I tylko bezela brak. Samsung Galaxy Watch Active – recenzja

Recenzja/Sprzęt 31.05.2019
I tylko bezela brak. Samsung Galaxy Watch Active – recenzja

I tylko bezela brak. Samsung Galaxy Watch Active – recenzja

Mniejszy, lżejszy, wygodniejszy i tańszy. Tak na pierwszy rzut oka prezentuje się najmłodszy przedstawiciel linii zegarków Samsung Galaxy, czyli Galaxy Active. Tylko czy wszystko poszło dokładnie tak, jak trzeba? 

Zacznijmy tym razem nietypowo, bo od ceny, co pozwoli nam ustalić, jak ma się Galaxy Watch Active do reszty oferty koreańskiego producenta. Za kompaktowy sportowy smart zegarek w tym momencie trzeba zapłacić w większości sklepów około 900-940 zł (sugerowana cena na stronie Samsunga – 1099 zł). W tym samym czasie Galaxy Watch 46 mm kosztuje ok 1100 zł (sugerowane 1279 zł). W ofercie jest też starszy Gear S3 frontier, wyceniony na 899 zł. I na tym – przynajmniej oficjalnie – kończy się aktualna lista zegarków od tego producenta.

Jeśli więc brać pod uwagę wyłącznie bieżące zegarki Samsunga, Galaxy Watch Active ma stanowić prawdopodobnie najtańszy sposób na wejście do świata nadgarstkowego Tizena. A dodając do tego Active, które znajdziemy w nazwie, możemy założyć, że jest to sprzęt przede wszystkim dla tych, którzy… cóż, detektywem raczej nie będę, chcą spędzać czas aktywnie.

I ten nacisk na aktywność widać już na pierwszy rzut oka.

Zegarki z serii Galaxy Watch (a wcześniej Gear) zwracały na siebie uwagę przede wszystkim dwoma cechami. Po pierwsze – wyglądały jak tradycyjne zegarki, co zapewniło im mnóstwo zwolenników. Jasne, to nie było wzornictwo, które automatycznie przekonywało do siebie wszystkich, ale obecny Galaxy Watch jest bez dwóch zdań jednym z ładniejszych smart zegarków na rynku.

Bonusem do tradycyjnego wyglądu był jeden z najlepszych przyrządów nawigacyjnych, jeśli chodzi o poruszanie się po menu zegarka – obrotowy bezel. Nie zwalniał nas wprawdzie z konieczności dotykania ekranu, ale i tak ułatwiał wybieranie konkretnych pozycji na niewielkim wyświetlaczu.

W Galaxy Watch Active… zabrakło i jednego, i drugiego. Ten zegarek jest tak niesamowicie generyczny wizualnie, że równie dobrze mógłby go wyprodukować dowolny producent. Możliwe, że w wersji srebrnej, różowej lub zielonej sytuacja prezentuje się lepiej, ale testowy czarny egzemplarz jest do bólu nijaki. Nie, żeby był brzydki – ale też niestety nie jest jakiś.

Rezygnacja z obrotowego bezela wymusiła też zmiany w całym interfejsie.

Nie są to zmiany drastyczne i w większości są zdecydowanie na plus. Użytkownicy dotychczas wprowadzonych na rynek zegarków Samsunga będą się mogli o tym zresztą już niedługo przekonać. Aktualizacja, która wprowadza One UI (to właśnie to jest na wierzchu Galaxy Watch Active, pod spodem jest Tizen 4.0) trafia właśnie na Galaxy Watcha, Gear Sporta, a także Gear S3.

Czego można się spodziewać po aktualizacji (albo zakupie Galaxy Watch Active)? Przede wszystkim jest ładniej, bardziej płasko i zdecydowanie mniej cukierkowo, a co za tym idzie – bardziej czytelnie. Ograniczono też w pewnym stopniu zagmatwanie menu, a także pozwolono wygodniej układać poszczególne karty skrótów i aplikacji. Przy okazji wprowadzono też nowy ekran podsumowania aktywności w ciągu dnia (zaskakująco zbliżony mechaniką do Apple Watcha) i bardziej szczegółową analizę snu.

Zmian jest oczywiście więcej, ale w zdecydowanej większości są drobne. I każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z którymś z zegarków Galaxy Watch albo Gear, nie powinien mieć żadnych problemów z obsługą Galaxy Watch Active. Może poza tym, że bez ruchomego bezela nagle okazuje się, że w Tizenie trzeba się naprawdę sporo naprzewijać palcem, żeby trafić do odpowiedniego miejsca w systemie. Na zwykłym Galaxy Watch nie było to aż tak widoczne.

Czas trochę potrenować!

W końcu jeśli ktoś decyduje się na mniej stylową odmianę Active, prawdopodobnie szuka czegoś, co będzie dla niego zegarkiem sportowym w pierwszej kolejności, natomiast smart zegarkiem w drugiej.

I tutaj już na początku dobra wiadomość – przez to, że Galaxy Watch Active jest wyraźnie mniejszy i lżejszy (tylko 25 g) od swoich starszych braci, jest też wygodniejszy w trakcie treningu. Nie jest to może najlżejszy zegarek na świecie i nie ma tej ponadprzeciętnej wygody np. Forerunnera 245, ale czy to podczas biegania, czy to podczas jazdy na rowerze, czy w trakcie całego dnia – zdecydowanie nie powinien nam przeszkadzać.

Przeszkadzać może natomiast, ponownie, brak bezela i tylko dwa przyciski funkcyjne. Przewijanie ekranów danych przez pokręcanie było zdecydowanie wygodniejszy rozwiązaniem, niż mazanie po małym wyświetlaczu (1,1 cala, 360×360 pikseli) spoconym palcem. Tylko dwa przyciski funkcyjne mają natomiast taką wadę, że nie da się za ich pomocą w całości obsłużyć zegarka podczas treningu. Tak, możemy w ten sposób zatrzymać rejestrację treningu, ale już jego zakończenie wymaga dotknięcia ekranu. Co w zimie, w rękawiczkach, będzie na pewno stanowić problem.

Problemów nie powinien natomiast sprawiać wybór odpowiedniego typu sportu. Jak to na serię Galaxy Watch przystało, wybór jest ogromny. Na tyle duży, że do osobnych trybów sportowych wydzielono chociażby brzuszki czy deskę. Czy ma to większy sens? Dla mnie nieszczególnie, tym bardziej, że w wielu przypadkach zmienia się tylko typ treningu, nie przynosząc przy okazji żadnych ciekawych dodatków. Zresztą nie oszukujmy się – większość osób będzie przeważnie wybierać standardowe dyscypliny, takie jak bieganie, rower czy pływanie – to ostatnie w Galaxy Watch Active także na otwartych akwenach.

Mi udało się sprawdzić nowy zegarek Samsunga w dwóch aktywnościach. Podczas biegania i podczas jazdy na rowerze. Jak wypadł na tle innych urządzeń?

Uwaga: Samsung oficjalnie nie pozwala wyeksportować danych dotyczących zarejestrowanego w trakcie treningu tętna. Aplikacja Samsung Health pozwala tylko wyeksportować dane dotyczące lokalizacji, natomiast systemowy eksport do Stravy robi z tętnem dziwne rzeczy. Dane do porównania zostały wyjęte nieoficjalnymi aplikacjami, więc nie są w 100 proc. wiarygodne. Ale za to pokrywają się w dużej mierze z moimi obserwacjami. 

Na pierwszy ogień: GPS

Na początek coś łatwego, czyli ok. 7 km spokojnego biegu w towarzystwie Apple Watcha 4 (bez podłączonego iPhone’a) i starszym Feniksem 3.

I już na pierwszy rzut oka widać, że nie do końca wszystkie urządzenia zgadzają się co do przebiegu trasy. Widać to zresztą w podsumowaniu – Watch Active pokazał 6,98 km, Apple Watch – 7,06 km, natomiast Fenix 3 – 6,71 km.

Żeby było zabawnie, najbardziej w trakcie biegu mylił się… Fenix.

Widać przy tym wyraźnie, że błądzi tam, gdzie nie było nawet szans, żeby trasa przebiegała właśnie w taki sposób. Galaxy Watch natomiast przeważnie podąża dokładnie tym samym tropem, co Apple Watch, jedynie momentami wypadając trochę poza bandę.

Widać to zresztą też na innym biegu:

I jeszcze na innym:

W dużym skrócie: jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Może nie zupełnie idealnie, ale zdecydowanie nie ma się czego wstydzić.

W przypadku jazdy na rowerze, cóż, tutaj bardzo trudno mieć kiepskie wyniki. I Watch Active na szczęście spisuje się jak najbardziej poprawnie:

Właściwie wszystkie urządzenia wskazują dokładnie ten sam przebieg trasy. Różnice w całkowitym dystansie wynoszą natomiast ok. 200 m na 22 km, więc wartość do pominięcia.

I tak to wygląda niemal na całej długości trasy – minimalnie różnice, wynoszące maksymalnie kilka metrów.

To czas sprawdzić coś innego.

Na drugi ogień: czujnik tętna

Uwaga: zegarek testowany był przy domyślnych ustawieniach zarządzania energią i działania czujników. 

I tutaj już aż tak dobrze nie jest. Tutaj przykład z krótkiego biegu z 10-minutową rozgrzewką, a potem pięcioma dwuminutowymi przyspieszeniami:

Teoretycznie nie jest źle. Ale widać, że optyczny czujnik w Galaxy Watch Active potrafi się zauważalnie spóźnić, a do tego dość wyraźnie obniża niektóre górki. W niektórych momentach odchylenie od Polara OH1+ i HRM-Run wynosiło nawet 10 BPM.

Przyjrzyjmy się bliżej tym pięciu pagórkom:

Tak, są zaskakująco płaskie, jakby Galaxy Watch Active w domyślnym trybie mierzył tętno zaskakująco rzadko, a potem po prostu niezbyt finezyjnie łączył ze sobą kropki. Mimo to nie da się ukryć, że nie wygląda to źle. Owszem, drugi i trzeci interwał są odrobinę zaniżone (ale stosunkowo niewiele), a ostatni zawyżony, ale ogólne wartości i momenty, kiedy faktycznie tętno było wysokie, a kiedy spadało, są podobne do tego, co podpowiada OH1 i HRM-Run.

Trudno jest zakwalifikować taki obrazek do kategorii bardzo dobre lub przynajmniej dobre, biorąc pod uwagę, że niektóre sprzęty potrafią narysować lepszy wykres bez problemów.

Jeszcze ciekawiej robi się natomiast podczas jazdy na rowerze, gdzie optyczne czujniki tętna mają najtrudniejsze życie. I co tu dużo mówić – zarówno Apple Watch, jak i Galaxy Watch Active nie spisały się najlepiej:

Widać przy tym, że Apple Watch jeszcze na początku jakoś próbował, ale w okolicach 30 minuty stracił pojęcie, do czego właściwie służy, i zaczął w większości pokazywać losowe wartości, odzyskując przytomność w okolicach 55 minuty, potem na długi czas tracąc ją znowu. Galaxy Watch Active pokazywał natomiast to, co mu się żywnie podobało, nie dbając o to, czy ma to przełożenie na rzeczywistość.

Jeśli ktoś jednak nie potrzebuje dokładnego monitorowania tętna na rowerze, a głównie po prostu biega, a do tego biega spokojnie i nie chce przeszarżować – Galaxy Watch Active da mu w dużej mierze to, czego potrzebuje. Tutaj przykład spokojnej przebieżki z dwoma mocniejszymi akcentami:

I tak, nie poszło idealnie – Apple Watch 4 poradził sobie zdecydowanie lepiej, właściwie idealnie śledząc Fenixa z podłączonym Polarem OH1+. Ale też o tragedii nie ma mowy. Jest po prostu… przeciętnie.

Jeśli jednak miałbym na coś ponarzekać dodatkowo, to byłoby to wyświetlanie tętna w trakcie treningu. Na głównym, domyślnym ekranie, tuż po podniesieniu zegarka i podświetleniu tarczy, widzimy przez chwilę… poprzednią zmierzoną wartość, która dopiero po chwili doczekuje się odświeżenia. Bardzo niewygodne i bardzo irytujące, zwłaszcza jeśli biegamy często monitorując tętno.

Problem z niedokładnym tętnem da się przy tym rozwiązać za pomocą zewnętrznych aplikacji. Przykładowo aplikacja Sporty Watch pozwala na podłączenie nie tylko czujników tętna, ale i np. czujnika Stryd. Szkoda tylko, ale Samsung przez tyle generacji nie jest w stanie dodać tak prostej opcji do swojego systemu. Aż trochę wstyd, a przy okazji wykluczenie z grona zainteresowanych tych, którzy chcą uzyskać dokładne dane.

A co z pozostałym śledzeniem aktywności (i z dodatkowymi aplikacjami)?

Mamy właściwie pełen komplet. Jest oczywiście monitorowanie dziennej liczby kroków, jest całodobowe monitorowanie serca z wyłapywaniem tętna spoczynkowego, jest też oczywiście analiza snu. Gdyby tego było mało, zegarek przez całą dobę monitoruje pozom naszego stresu i przypomina o tym, żeby się odprężyć lub ewentualnie proponuje ćwiczenia oddechowe. Niestety najwyraźniej jestem zbyt zrelaksowany, żeby widzieć w tym szczególną wartość dodaną.

Miło natomiast, że na Tizenie znajdziemy szereg dodatkowych aplikacji – w tym i takich, które uzupełnią braki zafundowane nam przez Samsunga (jak np. podłączanie czujników tętna przez Bluetooth). Nawigacja? Jest HERE. Muzyka? Jest Spotify i Tidal. Bieganie z bezproblemowym eksportem na zewnątrz? Jest Endomondo, ewentualnie Strava. Kalorie? Jest MyFitnessPal (oczywiście w uproszczonej wersji). Jest też Listonic i całkiem sporo innych aplikacji – może nie tyle, co na Apple Watcha, ale zdecydowanie więcej niż np. na Fitbita. Niestety też – porównując już do Apple Watcha – trzeba zapomnieć o równie dobrej integracji zewnętrznych aplikacji z systemową platformą sportową. Wszystko, co rejestrujemy w nich, zostaje w nich – koniec i kropka.

Przy tym wszystkim Tizen nie jest raczej nowym systemem. Opisywaliśmy go już wielokrotnie, więc nie ma sensu się powtarzać. Warto natomiast przypomnieć, że Galaxy Watch Active ma oczywiście WiFi i Bluetooth (można podłączyć słuchawki), a także NFC, z którego neistety w Polsce nie skorzystamy.

Akumulator?

Przyzwoicie, ale bez szału. Zmniejszenie wymiarów zewnętrznych Galaxy Watch Active przełożyło się niestety również na zmniejszenie akumulatora – teraz ma on zaledwie 230 mAh, co ma przełożyć się na 45 godzin działania.

W rzeczywistości, przy domyślnych ustawieniach (które serwisują nam m.in. takie kanciaste wykresy jak te wcześniej przedstawione), wyłączonym WiFi i podłączonym telefonie jest to wynik jak najbardziej możliwy do osiągnięcia. Jeśli nie korzystamy z niego zbyt intensywnie – prawdopodobnie wytrzyma nawet trzy dni. Jeśli oba dni będą dla nas treningowe, to możemy potrzebować ładowarki jeszcze przed wieczorem drugiego dnia.

Warto?

Odpowiedzi jest kilka. Jeśli podoba ci się Tizen i chcesz mieć zegarek z dobrym GPS, z obsługą Spotify i miejscem na muzykę (choć niezbyt wielkim) i przy okazji Galaxy Watch jest dla ciebie zbyt drogi albo zbyt duży – zdecydowanie warto się Galaxy Watch Active zainteresować. To w dużej mierze to samo, co w większym modelu, a z małymi poprawkami tu i tam, a przy okazji w mniejszym opakowaniu. Choć niestety nie jest to miniaturyzacja idealna – ofiary w postaci mniejszego akumulatora czy braku obrotowego bezela są niestety wyraźnie odczuwalne.

Jeśli natomiast szukamy zegarka głównie sportowego, to można Active’a brać pod uwagę, ale zdecydowanie warto przyjrzeć się konkurencji w podobnym przedziale cenowym. I tak – na pierwszy rzut oka Samsungowi wiele nie brakuje. Monitoruje naszą aktywność przez całą dobę, monitoruje sen, ma dobry GPS i trochę kulawy czujnik tętna, co jednak można rozwiązać zewnętrznym czujnikiem (i zewnętrzną aplikacja). Problem jednak pojawia się, kiedy zajrzymy głębiej. Przykładowo plany treningowe do biegania są – tak samo jak były na początku – bardzo podstawowe. Bardzo, bardzo podstawowe.

A za te same pieniądze możemy mieć chociażby nowiutkiego Garmina Forerunnera 45, z treningami Garmin Coach. Jasne, Coach to dalej nie jest propozycja dla profesjonalistów, ale właśnie zapoznaję się bliżej z tym rozwiązaniem i jako kompletny amator jestem nim zafascynowany i (wstępnie) zachwycony. I bez dwóch zdań to więcej w zakresie treningów, niż jest w stanie zaoferować Galaxy Watch Active. Swoje propozycje w tym samym przedziale cenowym ma zresztą też i Polar (Vantage M), a kusić może też i Huawei Watch (i Watch GT), z rozwiązaniami FirstBeat.

Problem z tymi wszystkimi zegarkami jest jednak taki, że są dużo bardziej sportowe niż smart. Na żadnym z nich nie posłuchamy też muzyki ani nie przejrzymy map. Musimy więc sami ustalić, co jest dla nas priorytetem.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji