Wiemy już, kto NIE zastąpi Steve’a Ballmera

News 08.01.2014
Wiemy już, kto NIE zastąpi Steve’a Ballmera

Kto będzie nowym szefem Microsoftu? To pytanie, które na chwilę obecną uwielbiają bukmacherzy. Nie mamy żadnych oficjalnych informacji, ale z przecieków wyłaniał się pewien faworyt. Ten jednak postanowił uciąć wszystkie plotki, dla własnego dobra.

W momencie, w którym Steve Ballmer ogłosił swoje rychłe przejście na emeryturę, mało kto nie był zaskoczony. Nawet przeciwnicy aktualnego szefa Microsoftu, którzy życzyli mu jak najszybszego odejścia ze swojej firmy, na chwilę osłupieli. Ballmer jednak, jak nikt inny, zdawał sobie sprawę, że czas na świeżą krew, która pokierowałaby zarządem i nową strukturą Microsoftu, którą on sam, również w tym roku, stworzył.

Ballmer dał zarządowi równe 12 miesięcy na znalezienie swojego następcy.

Słyszeliśmy wiele deklaracji (przyznajemy: kuluarowych), że nowy CEO zostanie wskazany jeszcze w roku 2013. To oczywiście okazało się bujdą na resorach, bowiem nadal nie wiemy, kto pokieruje gigantem z Redmond. Z przecieków jednak wynikało, że czołowym kandydatem na to stanowisko jest osoba spoza Microsoftu. Konkretniej, Alan Mulally, szef Forda.

Mulally to przyjaciel i doradca Ballmera, ponoć wielokrotnie pomagał mu w podejmowaniu decyzji. Ma też doświadczenie w ożywianiu skostniałej firmy (które wyniósł z Forda), jest też uważany za znakomitego przedsiębiorcę. Co prawda nie ma on zielonego pojęcia o specyfice rynku elektroniki użytkowej, ale i tak był wymieniany, jako jeden z „pewniaków”.

Sam Mulally długo nie chciał komentować tych plotek. Potwierdzał tylko, że nadal jest zaangażowany w pracę w Fordzie i nie ma innych planów.

Nie udzielał jednak żadnych definitywnych deklaracji. Aż do wczoraj.

Mulally w końcu stanowczo zaprzeczył, jakoby w ogóle rozważał przyjęcie propozycji Microsoftu. Nie chciał powiedzieć, czy takowa została mu w ogóle złożona, ale podkreślił, że z całą pewnością zostaje w Fordzie. Skąd ta opóźniona pobudka?

ballmer

Otóż ta fala spekulacji, najzwyczajniej w świecie, zaczęła Fordowi szkodzić. Firma ta zaprezentowała niedawno nowego Mustanga, odnotowuje bardzo korzystne wyniki finansowe, a media, zamiast o tym donosić, cały czas analizują „co by było, gdyby Mulally przeszedł do Microsoftu”. Sam Microsoft, jak nietrudno się domyślić, „nie komentuje plotek i spekulacji”. Na dobrą sprawę, nie musi. Oświadczenie Mulally’ego kończy jakiekolwiek rozważania.

Pytanie o to, kim będzie nowy szef Microsoftu, pozostaje jednak otwarte.

Jeżeli miałbym kogoś obstawiać ze wspominanych przez „osoby dobrze zorientowane” faworytów, postawiłbym na Satyę Nadellę. To microsoftowy weteran, a na dodatek aktualnie przewodzi najważniejszym działem Microsoftu, w więc korporacyjnym i chmurowym. To on odpowiada za dojną krowę Microsoftu, jakim jest Windows Azure, a więc serce wszystkich usług Microsoftu i platforma dla korporacyjnych rozwiązań chmurowych. Azure to fundament strategii giganta z Redmond, istotniejszy nawet od samego Windowsa. Logicznym więc byłoby awansowanie Nadelli.

Inni faworyci, to Tony Bates, były szef Skype’a. Człowiek o dużej charyzmie i bardzo zręczny CEO, nie byłby więc złym wyborem. Nie sądzę natomiast, by stołek Ballmera dostał trzeci faworyt, czyli Stephen Elop. To zręczny przedsiębiorca, który przedłużył agonię Nokii, a kiedy nie udało mu się jej ożywić, sprzedał jej zbędny balast Microsoftowi. Brakuje mu jednak charyzmy, bardzo ważnej na tym stanowisku, a na dodatek ocena jego sukcesu w Nokii bazuje na spekulacjach. Równie dobrze można go określić, jako człowieka, który doprowadził do straty działu smartfonów na rzecz Microsoftu, a to kiepska rekomendacja.

Tu jednak wracamy do spekulacji na bazie przecieków z co bardziej poważanych źródeł, takich jak Reuters czy Associated Press. Innymi słowy, takie nieco mniej tabloidowe plotki. Jedno jednak wiemy: ta niepewność zaczyna być szkodliwa. Również dla samego Microsoftu.

Zdjęcie Ballmer pochodzi z serwisu Shutterstock. 

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement