Windows i Office wciąż na fali

20.04.2012
Windows i Office wciąż na fali

I bądź tu mądry – po tym, jak w kolejnych kwartałach jedyną dynamicznie zyskującą linią biznesu Microsoftu był Xbox, co pozwalało na snucie teorii, że Redmond zakotwiczył się w erze post-PC, tym razem konsolowy biznes rozczarował najbardziej. Z kolei po tym, jak w kolejnych kwartałach przychody z Windowsa malały, łatwo było wieszczyć, że to dlatego, że ludzie wybierają dziś smartfony i tablety zamiast komputerów PC. Tymczasem przychody z Windowsa w ostatnim kwartale ładnie wzrosły. Jedno się jednak w Microsofcie nie zmienia – Office to wciąż główne źródło rekordowych zysków firmy Steve’a Ballmera.

Tak – po raz kolejny Microsoft zaprezentował rekordowe wyniki kwartale – przychody wzrosły o 6% do wartości 17.4 mld dol., a zysk operacyjny o 12% do 6,37 mld dol., choć na czysto Microsoft zarobił nieco mniej, bo 5,11 mld dol. (spadek o 2,4%). Trudno więc mówić o jakimkolwiek kryzysie finansowym Microsoftu – Ballmer i spółka wciąż mają pieniędzy jak lodu. Stać więc ich na przykład na to, by… w jednym momencie zakończyć finansowe problemy swojego partnera z Fin. Za przysłowiową resztówkę Microsoft mógłby wybawić Nokię z problemów przejmując ją.

No, ale to biznesowa fantastyka. Realność jest taka, że przychody ze sprzedaży Windowsa wzrosły o 4% rok do doku, a Office’a aż o 14%, co jest najwyższym wzrostem od dobrych kilku kwartałów. Warto jednak zauważyć, że rynek Windowsa i Office’a rośnie tylko i wyłącznie w wymiarze klienta korporacyjnego – sprzedaż obu topowych produktów software’owych do konsumenta indywidualnego stoi w miejscu.

To dobre dla Microsoftu o tyle, że świat biznesu wydaje się zbytnio nie wstrzymywać inwestycji związanych z upgrade’em swojego sprzętu w związku z tegoroczną premierą Windowsa 8. Zazwyczaj bowiem jest tak, że wiedząc o tym, że nadchodzi niedługo premiera nowego systemu operacyjnego, klienci wstrzymują swoje decyzje zakupowe, aby kupiony sprzęt był dłużej aktualny.

Największym przegranym w ostatnim kwartale Microsoftu była gwiazda poprzednich trzymiesięcznych okresów – Xbox. Przychody ze sprzedaży konsoli spadły o 16% to 1,62 mld dol. Wygląda na to, że szał związany z Kinectem nieco mija, a Microsoft musi poszukać kolejnej marketingowej lokomotywy wokół swojej rozrywkowej marki. Na razie nie widać jej na horyzoncie.

Nieco wzrosły również przychody z online’owego biznesu Microsoftu, ale obroty na poziomie 707 mln dol. wciąż są raczej obiektem drwin, aniżeli pochwał – firma z Redmond zainwestowała już bowiem grubo ponad 5 mld dol. by nieco powalczyć z Google’em i innymi liderami globalnego internetu, a spektakularnych sukcesów wciąż tu brak.

Patrząc ogólnie na zachowanie biznesu Microsoftu w ostatnich kwartałach widać, że brak tu jednoznacznej tendencji, czegoś na czym można by było oprzeć potencjał na kolejne wzrosty. Raz wystrzeli w górę Xbox, raz Windows; tylko Office pokazuje klasyczną linię wzrostu. To oznacza, że mimo szumnych zapowiedzi najpierw o dywersyfikacji biznesu w oparciu o rynek internetowy, a następnie o rynek mobilny, Microsoft wciąż polega na swoich dwóch głównych produktach. Żyje mu się nadzwyczaj dobrze, bo nie ma chyba firmy na świecie, która nie chciałaby zarabiać po 5 mld dol. na czysto, ale na zmieniające się czasy post-PC Microsoft wciąż nie wydaje się być dobrze przygotowany.

Bynajmniej nie pokazują tego kolejne wyniki kwartalne.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement