Mój nowy ulubiony zegarek. Garmin Forerunner 945 – recenzja po kilku miesiącach

Recenzja/Sprzęt 08.11.2019
Mój nowy ulubiony zegarek. Garmin Forerunner 945 – recenzja po kilku miesiącach

Mój nowy ulubiony zegarek. Garmin Forerunner 945 – recenzja po kilku miesiącach

I tym razem ulubiony bez żadnych haczyków. Po prostu ulubiony i już.

Dlaczego? Już tłumaczę. Podobnie jak to, dlaczego zdecydowanie nie poleciłbym tego zegarka bezwarunkowo każdemu – w tym i mojemu redakcyjnemu koledze Łukaszowi, który cały czas nie wie, jaki zegarek kupić.

Zacznijmy może od tego, dlaczego wybrałem akurat Forerunnera 945 jako mój prywatny zegarek na co dzień, zamiast kilku innych kuszących propozycji.

Garmin Forerunner 945 kontra Fenix 5 Plus i 6

Jeszcze nie tak dawno temu byłem zdania, że jeśli brać któryś z zegarków od Garmina, to właśnie Fenixa. Wyglądał najlepiej, potrafił najwięcej, przeżywał na tyle długo, że można było jakoś przeżyć jego szokująco wysoką cenę. Wyższą zresztą z roku na rok.

Po 2-3 latach z Fenixem 3 zacząłem się jednak orientować, że ciężar – w sensie fizycznym – Fenixa zaczyna mi na poważnie ciążyć. Dokupiłem więc do niego Vivosporta (dalej uwielbiam ten sprzęt), żeby na luźniejsze wybiegania nie targać ze sobą całego tego żelastwa.

Tyle tylko, że to było odrobinę bez sensu. 935 – z racji ograniczonych możliwości – też nie stanowiło alternatywy, do tego nie byłem przekonany do plastikowości serii Forerunner.

Krótka przygoda z testowym egzemplarzem 245 zmieniła jednak moje podejście do tego tematu. To był zegarek, który mogłem nosić na ręce cały dzień, prawie o tym nie wiedząc. Idealnie. 245 miał niestety kilka ograniczeń, które sprawiły, że – choć cenę miał naprawdę świetną – zdecydowałem się na droższy model.

Ale nie pożałowałem tej decyzji ani przez chwilę. Nawet wtedy, kiedy dotarł do mnie na testy najbardziej wypasiony wariant Fenixa 6, z większym ekranem, fantastycznym wyglądem i kilkoma usprawnieniami w oprogramownaiu.

No i właśnie – kilkoma usprawnieniami. Kiedy kupowałem 945, wyprzedzał on wyraźnie 5 Plusa pod względem możliwości. Debiutująca 6-tka nie wprowadziła zbyt wiele nowości, skupiając się głównie na dogonieniu 945. Zresztą to, co wprowadziła 6 nowego, w większości dostanę na 945 (spora część jest już dostępna jako beta), podobnie jak wszystkie inne nowości z innych linii modelowych. Mogłoby się to odbywać trochę szybciej, ale cóż – nie można mieć wszystkiego.

Jedyne, czego może odrobinę żałuję patrząc na Fenixa 6, to czas pracy na jednym ładowaniu, jeśli chodzi o nieprzerwane śledzenie GPS. Z drugiej strony – na razie nie zanosi się, żebym takiego zapasu energii planował.

Fenixa 6X Pro Solar odesłałem więc po testach bez przesadnego żalu.

Garmin Forerunner 945 kontra… Forerunner 245

Trochę większy smutek towarzyszył mi po odesłaniu 245 – zresztą tuż po tym (a może jeszcze w trakcie – nie pamiętam) podjąłem decyzję, że 245 albo 945 zaraz wyląduje na mojej ręce.

Ostatecznie zdecydowała przewaga możliwości 945. Od dawna chciałem mieć mapy w zegarku (i naprawdę mi się przydają), nowe funkcje treningowe wydawały się kuszące (i okazały się ciekawym dodatkiem), nie chciałem też rezygnować z opcji płatności zegarkiem, a do tego wszystkiego dochodziło jeszcze nieeleganckie okrojenie 245 z niektórych trybów sportowych.

Garmin Forerunner 945 kontra Apple Watch

To był chyba najtrudniejszy pojedynek, bo Apple Watcha uważam za absolutnie najlepszy smart zegarek na rynku. Koniec i kropka, każda polemika z tym twierdzeniem to koszmarna strata czasu.

Natomiast od strony sportowej Apple Watchowi można trochę zarzucić. Jeśli chodzi o dokładność GPS i czujnika tętna – do moich amatorskich zastosowań nie miałem żadnych uwag. Męczyła mnie natomiast – uwaga, będzie kontrowersyjnie – mnogość aplikacji sportowych.

Tak, męczyło mnie to, że jest taki wybór. Przy czym w dużej mierze jest to wybór iluzoryczny, bo w pewnym momencie okazywało się, że ta aplikacja jest dobra do interwałów, ta jest lepsza do innego rodzaju treningów, ta ma najfajniej przemyślaną mapę, a ta nadaje się na wypady w góry.

I nagle miałem kilka albo kilkanaście aplikacji, każda do tego samego, ale jednocześnie każda do czegoś troszkę innego. Zamiast nacisnąć START i pójść pobiegać, stałem i myślałem, co dzisiaj wybrać.

Nie wspominając już o tym, że testy poszczególnych aplikacji były dość bolesne i w 2 czy 3 przypadkach skończyły się utratą zapisy treningu albo niepełnym zapisem. Szczęśliwie nie było problemu z synchronizacją treningów z różnych aplikacji w jedno miejsce – to akurat jest jak najbardziej do zrobienia.

Na dokładkę niektóre z najprzyjemniejszych aplikacji rozwijają malutkie zespoły albo wręcz pojedynczy programiści. Tak, bardzo chętnie przyjmują opinie i propozycje wprowadzenia nowości (WorkOutDoors – polecam, świetne), ale z ich faktycznym wdrożeniem zwlekają miesiącami (rozumiem, szanuję, stwierdzam fakt). I z drugiej strony – niektóre aplikacje znanych marek, np. ViewRangera, są tak beznadziejne, że nie jestem w stanie zrozumieć, skąd biorą się pozytywne opinie.

Oczywiście, Garmin nie jest idealny. Jego sprzęty nie słyną z niezawodności. Ale jednak programiści tej firmy mają przeważnie wieloletnie doświadczenie w tworzeniu aplikacji sportowych i wiedzą, czego oczekuje użytkownik. Ja z kolei wiem, czego mogę się spodziewać.

Najbardziej mi przy tym żal, że nikt nie połączył jeszcze możliwości Apple Watcha i zegarków Garmina w jedno. Bo cokolwiek chcielibyśmy o Garminach powiedzieć – to nie są smart zegarki z tej samej półki, co produkt Apple. Nie i już. I np. o sterowaniu smart domem z poziomu 945 mogę sobie zapomnieć, nie mówiąc już o niesamowicie przydatnym asystencie głosowym…

Szkoda.

To teraz: za co lubię Forerunnera 945?

Po kolei. Tzn. kolejność totalnie przypadkowa. Przy czym biorąc pod uwagę, ile czasu minęło od premiery, nie będę się zagłębiał w szczegóły dotyczące chociażby dokładności GPS czy czujnika tętna.

Za to, jaki jest wygodny

W ostatnich miesiącach miałem na rękach chyba kilkanaście zegarków i żaden, powtarzam: żaden nie był tak wygodny, jak 945. No dobra, trochę kłamię – 245 wynosi tę wygodę, przez wzgląd na swoją masę (38,5 g kontra 50 g w 945), na jeszcze wyższy poziom, ale i oferuje wyraźnie mniej.

Spróbujmy więc jeszcze raz: w ostatnich miesiącach nie miałem na ręce zegarka tak wygodnego, który oferowałby tak dużo.

Właściwie to nie przypominam sobie momentów, kiedy w ostatnim czasie nie miałem 945 na ręce. Śpię w nim, pracuję, biegam (w tym po kilka godzin), pływam (w tym po 3 km), jeżdżę na rowerze (w tym po kilka godzin), kąpie się i tak dalej, i tak dalej. Wszystko. Zdejmuję go tylko na czas ładowania.

Ani razu mi nie przeszkadzał.

Za mapy

Nie, nie są idealne (o czym pod koniec tekstu) i przy okazji rozważam zakup TopoPL (chociażby przez brak szlaków, etc. – te dograne za darmo nie wszędzie są poprawne). Z drugiej strony – swobodnie wystarczają mi do tego, do czego ich potrzebuję.

Do tej pory wykorzystywałem je m.in. do kilkunastokilometrowych spacerów po górach, kilkudziesiąciokilometrowych biegów po górach czy 50-kilometrowego biegu po Dolinie Baryczy. W każdym przypadku spisały się co najmniej dobrze. W każdym przypadku komfort podrożowania był wielokrotnie lepszy niż przy podróżowaniu bez podkładu. Szczególnie podczas biegu wygodne jest to, że widzimy naszą zaplanowaną trasę na tle mapy, a nie w pustce. Zdecydowanie ograniczyło to liczbę błędów…

Nie jestem natomiast fanem automatycznego wyznaczania tras. Nie dość, że trwa do długo, to jeszcze czasem kończy się np. poprowadzeniem trasy biegowej… drogą. I to niemalże drogą krajową.

PS. Przez wzgląd na mały ekran 945 za cholerę nie nadaje się na nawigację rowerową. Nijak.

Za muzykę

Przeważnie wprawdzie biegam z telefonem (LiveTrack i takie tam), ale wolę zachować jego energię na nagłe wypadki, takie zadania jak strumieniowanie muzyki przerzucając na zegarek.

I dużo tutaj do napisania nie mam – to działa (korzystam ze Spotify). Nie tak elegancko jak na Apple Watchu, nie tak gładko, ale działa. Działa i gra. I więcej nie wymagam.

Za płacenie zegarkiem

Po Apple Watchu nie wyobrażałem sobie przestać płacić zegarkiem – to zresztą jeden z głównych powodów, dlaczego padło na 945 zamiast 245.

Ponownie – płacenie nie jest tutaj takie eleganckie i dopracowane jak na Apple Watchu, nie jest też dostępne w zbyt wielu bankach w Polsce, ale… działa. I tego właśnie oczekiwałem.

Za niezawodność (tak, napisałem to)

Tak, wiem, zaraz zostanę cyfrowo ukamienowany, bo wszyscy wiedzą, jaki jest Garmin i jego oprogramowanie. Ale o 945 nie mogę powiedzieć złego słowa.

Zegarek, pomimo miesięcy dość intensywnego użytkowania, zawiesił mi się tylko raz. Tylko raz i to raczej z mojej winy, bo w trakcie śledzenia aktywności namieszałem mu tak potężnie, że po prostu nie wytrzymał. Z drugiej strony – typowo dla Garmina po restarcie miałem swoją aktywność zapauzowaną w dokładnie tym momencie, kiedy ją zawiesiłem. Nie straciłem więc nic.

Za niezły akumulator

Nie świetny, bo taki jest w Fenixie, ale większości użytkowników powinien wystarczyć. Przykład? Ostatnio biegłem przez 5 godzin (niecałe 6, jeśli liczyć przerwę na obiad) z włączoną non stop muzyką, najczęstszym możliwym zapisem danych, podłączonym pasem HRM-Run, słuchawkami, dwoma czujnikami (Tempe i kadencji), często odzywającą się nawigacją i mapą bardzo często ustawioną na głównym ekranie. Efekt? Po biegu zostało mi jeszcze kilkanaście procent energii naładowania. Tak, teoretycznie powinno być 10 godzin z muzyką, ale niestety mapa i nawigacja (co wiem już z Edge’a) potrafią zeżreć naprawdę sporo.

Jeśli natomiast chodzi o podłączanie do ładowania w normalne dni, to robię to tak rzadko, że trudno mi stwierdzić, co ile. Co 4 dni? Może co 5?

Nie jestem pewien.

Za to, że jeszcze nie zrobiłem mu krzywdy

Tak, 945 nie wygląda przesadnie pancernie, a obudowa z tworzywa wzmocnionego włóknem szkalnym wydaje się krucha w porównaniu z Fenixiem.

Pozory lubią jednak mylić, przynajmniej w tym przypadku i przy moim profilu użytkowania. Nie biegam wprawdzie w Runmagedonach i podobnych, ale bieg przez krzaki czy inne nie-ścieżkowe sprawy nie jest mi obcy. I co? I 945 po spłukaniu wodą przeważnie wyglada tak, jakbym ledwo co wyjął go z pudełka.

Ok, może z wyjątkiem okolic zaczepu paska, które trudno doczyścić z potu…

Za to, że nie jestem w stanie więcej wymagać

Zdecydowanie nie jestem power userem, zapalonym triathlonistą czy ultrasem, ale… nie jestem w stanie znaleźć w 945 opcji, której by mi brakowało. Fenix 6 trafił na rynek – żadna z nowych funkcji mnie nie porwała. Venu trafił na rynek – żadna z software’owych nowości mnie nie porwała. Konkurencja prezentuje nowości systemowe – fajne, ale nie wiem, czy takie potrzebne.

Po części może to być oczywiście usprawiedliwianie zakupu przed sobą, ale z drugiej strony – 945 to jednak potężny pod względem możliwości zegarek. Mało jest związanych ze sportem rzeczy, których nie możemy na nim zrobić. Mało jest akcesoriów, których nie możemy podłaczyć. Mało jest parametrów, których nie możemy za jego pomocą zmierzyć.

A za co go nie lubię

Nie jest piękny. Szlachetny też nie

Trudno spodziewać się czegoś innego, skoro na pierwszy rzut oka niełatwo odróżnić go od poprzedniej generacji. 945 ma niestety pod tym względem wszystkie wady 935 – dramatyczny stosunek ekranu do całego frontu i plastikowawą aparycję.

W tym miejscu powinienem pewnie napisać, że 945 zdecydowanie nie nadaje się do noszenia w parze z garniturem, ale byłbym trochę hipokrytą. Po pierwsze – mam gdzieś, co wypada nosić z garniturem. Po drugie – na własnym weselu miałem założonego 945 do garnituru.

I jakoś nikt nie rzucał we mnie jajkami (a przynajmniej nie za 945).

Jeśli jednak przejmujecie się zdaniem innych, to niestety 945 jest wizualnie raczej zegarkiem typowo treningowym.

NIE KLIKA JAK TRZEBA

Możliwe, że to kwestia mojego egzemplarza albo serii produkcyjnej, ale widziałem na to już kilka skarg w sieci. Na co? Na to, że najważniejszy przycisk, czyli START/STOP nie zawsze klika.

To znaczy nie tak, jak to brzmi – każde wciśnięcie kończy się reakcją. Natomiast nie każde jest pełnoprawnym, fizycznie wyczuwalnym kliknięciem. Jakby coś czasem blokowało ten przycisk i byłby on w stanie ruszyć sie tylko na tyle, żeby przekazać zegarkowi wymaganą informację, zamiast prawidłowo kliknąć.

Tak, denerwuje mnie to.

Za to, że potrafi zamulić

Kojarzycie ten moment, kiedy uruchamiacie na telefonie mapę, chcecie ją przewinąć, dotykacie ekranu, przesuwacie po nim palcem, a mapa przesuwa się tak, jakby była warstwą kartki tuż pod ekranem? Nic się nie ładuje, nic się nie doczytuje?

Tak? To zapomnijcie o tym przy 945. Nawet na to nie liczcie.

I to jest niestety jedno z moich największych rozczarowań. Tak, 945 jest szybszy od większości poprzednich modeli Garmina. W 90 proc. przypadków trudno się poskarżyć na jego wydajność. Ale już np. przybliżanie czy – zwłaszcza! – przewijanie mapy, to dramat. Tak samo jak wyszukiwanie POI czy ustalanie trasy do nawigacji. Nie mówię przy tym o trasach 50-100 km. Mówię np. o trasie powrotnej o długości 4-8 km. Potrafi to naprawdę trwać wieki, choć przyznaję – nie zawsze.

Muszę jednak rozdzielić tutaj dwie kwestie. Jeśli chodzi o nawigację z wykorzystaniem mapy – jest super, korzystam namiętnie i jestem bardzo zadowolony, choć jest miejsce na usprawnienia (Garminie, zerknij na aplikację WorkOutDoor i podbierz co trzeba). Natomiast w kwestii przeglądania mapy jest po prostu zbyt wolno. Zdecydowanie zbyt wolno.

Jest 2019 r., do diabła!

Ekran – sami wiecie

Nie jest piękny – czyli standardowe zastrzeżenie. Przeskok z Apple Watcha był odrobinę traumatyczny, ale zdecydowanie da się przeżyć (dla przypomnienia – 1,2 cala, 240×240 px).

O ile nie ustawimy tarczy zegarka ze wskazówkami. Tych schodów nie da się odzobaczyć.

Za to, że jest trochę głupi

A właściwie – niczego się nie uczy. Przykładowo po kilku godzinach po przebiegnięciu ciurkiem 50 km, 945 zaczyna wibrować i sugerować, żebym się ruszył.

Serio? Poważnie? A może byś tak Garminie uwzględnił w tym przypomnieniu całodzienną aktywność? Zresztą byłoby miło, gdyby oprogramowanie Garmina potrafiło trochę więcej. Może np. powiadomienie, kiedy powinniśmy pójść spać? Może próba obudzenia nas wtedy, kiedy jest najlepsza pora? Może, może, może?

Może coś więcej niż po prostu zbieranie danych? Miejscami już udaje się przerobić te wykresy i zestawy statystyk na informacje czytelne dla użytkownika. Ale to dopiero początek.

Początek początków.

Czy warto?

Rozdzielmy może to pytanie na trzy.

Czy warto kupić 945, jeśli szukamy zegarka sportowego? Tak, ale tylko wtedy, jeśli wiemy, że mamy naprawdę potężne potrzeby albo – i nie ma w tym nic złego – wydanie 2650 zł zmotywuje nas do treningów (zdarza się). Dla całej masy ludzi (w tym i dla mnie) 945 to za dużo, za wszystko. Może i 645 troszeczkę się zestarzał, ale jest jeszcze świetny 245 i świeże Vivoactive 4 czy Venu. Zawsze można też kupić starszego, tańszego Fenixa.

Czy warto kupić 945, jeśli szukamy smart zegarka? Hmmm, to zależy od tego, co dla nas jest smart. Jeśli płatności, muzyka, powiadomienia i kalendarz – w porządku, można kupować. Jeśli nasza wizja smart zegarka jest natomiast bliżej funkcjonalności Apple Watcha, to 945 absolutnie nam tego nie da. Nie ten producent, nie ten zegarek, nie ten system.

Czy warto było kupić 945 i czy jestem zadowolony? Absolutnie. Mam tutaj i to, czego potrzebowałem od strony smart (czyli wspomniane płatności i muzykę), i sensowny akumulator, i mapy, i wszystko to, z powodu czego przez lata trzymałem się Garmina. Tak, może i opakowanie nie jest piękne – ba, nie będę się kłócił, jeśli ktoś powie, że jest szkaradne – ale wnętrze z powodzeniem to wynagradza.

Dołącz do dyskusji