno niedługo się pojawią to nie jedyne zobowiązanie Spencera. Microsoft nie chce, by marketing szkodził graczom.

Jednym z ciekawszych punktów prezentacji Microsoftu był cross-play dla Minecrafta na wszystkich możliwych platformach, w tym Android, iOS, konsole Nintendo czy Windows. Wszystkich za wyłączeniem jednej. PlayStation nie zamierza wpuszczać jakiejkolwiek „obcej sieci” do siebie. Spencer uważa, że takie podejście jest błędem.

Gry multiplatformowe promowane przez Microsoft nie będą miały elementów dostępnych wyłącznie na konsole Xbox. Nie będą też zmuszane do oferowania gorszych parametrów pracy na innych platformach.

Będę trzymał za słowo, bo takie podejście bardzo mi się podoba.

Fani Xboxa, jest na co czekać.

Fani mają tendencję do przymykania świadomie bądź nieświadomie oczu na potknięcia podmiotów, którym sympatyzują. A skoro jestem fanem marki Xbox, to nie mogę wykluczyć, że brakuje mi perspektywy do trzeźwej oceny sytuacji.

Na E3 2017 faktycznie nie zaprezentowano wielu blockbusterów na wyłączność. Dostaliśmy konsolę, która sprawi, że wszystkie nasze gry z Xboksa, Xboksa 360, Xboksa One i Xboksa One S będą działały lepiej (niektóre tylko ciut sprawniej, inne z zupełnie nową jakością szaty graficznej), a te nowe będą prezentować się na niej nieporównywalnie lepiej niż na dowolnej innej.

I tak jak faktycznie z tych 22 dostępnych na wyłączność gier z nielicznymi wyjątkami trudno wyłuskać oczywiste hity, tak czy ktoś – jak Spencer zauważa – faktycznie myśli, że Microsoft porzucił takie marki, jak Halo i Gears of War? I że nie pracuje nad czymś nowym? Wszystko to już wiemy z przecieków i zapowiedzi.

Jestem przekonany do zakupu Xbox One X, czekam tylko na jego możliwość i nie mogę doczekać się listopada. Jest tylko jeden haczyk.

Tymi klapkami na oczach fana może okazać się brak jakichkolwiek konkretów na temat tych rzekomych nowych projektów Microsoftu. Halo 5 i Gears of War 4 były bardzo okej, ale czas na nowy projekt.

Taki Quantum Break czy Horizon: Zero Dawn, tylko lepiej. A niestety na to nie mamy na razie nie tylko dowodów, ale i nawet przesłanek.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement