Nie spodoba się Apple’owi film „Steve Jobs”, oj nie spodoba się

Felieton/Social media 03.07.2015
Nie spodoba się Apple’owi film „Steve Jobs”, oj nie spodoba się

Kilka razy obejrzałem uważnie trailer filmu „Steve Jobs” i jednego jestem pewien – Apple’owi się on nie spodoba. Pewnie na takiej samej zasadzie, jak film „The Social Network” o Marku Zuckerbergu nie bardzo podobał się jemu samemu.

To porównanie nie jest przypadkowe – scenarzystą filmu jest bowiem Aaron Sorkin, ten sam, który napisał scenariusz do filmu o Facebooku. Pierwsze dwie minuty zapowiedzi filmu o Jobsie przynoszą nieodparte wrażenie, że będzie to film bardzo podobny do „The Social Network” – przedstawiający charyzmatyczną, lecz bezwzględną, bezkompromisową i bezuczuciową postać, która po trupach dąży do celu.

Sorkin oparł swój scenariusz na tzw. oficjalnej biografii Steve’a Jobsa autorstwa Waltera Isaacsona, która nie stroni od trudnych tematów w życiorysie założyciela Apple’a i która nie próbuje go w żaden sposób wybielać. Dodajmy do tego styl twórczy Sorkina i chyba już wiemy, czego możemy się spodziewać – filmu w stylu teledysku z mocno przejaskrawionymi postaciami.

Od pewnego czasu w oficjalnej komunikacji Apple’a daje się wyczuć zmianę odnośnie postrzegania pamięci o Stevie Jobsie

Tak jak krótko po jego śmierci, gdy piórem Isaacsona ukazywała się oficjalna biografia, przedstawiciele Apple’a zachwalali ją jako szczerą, aczkolwiek dobrze sprofilowaną, tak w ostatnich miesiącach ruszyła wielka PR-owa lokomotywa, która ma zmienić publiczną pamięć o Jobsie.

Teraz Cook, Ive i inni prominentni przedstawiciele Apple w rozlicznych wywiadach mówią, że zdecydowanie lepiej przedstawia Jobsa nowa powieść biograficzna autorstwa Brenta Schlendera i Ricka Tetzeli’ego – „Becoming Steve Jobs”, która prezentuje go w zupełnie innym świetle. Przede wszystkim skupia się na okresie od wyrzucenia Jobsa z Apple’a do jego powrotu w 1997 r. i wyniesieniu firmy na szczyt technologicznego biznesu. Ten Steve Jobs ponoć bardzo różnił się od tego, który zakładał Apple i był w niej do 1985 r. Już nie był bezwzględny dla współpracowników, potrafił przyznawać innym rację, często polegał na zdaniu innych.

Trailer filmu „Steve Jobs” wydaje się skupiać na tym szalonym okresie w życiu założyciela Apple. Co więcej, mocno podkreśla wszystkie straszne rzeczy, jak odrzucenie własnej córki, czy zdrada najbliższych przyjaciół.

Czyli mamy bardzo podobny scenariusz do tego, w jaki sposób pokazany został Zuckerberg w „The Social Network” – totalnego dupka, który pnąc się po szczeblach kariery wbijał nóż w plecy swoim przyjaciołom.

Coś mi się zdaje, że przed październikową premierą nie raz nie dwa usłyszymy, że film Sorkina „obraża” pamięć Steve’a Jobsa.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement