Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem najpiękniejszego stoiska na Poznań Motor Show 2017

Relacja/Motoryzacja 06.04.2017
Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem najpiękniejszego stoiska na Poznań Motor Show 2017

Szalony dzień dla Volvo. Najpierw ktoś pożycza sobie na chwilę jego najnowszy samochód, którego jeszcze nikt w Polsce nie miał okazji testować. Potem ustawiony nieco z boku model kradnie cały zachwyt i zainteresowanie, zarezerwowane teoretycznie dla debiutującego właśnie pojazdu. No, przynajmniej dla mnie skradł show całkowicie. 

Ale po kolei…

Debiutantem na scenie Poznań Motor Show był oczywiście model XC60 drugiej generacji, zastępujący nieco już wysłużony, ale wciąż niesamowicie popularny samochód.

My już mieliśmy okazję oglądać go podczas odrobinę wcześniejszej premiery, ale i tak nie zaszkodzi przyjrzeć mu się jeszcze raz.

Tym bardziej, że sądząc po gigantycznym zainteresowaniu, jakie wzbudzał wśród odwiedzających (a targi na dobre zaczną się pewnie w sobotę), to będzie kolejny hit Szwedów w tym segmencie.

Tłumy nawet dziś były jednak takie, że trudno było się do niego dostać. O zrobieniu zdjęcia bez tłumów dookoła nie było nawet co mówić.

A próbowałem kilka raz – raz tuż po premierze, potem godzinę później i jeszcze pod koniec tego dnia targów. Cóż, może przy egzemplarzu testowym będziemy mieć więcej szczęścia.

Ale warto było pchać się do środka – chociażby po to, żeby zobaczyć usprawnienia w systemie czy nowe, piękne, jasne drewno.

Może i narażę się niektórym, ale nie znalazłem na Motor Show samochodu żadnej marki, w którym tak umiejętnie łączone są wzory, kolory i materiały. Pięknie, nowocześnie, elegancko, a jednocześnie… przytulnie i nawet jakoś tak skromnie.

Ale mojego prywatnego faworyta całych targów, który skradł moje serce i zupełnie odwrócił na jakiś czas uwagę od XC60 znalazłem kawałek dalej, w trakcie przeciskania się przez zatłoczone stoisko Volvo.

I nie, nie było to śliczne i praktyczne V90, do którego wzdychałem rok temu, zresztą na tych samych targach…

Nie była to jej jeszcze ciekawsza wersja Cross Country…

Nie było to nawet potężne XC90 (w tym roku niestety nie w wersji Excellence).

Samochodem, który sprawił, że aż wyrwało mi się ciche „wow”, było… S90 R-Design. Absolutnie zjawiskowe, szczególnie w szarym, matowym kolorze. Chyba najładniejszy pakiet sportowy na rynku i jedyny, na który – gdybym miał taką opcję – bym się zdecydował.

Zupełnie inne auto. I o ile w cywilnej wersji miał drobne wątpliwości co do tyłu, o tyle tutaj nie mam żadnych. 

Co ciekawe, pokazowy S90 R-Design wcale nie miał pod maską silnika T6 czy T5. Zgodnie z oznaczeniem ulokowano tam silnik wysokoprężny, i to wcale nie ten najmocniejszy.

Nie jestem jednak pewien, jak wiele osób zwróciło na to uwagę. Spędziłem na stoisku Volvo sporo czasu i większość zasłyszanych opinii dotyczyło głównie tego, jak wysoko Volvo udało się podskoczyć w ciągu ostatnich lat. Ba, jeśli za start przemian uznamy moment premiery XC90, to ten proces był błyskawiczny.

W jego rezultacie otrzymaliśmy – a to przecież dopiero początek – gamę przepięknych i wyróżniających się na tle rynku, nie tylko pod względem wyglądu, samochodów.

Co zresztą mogę podsumować w dość prosty sposób – stoisko Volvo było podczas Motor Show jedynym stoiskiem, z którego każdy samochód mógłbym bez chwili wahania uznać za mój prywatny samochód marzeń.

Jeśli chodzi o ofertę reszty producentów – cóż, w ich przypadku nie mogę już powtórzyć tego samego…

Dołącz do dyskusji

Advertisement