Nie sądziłem, że to napiszę, ale nie mogę się doczekać BlackBerry z Androidem

Felieton/Sprzęt 24.08.2015
Nie sądziłem, że to napiszę, ale nie mogę się doczekać BlackBerry z Androidem

Kusi mnie, kusi wręcz niesamowicie od jakiegoś czasu, aby – nie na jakiś czas, ale na stałe – wrócić do BlackBerry. Nie dlatego, że iPhone pod jakimś specjalnym względem mi nie odpowiada. Po prostu sentyment do marki i niektóre elementy systemu BB10 regularnie podsuwały myśl o powrocie. I chyba niedługo będzie on możliwy.

Do tej pory oczywiście głównym czynnikiem blokującym realizację tego planu było nic innego, jak aplikacje. Tak, oczywiście, jest Android Player i tak, wiem doskonale, że większość aplikacji da się banalnie łatwo zainstalować, a potem w większości działają bez najmniejszych zarzutów. Słówko „w większości” wydaje się tutaj jednak kluczowe.

Nie korzystam ze zbyt wielu aplikacji. Właściwie to, korzystając z pomocy kilku folderów, na moim iPhonie mam… tylko jeden ekran aplikacji. W sumie może 5-7 dodatkowo zainstalowanych ponad to, co znajduje się w systemie. Całkowicie wystarczy mi to do realizacji wszystkich zadań, które muszę lub chcę wykonać na telefonie. Ale muszą one działać absolutnie bezbłędnie, a przynajmniej na takim poziomie, na jakim działają na iOS czy Androidzie.

Szukając jednak informacji na temat ich funkcjonowania na BlackBerry 10 spotykam się z różnymi opiniami – jednej osobie wszystko działa, drugiej nie działa jedna funkcja, trzeciej coś się nie łączy, czwarta nie może skorzystać z jednej opcji. W takim przypadku, posiadając sprzęt z Androidem lub iOS, mogę po prostu napisać do twórcy programu. W przypadku BlackBerry 10 i „portów”, wolę nie zawracać mu głowy.

Owszem, w przypadku najpopularniejszych programów mogę liczyć na to, że ktoś stworzy oficjalnie lub nieoficjalnie wersję dedykowaną BB10. W przypadku tych mniej popularnych, a do tych częściowo zaliczają się te, z których najczęściej korzystam, szanse na to są marne. I marnieją z każdym dniem.

Smutno to przyznawać, ale innego lekarstwa niż Android nie ma.

Lata temu BlackBerry mogło jeszcze próbować walczyć o budowę własnego ekosystemu, w tym i ekosystemu aplikacji. Dziś nie ma to już najmniejszego sensu i rozwijanie BB10 w kierunku konsumenckim (czyli takim, który interesuje mnie najbardziej) jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Dlatego, choć fascynuje mnie świetny Passport, a Classic kusi opcją pójścia w „pełne retro”, musiałbym cierpieć na naprawdę nieprzewidziany nadmiar gotówki, żeby się na nie zdecydować. Po prostu nie wybiorę rozwiązania, które nie jest dla mnie najlepsze. Bo szybko będę żałował.

Byłbym natomiast w stanie wydać słuszne pieniądze na – i nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę – smartfon BlackBerry z Androidem. Pełnym Androidem, odpowiednio zmodyfikowanym, żeby uwzględniał przynajmniej część tego, co świetnie udało się zrealizować w BlackBerry 10, ale jednak tym słusznym Androidem, a nie jego namiastką. I wszystko wskazuje, że taki rozwój wydarzeń można już brać za pewnik.

Najpierw pojawiały się grafiki i plotki, którym brakowało jednak wiarygodnego zaczepienia w rzeczywistości. Potem zaczęło się ich pojawiać więcej i więcej, aż do momentu, kiedy właściwie trudno z nimi dyskutować. Widzieliśmy już nie tylko fragmenty filmów promocyjnych i dość wiarygodne grafiki przedstawiające BlackBerry Venice, czyli slidera z Androidem, ale i – co może być dość sporym zaskoczeniem – Passporta z tym samym systemem operacyjnym. Nie wiadomo, czy ten drugi zadebiutuje faktycznie w takiej wersji, ale mamy tu przynajmniej dwie ciekawe informacje – po pierwsze, może zadebiutować, po drugie, obecny sprzęt jest w stanie udźwignąć „nowy” system operacyjny. Może być więc naprawdę ciekawie – na forum CrackBerry już pojawiają się pytania, czy starsze telefony otrzymają „Andro-loadery”.

Jakie będą tego konsekwencje, na razie można jedynie spekulować. Ale trudno doszukiwać się rozwiązania, gdzie do klientów nie dotrze dość wyraźna wiadomość, że BlackBerry 10, w jego dotychczasowej formie, dotarł do ślepego zaułku. I tam, przynajmniej dla zwykłych użytkowników, pozostanie już na zawsze. Niektórzy wprawdzie już spieszą się z opiniami, że to obecny CEO BlackBerry zabił ten system. Prawda jest jednak taka, że ten system zabiło wiele lat zaniedbań – w tym, a może i przede wszystkim, tych przed jego premierą.

BlackBerry 10, dla rynku konsumenckiego, jest już absolutnie nie do odratowania

Zamiast marnować więc czas na rozwój całego systemu, można przenieść to, co najlepsze, i co byłoby naprawdę żal po prostu „zakopać” w wirtualnym świecie, na system konkurencji. BlackBerry nie jest pierwszym, ani też prawdopodobnie ostatnim producentem, który doszedł do takiego wniosku, lub też do dojścia do niego został po prostu zmuszony przez realia. I mam przeczucie, że będzie to naprawdę dobra decyzja.

O ile twitterowe plotki znajdą bowiem swoje potwierdzenie w rzeczywistości, Venice (a kto wie, może i kolejne smartfony kanadyjskiego producenta) będą – poza Androidem – wyposażone w szereg rozwiązań przeniesionych niemal żywcem z BlackBerry 10 – od autorskiego launchera, przez Huba, po aplikacje kalendarza, kontaktów, zadań i podobnych (czyli elementów BlackBerry Experience Suite).

W rezultacie otrzymujemy praktycznie wszystko, czego można byłoby chcieć, a przynajmniej czego chciałbym ja – smartfon od BlackBerry, z rozwiązaniami BlackBerry, ale pozbawiony największych wad BlackBerry 10. Do tego smartfon, dla którego konkurencji naprawdę trudno szukać na rynku, i która prawdopodobnie długo, albo nawet nigdy się nie ukaże. Pozostaje więc czekać do listopada…

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement