Wywiad z Niżejem Podpisanym, autorem polskiej książki na iPhone

29.03.2009
Wywiad z Niżejem Podpisanym, autorem polskiej książki na iPhone

Przyznam się, że już dawno żadna pozycja w polskiej literaturze nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia niż „Hasło niepoprawne”, zbiór krótkich i absurdalnych opowiadań na temat życia w świecie nowych technologii, Web 2.0 i komputerów.

Zupełnie niespodziewanie dla mnie, zaskoczenie świetną literaturą znalazłem w iPhone, gdzie dzieło Niżeja Podpisanego zostało wydane. Autora spotkałem na Twitterze, gdzie aktywnie mikrobloguje, zarówno pod polskim nickiem, jak i tym angielskim. Wykorzystałem tą sposobność i zadałem mu kilka pytań: o literaturę, Web 2.0 oraz iPhone’a. Oto zapis tej rozmowy.

Przemysław Pająk: Jak doszło do tego, że wydałeś książkę na iPhone’a?

Niżej Podpisany: Ponad dwa lata temu założyłem własne wydawnictwo i opublikowałem w postaci klasycznej (drukiem) kilka tomów swoich opowiadań. Niestety nie udało mi się przedrzeć przez bezkresne otchłanie hurtowni książkowych, więc opowiadania są praktycznie niedostępne w tradycyjnej sieci sprzedaży. Musiałem dotrzeć do czytelników w inny sposób. Ponieważ wierzę w siłę nowych mediów, a przy okazji jestem rasowym gadżeciarzem, postanowiłem wykorzystać fakt wprowadzenia iPhone?a na polski rynek.

Po kupieniu iPhone?a, przez parę tygodni byłem uzależniony od nowych aplikacji, które ściągałem z App Store. Jedną z nich był program do czytania e-booków Stanza. To było odkrycie ? iPhone okazał się doskonałym czytnikiem książek. Najpierw ściągnąłem przez Stanzę kilkadziesiąt książek. Po kilku tygodniach w naturalny sposób weszło mi w krew wieczorne iphonowe czytanie (czego nie mogę powiedzieć o e-bookach na komputer). Postanowiłem sam taką książkę stworzyć.

I tu niespodzianka ? nie było to wcale trudne. W Stanzie można ściągać e-booki z Feedbooks.com, serwisu dedykowanego urządzeniom przenośnym. W Feedbooks z kolei można samemu wprowadzić i opublikować książkę. Zaprojektowałem okładkę, wybrałem 25 opowiadań ?technologicznych?. Wprowadziłem książkę do serwisu ? zajęło mi to 20 minut. Następnego dnia ?Hasło niepoprawne? można już było ściągać.

Zrobiłem jeszcze jedną rzecz. Już wtedy miałem wielką potrzebę sprawdzenia, czy moja twórczość faktycznie się nie podoba, czy może mam problem (na co liczyłem) z tym, że czytelnicy o mnie nie wiedzą. Postanowiłem przetłumaczyć opowiadania i tak powstała angielska wersja – ?Password Incorrect?. W ten sposób mogłem porównywać jak sobie dają radę obie wersje.

Spędziłem bardzo dużo czasu na promowaniu ?Hasła niepoprawnego? – zwłaszcza po tym, jak temat chwycił i pisały o nim portale Gazety, WP, czy Onetu. Po miesiącu było już ponad 1000 pobrań – a potem wszystko stanęło. Wiadomo, szum mediowy ustał. Z kolei ?Password Incorrect? mógł bronić się jedynie sam. Jest już ponad 3300 pobrań i liczba ciągle rośnie i mam wrażenie, że coraz szybciej.

PP: Sam studiowałem literaturę amerykańską na filologii angielskiej (obok ekonomii, którą kończyłem później) i widzę w Twojej książce podobieństwa do autorów postmodernistycznych: Donalda Barthelme, Thomasa Pynchona, czy Paula Austera. Jak bliskie jest dla Ciebie pojęcie postmodernizmu w literaturze?

NP: Na swoim blogu piszę o tym, że nie jestem erudytą, bo nie jestem. Więc szczerze ci odpowiem, że nie za dużo wiem o postmodernizmie w literaturze. Moje życie nie miało okazji spotkać się z postmodernizmem ? w przeciwieństwie do Ciebie studiowałem wyłącznie ekonomię. Pracowałem w reklamie jako copywriter (zresztą dalej to robię) – i zawsze miałem takie marzenie, by pisać. Więc pisałem: wiersze, felietony, skecze, złote myśli, opowiadania. To była twórczość spontaniczna, pozbawiona teoretycznych podstaw, ale pełna pasji. A potem była mała zachęta w postaci operacji kręgosłupa, która spowodowała, że wylądowałem w łóżku na parę tygodni. A co robi człowiek, który ma marzenie by pisać, który może jedynie leżeć, który ma laptopa i któremu właśnie podłączyli router? No pisze (w pozycji bocznej ustalonej).

O swoich literackich inspiracjach mogę powiedzieć w ten sposób: długo nasiąkałem Mrożkiem, mocno wchłaniałem Topora i Viana, a ostatnio kręci mi się od Kereta. No może przesada z tymi porównaniami, ale faktycznie taki rodzaj literatury jest mi bliski. Krótka forma. Absurd działający na wyobraźnię. Lekki ton. A Barthelme, Pynchona i Austera muszę koniecznie przeczytać.

PP: Nazywasz swoje pisarstwo literaturą absurdu. Czy można to traktować jako koncept rodem z literatury wyczerpania, który opierał się na tym, że żeby przekazać nowe treści trzeba dekonstruować już istniejące formy?

NP: Dobrze to nazwałeś. Będę używał. Faktycznie nie zależy mi na absurdzie odgrzewanym. Ja w literaturze absurdu widzę sposób na odreagowanie codziennych problemów, a nie ucieczkę od nich. Swoje opowiadania czasem nazywam beletrystyką terapeutyczną ? piszę o normalnych codziennych sprawach, ale staram się to ugryźć w ten sposób, żeby czytelnicy zobaczyli, że przejmują się czasem problemami zupełnie nieistotnymi. Ale dzisiejsze absurdy mają już inną naturę niż te, które opisywał Mrożek. Czasy się zmieniły, nie ma Wielkiego Brata, lub inaczej ? jest, ale w nas samych. Większość moich opowiadań powstała po to, by zwykłe życiowe absurdy, które mocno nas frustrują (a co ważne, zupełnie niepotrzebnie) ? rozbroić a nie zdetonować.

PP: Twoje opowiadania dekonstruują to, co umownie nazywamy nowoczesnymi technologiami, Internetem i Web 2.0. Jaki masz własny stosunek do tych fenomenów współczesnego świata. Dla jednych to nadmuchana sztuczna bańka, a dla drugich sposób na „prawdziwe” życie. Czym są dla Ciebie?

NP: To ma bardzo duży związek z poprzednim pytaniem. Jako absurdysta nie chcę tylko i wyłączenie pisać o absurdzie, ale go doświadczać. Myślę, że absurd wynikający z relacji człowiek-technologia jest jednym z najwyraźniejszych przejawów naszych czasów. I to taki, którego doświadczamy codziennie, w dużych dawkach, choć wcale tego nie zauważamy.

Technologia mnie obezwładnia – z jednej strony jestem nią zafascynowany, a z drugiej jestem w nią uwikłany. Jako absurdysta nie chcę wyłącznie stać z boku i pisać. Skoro i tak doświadczam absurdu, to dlaczego nie robić tego w sposób, który samym działaniem zwróci o wiele mocniej uwagę na absurd. Jednym z moich projektów literackich jest ?I, Google-translated?. Założyłem specjalny profil na Twitterze (@GoogleTranslate). Opisuję po polsku swoje codzienne życie, po czym tłumaczyłem to za pomocą Tłumacza Google na angielski i taką treść, bez żadnej korekty wprowadzam do twitterowego obiegu. Doświadczenie doskonale absurdalne ? oglądać, jak tłumaczeniowy skrypt upraszcza twoje myśli, jak zmienia charakter wypowiedzi, jak sprawia, że stajesz się śmieszy. Z drugiej strony, prowadząc ?I, Google-translated? (jak również Google-translated fiction) chcę przetrzeć szlak do myślenia o użyciu automatycznych generatorów treści w literaturze. W przypadku Google Translate byłaby to szansa na uwolnienie literatury od barier językowych. Teraz brzmi to absurdalnie, ale za parę lat już nie musi.

PP: Aktywnie mikroblogujesz na Twitterze. Czy korzystasz jeszcze z innych serwisów społecznościowych? Czym one są dla Ciebie?

NP: Zacząłem swoją działalność na Twitterze w ramach rozszerzania myślenia o literaturze na nowe media. Dla mnie papier już od dawna nie jest miejscem docelowym dla literatury pięknej. Prowadzę kilka eksperymentów literackich, których nikt inny by się nie podjął, by nie zrujnować swojego wizerunku poważnego literata. Ja ani nie czuję się poważnym literatem, to raz. Jestem absurdystą, więc wolno mi robić rzeczy z gruntu nonsensowne, to dwa. Nie mam nic do stracenia, to trzy.

Pojawiłem się na Twitterze z eksperymentem literackim ? współczesną wersją ?Pamiętnika starego pierdoły? Rolanda Topora. Po paru tygodniach mikroblogowania zorientowałem się, że Twitter to przede wszystkim fantastycznie funkcjonujące forum wymiany pożytecznych informacji ? około 80% to wpisy z pożytecznymi informacjami i ciekawymi odnośnikami, a tylko 20% to wpisy osobiste. Dlatego dużo dynamiczniej rozwijam teraz angielski profil, bo pisarzy na Twitterze jest bardzo dużo – czego nie można powiedzieć jeszcze o polskich pisarzach.

Twitter, podobnie jak każdy inny serwis mikrobloggingowy, pozwala na błyskawiczne uzupełnianie treści bloga. Skoro we współczesnym świecie walka toczy się o to, kto szybciej dostarczy przesyłkę zwaną ?treścią?, to WordPressa (w którym prowadzę bloga) nazwałbym dostojną limuzyną, a Twittera – ścigaczem. Sprawdzałem również Blipa, ale przeczytałem kilkadziesiąt wpisów i zrezygnowałem. Jest bardzo wulgarny ? taki polski mięstream. Jakbym założył tutaj profil i robił to samo co na Twitterze, to pewnie byłbym uznany za dziwaka – z tym, że za pomocą słów z dużą zawartością gwiazek.

Podoba mi się, że Twitter rozwija się tak szybko. Mam wrażenie, że rozwijam się razem z nim, to bardzo fajne uczucie. Wolę uczestniczyć w zjawiskach, które wybuchają, niż dołączać do wygasających. Lubię być przedskoczkiem.

PP: Czy „Hasło Niepoprawne” to jednorazowa pozycja, czy też planujesz kolejne wydawnictwa na iPhone’a?

NP: ?Hasło niepoprawne?, a bardziej ?Password Incorrect? otworzył mi oczy na możliwości publikowania i promowania książek w Internecie. Już po dwóch czy trzech tygodniach, w Feedbooks pojawiły się darmowe edycje moich czterech książek. Wierzę w to, że udostępnianie swojej twórczości za darmo może przynieść twórcy więcej korzyści niż strat. Wiem też, że na efekty trzeba długo czekać. Ale akurat do czekania jestem przyzwyczajony.

Oczywiście mam w planach dalsze książki elektroniczne. Będę starał się publikować mo-booki, czyli e-booki na urządzenia przenośne, bo widzę w nich wielką przyszłość dla literatury pięknej. I przyznam szczerze, że chodzi mi po głowie publikacja po angielsku, będąca podsumowaniem działań z okolic Google-translated fiction. Chcę to zrobić między innymi po to, by zorientować się w reakcjach na takie podejście do literatury. Podejrzewam, że przez większość ludzi będzie to odbierane jako zamach na kulturę języka. I bardzo dobrze ? jako tech-absurdysta czuję się w pełni upoważniony, by takiego zamachu dokonać.

PP: Jaki masz stosunek do iPhone’a? Przez jednych urządzenie to nazywane jest najważniejszym gadżetem XXI wieku, a dla drugich jest obiektem niewybrednych żartów. Co Ty sądzisz o iPhone?

NP: Wcześniej moimi ukochanymi gadżetami były: Psion Revo, SE 910 i SE P1i. Ale żadne z nich nie zrobiło takiej rewolucji w moim życiu jak iPhone.

Przede wszystkim iPhone jest pojęciem dużo obszerniejszym niż ?urządzenie?. Jest on tak użyteczny, jak zestaw aplikacji, które ściągniemy z AppStore. To kolosalna różnica w porównaniu z poprzednimi/innymi urządzeniami. W przypadku iPhone?a trudno jest mówić o znudzeniu ? zawsze można ściągnąć nowy program, który zaspokaja nowe potrzeby. Jest on więc mniej wartością docelową, co nośnikiem wartości docelowych ? programów, z których korzystamy.

Poprzednie urządzenia dobierałem po kątem możliwości szybkiego wprowadzania treści. Telefon służył mi – i zawsze będzie mi służył – do zapisywania pomysłów: na opowiadania, na blogowe wpisy. I przyznam szczerze, że była to największa obawa przed kupieniem iPhone?a – ?Co? klawiatura na ekranie? Bez rysika? Nie ma mowy?. Ale spróbowałem i szybko zrozumiałem, że jest to tylko kwestia czasu, by nauczyć się nowej umiejętności. Przy okazji uświadomiłem sobie, że współczesny człowiek musi w szybkim tempie nabywać i POZBYWAĆ się umiejętności potrzebnych do obsługi podstawowych funkcji życiowych (telefon komórkowy, kino domowe, komputer, itd), gdyż zastępowane są one nowymi.

iPhone jest on dla mnie źródłem ciągłych inspiracji, jest technologicznym protagonistą – w przeciwieństwie do Google. Staje się pożyteczny nawet wbrew swoim twórcom. Przecież Steve Jobs powiedział: ?ludzie przestają czytać?. Okazało się, że największy wizjoner naszych czasów się pomylił ? jego ukochane dziecko jest jednym z najpopularniejszych czytników książek na świecie.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement