Film o Stevie Jobsie będzie miał jedynie… trzy sceny

19.11.2012
Film o Stevie Jobsie będzie miał jedynie… trzy sceny

Postać zmarłego rok temu legendarnego założyciela Apple’a to łakomy kąsek dla branży filmowej. Dosłownie w kilkadziesiąt dni po śmierci Steve’a Jobsa okazało się, że jedna z największych wytwórni filmowych Sony Pictures Entertainment wykupiła prawa do ekranizacji jego biografii, a to nie jedyny aktualnie realizowany film opisujący postać tego jednego z największych wizjonerów technologii w historii ludzkości. Scenariusz filmu Sony pisze legendarny scenarzysta Aaron Sorkin i – jak wyjawił w niedawnym wywiadzie – będzie się on opierał na trzech półgodzinnych scenach. Zapowiada się intrygująco, choć mając na uwadze niesamowite perypetie życiowe Steve’a Jobsa aż żal, że film nie będzie nieco obszerniejszy tematycznie.

Życie Steve’a Jobsa już było przedmiotem jednej głośnej ekranizacji. Wydany w 1999 r. film „Piraci z Doliny Krzemowej” (oryg. Pirates of Silicon Valley) przedstawiał pierwsze lata firmy Apple oraz relacje Steve’a Jobsa z szefem Microsoftu Billem Gatesem. Film ten dosyć pobieżnie przedstawiał jednak prywatne życie Jobsa skupiając się bardziej na wpływie jego nieokiełznanego charakteru na relacje ze współpracownikami i rywalami rynkowymi. Wygląda na to, że wielki projekt Sony z Sorkinem u sterów również przemilczy kwestię niesamowitych wydarzeń w życiu Jobsa.

Na spotkaniu „Hero Summit” organizowanym przez amerykańskiego „Newsweeka” Sorkin wyjawił, że jego scenariusz będzie opierał się na zaledwie trzech scenach rozgrywanych niejako w czasie rzeczywistym – sceny będą trwały 30-minut i nie będzie w nich cięć czasowych. To co widzowie będą oglądali przez 30 minut na ekranie kin będzie dokładnie 30 minutami, które dziać się będą za kulisami na moment przed słynnymi wystąpieniami Steve’a Jobsa, na których prezentował on: pierwszy komputer Mac w 1984 r., komputer NeXT, który stworzył po odejściu z Apple’a oraz odtwarzacz muzyczny iPod.

Obok filmu Sorkina powstaje także film, w którym postać Steve’a Jobsa będzie grał popularny aktor wśród młodszej publiczności Ashton Kutcher. O scenariuszu tego projektu na razie niewiele wiadomo, patrząc jednak na obsadę głównych postaci, które w filmie mają występować, wydaje się, że film będzie traktował o początkach Apple’a do czasu wyrzucenia go z jego macierzystej firmy.

W obu przypadkach nie mamy więc pewności, czy film będzie dotykał niezwykle delikatnej sprawy życia prywatnego Steve’a Jobsa (a w zasadzie w przypadku filmu Sony mamy raczej pewność, że nie będzie). A to wielka szkoda, bo to co się działo w życiu Jobsa to gotowy scenariusz na hollywoddzki hit filmu dramatycznego.

Nie wszyscy wiedzą, że Steve Jobs był adoptowanym dzieckiem państwa Jobs. Jego biologicznymi rodzicami – o czym Jobs dowiedział się będąc już dorosłym człowiekiem – była Amerykanka oraz bogaty imigrant pochodzenia syryjskiego. Jobs miał też biologiczną siostrę (z tych samych rodziców), którą również odnalazł po latach i która… okazała się znaną i cenioną pisarką Moną Simpson. Co ciekawe, syryjski ojciec Mony (i Steve’a) porzucił swoją rodzinę – wtedy składającej się z jego żony i córki Mony, bo Steve’a oddano wcześniej do adopcji – gdy jego córka była za mała, by go zapamiętać. W rezultacie również wychowywała się bez ojca, którego na dodatek w ogóle nie znała.

Gdy Jobs osiągnął szybki i gigantyczny sukces z Apple postanowił wykorzystać część swojej fortuny na odnalezienie biologicznych rodziców. Odnalezienie matki, a następnie siostry, z którą matka Jobsa utrzymywała stałe kontakty, nie było trudne. Steve odnalazł je obie szybko i – co nie zdarzało się często w jego życiu – skruszonej matce wybaczył (choć do końca życia twierdził, że jego prawdziwymi rodzicami byli ci, którzy go wychowali), a z siostrą się blisko zaprzyjaźnił.

Nieco trudniej było odnaleźć ojca, którego szukał wspólnie z siostrą Moną. Gdy w końcu się to udało, a oddelegowani do tego zadania ludzie przynieśli kompletne dossier na jego temat, Jobs zdecydował, że nie będzie się z nim spotykał, bo – jak cytuje go biograf Walter Isaacson – „nie podobało mu się to, co o nim przeczytał”.

Spotkać się z ojcem poszła więc sama Mona. W toku rozmowy na temat tego, jak potoczyło się życie jego i jej podczas długoletniej rozłąki, Abdulfattah John Jandali (ojciec Mony i Steve’a) opowiedział córce o tym, że prowadził swego czasu bar w Dolinie Krzemowej, do której przychodził nawet sam… Steve Jobs i pewnego razu udało mu się nawet uścisnąć dłoń! Wtedy Mona nie wytrzymała i powiedziała Jandali’emu, że Steve Jobs to jego syn.

Steve Jobs nigdy nie zdecydował się spotkać ze swoim biologicznym ojcem, mimo iż ten pisał do niego okazjonalne listy prosząc o spotkanie. Nie spotkał się z nim nawet wtedy, gdy leżał na łożu śmierci i po kolei żegnał się osobiście z większością najważniejszych osób w jego życiu i to nie tylko z członkami swojej rodziny, lecz także rywalami, tj. Bill Gates, czy założycielami Google’a.

Nieprawdopodobna historia, prawda? Kto wie, czy nie lepsza na potrzeby hitowego filmu o wielkim i kontrowersyjnym człowieku.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement