Newsweek: Blipnąć, czyli tweetnąć

05.04.2009
Newsweek: Blipnąć, czyli tweetnąć

W ostatni poniedziałek, 30 marca, ukazał się mój nowy artykuł w Newsweeku pod tytułem „Blipnąć, czyli tweetnąć”.

Znany bloger skandalista Jason Calacanis jest skłonny zapłacić ćwierć miliona dolarów za miejsce w pierwszej dwudziestce osób polecanych w Twitterze, najpopularniejszym serwisie mikroblogowym na świecie. Jego zdaniem to ostatni moment, żeby się załapać na listę serwisu, bo za parę lat zapłaci za to samo okrągły milion.

Mikroblogi to dziś najgorętszy fenomen serwisów społecznościowych. Ten nowy rodzaj komunikacji polega na publikowaniu krótkich informacji ? nie dłuższych niż 140 znaków ? na specjalnie przygotowanych stronach. Autorzy mikroblogów tworzą własne siatki użytkowników, dzięki czemu każda wysłana przez nich wiadomość trafia na ich kokpit, czyli spersonalizowaną stronę internetową. A przy okazji do milionów użytkowników. Informacja jest atrakcyjna, bo krótka. Żadnych rozwlekłych enuncjacji ? wystarczy rzut oka i wiesz. Wpis ogranicza się do interesującej nowinki z branży blogera, ciętego komentarza, obserwacji, linku, zdjęcia. I co istotne, mieści się na ekranie komórki. W ten sposób mikroblogi łączą cechy komunikatorów, serwisów informacyjnych, for internetowych i blogów.

Dla rynku e-reklamy oznacza to jedno ? olbrzymią bazę osób, którym można serwować reklamy dopasowane do zainteresowań. I zarabiać gigantyczne pieniądze. Wartość tego rynku szacuje się dziś na ponad 30 mld dol., za dwa lata będzie to dwukrotnie więcej.

Twitter, który powstał trzy lata temu w San Francisco, jeszcze dochodów nie przynosi. Ma już jednak 6 milionów użytkowników ? niby niewiele w porównaniu ze 176 mln Facebooka, największego serwisu społecznościowego. Jednak potencjał Twittera jest tak duży, że jego właściciele otrzymali niedawno ofertę kupna za 500 milionów dolarów ? właśnie od Facebooka. Odrzucili ją i wiedzą, co robią, bo wkrótce będą mieli masę możliwości zarobienia nieporównanie więcej.

Liczba użytkowników Twittera rośnie lawinowo (w 2008 roku ? ośmiokrotnie!), łatwo więc wydedukować, że koszt dotarcia z informacją do pojedynczej osoby będzie niezwykle atrakcyjny. ? Trzeba tylko umieć to zjawisko wykorzystać ? tłumaczy Grzegorz Marczak, autor bloga o zagadnieniach internetowych AntyWeb. ? Tak zbudować swoją akcję reklamową, aby z jednej strony nie była inwazyjną promocją, a z drugiej ? maksymalnie wykorzystywała potencjał serwisu.

Na razie Twitter ciągle zbiera użytkowników z internetu i pewnie dlatego jeszcze nie sprzedaje usług. Można jednak założyć, że w niedługim czasie pojawi się płatna wersja serwisu premium dla najbardziej zaawansowanych fanów mikroblogów. Potencjalnymi nabywcami wersji abonamentowej będzie również rzesza marek i firm, które już dziś aktywnie wykorzystują ich potencjał marketingowy. Nie tylko tworzą własne kanały mikroblogowe, zgrabnie przemycając informacje o swoich produktach i usługach, lecz także kupują usługi najpopularniejszych mikroblogerów.

Nowe serwisy mają również wielki potencjał generowania płatnego ruchu w internecie. Wyszukiwarka Google wstawia na swoje strony linki sponsorowane i zbija na nich majątek ? właściciele Twittera mogą robić to samo. Ich sakiewki wypełnią się grubymi milionami dolarów także i wtedy, gdy korzystając z serwisów zewnętrznych, zbudują cały ekosystem usług powiązanych z Twitterem. A w końcu zaczną produkować twitterowe gadżety, na podobieństwo pluszowych maskotek z filmów Disneya. Porównanie jest nieprzypadkowe ? Disney już wykorzystuje Twittera do sprzedaży gadżetów, na których zresztą zarabia więcej niż na filmach.

W Polsce mikroblogi dopiero raczkują, ale zapewne wkrótce wybuchną niczym Nasza Klasa, bo nasi internauci szybko zakochują się w sieciowych nowinkach. Tyle że preferują rodzime produkcje. Od Facebooka wolimy Naszą Klasę, od MySpace ? Grono, od Jabbera ? Gadu-Gadu. Twittera też nie ma na razie w polskim wydaniu. Są za to polskie Blip, Pinger i Flaker. A kiedy moda na mikroblogi na dobre przyjdzie do Polski, będą już zapewne dysponowały wystarczającą bazą, by odeprzeć ataki globalnych liderów. Jak informuje Marcin Jagodziński, odpowiedzialny za projekt w firmie GG Network SA, największy z polskich mikroblogów ? otwarty we wrześniu 2007 roku Blip ? ma już prawie 100 tysięcy użytkowników i w ciągu ostatnich trzech miesięcy podwoił ich liczbę.

Mikrobloguje się o wszystkim: o tym, co aktualnie robimy, co widzimy, gdzie i czego jesteśmy świadkami. Można poprosić o poradę, rozwiązanie problemu, polecić ciekawą stronę internetową lub miłą knajpkę w mieście. Dla wielu ten rodzaj komunikacji to nowe dziennikarstwo, wersja 2.0 poczty elektronicznej i prawdziwa realizacja koncepcji internetu społecznościowego. W tych określeniach nie ma przesady, czego dowodzi przypadek mikroblogera Janisa Krumsa. 15 stycznia Krums, pasażer promu przepływającego obok Airbusa awaryjnie wodującego na rzece Hudson w Nowym Jorku, tweetnął jego zdjęcie do sieci. Tweetnął, czyli podał informacje o wodowaniu na swoim kokpicie, dzięki czemu wszyscy jego znajomi zobaczyli, co się dzieje. Potem Krums uczestniczył w akcji ratunkowej i relacjonował wydarzenia kolejnymi wpisami. Zanim dopłynął do brzegu, był już gwiazdą mediów, zaś analitycy zaczęli wieszczyć początek agonii tradycyjnych mediów, a nawet internetowych serwisów informacyjnych. Zanim redakcje zdążyły wysłać ekipy na miejsce zdarzenia, Twitter już rozgrzewał łącza internetowe w całej Ameryce i większość zmuszona była skorzystać z jego usług.

Potencjał informacyjny mikroblogów dostrzegły światowe gazety. Na Twitterze promują swoje teksty amerykańskie ?New York Times? i ?The Washington Post? oraz angielski ?The Guardian?. Mikroblogują politycy ? prezydent Barack Obama na Twitterze, a na Blipie Lech Wałęsa, który 15 marca przywitał się wpisem: ?Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus?. Niedawno oficjalny profil na Blipie utworzył SLD.

Mikrobloging rozwija się wraz z popularyzacją smartfonów, czyli zaawansowanych telefonów komórkowych służących częściej do surfowania po internecie niż dzwonienia. Dzięki iPhone’owi i jego klonom użytkownicy serwisów społecznościowych mogą pozostawać w ciągłym kontakcie ze znajomymi i informować ich o wszystkich ciekawych wydarzeniach dziejących się obok nich.

Smartfony są szansą na duże pieniądze zarówno dla Blipa i Twittera, jak i lokalnych usługodawców. Sporą rolę zaczyna bowiem odgrywać mikroblogowanie związane z miejscem pobytu. Dzięki temu łatwiej przemycać spersonalizowane reklamy. Wystarczy blipnąć ?gdzie na obiad w Krakowie??, a inni użytkownicy serwisu zasypią nas propozycjami. Przy okazji przemyci się jedną czy dwie reklamy krakowskich restauracji. Wbrew pozorom użytkownicy serwisów społecznościowych lubią i akceptują reklamy, jeśli są dostosowane do ich zainteresowań i potrzeb.

Dlatego szacując dzisiaj biznesową wartość mikroblogów, niektórzy mówią o miliardach dolarów, a więc kwotach znacznie większych niż w przypadku typowych serwisów społecznościowych. Reklamy w Facebooku nie różnią się zbytnio od tych w innych częściach internetu i są z reguły ignorowane. W przypadku mikroblogów przekaz trafia dokładnie tam, gdzie chcą marketerzy ? w kokpit z wiadomościami, które wszystkie czytane są z uwagą.

W Polsce na mikroblogową rewolucję trzeba jeszcze poczekać. ? Przez ponad rok Blip rósł stale, lecz wolno. Dopiero w ostatnich miesiącach bardzo przyspieszył. Internauci muszą dojrzeć do tej formy komunikacji ? komentuje Marcin Jagodziński. Czy Polacy blipną czy tweetną, jeszcze nie wiadomo, pewne jest jednak, że i ta nowość zostanie przez nich łyknięta.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement