Microsoft tłumaczy, dlaczego Cortany nadal nie ma w Polsce

Microsoft tłumaczy, dlaczego Cortany nadal nie ma w Polsce

Twórcy Windows 10 właśnie opublikowali listę krajów, w których wraz z premierą tego systemu operacyjnego zadebiutuje cyfrowa asystentka Cortana. Jak zapewne się spodziewaliście, na uaktualnionej liście nadal nie widnieje Polska. Czyżby Microsoft nas nie lubił? Niezupełnie, choć odpowiedź na to pytanie i tak nam się nie spodoba.

Dlaczego Cortana nie jest dostępna w moim regionie lub języku? Czytaj: „To jak to będzie z tą Cortaną w Polsce? Zapytałem o to osobę odpowiedzialną za cały projekt”

W tej chwili mamy czterech rywalizujących ze sobą cyfrowych asystentów głosowych. Jest ten obecny w BlackBerry OS (ograniczony w Polsce), jest Google Now (ograniczony w Polsce), jest Siri (brak języka polskiego) no i wreszcie Cortana (niedostępna w Polsce). Nie jesteśmy jedynym krajem, który jest dyskryminowany. Tylko nieliczne rynki są w pełni obsługiwane przez te innowacyjne i intrygujące usługi. Choć ich lista cały czas się powiększa.

Microsoft właśnie poinformował, że przy okazji premiery Windows 10 asystentka Cortana staje się usługą międzynarodową („is going global”). Jest to skandaliczne, wprowadzające w błąd nadużycie, bo w tej samej notce są wymieniane nowe regiony. Jest ich raptem kilka, a Polska nie znajduje się na liście. Do tej pory asystentka była obecna w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Chinach, Francji, Włoszech, Niemczech i Hiszpanii. W tym roku dołączają do tych krajów Japonia, Australia, Kanada (tylko po angielsku), Indie (tylko po angielsku), Brazylia i Meksyk.

„To nie jest takie proste jak myślicie”

Dlaczego ekspansja Cortany trwa tak powoli? Dlaczego jej konkurencja, choć z naszego punktu widzenia zauważalnie bardziej dynamiczna, również od lat nie chce w pełni rozwinąć skrzydeł w takich krajach jak Polska? Odpowiedź tkwi w pełnym dumy nagraniu wideo na oficjalnym kanale Microsoftu. Dumy, która dla nas, Polaków, jest tym bardziej irytująca.

Pierwszym problemem jest ten oczywisty, a więc nauka nowego języka. Każdy język ma inne konstrukcje gramatyczne, rzeczowniki i czasowniki mają często odmienne znaczenia, mowa potoczna tworzona jest na zupełnie innych zasadach. A przecież zaletą takiego asystenta jest rozumienie mowy naturalnej. Wiemy jednak, że moduł głosowy Microsoftu (a więc Cortana) już został dawno temu „przeszkolony” pod kątem języka polskiego. To dlaczego nadal nie jest dostępna?

Kolejną rzeczą, jaką cyfrowy asystent uwzględnia, jest kultura danego kraju. Konsumenci i profesjonaliści w przeróżnych zakątkach świata wykonują inne zadania, w różny sposób i różne informacje są dla nich istotne. To oznacza, że cyfrowego asystenta należy odpowiednio „preszkolić” również i pod tym względem. Dla przykładu, chińska Cortana brzmi tak, jakby cały czas mówiła będąc uśmiechnięta. Z kolei japońska jest bardzo chłodna i starannie dba o grzecznościowe formy wypowiedzi. Wszystko z uwagi na różnice kulturowe między tymi narodami. Tego typu badania jednak nie wydają się sprawą szczególnie skomplikowaną. Niestety, to jeszcze nie koniec.

Cortana i jej podobni nie tylko muszą rozumieć naszą mowę i kulturę, ale też i świat w którym przebywamy. To oznacza integrację z dziesiątkami lokalnych usług. Cortana musi wiedzieć gdzie ma szukać metod na rezerwację stolika w restauracji, numerów przesyłek kurierskich lokalnych przewoźników, informacji o utrudnieniach w ruchu i tak dalej. To niemałe inwestycje, związane też z negocjacjami z partnerami a także reklamą i marketingiem. A to z kolei oznacza, że te muszą się zwrócić.

Tylko co mnie to obchodzi?

Punkt widzenia Microsoftu jest zrozumiały w sensie logicznym. Jesteśmy zbyt małym i/lub zbyt mało majętnym narodem, by traktować nas jako priorytet. Gigant z Redmond, oraz jego konkurenci, doskonale zdają sobie sprawę z tego, gdzie zarobią najwięcej za pośrednictwem ich usług. Ile kupujemy dóbr i usług przez Internet, jak chętnie korzystamy z płatnych rozwiązań, ile urządzeń mobilnych kupujemy i tak dalej, i tak dalej. Nie robimy tego wiele. Więc firmy te skupiają się na bardziej rozwiniętych reklam.

Tylko… co z tego? Rozumiem punkt widzenia korporacji, ale czy to oznacza, że mamy go akceptować? Fakt pozostaje faktem, że jesteśmy traktowani jako obywatele świata drugiej kategorii, a zdecydował o tym arkusz w Excelu lub coś mu podobnego. To, z pewnością, nie buduje naszego przywiązania do marki. Zwłaszcza w dobie Internetu, globalnej Sieci, w której wystarczy, że udam się na obcojęzyczną witrynę by szybko dowiedzieć się, że są ludzie uznawani za fajniejszych od nas.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement