Nowości od Apple bez dreszczyku. Rozmienianie na drobne?

12.06.2012
Nowości od Apple bez dreszczyku. Rozmienianie na drobne?

Po wczorajszej konferencji Apple’a czuć niedosyt. Może i nowy MacBook Pro z ekranem Retina rzeczywiście był najciekawszym momentem prezentacji, jednak to nie jest sprzęt, który namiesza sporo na rynku. iOS 6 z kolei, chociaż przynosi sporo nowości, to zdecydowanie coraz bardziej odstaje od konkurencji, a OS X Mountain Lion przyniesie kilka dobrych usprawnień, jednak nic niespodziewanego. Poza tym mam wrażenie, że Apple rozmienił się na drobne i ma niejasny plan odnośnie przyszłości.

Wiem, że część z czytelników nazwie mnie hejterką i postanowi ostro skomentować mój wpis w stylu “nie znasz się, wracaj do Androida”, jednak nie o to chodzi – ostatnio Apple stał mi się kompletnie obojętny. Po śmierci Steve’a Jobsa obserwuję serię błędów i niedociągnięć, zresztą już nawet wcześniej Apple dążył w kierunku gonienia konkurencji, a nie tworzenia nowych standardów (pasek powiadomień etc.). Teraz widać to samo, plus dosyć usilną próbę rozwiązywania problemów, których nikt nie miał. No, ale Apple to Apple i rządzi się swoimi, a nie rynkowymi prawami.

Jednak dla mnie, nie w kontekście rynkowym, a osobistym, Apple ma coraz mniejsze znaczenie. iPhone z ekranem 3,5 cala – choć jeszcze rok temu twierdziłam, że 4,3 cala to już za dużo – jest zabawnie mały. Ciężko to zrozumieć, dopóki nie wypróbuje się dobrze sprofilowanego pod siebie smartfona z dużym ekranem – nie ma już powrotu do czegoś mniejszego, niż 4 cale. iOS stylistycznie tkwi gdzieś w 2009, 2010 roku i widać to coraz mocniej zwłaszcza w kontekście czystego Androida 4.0 i pomysłowego, całkowicie innego Windows Phone’a (którego nie lubię, ale innowacyjności stylistycznej odmówić mu nie mogę).

OS X jest już raczej coraz mniej chcianym dzieckiem, które wraz z komputerami, na których występuje, jest dodatkiem do iPhone’ów i iPadów, a nie odwrotnie. To urządzenia mobilne od Apple ciągną sprzedaż Maków, to rozwiązania z iOS pojawiają się coraz częściej w OS X. Mam wrażenie, że Apple już jakiś czas temu wyznaczył konkurentom kierunek rozwoju rynku, a teraz podąża własną, zamkniętą ścieżką. Tymczasem konkurencja podłapała pomysły, nabrała rozpędu na odpowiedniej trakcji i zaczęła całkiem sensownie i z głową coraz bardziej oddalać się od ścieżki obranej przez Apple’a.

Widać to na przykładzie Microsoftu. Windows 8 ma być połączeniem idei przejmowania przez desktopowy system operacyjny funkcji i cech mobilnego OS-a. Jeśli Microsoftowi uda się zrealizować swój plan, to na jesień, ewentualnie w przyszłym roku pokaże pełny ekosystem składający się z urządzeń (komputerów, tabletów, tabletokomputerów i smartfonów)i usług zarówno do pracy, jak i do rozrywki. Chociaż iPady to wciąż około 70% sprzedawanych tabletów, to ich udział maleje, a nadchodzący Windows 8 może zmienić hegemonię Apple’a diametralnie.

Dlatego po wczorajszej konferencji spodziewałam się czegoś więcej – czegoś na kształt rewolucji lub dynamicznej ewolucji. Nawet nie telewizora od Apple, bo według mnie taki sprzęt byłby już kompletnym tworzeniem potrzeby na siłę – no chyba że posiadałby coś wspaniałego i przełomowego, czego jeszcze nikt nigdy nie widział. Mimo wszystko nowy MacBook Pro, kilka bajerów w iOS i OS X to dla mnie za mało.

Paradoksalnie za najprzydatniejszą nowość uważam synchronizację otwartych kart w przeglądarce. Chrome już to ma i to bardzo przydatne rozwiązanie. Synchronizacja działa pomiędzy Chrome’em na Androidzie a przeglądarkami na wszystkich desktopowych systemach operacyjnych. Tak naprawdę do pełni szczęścia brakuje jeszcze Chrome’a na iOS, co sprytnie wykorzystuje Apple. Wygodne, ale nawet nie zawiało przełomem a nadganianiem konkurencji.

Apple sukcesywnie zabija trzecie aplikacje, zarówno na iOS jak i na OS X. Growl do powiadomień, aplikacje do płatności i kuponów (Passbook), nawigacje, Instapaper’y i Pockety (przynajmniej spróbuje, ale z ograniczeniem do Safari może nie wyjść), czy komunikatory mają i będą miały coraz cięższy żywot u Apple’a. I znowu – to nie innowacja, a obserwowanie rynku i “kopiowanie” pomysłów deweloperów piszących aplikacje. Nie uważam tego za złe, jednak to fakt.

Jednak najważniejsza wczorajsza nowość miała bardzo dziwne i nie do końca sensowne przyjęcie. Chodzi o MacBooka Pro z Retiną. Przemek Pająk napisał, że ceny powalają i że raczej nie jest to komputer przeznaczony dla zwykłych użytkowników, a w zasadzie to nie wiadomo kogo. I tu tkwi sedno: MacBook Pro, jak wskazuje nazwa, jest “Pro”. To nie jest komputer dla Kowalskiego czy Pani Zosi. Dla niej Apple ma Airy, które aż nadto zaspokoją potrzeby internetowe i zwykłych czynności. To, że Przemkowi na MacBooku Pro 2010 roku z i7 i 8 GB RAMu system zamula przy kilkunastu kartach w przeglądarce i aplikacjach działających w tle oznacza, że z jego (bez urazy oczywiście) komputerem lub systemem jest coś nie tak – no chyba, że używasz Przemku zaawansowanych narzędzi do obróbki RAWów pisząc jednocześnie aplikacje i obrabiając jakiś materiał FullHD. Wtedy fakt, Twój MacBook ma prawo nie wyrabiać, ale wybacz, że wątpię być wykonywał na raz tyle czynności. Zamiast narzekać na cenę powyżej 10 tysięcy złotych za nowego Pro sprawdź swój obecny komputer. Bo nowy Pro nie jest przeznaczony dla Kowalskiego, czy blogera – to sprzęt z mocną specyfikacją i ekranem Retina do “zadań specjalnych” i dla osób, które potraktują go jako inwestycję i platformę do uruchamiania narzędzi, które niejednokrotnie kosztują więcej, niż nawet taki MacBook.

Nowy Pro to nie masowy iPad zwłaszcza w ujęciu cenowym, na którego zakup często można pozwolić sobie pod wpływem impulsu (zwłaszcza za granicą). 2100 dolarów to już spora suma, dlatego tym dziwniejsze wydaje mi się promowanie go na głównej stronie Apple.com. No chyba, że Kowalscy mają pod wpływem zachwytu nad nowym Pro kupować tańsze, odświeżone MackBooki Pro lub Airy. Jednak i tak coś mi tu nie gra w komunikacji. Możliwe, że odświeżenie “starych” MacBooków Pro czy brak nowych Maków Pro jest początkiem jakichś zmian. Bo nie ma co ukrywać – MakBooki Pro potraktowane zostały po macoszemu, a zniknięcie wersji 17 calowej wzbudza podejrzenia. Nie zdziwiłabym się, gdyby za rok, może za dwa, MacBook z Retiną pozostał jedynym Pro i to “Pro” z prawdziwego zdarzenia, a oferta komputerów ograniczyłaby się do Airów dla mas i sprzętu dla bardziej wymagających. Przecież i tak liczy się już niemal wyłącznie mobile.

Nie ma dreszczyku, nie ma, jak zwykłam to nazywać, “emejzingowatości”, jest za to rozdrobnienie się na wiele rzeczy na raz. I nie zrozumcie mnie źle – uważam, że sprzęty Apple’a wciąż będą sprzedawać się świetnie. Tylko, że to już bardziej z rozpędu. 9 września musi pojawić się całkowicie nowy iPhone, inaczej ten rozpęd będzie coraz mniejszy.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement