R.I.P. Instagram? Nie tak szybko

11.12.2012
R.I.P. Instagram? Nie tak szybko

Wojenki dużych graczy internetowych bywają zabawne. Na przykład ta pomiędzy Twitterem a Instagramem, czyli poniekąd też Facebookiem. W nocy wynikła z tego ciekawa sytuacja: Twitter dodał do swojej aplikacji filtry, na co Instagram odpowiedział odświeżeniem i nowym filtrem. Instagrama wielu spisało już na straty. Niesłusznie, bardzo niesłusznie.

O wojence pisaliśmy już sporo, na przykład tu i tu. Od siebie powiem, że tak, jak nie lubię Instagrama (i Facebooka) i coraz bardziej Twittera, tak używam wszystkich trzech na co dzień i intensywnie, bo prawo Internetu stanowi: albo używasz tego, co wszyscy, albo udajesz, że w alternatywna usługa jest dobra, chociaż psy szczekają tam nie tą końcówką ciała, którą powinny. Jeśli już ustaliliśmy, że wszystkie podmioty są złe i monopolistyczne, możemy przejść do obalenia okrzyku “R.I.P. Instagram!”.

Twitter i Instagram to nie to samo. Zdjęcia z filtrami na Twitterze nie są żadnym “instakillerem”, bo zdjęcia na Twitterze są, cóż, do bani. 6 lat temu, gdy Twitter dopiero zaczynał podbijać świat, ludzie wokół globu dziwili się dlaczego. Przecież to ograniczone do 140 znaków króciutkie informacje, nic specjalnego. Jednak szybko okazało się, że lekkość, ograniczenie wymagające zwięzłość oraz światowy zasięg bez opóźnień zrobiły z Twittera jedno z najciekawszych narzędzi komunikacyjnych. Wprawdzie trochę chaotyczne, bo na Twittera można wrzucić tekst, linka do strony czy teraz zdjęcie, które pojawia się też w formie linku, ale z podglądem, jednak to jest jego siła – każdy używa go tak, jak ma na to ochotę.

 

A potem, gdy Twitter był już niezastąpionym narzędziem, nadeszła era Instagrama, czyli takiego Twittera, ale wyłącznie do zdjęć. Instagrama też nie rozumiano – przecież trzeba przycinać zdjęcia do kwadratu, jest tylko kilka filtrów, tiltshift i autopoprawka, przecież na małym ekranie iPhone’a prawie nic nie widać… A jednak się przyjęło. Instagram stał się hitem dzięki swojej prostocie i jednowymiarowości. Lubisz spamować zdjęciami, na co wkurzają się znajomi z Facebooka i obserwatorzy z Twittera? Spamuj na Instagramie – tam robią to wszyscy, wszyscy korzystają z niego wyłącznie do zdjęć i gdy otwierają go, nie spodziewają się niczego innego, niż zdjęć właśnie.

Tak czasem wyświetlają się zdjęcia na Twitterze

Twitter może sobie dodawać filtry, ale z Instagramem na dobrą sprawę nie powalczy. Po pierwsze, zdjęcia na Twitterze nikną w strumieniu innych statusów i nie mają podglądu. Żeby je zobaczyć, trzeba kliknąć.

Po drugie nie jest to wygodne, a w aplikacji mobilnej działa tragicznie i długo ładuje zdjęcia. Po trzecie w przeglądarkach desktopowych prezentacja zdjęć Twittera jest mało przyjemna, czasem trzeba przewijać, czasem wszystko się zawiesza. Po trzecie wrzucając zdjęcie na Twittera, nawet z filtrem, wrzucamy je tylko na Twittera. Siłą Instagrama jest integracja z innymi sieciami społecznościowymi, choćby Facebookiem.

Twitter trochę zapomina, że coś im bardziej do wszystkiego, tym bardziej do niczego.

P.S. Wypada mi wspomnieć, że Twitter nie dość, że we współpracy z Aviary zaproponował dosyć słabe filtry, to na dodatek zaimplementował je widać na szybko – dodając zdjęcie na Androidzie za pomocą systemowego przycisku dzielenia nie dostaniemy się do filtrów i edycji. Trzeba wejść w aplikację, z jej poziomu wybrać zdjęcie i dopiero edytować. Słabo.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement