Odzywa się stary Microsoft. W Redmond zwlekają z naprawą OneDrive

Odzywa się stary Microsoft. W Redmond zwlekają z naprawą OneDrive

Systemowa obsługa OneDrive’a w Windows 10 została znacznie okrojona w porównaniu do tej w Windows 8.1. Zlikwidowano kluczową funkcję „migawek plików”. Mieliśmy jednak nadzieję, że Microsoft zdąży ją przywrócić. Płonną.

OneDrive to zaskakująco udany produkt Microsoftu. To chmura, która nie ma się czego wstydzić stając w szranki z Dropboxem, Dyskiem Google czy iCloudem. Powiem więcej: wiele z jej funkcji jest na tyle przydatnych, że na dzień dzisiejszy przeprowadzka na inny e-dysk byłaby dla mnie nieznośna. Dodatkowo, jeżeli korzystasz z Windows 8.1, to OneDrive oferuje coś „ekstra”.

To coś to migawki plików (snapshots), dzięki którym OneDrive wspaniale integruje się z pamięcią lokalną komputera i / lub tabletu, a zarazem nie likwiduje dużej zalety chmury, jaką jest możliwość pozbycia się z pamięci lokalnej danych, które chcemy mieć pod ręką, ale na co dzień nie są nam szczególnie potrzebne. To szczególnie użyteczny mechanizm dla tabletów i urządzeń hybrydowych, które zazwyczaj mają względnie niewiele pamięci masowej.

Jak to działa?

Migawki, jak sama nazwa wskazuje, to coś w rodzaju atrap właściwych plików. Z punktu widzenia użytkownika, zachowują się one dokładnie tak samo, jak dane przechowywane lokalnie. Są widoczne w eksploratorze plików, są indeksowane przez wyszukiwarki wraz ze wszystkimi możliwymi metadanymi, pliki multimedialne mają swoje miniaturki, i tak dalej. Jednak same dane są przechowywane w chmurze i pobierane tylko w razie potrzeby. System przy tym dba o to, by często otwierane pliki były zawsze dostępne w trybie offline, a te rzadko pozostawały w formie migawek. Możemy też decydować, że dane zasoby (na przykład folder) mają być zawsze dostępne offline, jeżeli nie ufamy rozwiązaniu Microsoftu.

Moja czterogigabajtowa kolekcja muzyczna dzięki migawkom zajmuje na dysku raptem kilkanaście megabajtów, a "zachowuje się" tak, jakby była przechowywana lokalnie
Moja czterogigabajtowa kolekcja muzyczna dzięki migawkom zajmuje na dysku raptem kilkanaście megabajtów, a „zachowuje się” tak, jakby była przechowywana lokalnie

Wygoda takiego automatycznego rozwiązania jest oczywista: na tablecie z 16 GB pamięci mam widoczne w eksploratorze plików wszystkie dane tak, jakbym je miał lokalnie, a zarazem nie mam zapchanej pamięci rzeczami, których nie potrzebuję. Niestety, po aktualizacji do Windows 10 stracimy tę możliwość, o czym już wspominaliśmy niecałe dwa miesiące temu.

Dlaczego Windows 10 jest „gorszy” od Windows 8.1?

Microsoft, po publikacji wielu notek równie krytycznych, co podlinkowana powyższa, Microsoft zmienił uzasadnienie swojej decyzji. Poprzednio sugerował, że „migawki” były mylące dla użytkowników i ci nie byli świadomi, że część danych widocznych w menadżerze plików nie jest dla nas dostępna bez połączenia z Siecią. Ciężko mi w to uwierzyć, bo oznaczenie jest dość czytelne, ale z drugiej strony nie widziałem żadnych danych telemetrycznych na ten temat. To nieistotne, bo „migawki” na szczęście wrócą, jak oświadczył Microsoft. Jest jednak jeden problem. A właściwie, to dwa.

onedrive

Microsoft skupił się teraz na drugim uzasadnieniu swojej decyzji, które wcześniej podawał, a są to „względy techniczne” i „nowy, mniej zawodny mechanizm synchronizacji”. W rozwinięciu tych haseł dowiadujemy się, że gigant z Redmond pracuje nad unifikacją mechanizmów synchronizujących na wszystkich obsługiwanych przez niego platformach. To oznacza, że OneDrive, OneDrive dla Firm i SharePoint będą bazowały na identycznym rozwiązaniu na Windows, Androidzie, iOS i innych systemach.

Jeden OneDrive by rządzić wszystkimi

To też oznacza, że nowy silnik aplikacji klienckich OneDrive jest może nie tyle budowany od nowa, co gruntownie przebudowywany a wszystkie funkcje dostępne wyłącznie dla danej platformy i niezgodne z innymi są usuwane. Po dopracowaniu algorytmów odpowiedzialnych za podstawowe funkcje dopiero później będą dodawane kolejne.

Plusem tego rozwiązania jest to, że OneDrive będzie tak samo dobry na wszystkich platformach. A więc jeżeli jakaś funkcja w aplikacji klienckiej pojawi się na Windows, to będziemy mogli się spodziewać jej również na innych systemach. Niestety, tu pojawia się wspomniany wyżej drugi problem. Microsoft spodziewa się, że „podstawowa funkcjonalność migawek” (nie jest jasne co dokładnie to oznacza) pojawi się w OneDrive najwcześniej pod koniec bieżącego roku kalendarzowego. A więc kilka miesięcy po spodziewanej premierze Windows 10.

Menu Start i aktywne kafelki w jednym

Nie rozumiem tej taktyki. Korzyści dla Microsoftu są dla mnie oczywiste: zunifikowana platforma pozwoli na łatwiejsze zarządzanie i sprawniejsze wdrażanie na nią nowych pomysłów dla wszystkich klientów giganta z Redmond, nie tylko tych na Windows. Pierwsze chwile Windows 10 na rynku będą jednak miały olbrzymie znaczenie. Wiele wskazuje na to, że system ten będzie dostępny w formie darmowej aktualizacji dla użytkowników Windows 8.x, co oznacza, że tempo pozyskiwania nowych użytkowników będzie dla Windows 10 błyskawiczne. Użytkownicy nie są jednak cierpliwi. Wiele z nich, obrażonych na wykastrowanie OneDrive’a, ucieknie przynajmniej częściowo do innych e-dysków, bo nie będą chciały czekać, aż Microsoft się „ogarnie”.

A gdyby tak mieć ciastko i zjeść ciastko? Skoro OneDrive i tak będzie aktualizowany po premierze Windows 10, to co stoi na przeszkodzie pozostawić w systemie rozwiązanie z Windows 8.1, a gdy już nowa, uniwersalna platforma osiągnie dojrzałość na poziomie starszej wersji, to podmienić moduł kliencki?

Niech ktoś zadzwoni do Redmond i podsunie im ten pomysł…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement