Microsoft jako jedyny był w stanie przekonać mnie, że warto wydać 3 tysiące złotych na telefon

Felieton/Sprzęt 06.10.2015
Microsoft jako jedyny był w stanie przekonać mnie, że warto wydać 3 tysiące złotych na telefon

3 tys., 3,5 tys, a jeśli kogoś poniesie fantazja – nawet i grubo ponad 4 tys. zł. Tyle przeważnie można zapłacić za najnowszy, sztandarowy model niemal każdego producenta smartfonów. Oczywiście nie zawsze, ale ceny „wyznaczników”, takich jak iPhone czy Galaxy S, są względnie stałe i bezwzględnie wysokie. Tyle tylko, że jednej zaledwie firmie faktycznie udało się pokazać, dlaczego warto wydać takie pieniądze. I jest to Microsoft.

W tym momencie przepaść pomiędzy wydajnością i prawdziwą użytecznością smartfonów ze średniej, czy czasem nawet niskiej półki, a półką najwyższą, jest wielokrotnie mniejsza, niż miało to miejsce jeszcze jakiś czas temu. Większe natomiast niż kiedykolwiek są trudności z uzasadnieniem kupna tzw. „flagowca”. Owszem, sprzęty najdroższe mogą być przeważnie odrobinę lepiej wykonane, mieć odrobinę więcej funkcji (choć nie zawsze), albo mogą być dłużej wspierane przez producenta.

Tylko czy naprawdę – pomijając przypadki osób, dla których wydanie 3-4 tys. na sprzęt taki jak telefon nie stanowi problemu finansowego – taki zakup jest zasadny? W końcu za taką samą kwotę można kupić i znośny komputer, i dobry telefon. Może nawet zestaw komputer, tablet i telefon. A niezależnie od tego, jakbyśmy się starali, w większości przypadków nawet najlepszy telefon nie jest w stanie całkowicie zastąpić tych wszystkich sprzętów.

Chyba że, no właśnie, jest też komputerem. Nie tylko pod takim względem, że możemy podłączyć go do monitora, myszki i klawiatury, ale także w kwestii tego, że po takim „sparowaniu” oferuje nam model pracy i możliwości zbliżone do tych, które znamy z naszych blaszaków czy laptopów. I choć wielokrotnie próbowano takiego rozwiązania w przeszłości, żadne z nich nie było tym, na co faktycznie liczyli klienci.

Komputer pozostawał komputerem, telefon – komputerem w kieszeni albo w dłoni.

Z Windows 10 w wersji mobilnej i nowymi Lumiami ten stan ulega jednak zmianie. Patrzenie na cenę 950-tki czy jej większej wersji jak na cenę sprzętu, który nigdy do końca nie zastąpi komputera przestaje mieć sens. Patrzymy tak naprawdę na cenę zestawu – jak bogatego, zależy jeszcze od Microsoftu i partnerów – składającego się co najmniej z komputera i smartfonu. I w takim przypadku wydanie ponad 3000 zł (a w przypadku nowych Lumii właściwie… mniej) wydaje się już mieć dużo więcej sensu.

Owszem, nie jest to urządzenie idealne jako komputer. Nie uruchomimy na nim wszystkich aplikacji „desktopowych”, a i o wydajności zwykłego PC-ta też raczej nie ma mowy. To nie jest alternatywa dla stacji roboczych czy komputerów do gier, ale jako sprzęt do codziennego użytkowania, czyli taki, jakiego potrzebuje większość użytkowników, sprawdzi się w sam raz.

Zresztą nowe Lumie z Continuum potwierdzają tylko po raz kolejny to, czego spodziewano się już od dawna. W pewnym momencie dotrzemy do miejsca, kiedy komputer stacjonarny – z wyjątkiem bardzo specjalistycznych zastosowań – całkowicie straci rację bytu. Bo po co wydawać pieniądze i na komputer, i na smatfon, skoro praktycznie to samo można uzyskać mając tylko smartfon i ewentualnie klawiaturę, myszkę i monitor z poprzedniego zestawu? No właśnie – jeśli nie mamy specjalnie wygórowanych potrzeb, to zupełnie do niczego. A jednocześnie mamy uzasadnienie dla kupna drogiego telefonu.

Oczywiście taki telefon potrzebuje do tego klawiatury, monitora i myszy, ale kto nie ma takiego kompletu w domu? Wyciągamy telefon z pudełka, raz – dwa, i mamy przy okazji komputer. Stacjonarny, kiedy tego potrzebujemy, ultramobilny, kiedy musimy wyjść z domu. Dodatkowych kosztów raczej nie trzeba tu liczyć w setkach dolarów.

To jest właśnie ten komputer w kieszeni, na który czekaliśmy. Nie błyskawiczna, bezprzewodowa synchronizacja danych pomiędzy komputerem a smartfonem, która była tylko jednym z kroków w kierunku rozwiązania docelowego. Protezą na czas, kiedy producenci nie byli w stanie stworzyć systemów i urządzeń na tyle dopracowanych i wydajnych, by wizję kieszonkowego PC faktycznie zrealizować.

Większość obecnych sztandarowych smarfonów, kosztujących często wyraźnie więcej niż Lumia 950 czy jej większa odmiana, niezależnie od wszystkiego pozostaje więc po prostu smartfonami. Dobrymi, doskonałymi, rewelacyjnymi, ale tylko smartfonami. Smartfonami, których zadania potrafią często niemal dokładnie tak samo dobrze realizować sprzęty kosztujące… połowę mniej, albo starsze o rok, dwa, a czasem nawet trzy. Smartfonami nigdy nie projektowanymi do tego, żeby zastąpić nasz komputer.

I w końcu smartfonami, na które wydawanie np. 3000 zł jest przeważnie po prostu absurdem, bo żaden producent nie powiedział od dawna wprost, dlaczego mamy to zrobić. Co takiego jest w tych telefonach nowego i innowacyjnego, że trzeba wyciągnąć z portfela aż tyle gotówki. Są może trochę szybsze, trochę ładniejsze, trochę bardziej dopracowane, albo mają trochę lepsze ekrany od poprzedników. Podziękuję – w większości tych kwestii smartfony dotarły już do granic, których przekraczanie nie wpływa w żaden sposób na wrażenia użytkownika.

Microsoft natomiast udzielił dziś prostej odpowiedzi – bo kupując nową Lumię nie kupujesz tylko telefonu. Kupujesz telefon, komputer, a kto wie – może i nawet coś więcej.

PS Kwestia tego, czy nowe Lumie się sprzedadzą, czy też one, a wraz z nimi i Continuum, odejdą w zapomnienie, to już zupełnie osobny temat…

Sprawdź nasze materiały:

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement