Aplikacje w Windows 8 są mizerne – ktoś to musiał powiedzieć na głos

12.11.2012
Aplikacje w Windows 8 są mizerne – ktoś to musiał powiedzieć na głos

Przed kilkoma dniami pisałem o tym, że wraz z nową edycją, system Windows dokonał swoistej rekonkwisty komputerów, w których coraz częściej tracił „udziały” na rzecz internetowych przeglądarek. Chwaliłem bardzo ideę działających w tle aplikacji, dostępnych z poziomu kafelków. Idea jest cudna. Natomiast wykonanie… 

Całkowicie zdaje sobie sprawę z tego, że Windows 8 i jego sklep z aplikacjami to zwykły chłystek, to pisklę wśród orłów i należy mu się pewnego rodzaju początkowa wyrozumiałość. Z drugiej strony w lawinie pochwał i entuzjastycznego przyjęcia nowego systemu Microsoftu, zwykła przyzwoitość nakazuje wspomnieć, że jak na razie, jeśli chodzi o aplikacje w Windows 8 to – cóż – nie ma histerii.

Programy, które możemy znaleźć w usłudze Sklep, nawet jeśli nie są beznadziejne, to o zdecydowanej większości można powiedzieć „marne”, na tle których wyróżnia się także kilka pozytywnie… średnich. Na chwilę obecną wolę zrzucać odpowiedzialność na pośpiech, ignorowanie tematu przez autorów oraz niedawny start całej infrastruktury systemu. Jeśli jednak z czasem kształt i forma aplikacji dla Windows 8 nie będzie ewoluował, możliwe, że moi następcy na Spider’s Web będą musieli już obwołać klęskę najbardziej rewolucyjnych rozwiązań.

Niedoskonałość aplikacji przejawia się między innymi w ich tematyce. Jeśli prześledzimy najbardziej popularne aplikacje, to można znaleźć tam kilka gier, Demotywatory.pl czy audycję Lekko Stronniczy. Gdzieś tam w tle przejawia się Skype i na tym w zasadzie (w dużym skrócie) poważne oprogramowanie w ramach aplikacji się kończy. Z całym szacunkiem dla wszystkich, którzy zdecydowali się na spróbowanie swoich możliwości w ramach sklepu Windows – są tam pierdółki, brakuje programów ważnych i użytecznych.

Nie sposób przy tym nie wspomnieć, że w sklepie Windows nie tylko brakuje takich programów jak choćby IrfanView, OpenOffice albo WinRAR. Swoją obecnością nie zaszczyciły go nawet aplikacje związane z internetowym biznesem. Twittera imitują dwie nieoficjalne i obecnie bezużyteczne (o tym za chwilę), Facebooka nie ma wcale, a YouTube prezentuje się w tak prymitywny sposób, jak gdyby serwis ten stworzono na początku lat 90-ych XX wieku. Wprawdzie Microsoft dostarczył kilka narzędzi własnego autorstwa do obsługi poczty, kalendarza, Facebooka właśnie, ale po przyjacielsku radzę sprawdzić Wam jakie zasoby komputera zżera ten pakiet. Ktoś tu nie dochował należytej staranności przy optymalizacji.

Jeśli odpalimy którąś z aplikacji reprezentujących stronę internetową, szybko otrzymujemy albo coś w formie jej bardzo okrojonej wersji (ale za to czytelnej), albo też… szybko zostajemy przekierowani na stronę internetową i to w ramach jakiegoś bękarta internetowej przeglądarki. W czym mogłoby to być lepsze od poczciwego przeglądania sieci w ramach Google Chrome czy Firefoxa? Pojęcia nie mam.

Ta pierwsza sytuacja – przeglądania okrojonej treści ze stron internetowych – budzi zresztą dodatkowe wątpliwości jeśli spojrzymy z punktu widzenia interesu wydawcy. Autor typu Onet czy TVN24 nie wyświetla w takiej sytuacji reklam, które są filarem ich internetowej działalności. Podejrzewam więc, że wszystko to jest w chwili obecnej preludium do sprzedawania tych aplikacji w przyszłości. A one nie powalają nawet w swojej darmowej wersji.

Kolejną z wad aplikacji w Windows 8 jest ich wadliwość, notoryczne problemy ze strumieniowaniem aktualności, odświeżanie kafelków z nikomu niezrozumiałą sporadycznością czy wreszcie spektakularne klęski, jak choćby w przypadku dwóch wielkich klientów Twittera. Tweetro na skutek zmian w API tego niezbyt popularnego w Polsce serwisu nie działa w ogóle (żeby nie było – u czytelnika Piotra Kusio działa, ale generalnie w internecie rozpoczęła się masowa panika), a MetroTwit otrzymało jakąś kuriozalną barierę kilku odświeżeń na godzinę.

Efekt tego jest taki, że przy całkiem ciekawej idei Windows 8, szybko nadchodzi rozczarowanie kafelkami. To trochę tak, jakby w precyzyjnej taktyce Jose Mourinho obsadzić piłkarzy Ceramiki Opoczno. Niemalże wszystkie programy w Sklepie nie mają ciekawych funkcji, ustępują klasą ich odpowiednikom przeglądarkowym, często źle działają, a na dodatek lwia część z nich w interfejsie zwanym niegdyś Metro jest „po to żeby być”, bo w zasadzie już od podstaw ideologicznych nie ma prawa żyć z nim w odpowiedniej komitywie. Tych, które z kolei powinny tam być – nie ma.

Daję Microsoftowi i podwykonawcom jeszcze czas, to sprawiedliwe postawienie sprawy. Ale ktoś w końcu musiał powiedzieć to na głos – jak na razie w Sklepie Microsoftu znajduje się jedna wielka – wybaczcie język kulinarny – mizeria.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement