Wybrani dostawcy pocztowi rezygnują ze świadczenia usług. To bezsilność wobec praktyk NSA

Felieton/Technologie 09.08.2013
Wybrani dostawcy pocztowi rezygnują ze świadczenia usług. To bezsilność wobec praktyk NSA

Stworzyłeś firmę, której celem jest jedno: zapewnienie twoim klientom maksymalnie bezpiecznej usługi pocztowej, do której nikt się nie będzie w stanie dobrać. Po czym przychodzą do ciebie agenci „bezpieki” z nakazem udostępnienia im wszystkich danych. Co robisz?

Tego typu rozterki, jak się okazało, dotyczą wszystkich internetowych gigantów. Edward Snowden wymieniał Google’a, Microsoft, Dropboksa, Apple’a i wielu innych, którzy, nie mając wyjścia, rozpoczęli współpracę z amerykańską Narodową Agencją Bezpieczeństwa (NSA). Ale czy na pewno nie mieli wyboru? W przeciągu ostatnich kilkunastu godzin dwóch dostawców pocztowych, których wyróżnikiem były dobre zabezpieczenia, wycofało się z interesu.

 lavabit

Powyższy komunikat zauważą wszyscy klienci Lavabit, którzy udadzą się na witrynę tego dostawcy pocztowego. Ladar Levison, właściciel Lavabit, wyraźnie sugeruje, że zakończenie świadczenia usług przez jego firmę ma duży związek z tym, co obecnie wyprawia rząd Stanów Zjednoczonych. Celem Lavabit było zapewnienie może niekoniecznie jak najwygodniejszej, ale z pewnością jak najbezpieczniejszej usługi pocztowej. Takiej, której użytkownik może być pewien, że jego korespondencja nigdy nie wpadnie w niepowołane ręce.

Levison podszedł do sprawy honorowo. Co prawda nie informuje o szczegółach, ale biorąc pod uwagę ostatnie afery wokół PRISM, XKeyscore i podobnych, a także ton jego wypowiedzi, można założyć, że NSA przyszło do niego z nakazem udostępnienia danych użytkowników, dokładnie takim samym, jaki wcześniej został przedstawiony Google’owi, Microsoftowi i reszcie.

Wyjścia były dwa. Przystać na współpracę lub… zwinąć interes. Levison wybrał opcję numer dwa. Jak tłumaczy, nie zgadza się być „współodpowiedzialnym za zbrodnie dokonywane na obywatelach amerykańskich”. Nie był w stanie zapewnić swoim klientom tego, czego obiecał (poufności), więc zamknął usługę. A tak wygląda oficjalne konto twitterowe Lavabit:

 lavabit-twitter

Levison ostrzegł również wszystkich internautów, by trzymali się z daleka od jakiejkolwiek firmy związanej w jakikolwiek sposób ze Stanami Zjednoczonymi. Dodaje też, że nie może powiedzieć więcej, bo zakazuje mu to… prawo.

W jego ślady błyskawicznie poszła firma świadcząca podobne usługi. Silent Circle ogłosiła, że usługa Silent Email jest właśnie wyłączana. „Nie otrzymaliśmy orzeczeń, nakazów, korespondencji, ani niczego innego od rządu, i właśnie dlatego zdecydowaliśmy się wykonać ten ruch już teraz” jak czytam w oświadczeniu. Innymi słowy, Silent Circle zdecydowała się usunąć całą usługę, by bezpieka nie miała po co wysyłać żądań, które mogłyby narazić jej klientów.

Jestem przekonany, że nawet mimo imponującej przyzwoitości właścicieli obu firm, ta decyzja nie mogła przyjść łatwo. Produkt to nieraz „dziecko” firmy. O które się troszczysz, dbasz o nie. Chcesz, by rosło, dojrzewało. Że nie wspomnę o inwestycjach, które potem powinny się przekładać na zyski. A tu przychodzi ktoś i chce twoje dziecko zbałamucić. Możesz albo temu komuś na to pozwolić, albo je uśmiercić.

Te dwie firmy dały najlepszy możliwy pokaz przyzwoitości. Ciekawe, czy kolejne pójdą w ich ślady. Niestety, szczerze wątpię…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dawid Kosiński: Uważam, że zamknięcie serwisu to może być doskonały chwyt marketingowy. Rząd USA zmusił Levisona do zamknięcia firmy, ale nikt nie zabroni mu założyć nowej, w Islandii, Nowej Zelandii, a nawet Rosji czy Chinach. Te dwa ostatnie kraje mogą wydawać się wątpliwe jeśli chodzi o wolność informacji i Internetu, ale przykład afery PRISM pokazał, że i tak można je uznać za mniej opresyjne niż USA.

Myślę, że cała ta afera może być doskonałą reklamą dla następnego serwisu Levisona. Wiedząc, że mogę korzystać z usług tak słownego człowieka sam chętnie powierzyłbym mu dbanie o bezpieczeństwo mojej poczty email. Podejrzewam, że ze względu na coraz większy rozgłos wszystkich spraw na temat prywatności taki serwis może cieszyć się bardzo dużą popularnością.

Co prawda nie osiągnie popularności takich serwisów jak Gmail czy Outlook, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo większość ludzi nie dba o swoją prywatność. Najważniejsze jednak jest, by to aktywna i świadoma ceny informacji mniejszość chciała korzystać z zaszyfrowanej poczty. Bo to ona zazwyczaj ma coś istotnego do ukrycia i do powiedzenia.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement