Internet stał się już jawnym polem walki politycznej

30.01.2012
Internet stał się już jawnym polem walki politycznej

Niebezpieczny absurd goni kolejny niebezpieczny absurd w ostatnich tygodniach. Megaupload został zamknięty, użytkownicy odcięci od swoich plików, a możliwe, że te w czwartek zostaną całkowicie skasowane. Hasła do polskich stron rządowych pobiły wszystkie szczyty banałów i brzmiały mniej więcej tak “admin1”, “jesteśmyniekompetentni2”. Twitter, wielomilionowy serwis uważany dotychczas za nieskrępowane narzędzie, idealne do komunikacji przy ważnych wydarzeniach, nie ma nic przeciw cenzurze i zmienia regulamin dopuszczając blokowanie treści w poszczególnych krajach z “powodów kulturowych”. Protesty przeciwko ACTA, PIPA czy SOPA trwają, ale wiadomo, że legislatorzy nie mają zamiaru odpuścić i jeśli nawet te akty prawne nie wejdą w życie, to pojawią się inne, choć może o mniejszej skali, dzięki czemu łatwiej je będzie wprowadzać.

Przemysł rozrywkowy coraz mocniej naciska na wyszukiwarki internetowe, by te nie wyświetlały w wynikach stron stron takich, jak The Pirate Bay czy isoHunt. W Wielkiej Brytanii odbyło się już nawet spotkanie w tej sprawie, na której przedstawiono listę żądań. Ludzie, którzy chcą kontrolować internet, nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć jego istoty, ludzie, którzy w ogóle nie znają podstawowych zasad sieci, w zasadzie tworzą ją i ośmieszają się, a wielkie koncerny udowadniają, że nie liczą się z użytkownikami, na których zarabiają. Cudowne czasy nastały dla internetu i chyba jesteśmy świadkami pierwszych tak poważnych, bo dotyczących samej istoty sieci, zmian i… cichej wojny o internet.

Megaupload, wielka firma, która wyrosła na usługach hostingowych dla mas, zarejestrowana w Hong Kongu, z dnia na dzień została zamknięta, a jej siedmiu pracowników aresztowanych. Wątpliwości budzi wszystko – od sposobu zamknięcia przez FBI, przez zablokowanie plików na całym świecie po podstawy prawne. Przestępstwo traktowane jest jako kryminalne, chociaż w teorii powinno podchodzić pod oskarżenia cywilne wytwórni, na dodatek wątpliwości budzi też to, czy użytkownicy “łamiący” prawa Stanów Zjednoczonych, ale mieszkający nie w tym kraju, faktycznie łamią prawa. I czy w ogóle FBI zasadnie zamknęło serwis zarejestrowany w Hong Kongu? Dodatkowo pliki powierzono zewnętrzym firmom, które prawdopodobnie w czwartek je skasują. Wydaje się, że amerykańskie wytwórnie traktowane są jak instytucje rządowe. Cóż, stąd mamy ACTA i inne tego typu pomysły.

Po zamknięciu Megaupload przez media przetoczyły się informacje o tym, że właściciele mieli mnóstwo samochodów, zarabiali miliony dolarów i są źli i niedobrzy. Daleka jestem od teorii spiskowych, ale próba wywołania negatywnego postrzegania Megaupload i Kima Dotcoma, CEO serwisu, była dosyć oczywista. Mega jest złe, naruszało prawa, zostało zamknięte na całym świecie. Dopiero po opadnięciu kurzu ktoś powiedział głośno, że to może dlatego, że Dotcom miał plan jak zaoferować model dystrybucji darmowych treści, na którym zarabialiby też twórcy? Kto wie – o tym pisałam więcej tutaj.

Tak samo wątpliwości budzą kompetencje osób prowadzących strony naszego rządu. Login “admin” i hasło “admin1”? To nie pierwszy raz, podobne wycieki (czy hasła przyklejone do obudowy laptopa “władz”) już wcześniej miały miejsce. To właśnie osoby zatrudniające takich informatyków i admnistratorów chcą decydować o przyszłości internetu. Pocieszające.

Ostatnio też właściciele praw autorskich spotkali się z Ministerstwem Kultury, Mediów i Sportu Wielkie Brytanii. Wynikiem jest dokument, z którego wynika, że Google, Bing i Yahoo powinni obniżać ranking dla stron naruszających prawa autorskie, podwyższać dla tych legalnie dystrybujących treści i w ogóle wywalić z wyników “pirackie” strony. No, a skoro Google cały czas ulepsza swój algorytm, by prezentować na początku wartościowe i niespamerskie treści, a obniżać PageRank farmom treści, to dlaczego nie może podziałać też przeciw piractwu? Hmm, może dlatego, że jeśli ktoś wpisuje w Google “nazwa_albumu mediafire” to oczekuje, że wyskoczy mu link do konkretnego albumu na Mediafire? A przecież to ma robić Google – zapewniać jak najtrafniejsze odpowiedzi. Prawa autorskie to nie jego, a wytwórni kłopot.

O Twitterze nawet nie warto wspominać. Z jednej strony zrozumiałe jest, że co kraj to obyczaj i to, co u nas normalne, w innej kulturze może być odebrane za obraźliwe, ale… czy nie na tym miał polegać internet – na wymianie idei i treści niezależnie od miejsca, kultury, na uczeniu się innych kultur i otrzymywaniu informacji oraz wiedzy? Nie wspominając, że takie pozwolenie na kontrolę treści jest niesamowicie blisko cenzurze, o ile kontrolować to będą organy rządowe.

Naprawdę ciężko być świadkiem tego wszystkiego. Internet staje się poletkiem zagrywek politycznych, już niemal jawnych prób kontrolowania go. Ostatnio tego typu pomysłów i wydarzeń jest coraz więcej. Spróbujcie znaleźć odpowiedź na pytanie “co dalej z internetem?” Jak znajdziecie, poinformujcie mnie proszę. O ile jeszcze będzie taka możliwość.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement