28 aplikacji i 1 gra, bez których nie wyobrażam sobie smartfona z Androidem

Artykuł/Technologie 25.11.2015
28 aplikacji i 1 gra, bez których nie wyobrażam sobie smartfona z Androidem

Od smartfona wymagam w zasadzie tylko jednego – niezawodności. Dlatego zdecydowałem się na urządzenie z Androidem od Motoroli, która dużą wagę przykłada do optymalizacji oprogramowania. Jednak czysty Android to nie wszystko. Potrzebne są też aplikacje, które usprawnią pracę – oto mój niezbędnik.

Etap szalonych poszukiwań aplikacji mobilnych mam już za sobą. Przyznaję, że znudziło mnie ciągłe zmienianie przyzwyczajeń i próbowanie znalezienia tej jedynej aplikacji pocztowej, wyjątkowej appki kalendarza i najlepszej na świecie listy zadań. Wypracowałem pewne nawyki, dobrałem portfolio aplikacji, które się sprawdzają w intensywnej pracy i korzystam.

Już nie szukam nowych rozwiązań, bo to co mam doskonale się sprawdza.

Telefony z Androidem zmieniam dość często, a wynika to z tego, że testuję ich dość sporo i często przekładam kartę SIM do różnych urządzeń. Na tych testowych sprzętach instaluję przeróżne aplikacje, testuję co popadnie i gram w wymagające gry – w końcu muszę jakoś sprawdzić, czy był sens upychania w obudowie kolejnych rdzeni i gigabajtów pamięci.

Jednak prywatny smartfon traktuję zupełnie inaczej. W nim mam porządek, starannie rozplanowane ułożenie ikon na pulpicie oraz całkowity brak zbędnych pozycji. Do tego stopnia jestem pedantyczny, że gdy tylko zauważam, że w telefonie ostała się jakaś aplikacja, co do której nie jestem w stanie przypomnieć sobie ostatniego jej użycia, to po prostu ją wyrzucam. Wychodzę z założenia, że była niepotrzebna, a śmieci w narzędziu pracy nie potrzebuję.

Przez takie dość rygorystyczne podejście do liczby aplikacji w smartfonie udało mi się wypracować zestaw tytułów, z których korzystam regularnie i mają realne przełożenie na wygodę mojej pracy. Zdecydowana większość z nich jest mi wręcz niezbędna, albo przez funkcje jakie oferują, albo przez bardzo mocne przyzwyczajenie do ich obsługi. Oto mój niezbędnik:

feedly, Flipboard i Pocket

Aplikacja feedly zastąpiła nieodżałowanego przez wielu użytkowników Google Readera. Ja za Readerem co prawda nie tęsknię, bo nie zdążyłem się do niego przyzwyczaić, a może po prostu nie był narzędziem niezastąpionym. Fakt jest taki, że w feedly czuję się jak w domu i z przyjemnością korzystam codziennie z tego czytnika RSS-ów.

W feedly śledzę kilka typów serwisów internetowych, które podzieliłem na kategorie: wiadomości, startupy, bezpieczeństwo oraz technologie. Niektóre kategorie podzielone są na polskojęzyczne i anglojęzyczne. To tyle.

Feedly służy mi przede wszystkim do codziennej prasówki i jest jednym z podstawowych narzędzi pracy oraz bardzo ważnym źródłem informacji.

Uzupełnieniem feedly jest Flipboard, który dostarcza mi treści raczej o charakterze rozrywkowym. Jednak pod hasłem “rozrywka” mam na myśli: ciekawostki ze świata, wiadomości ze świata, wiadomości tematyczne (survival, tech, design, itp.).

Zapewne fakt, że feedly wykorzystuję głównie do pracy, przekłada się na to, że tak bardzo lubię spędzać wolny czas z nosem we Flipboardzie. To tam czytam ciekawe wywiady, interesujące felietony i najnowsze wiadomości ze świata. Główna różnica między feedly a Flipboardem? Do Flipboarda zaglądam z przyjemnością a do feedly z obowiązku. U mnie taki podział się sprawdza, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy znajdzie miejsce na obie aplikacje na swoim smartfonie lub tablecie.

Uzupełnieniem aplikacji do konsumpcji cyfrowych treści jest Pocket, czyli pozycja typu “przeczytaj później”. Do Pocketa wrzucam wszystko to, co chcę przeczytać lub obejrzeć, ale w danej chwili nie mam na to czasu. Gdy zaś mam wolną chwilę, to odpalam Pocketa i nadrabiam zaległości. Świetne narzędzie, które wyleczyło mnie z zapisywania stron internetowych do “ulubionych”/”zakładek”, do których nigdy później już nie zaglądałem.

Inbox, Gmail i ProtonMail

Korzystam z dwóch skrzynek pocztowych: Gmaila i ProtonMaila. Do obsługi tych dwóch kont mam i korzystam z trzech aplikacji. Trochę to głupie, ale to nie moja wina. To Google daje ciała.

Gmaila nikomu przedstawiać nie muszę, bo poczta Google należy do jednych z najpopularniejszych na świecie. A aplikacja mobilna Gmail jest doskonałym narzędziem, które pozwala na obsługę poczty nie tylko na kontach Google, ale również u innych usługodawców.

Uzupełnieniem Gmaila jest w moim przypadku niezastąpiony Inbox, który pozwala traktować maile jak zadania. Można je oznaczać jako zrealizowane, przekładać je na inną godzinę lub inny dzień i wrócić do pracy, gdy będzie na to czas lub zajdzie taka potrzeba.

Gdyby Inbox oferował podstawową funkcjonalność Gmaila, to zaspokoiłbym się tylko nim. Niestety tak nie jest i Inbox nie wspiera wszystkich (podstawowych) funkcji, z którymi bez problemu radzi sobie zwykły Gmail. Dlatego korzystam z obu aplikacji – Inbox jest tą domyślną, ale niektóre rzeczy muszę robić w Gmailu, którego ikonę mam zawsze pod ręką.

No i jest jeszcze ProtonMail. To bezpieczna, szyfrowana poczta e-mail z siedzibą w Szwajcarii. Usługę ProtonMail przedstawiałem już niejednokrotnie na łamach Spider’s Web i zainteresowane osoby odsyłam tutaj. Dzisiaj krótko o samej aplikacji.

ProtonMail to szyfrowana poczta email, która zabezpieczana jest dwukrotnym logowaniem. Pierwsze wpisanie loginu i hasła działa jak tradycyjne i znane u konkurencji logowanie. Drugie wpisanie (innego) hasła pozwala na rozkodowanie zawartości skrzynki i uzyskanie dostępu do wiadomości.

Z tego względu poczty ProtonMail nie można połączyć np. z aplikacją Gmaila (która przecież od pewnego czasu wspiera zewnętrzne konta). Potrzebna jest osobna aplikacja. I taką aplikację wydał właśnie ProtonMail. Sama aplikacja jest bardzo młoda i znajduje się w fazie beta. Za wcześnie jest jeszcze, żeby ją oceniać, bo z aktualizacji na aktualizację bardzo się zmienia i trudno ocenić co finalnie z tego wyjdzie. Ja korzystam i jestem względnie zadowolony.

Slack, Trello i Keep

Slack zastąpił w Spider’s Web Facebooka. To na Slacku pracuje redakcja, to tam ustalamy wszystko, dzielimy się tematami, koordynujemy działania, omawiamy ramówkę i rozmawiamy, rozmawiamy i… rozmawiamy.

Uzupełnieniem Slacka jest Trello, które powiązaliśmy z kilkoma kanałami na Slacku. Teraz wystarczy, że ktoś oznaczy w Trello wpis jako gotowy, lub zarezerwuje sobie jakiś temat, a automatycznie stosowna wiadomość pojawia się na Slacku i wszyscy zainteresowani mogą się z nią zapoznać.

Prywatnie również korzystam z Trello, ale to zdecydowanie za bardzo rozbudowane narzędzie na moje codzienne potrzeby. Prywatne sprawy wolę trzymać w usługach Google.

Do tego sprawdza się u mnie kombo w postaci Keep + Inbox + Google Now. Usługi te wspierają przypomnienia, które mogę wpisywać, dyktować lub tworzyć tak, jakbym wysyłał do siebie maile. Korzystam z tego rozwiązania już od dłuższego czasu i bardzo sobie je chwalę.

To głównie dzięki Google Now uwolniłem się od aplikacji takich jak Zadania Google, Wunderlist, czy AnyDo.

WordPress, (Facebook) Menedżer Stron i Analytics

Koordynowanie pracy redakcji Spider’s Web wymaga ciągłego bycia online. Dlatego też niezastąpiona jest mobilna aplikacja WordPressa, dzięki której mam dostęp do wszystkich szkiców, które oczekują na publikację, ale również mogę pracować mobilnie – poprawiać teksty, edytować je lub nawet pisać i publikować prosto ze smartfona.

Po publikacji wpisu trzeba go wrzucić na Fejsa. A jakże! Do tego wykorzystuję aplikację Menedżer Stron od Facebooka i… powiem wprost – to jedyna aplikacja od Facebooka, jaką mam na telefonie i zarazem najgorsza aplikacja mobilna, z jakiej korzystam. Wiecznie się zawiesza, wiecznie się wysypuje, wiecznie coś nie działa. Dramat. Nie polecam. Korzystam, bo muszę.

Złego słowa nie mogę powiedzieć jednak o Analytics. To aplikacja do statystyk Google, dzięki której mam cały czas rękę na pulsie, kontroluję to, jak dobrze klika się Spider’s Web, ale również sPlay i Bezprawnik. Informacje te są przydatne do planowania publikacji i kontrolowania, jak wpisy z Bezprawnika i sPlaya radzą sobie na stronie głównej Spider’s Web.

SolidExplorer, Mega i Dysk Google

SolidExplorer to świetny menadżer plików na dla urządzeń z Androidem. Korzystam z niego od bardzo dawna i nieprzerwanie polecam wszystkim wokół. To również prawdopodobnie najlepsza polska aplikacja, której używam regularnie. Wyróżnia się nie tylko niezawodnym działaniem, częstymi aktualizacjami, świetnym wyglądem, ale również rozbudowanymi funkcjami.

Solid Explorer wspiera zewnętrze chmury (np. Google Dysk i Mega), które obsługuje niemal tak, jakby były kartami pamięci włożonymi do urządzenia mobilnego. Dzięki Solid Explorerowi wygodnie przenoszę z poziomu telefonu dane między dyskami w chmurach a pamięcią urządzenia i to bez potrzeby przełączania się między aplikacjami. Wszystko w jednym miejscu, szybko, sprawnie i wygodnie.

Mam również aplikację Mega, którą wykorzystuję głównie do wykonywania automatycznych kopii zdjęć do chmury.

Za to Dysk Google pozwala mi na kontrolę wszystkich dokumentów i zapanowanie nad pracą grupową w chmurze.

Dokumenty, Arkusze i Prezentacje

Jakiś czas temu Google wydzielił z aplikacji Dysku trzy tytuły: Dokumenty, Arkusze i Prezentacje. Dzięki temu każda z tych pozycji rozwijana jest niezależnie. Można powiedzieć, że zrobił się przez to mały bałagan, bo w końcu zamiast jednej aplikacji użytkownik potrzebuje teraz czerech, ale są też dobre strony.

Po pierwsze poszczególne aplikacje mogą być rozwijane i aktualizowane szybciej. Bez potrzeby uaktualniania pozostałych elementów. Po drugie pojedyncze aplikacje są lżejsze i zauważalnie lepiej działają na słabszych urządzeniach z Androidem.

Dokumenty, Arkusze i Prezentacje to mocne trio, które w moim odczuciu deklasuje całą konkurencję. Próbowałem korzystać z Microsoftowego Office’a i innych uznanych przez miliony użytkowników pakietów biurowych, ale są bez szans. Zawsze z ulgą wracałem do Dysku i pozostałych aplikacji biurowych Google’a.

Od pewnego czasu nawet nie testuję już alternatywnych rozwiązań, bo pakiet Google spełnia wszystkie moje potrzeby.

Tłumacz Google

Doskonała aplikacja mobilna, dzięki której mogę bez większych przeszkód czytać np. strony internetowe, których treść jest w zupełnie obcych mi językach. News po włosku, japońsku lub rosyjsku? Nie ma sprawy. Dzięki Google Translatorowi wiem co autor miał na myśli i potrafię wyłapać najważniejsze informacje z publikacji.

Spotify

To bez wątpienia jedna z najważniejszych aplikacji w moim smartfonie. Próbowałem Deezera, próbowałem Wimpa, próbowałem też Google Muzyki i Mix Radia, ale nic nie przebija Spotify.

Bogata baza utworów, świetne playlisty przygotowane przez użytkowników i pracowników Spotify oraz doskonałe, spersonalizowane specjalnie dla mnie propozycje na każdy tydzień… To są elementy, które wyróżniają Spotify na tle konkurencji i sprawiają, że mamy do czynienia z wyjątkową usługą muzyczną.

Twilight

Tak jak na komputerze nie wyobrażam sobie pracy wieczorem i w nocy bez aplikacji f.lux, tak też na Androidzie trudno byłoby mi przyzwyczaić się do działania bez Twilighta.

Twilight odpowiada za przyciemnianie ekranu i zmianę barw wyświetlacza. Im później, tym ekran robi się ciemniejszy, a barwy bardziej ciepłe, co przyzwyczaja oczy do naturalnej pracy.

Taka sztuczka, która sprawia, że zarówno oczy jak i mózg nie odbierają sprzecznych bodźców. Późna pora jest odbierana przez nasz organizm jako czas na sen. Jednak oszukane oczy i mózg, które przez długie godziny naświetlane są przez ekrany mogą powodować problemy z zasypianiem. Dlatego właśnie warto na komputerze zainstalować f.lux, a na smartfonie Twilight.

Zdjęcia Google

Usługa i aplikacje Zdjęć Google to prawdziwy game changer. Od momentu wprowadzenia nielimitowanej kopii zapasowej zdjęć, które zapisywane są w chmurze, trzymam w tej usłudze wszystkie zdjęcia ze smartfona oraz te, które robię tradycyjnymi aparatami fotograficznymi.

Co prawda Zdjęcia Google poddają fotki kompresji, ale w rzeczywistości, dla amatorskiego zastosowania, darmowa usługa nielimitowanego backupu zdjęć nie ma sobie równych.

Yanosik, TripAdvisor i Mapy Google

Jeszcze do niedawna korzystałem z nawigacji Here, ale od jakiegoś czasu instaluję ją tylko, gdy jadę samochodem za granicę. Wgrywam wtedy mapy danego kraju i ruszam w drogę.

Na co dzień korzystam z Map Google i Yanosika. Po pierwsze cenię sobie aktualne informacje o ewentualnych utrudnieniach w ruchu drogowym, a po drugie nie zajmuję pamięci urządzenia teoretycznie nieprzydatnymi danymi.

Po ostatnich zmianach Mapy Google pozwalają również na zapisywanie większych obszarów do pamięci offline oraz uruchomiono program aktywizacji “lokalnych przewodników”, którzy dzieląc się opiniami wzbogacają bazę sklepów, restauracji, barów i wszelkich miejsc, które warto odwiedzić, a w zamian za włożoną pracę dostają prezenty – nawet 1 TB miejsca w chmurze Google.

Jednak obecnie niezastąpiony w tej kategorii jest TripAdvisor dysponujący ogromną liczbą aktywnych użytkowników, którzy oceniają miejsca, które odwiedzają. W efekcie aplikacja oferuje naprawdę sporo rekomendacji, co pozwala na znalezienie ciekawych i wartych odwiedzenia miejsc. Uwielbiam podczas wyjazdów korzystać z TripAdvisora i razem z nim odkrywać miasto.

Chrome, Twitter i Relay Pro (for rediit)

Główną funkcją telefonu komórkowego jest oczywiście… możliwość wykorzystania dostępu do Internetu. Dlatego też porządna przeglądarka internetowa jest dla mnie jedną z najważniejszych aplikacji w smartfonie. Po wielu różnych testach wybrałem Chrome. Po pierwsze za wygodę obsługi, kompresję danych mobilnych i oszczędność transferu, ale również za masę przydatnych usprawnień. W Chrome lubię to, że zapamiętuje ostatnio używany sposób dzielenia się treściami, uwielbiam szybkie wyszukiwanie podświetlonych wyrazów oraz to, że w pełni synchronizuje się z moim komputerem.

Twitter jest mim oknem na Internet. To z Twittera dowiaduję się o najświeższych wiadomościach ze świata, to na Twitterze obserwuję czym żyją Polacy oraz osoby z całego globu. To na Twitterze rozmawiam ze znajomymi i korzystam z aplikacji jako komunikatora internetowego. Dlatego nie wyobrażam sobie smartfona bez Twittera.

Idealnym uzupełnieniem Twittera jest dla mnie serwis newsowo-społecznościowy reddit. Swego czasu korzystałem z Wykopu, ale z pewnych względów, na trzeźwo nie potrafię już zdzierżyć tego, co tam się dzieje. Dlatego zacząłem intensywnie korzystać z reddita, co po pewnym czasie wymusiło potrzebę instalacji jakiejś aplikacji mobilnej. No właśnie, jakiejś.

Serwis reddit nie ma oficjalnej aplikacji, więc kupiłem kilka dostępnych w Google Play pozycji i dałem każdej z nich szansę. Najbardziej do gustu przypadł mi Relay Pro, który od tamtego czasu nieprzerwanie gości na pulpicie.

I jedna gra…

Kiedyś częściej grałem na smartfonie. Teraz nie mam na to tyle czasu, więc gry mobilne odpalam tylko wtedy, gdy testuję jakieś telefony lub tablety. Jednak jest gra, którą mam cały czas na moim smartfonie i uruchamiam ją dla zabicia czasu lub aby dać mózgowi odrobinę oddechu od standardowych zajęć.

Ta gra to Threes, czyli pierwowzór popularnej i głośnej gry 2048. W Threes również przesuwamy karty z cyframi, ale naszym zadaniem jest tworzenie trójek i wielokrotności trójek. Z pozoru to łatwe zadanie, ale już po kilku minutach gry sytuacje lubią się komplikować, a gra staje się bardziej wymagająca, co wymusza planowanie z wyprzedzeniem następnych ruchów.

Formuła gry sprawdza się zarówno w krótkich rozgrywkach, jak i dłuższych sesjach. I za to właśnie lubię Threes – świetnie wpisuje się w to, jak korzystam z gier mobilnych.

* Grafika: Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement