Spider's Web

Wpisy z działu: Blackberry

Nowy CEO RIM Thorsten Heins pewny swego

thorsten_heins_rim_ceo

Nowy CEO Research in Motion, Thorsten Heins ma już za sobą medialny debiut – dzisiejszego ranka prowadził otwierające keynote na konferencji BlackBerry DevCon w Amsterdamie. Zbytniego medialnego talentu nie zdradził, ale prezentacja była poprawna i biło z niej poczucie pewności, że BlackBerry ma przed sobą świetlaną przyszłość. To dobrze, bo pewność siebie bardzo się przyda w walce o obronę rynkowej pozycji RIM.

O powodach, dla których dziś RIM musi walczyć o obronę swojej pozycji rynkowej pisaliśmy na Spider’s Web nie raz, nie dwa, więc nie ma sensu powtarzać w kółko tych samych argumentów, szczególnie że uwierają one przedstawicieli kanadyjskiej firmy, którzy wydają się żyć jakby w zamkniętej enklawie, gdzie nie przedostają się wszystkie argumenty z zewnątrz. Jednak fakt faktem, że takie informacje jak ta dzisiejsza, że kolejna duża firma Halliburton porzuca platformę BlackBerry i zamierza wyposażyć 4,5 tys. swoich pracowników w iPhone’y nie biorą się znikąd.

Już widać, że zmiana CEO w RIM nic nie zmienia

thorsten-heins-rim

RIM potwierdził wcześniejsze plotki mówiące o tym, że dotychczasowi szefowie kanadyjskiego producenta – Mike Lazaridis oraz Jim Balsillie będą musieli ustąpić ze swoich stanowisk. Zastępujący ich od wczoraj Thorsten Heins pracuje w RIM od 5 lat, a ostatnio był COO, czyli dyrektorem ds. operacyjnych (jakaś moda nastała, by COO robić CEO, podobną drogę co Heins przeszedł Tim Cook w Apple). Są to pierwsze tak duże zmiany na najwyższych stanowiskach w historii firmy RIM. Mike Lazaridis jest założycielem RIM, którego powołał do życia w 1984 r. Drugi dotychczasowy CEO, Jim Balsillie, pracował w firmie od 1992 r. 

Zdaje się jednak, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. No bo kiedy nowy szef RIM, Thorsten Heins w pierwszych wywiadach po swojej nominacji mówi, że „drastyczne zmiany nie są konieczne”, a większość dotychczasowych problemów RIM wynika z niezrozumianego marketingu, to trudno mieć specjalną nadzieję, że nowy CEO będzie wybawcą kanadyjskiej firmy.

Research In Motion nigdy nie miał strategii dla Polski

Black-is-Wthite

Kanadyjski Research In Motion, producent smartfonów BlackBerry i tabletów PlayBook może zostać przejęty przez Samsunga. Przy okazji pogłosek o sprzedaży firmy na jaw wychodzą ciekawe fakty o „strategii” RIM dla polskiego rynku.

Nie jest na razie jasne, czy na sprzedaż zostanie wystawiona część RIM, czy dojdzie do przejęcia całej firmy. Jak donosi serwis bgr.com, wycena RIM w przypadku sprzedaży całości firmy może wynieść nawet 10 mld dol., czyli na dzień dzisiejszy ok. 700 mln dol. więcej niż wynosi kapitalizacja giełdowa spółki. Po tym jak pogłoska o przejęciu rozpowszechniła się na rynkach finansowych, wartość akcji RIM wzrosła. Papiery rozpoczęły giełdowy wtorek z ceną 16,6 dol., by już o drugiej po południu przekroczyć poziom 18,18 dol. (teraz ok. 17,70 dol.).

Dlaczego nikt nie lubi już starszych systemów?

smartphone4

Symbian? Zły. BlackBerry OS? Zły. W obydwu przypadkach użytkownicy, media, analitycy i eksperci praktycznie wymogli na ich producentach najbardziej drastyczną zmianę – całkowitą zmianę systemu operacyjnego, który do tej pory wyróżniał ich telefony oraz smartfony na rynku i przez kilka długich lat zapewniał im nieprzeciętne sukcesy. Teraz jednak, po premierach iOS czy Androida, obydwa okazały się być wolne, nieintuicyjne, nieprzystosowane do oczekiwań klientów. W skrócie: nie mające absolutnie żadnej przyszłości, a jedynym ich miejscem jest śmietnik historii (kto w końcu chce korzystać na co dzień z „archaicznego” systemu?). W praktyce zdaje się to potwierdzać przynajmniej częściowo cały rynek, który według rezultatów większości badań odchodzi od „starych” aby dać miejsce „nowym”.

Jako że (przynajmniej teoretycznie) jestem przedstawicielem tej grupy użytkowników, którzy powinni w najbliższym czasie „zmienić otoczenie”, muszę jednak z przykrością (a może z radością) stwierdzić, że nie jestem w stanie w pełni zrozumieć tego, dlaczego starsze systemy spotykają się z takim brakiem sympatii z praktycznie wszystkich stron, prowadzącym do wniosków, że jeśli firma „X” nie zmieni całkowicie swojego systemu (najlepiej w ogóle na inny, a jeszcze lepiej – na Androida), prawdopodobnie w najbliższym czasie upadnie.

Jakie są telefony komórkowe? Coraz tańsze!

Na ceny nowoczesnych smartfonów, szczególnie tych z najwyższej półki, możemy narzekać – w dalszym ciągu nie każdy z nas jest w stanie pozwolić sobie na taki luksus, a nawet jeśli nie ma żadnych problemów jeśli chodzi o stronę finansową, zaczyna pojawiać się kolejny problem – czy faktycznie warto jest wydawać aż tyle na coś co przecież w dużej mierze służy do dzwonienia?

Windows Phone 7 w 2012 – wciąż mało, ale to nie znaczy, że przegra

DSC_0248

Android na pierwszym miejscu – w tym przypadku nie ma najmniejszych wątpliwości, iPhone na silnej drugiej pozycji (choć daleko za „Zielonym Robotem”), za nimi Windows Phone (choć już z wynikiem o wiele mniej efektownym niż prognozowano jeszcze kilka miesięcy temu), a reszta rynku podzielona pomiędzy BlackBerry OS, Symbiana oraz niedobitki webOS, rozwijanego już wtedy wyłącznie przez społeczność, pod pilną kontrolą HP. Tak według ekspertów Digitimes ma wyglądać krajobraz w świecie smartfonów pod koniec przyszłego roku i choć wydawałoby się, że największym zwycięzcą jest tutaj po raz kolejny Android, który zawładnąć ma prawie 60% całej puli, paradoksalnie przewidywania te są najlepsze dla… Microsoftu i jego mobilnej wersji Windowsa (Phone).

To właśnie ten system ma najwyraźniej wybić się spośród pozostałych i z gracza na razie istotnego głównie marketingowo, stać się graczem o liczącym się udziale i popularności. Zapewnić ma to sprzedaż kwartalna na poziomie około 10 milionów sztuk, dająca w rezultacie mały, choć i tak o wiele większy niż do tej pory kawałek toru – 6,2%.

Nowy cykl na Spider’s Web o najlepszych aplikacjach mobilnych

apps

Jak ważne w systemie mobilnym są trzecie aplikacje? Ostatnio okazuje się, że aplikacje mobilne odpowiadają za większą część naszej aktywności w sieci, niż przeglądarka na smartfonie. To aplikacje są dynamicznie rosnącym rynkiem wartym już miliardy dolarów. Postanowiliśmy więc skorzystać z faktu posiadania w redakcji użytkowników praktycznie wszystkich najważniejszych obecnie systemów mobilnych i zrobić mały cykl pod tytułem “Najlepsze aplikacje na … według Spider’s Web”.

Zaczynając od dziś i kończąc 1 stycznia postaramy się zaprezentować Wam, Czytelnikom, nasz subiektywny wybór najlepszych i najbardziej przydatnych aplikacji. Będzie iPhone, iPad, Android, Windows Phone 7, bada i BlackBerry. Niektóre zestawienia będą typowo autorskie, inne stworzone wspólnie – zazwyczaj 10 aplikacji z różnych kategorii; produktywności, rozrywki, gier, informacji i do obsługi sieci społecznościowych.

Coraz więcej zarabia się na… bezpłatnych aplikacjach

apps_v14

Tegoroczne szczegółowe zestawienia dotyczące największych sklepów internetowych – BlackBerry AppWorld, Apple AppStore, Android Market, Ovi Store oraz Windows Marketplace nie pozostawiają praktycznie żadnych złudzeń – jeśli programista chce naprawdę dobrze zarobić na swojej aplikacji, powinien udostępnić ją… za darmo. Oczywiście każdy kto potrafi liczyć, dość szybko zorientuje się, że powyższe zdanie nie ma większego sensu, o ile nie zostanie odpowiednio dopełnione. Dopełnieniem tym, mogącym w dużej mierze przybliżyć twórców aplikacji do finansowego sukcesu są dodatkowe płatności, których możemy dokonać wewnątrz pozornie darmowego programu. To właśnie one, w rekordowo krótkim czasie stały się jednym z najpoważniejszych źródeł dochodów dla większości zgłaszających swoje produkty do sklepów z oprogramowaniem.

Aż trudno uwierzyć, że tzw. model „freemium” tak szybko zyskał popularność zarówno wśród deweloperów, jak i użytkowników, którzy o wiele chętniej wydają swoje pieniądze właśnie w tego typu aplikacjach, niż na zakupy aplikacji płatnych jednorazowo przy zakupie. Wystarczy tylko spojrzeć na różnice dzielące średnią kwotę wydawaną na zakup programów z jednej z najbardziej dochodowych kategorii – gier. W przypadku wersji „pełnych od razu”, wynosi ona około 1$, podczas gdy korzystający z gier „freeminum” zostawiają sklepowi i autorowi aplikacji (oczywiście do podziału) aż… 14$. Różnica jest naprawdę imponująca.

Jeszcze chwila i w ogóle zabraknie miejsca na baterię

e4a0db7e5946cffa837bc77994c8

Miało być coraz lepiej – producenci przekonywali nas, że wraz z wprowadzeniem nowych procesorów (w tym dwurdzeniowych), nowych wersji oprogramowania i nowych funkcji temu dedykowanych, poprawi się czas pracy naszych smartfonów na pojedynczym ładowaniu. Miało być jednocześnie lepiej i szybciej, a przy tym dłużej bez konieczności poszukiwania gniazdka. Mieliśmy się wcale nie martwić tym, że nowe telefony są coraz cieńsze, a baterie mają coraz mniejszą pojemność – w najgorszym wypadku miało być tak samo jak poprzednio. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, a w ostatnim czasie informacji na temat problemów nowoczesnych smartfonów pojawia się w sieci więcej niż zazwyczaj. Zdarzają się nawet miesiące, kiedy wpisywane w wyszukiwarkę hasło „problemy z baterią” możemy bez problemu powiązać z każdym z największych producentów.

Takie są najwyraźniej efekty wyścigu twórców urządzeń mobilnych na jak najatrakcyjniejszy wygląd, kosztem podstawowej funkcjonalności, przy raczej niezbyt głośnym sprzeciwie użytkowników, którzy tracą na tym przecież najwięcej. Co nam bowiem nawet z czterech rdzeni, jeśli w połowie dnia nie jesteśmy już w stanie skorzystać z żadnego z nich, chyba że odnajdziemy miejsce, w którym możemy zainstalować nasz sprzęt razem z ładowarką?

RIM poddaje się bez walki

bb_7

RIM to jedna z tych firm, która świadomie bądź nie zaklina rzeczywistość. Kiedy rozmawiasz z jej przedstawicielami, sytuacja wydaje się być wręcz bliska ideału – rekordy, inwestycje, ogromne zainteresowanie deweloperów, usługi benchmarkiem dla konkurencyjnych usług. Kiedy jednak spojrzysz na wyniki giełdowe, przeanalizujesz kolejne wyniki kwartalne i poczytasz o ponownych opóźnieniach, to nastrój szybko zmienia się z różowego na najciemniejszy odcień jeżynowego.

13 mln smartfonów BlackBerry sprzedanych do kanałów dystrybucyjnych, 150 tys. sprzedanych PlayBooków, współpraca z 630 sieciami mobilnymi na świecie, 50 tys. aplikacji w BlackBerry App World i 5 mln pobrań aplikacji dziennie, 75 mln użytkowników usług BlackBerry – niby wszystko na papierze w ostatnich wynikach kwartalnych kanadyjskiej firmy wygląda ok, ale jak już się wczytać w nie głębiej lub połączyć z ostatnimi doniesieniami mediów, to powodów do optymizmu wcale nie ma wiele.

Jest już milion aplikacji mobilnych na świecie, czyli absurd mobilności

apps_v14

App Store wykreował niezwykłą modę na aplikacje mobilne. Ba, otworzył nawet coś, co wielu nazywa ‘ekonomią aplikacji mobilnych’ na wzór wcześniejszej ‘ekonomii dot com’. To skutkuje tym, że nagle w mgnieniu oka otworzył się gigantyczny rynek nowej pracy dla programistów technologii mobilnych, dla nowych start-upów marzących o niesamowitych szybkich karierach. Przez moment wydawało się nawet, że rzeczywiście jesteśmy u progu wielkiej przemiany rynku technologicznego, szczególnie że Apple rozpoczął wyścig na liczbę dostępnych w mobilnych sklepach aplikacji, czym nieco wypaczył rewolucję mobilną.

Mobilewalla, firma zajmująca się analityką rynku mobilnego, poinformowała niedawno, że łącznie na najpopularniejszych platformach mobilnych (iOS, Android, BlackBerry oraz Windows Phone 7) jest już 991,5 tys. aplikacji dostępnych w oficjalnych sklepach. To oznacza, że z całą pewnością tych aplikacji jest już ponad milion, bo część już napisanych aplikacji czeka na akceptację zarządców sklepów mobilnych. Lista nie uwzględnia również platform: Symbian oraz Windows Mobile, a wiadomo, że ta pierwsza ciągle jest aktywna i powstają na nią nowe aplikacje. Bariera miliona aplikacji mobilnych na pewno więc została już osiągnięta.

Dlaczego Microsoft zignorował miliony potencjalnych klientów Windows Phone?

Wszyscy doskonale wiedzą jaka jest obecna sytuacja mobilnej wersji systemu przygotowanego przez Microsoft. W dobie dominacji iOS i Androida oraz (mimo wszystko) wciąż silnych Symbiana i BlackBerry OS, nowemu Windowsowi ciężko jest trafić do liczącej się grupy klientów, w rankingach popularności wciąż realnie rywalizującemu raczej z bada OS niż innymi wielkimi firmami. Gigant z Redmond musi więc zrobić wszystko, aby w jakikolwiek sposób zainteresować użytkowników smartfonów, zarówno tych obecnych jak i przyszłych, swoją wersją OS. Pomysłów na to było już mnóstwo – od intensywnej promocji medialnej, po rozdawanie urządzeń z tym systemem programistom, studentom czy nawet… niezadowolonym użytkownikom konkurencji. Wczoraj jednak MS zrobił coś, czego nie podjął się do tej pory żaden inny producent – umożliwił (teoretycznie) wszystkim przetestowanie swojego rozwiązania bez konieczności instalacji czy pobierania czegokolwiek – bezpośrednio z telefonu.

Wystarczy z poziomu naszego obecnego smartfona wejść na adres http://aka.ms/wpdemo, aby w przeglądarce naszego urządzenia zapoznać się z podstawowymi funkcjami Windows Phone. Proste i jednocześnie genialne w swojej prostocie – żadnego instalowania symulatorów, emulatorów, oglądania nudnych recenzji, gdzie nie mamy wpływu na to co zrobi recenzent, czy – w skrajnych przypadkach – biegania od sklepu do sklepu w poszukiwaniu placówki, która ma obecnie działający model Windows Phone, którym można się pobawić dowoli. Oczywiście cały „internetowy Windows Phone” jest dość mocno ograniczony i jego głównym zadaniem jest zapoznanie nas z ogólnym interfejsem i podstawowymi operacjami (dostępna jest chociażby przykładowa lista kontaktów czy kalendarz), ale mimo wszystko jest to pomysł niezwykle interesujący i mogący trafić do klienta. Problem jedynie w tym, że grupa docelowa nie została wybrana chyba ze szczególnym namysłem.

Internauto, broń się przed szumem informacyjnym

Badania, statystyki i rozliczne ankiety, niezależnie od tego na jak dużej grupie przeprowadzane, od dawna są doskonałym pożywieniem dla mediów, zarówno tych „klasycznych”, jak i internetowych, które w ostatnim czasie nabierają ogromnego znaczenia. Zgodnie z zasadą, według której cokolwiek znajdzie się w internecie w jednym miejscu, natychmiast pojawia się w tysiącach kolejnych (zwłaszcza, jeśli jest wystarczająco „sensacyjne”), zasięg poszczególnych wyników badań staje się coraz większy, a czytelnicy coraz bardziej „świadomi”. Pułapka jest jednak ogromna i wystarczy przejrzeć tego typu doniesienia nawet niezbyt daleko cofając się w czasie, aby dość szybko zobaczyć, że w wielu przypadkach, nawet następujące niemal bezpośrednio po sobie „wiadomości dnia” są ze sobą… sprzeczne.

Problem z badaniami jest oczywisty – praktycznie nikt nie jest w stanie przeprowadzić ich na wystarczającej grupie osób – jedyne, co można zrobić, to wybranie grupy jak najbardziej reprezentatywnej. Problem z portalami internetowymi, które następnie te dane powielają jest taki, że same tabele i szczegółowe analizy są nudne i trzeba je odpowiednio sprzedać. Nagłówek brzmiący „Firma X, według badań przeprowadzonych przez firmę Z na grupie A osób, sprzedała o Y telefonów więcej niż C, ale należy traktować te wyniki z odpowiednim dystansem” nie jest raczej czymś, w co kliknęlibyśmy z ciekawości na Twitterze, Facebooku czy w naszej bazie RSS.

Niebezpieczny Android – rzeczywistość czy tylko teoria?

Badania dotyczące bezpieczeństwa i potencjalnych zagrożeń czyhających na najpopularniejsze obecnie mobilne systemy operacyjne od dłuższego czasu mają jednego, niekwestionowanego negatywnego „bohatera” – Androida. System operacyjny stworzony przez Google raz za razem zajmuje w nich „czołowe” lokaty, a urządzenia pracujące pod jego kontrolą są wymieniane jako potencjalnie najbardziej zagrożone złośliwym oprogramowaniem lub innymi formami ataku. Teorię tę potwierdziły po raz kolejny bardzo szczegółowe analizy przeprowadzone przez firmę BIT9, starającą się odnaleźć najbardziej bezpieczne i najbardziej niebezpieczne smartfony kończącego się powoli roku.

Wbrew pozorom, takie badania mają sens i ogromne znaczenie. W ciągu ostatnich miesięcy, wraz z popularyzacją smartfonów, które do niedawna były głównie urządzeniami służbowymi, przyznawanymi przez firmę, po dokładnej weryfikacji przez dział IT, coraz częściej stosowana jest praktyka „przynieś swój telefon do pracy”. Po co nam w końcu dwa smartfony, skoro możemy w jednym połączyć nasze obowiązki i rozrywkę, minimalizując przy tym ilość „gratów”, które musimy nosić zawsze przy sobie? Na chwilę obecną szacuje się, że dostęp do zasobów firmowych lub w jakikolwiek sposób postrzeganych jako biznesowych (banki, transakcje on-line, mikropłatności, etc), niezależnie od systemu operacyjnego uzyskuje ze swoich prywatnych urządzeń aż 76% użytkowników smartfonów w USA mających taką możliwość.

Przełącz do wersji mobilnej