Małymi krokami do perfekcji. Samsung Galaxy Watch – recenzja

Recenzja/Sprzęt 20.10.2018
Małymi krokami do perfekcji. Samsung Galaxy Watch – recenzja

Małymi krokami do perfekcji. Samsung Galaxy Watch – recenzja

Już w zeszłym roku było niewiele powodów, żeby nie kupić Samsunga Gear Sport. Teraz, w przypadku jego następcy – Galaxy Watch – tych powodów jest jeszcze mniej. Ale niekoniecznie trzeba się od razu rzucać do sklepów z gotówką.

Napiszę to krótko: gdybym miał telefon z Androidem i szukał smart zegarka, prawdopodobnie umieściłbym Galaxy Watcha w absolutnie ścisłej czołówce moich planów zakupowych w tej kategorii. Czy jednak ostatecznie wybrałbym właśnie ten model? Niekoniecznie.

Dlaczego? Już tłumaczę.

Mała informacja: Do testów na dwa tygodnie otrzymałem wersję 46 mm (dostępna jest również mniejsza, 42 mm). Cena testowanej odmiany to około 1400 zł. Mniejszy wariant jest około 200 zł tańszy. Zegarek testowany był w parze z telefonem z Androidem.

Na minus: to nie jest idealny zegarek treningowy.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Ale nie dlatego, że jest w jakimś stopniu sportowo upośledzony (o tym później), ale dlatego, że jest po prostu spory. Ma aż 13 mm grubości i bez paska ma masę 63 g. Tak, to mniej niż np. ekstremalny Fenix 5X (98 g, ale już z paskiem!), ale i więcej niż np. Forerunner 935.

Oczywiście nie jest tak, że nie da się z tym zegarkiem trenować. Nawet wielogodzinne wyprawy z Gear Watchem nie sprawią, że odpadnie nam ręka, ale trudno udawać – zwłaszcza przy intensywniejszych aktywnościach – że nie jest to duży i ciężki zegarek. Podobnie będzie podczas ćwiczeń na siłowni czy nawet w trakcie snu. Na co dzień na szczęście nie powinno to nikomu przeszkadzać – tym bardziej, jeśli do tej pory nosił słusznej wielkości zegarki.

A dlaczego nie przeszkadzało mi to tak bardzo rok temu przy Gear Sporcie? Proste – korzystałem wtedy głównie z Fenixa 3.

Na plus: wizualnie uniwersalny. Albo po prostu ładny.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Być może nie jest to najpiękniejszy zegarek na świecie i nie każdy założyłby go do drogiego garnituru, ale zegarkom Samsunga od dłuższego czasu nie można na pewno zarzucić, że są brzydkie. O ile Gear Sport miał kilka niestandardowych rozwiązań, o tyle Watch – podobnie jak pozostałe Geary – próbuje w jak największym stopniu naśladować klasyczne zegarki.

I jeśli pominąć fakt automatycznego wygaszania ekranu, co można na szczęście wyłączyć w opcjach kosztem czasu pracy na akumulatorze, udaje się to całkiem nieźle. Galaxy Watch nie jest tak futurystyczny i unikatowy jak Apple Watch. Nie jest nieprzyjemnie kanciasty jak zegarki Fitbita. Nie jest też tak plastikowo-sportowy jak niższe serie zegarków Garmina, ani tak outdoorowy jak Fenix. Jest… normalny.

Do tego jest przyjemnie solidnie wykonany, nawet jeśli brać pod uwagę nie tylko metalową kopertę, ale i wszystkie ruchome elementy, takie jak bez czy przyciski. Choć niestety zdarzają się drobne wpadki, które pewnie mało kto zauważy, ale potrafią naprawdę denerwować:

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Jeśli nie widzicie, co na tym zdjęciu nie jest ok, to gratuluje – musicie mieć naprawdę spokojne życie. Podpowiedź: chodzi o część bezpośrednio nad ekranem.

Mieszane uczucia można mieć też co do głębokości osadzenia ekranu. Nie wpływa to negatywnie na jego obsługę i dodatkowo przynajmniej trochę dodatkowo go chroni, ale też odrobinę utrudnia czyszczenie go z kurzu.

PS. Dostępne są trzy wersje kolorystyczne, ale nie dla wszystkich rozmiarów. Odmiana 46 mm może być tylko srebrna, natomiast 42 mm – czarna albo różowa.

PS. Nie mam pojęcia, dlaczego Samsung w aż takim stopniu obkleja swoje zegarki folią ochronną. Zaklejony jest właściwie każdy milimetr kwadratowy, często malutkimi, odpowiednio przyciętymi plastrami. Rezultat? Przez 2 tygodnie cały czas znajdowałem kolejne powierzchnie, z których – jak się okazywało – nie zdjąłem jeszcze osłonki. A na koniec, przy pakowaniu sprzętu do zwrotu, znalazłem jeszcze jedną.

Na minus: dodajcie w końcu trzeci przycisk.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Podobnie jak w Gear Sport, również i w Galaxy Watch znajdziemy z boku dwa fizyczne przyciski. Jeden odpowiada za powrót o jeden ekran, drugi natomiast przenosi nas do ekranu głównego. Czego zabrakło? Przycisku potwierdzania, który w połączeniu z obrotowym bezelem sprawiłby, że urządzenie moglibyśmy obsługiwać albo w całości za pomocą dotykowego ekranu, albo w ogóle z jego pominięciem, albo w dowolnie wybrany sposób hybrydowy.

Oczywiście w niektórych przypadkach przyciski zmieniają swoje funkcje na bardziej odpowiednie. Przykładowo podczas treningu przycisk powrotu umożliwia zatrzymanie albo wznowienie rejestracji ćwiczenia. Ale żeby je zacząć na samym początku, trzeba już dotknąć ekranu, co może być mniej wygodne np. podczas biegania w zimie. I nie, dostępny tryb zwiększonej czułości ekranu (właśnie m.in. do używania w rękawiczkach) nie jest lepszy.

Na plus: bezel. Zawsze i wszędzie.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Jeden z kluczowych powodów, żeby wybrać Galaxy Watcha zamiast całej rzeszy zegarków z Android Wear. Nawet jeśli nie korzystamy z niego absolutnie za każdym razem, kiedy sięgamy do zegarka, to zawsze znajdzie się jakiś przypadek, kiedy ten sposób nawigacji okaże się lepszy od dotykania wyświetlacza palcem.

Dobrze, że Samsung nie zamierza się z tego rozwiązania wycofać.

Na plus: pod maską wszystko, czego potrzeba.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

W stosunku do poprzednich modeli zmienił się m.in. procesor (teraz dwurdzeniowy, o taktowaniu 1,15 GHz), co pozytywnie wpływa na działanie zegarka, aczkolwiek też nie mogę napisać, że Gear Sport był sprzętem powolnym.

Znacząco powiększono też akumulator (teraz 472 mAh), zachowując przy tym wszystkie niezbędne czujniki – od GPS i pomiaru tętna, aż do akcelerometru, barometru, żyroskopu i czujnika światła. Do tego oczywiście Bluetooth i WiFi.

Jest też NFC, ale tu z kolei pojawia się problem.

Na minus: Galaxy Watchem nie zapłacisz w Polsce.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Tak, jest NFC, ale ze wsparciem wyłącznie dla Samsung Pay, a ta metoda płatności nie jest dostępna w naszym kraju. Szkoda, bo płacić możemy już nie tylko Apple Watchem i zegarkami z Android Wear, ale nawet zegarkami sportowymi od Garmina.

A obecność płatności – jeśli chcemy chwalić zegarek za jego przynajmniej częściową niezależność od telefonu – robi sporą różnicę.

Na plus: Tizen król. Choć królowi przydałoby się odchudzanie.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Nic nie zmieniło się od zeszłego roku – nadal uważam Tizena za jeden z lepiej przemyślanych i zrealizowanych systemów operacyjnych w zegarkach. Jest płynny, szybki, czytelny i względnie łatwy w nauce, a na nowych podzespołach działa doskonale.

Czas chyba jednak, żeby zacząć z niego usuwać te funkcje, z których mało kto korzysta, a które zajmują miejsce w menu. Przykładowo czy ktokolwiek kiedykolwiek prosił o aplikację do czytania newsów na zegarkach? Wątpię. Czy jest to jakiś element, którym można przekonać kupującego? Nie sądzę. Aplikacji na start na zegarku powinno być absolutne minimum – oczywiście aplikacji dopracowanych, doszlifowanych, uniwersalnych.

Całą resztę niech użytkownik doinstaluje sobie potem. Tylko tu znowu pojawia się problem.

Na minus: sklep z aplikacjami nadal nie zachwyca.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Tak, jest w nim kilka wartościowych informacji, jest też od groma funkcjonalnych wirtualnych tarczy, ale mam wrażenie, że oferta nie zmieniła się szczególnie w ciągu roku od momentu, kiedy miałem kontakt z Gear Sportem. Dalej większość ciekawych programów jesteśmy w stanie przejrzeć w trakcie jednego wieczora, a liczenie na to, że następnego dnia rano pojawi się nowego, jest raczej pozbawione sensu.

Nie jest tu oczywiście aż tak smutno jak w sklepie Fitbita, tak – przeważnie – brzydko jak w sklepie Garmina, ale sklep dla Apple Watcha czy Android Wear to też nie jest. Choć wiem, że w nich również nie ma cudów.

Można przy tej okazji zadać jeszcze pytanie, czy faktycznie potrzebujemy multum dodatkowych aplikacji w zegarkach. Sam nie korzystam z ani jednej. Znam osoby, które mając np. Apple Watcha, od roku albo i więcej nie uruchamiały tarczy z programami. Ale zdecydowanie chciałbym zobaczyć na smart zegarku np. dobrą nawigację rowerową czy turystyczną. Nie narzekałbym też na aplikacje do obsługi smart domu – owszem, na pokładzie jest integracja ze SmartThings, ale w Polsce to raczej mało popularne rozwiązanie.

Na plus: spokojnie, dobre aplikacje już tu są.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Jest Spotify (i ok. 1,5 GB pamięci), więc nie musimy zabierać ze sobą telefonu na trening – łączymy słuchawki przez Bluetooth, zgrywamy odpowiednie playlisty i wychodzimy. Jest nawigacja Here, więc możemy też nawigować z pomocą zegarka. Co ciekawe, we Wrocławiu działało nawet wyznaczanie trasy przejazdu z wykorzystaniem… komunikacji miejskiej. Ma to sens!

Jest też oczywiście cały kombajn Samsung Health, który możemy w tle synchronizować np. ze Stravą (choć nadal działa to u mnie z koszmarnym opóźnieniem). Nie chcemy Samsunga? Jest cała paczka aplikacji od Under Armour (czyli m.in. Endomondo i MyFitnessPal). Jest Uber, jest cała grupa bardzo dobrych aplikacji systemowych – od wyświetlania pogody, po zarządzanie powiadomieniami, włącznie z możliwością odpowiadania na nie.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Ba, jest nawet opcja wykonywania połączeń z poziomu zegarka (choć musi być podłączony do telefonu) i wysyłania wiadomości alarmowych do zdefiniowanych wcześniej kontaktów. Naprawdę jest mało przypadków, kiedy naprawdę czulibyśmy potrzebę instalacji dziesiątek nowych programów.

Na plus: ten ekran.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Lata mijają, a ekran w zegarkach Samsunga dalej robi świetne wrażenie. 1,3″ (1,2″ w mniejszym modelu), Super AMOLED ze świetnym kontrastem i nasyceniem, i rozdzielczość 360×360 pikseli. To wystarcza, żeby chciało się sprawdzać godzinę i powiadomienia nawet wtedy, jeśli robiliśmy to już przed chwilą.

Oczywiście ma to swoje wady. W naprawdę ostrym świetle ekran nie jest tak czytelny, jak w zegarkach sportowych, a do tego domyślnie ustawiony jest tryb oszczędzania energii poprzez wyłączanie ekranu, dopóki nie podniesiemy ręki. Polecam go zresztą od razu wyłączyć, bo nie działa idealnie, a podczas aktywności może to irytować do granic wytrzymałości.

Ok, a jak jest na sportowo?

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Na początek rozprawmy się może z najprostszymi rzeczami. Tak, Samsung Galaxy Watch liczy kroki i nie natknąłem się tutaj na jakiekolwiek problemy. Tak, Galaxy Watch mierzy sen, ale – na bazie moich 3 lat monitorowania snu – jest mi kompletnie obojętne, co w tej materii zapisuje (chociaż wygląda to całkiem dobrze). Tak, za pomocą Galaxy Watcha można zapisywać m.in. liczbę wypitych kaw, wody, monitorować pokonanie piętra, tętno (24/7), poziom stresu/wysiłku, a także skorzystać z… ćwiczeń oddechowych na uspokojenie. Kompletnie nie widzę przydatności tego ostatniego, ale najwyraźniej taka jest obecnie moda.

Z bardziej istotnych kwestii – Samsung Galaxy Watch obsługuje kilkadziesiąt różnych form aktywności, choć cała masa z nich to niestety pojedyncze ćwiczenia, które wykonujemy seriami na siłowni. I tak, w przypadku wielu z nich jest w stanie rozpoznać automatycznie powtórzenia, ale nie robi tego też z aż taką dokładnością, żeby można było przestać liczyć. Automatyczne rozpoznawanie dotyczy też wybranych najpopularniejszych sportów, ale w tym akurat nie mogę odnaleźć sensu. Jak można przez 10 czy 15 minut zapomnieć włączyć rejestrowania treningu? A skoro tego nie zrobiliśmy, to i tak będziemy w ostatecznym zapisie 2-3 km w plecy.

Wystarczającą informacja jest jednak to, że Galaxy Watch pozwala śledzić trening biegowy, rowerowy, pływacki (jest nawet specjalny tryb i system wypychania wody), piesze wędrówki, a także bardziej ogólne kardio czy trening siłowy. I pewnie z tych korzystać będzie zdecydowana większość posiadaczy.

Jak spisuje się GPS?

Samsung Galaxy Watch - recenzja

W skrócie: dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Poniżej zestawienie wyników Galaxy Watcha (niebieski) podczas krótkiego biegu z Fenixem 3 (pomarańczowy) i Vivoactive 3 Music (różowy).

Już na pierwszy rzut oka widać, że są spore różnice w zapisie trasy, choć od razu muszę zaznaczyć – ostateczna różnica między Galaxy Watchem a Fenixem wynosiła niecałe 180 m, a między Galaxy Watchem a Vivoactive 3 Music – mniej niż 100 m. Przy czym nie dam głowy, który zegarek faktycznie był bliższy prawdy. Dlaczego?

Galaxy Watch niestety namiętnie ścinał większość zakrętów. Na przykład tutaj – dwa razy. 

Tutaj też dwa razy:

I tak jeszcze w kilku innych miejscach, w których teoretycznie nie miał do tego powodu. Zabudowa była niska albo nie było jej wcale, warunki pogodowe były w porządku. Z drugiej strony, po wbiegnięciu między bloki o wysokości 4-5 pięter Garminy zgłupiały, a Galaxy Watch trzymał się w miarę sensownie:

Możliwe, że wynika to po prostu z mniejszej częstotliwości próbkowania lokalizacji, przez co ostateczny obraz trasy nie jest tak kompletnie bez sensu jak w przypadku Garmina. Ostatecznie jednak na tym fragmencie zapis z Galaxy Watcha wygląda po prostu lepiej. I tyle. Drugi wniosek – przebiegłem około 5 km i pewnie żaden zegarek nie pokazał faktycznego dystansu.

Trzeci wniosek jest natomiast taki, że jeśli chodzi o synchronizację tętna z zewnętrznymi serwisami, to dalej szału nie ma. Tak to wygląda w Stravie:

I nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co faktycznie zmierzył Galaxy Watch i tym, co działo się z moim tętnem w rzeczywistości. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Tak samo nie wiem, dlaczego wciąż pliki GPX eksportowane z Samsung Health nie oferują informacji o tętnie.

Inna sprawa, że eksport GPX z S Health to loteria. Raz jest odpowiedni przycisk, raz go nie ma. I tak na przykład, jeśli zdecydujemy się wyłącznie na synchronizację ze Stravą, która akceptuje jedynie wybrane typy aktywności (i ma ich niewiele), to nieodpowiednie aktywności nie zsynchronizują się z tym serwisem i zostaną na wieczność zablokowane wewnątrz Samsung Health. Co stało się z kilkoma moimi aktywnościami, które miały trafić tutaj do porównania.

PS. Albo poprawił mi się wzrok, albo Samsung w końcu zdecydował się na większe cyfry np. przy wyświetlaniu podsumowania każdego kilometra w trakcie aktywności. Jeśli zmienił – brawo on. Jeśli to mi poprawił się wzrok – brawo ja.

PS. Funkcja automatycznego zatrzymywania aktywności z GPS dalej działa tak sobie. Szybko ją wyłączyłem.

Tętno i spalone kalorie

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Niestety, biorąc pod uwagę jakość eksportowanych danych, trudno jest jednoznacznie określić dokładność pomiaru pulsu. Mam natomiast dwie obserwacje naoczne, dokonywanie w trakcie biegania, połączone z kilkoma luźnymi obserwacjami ze szczątkowo dostępnych danych.

Po pierwsze, przydatność Galaxy Watcha do biegów interwałowych – przynajmniej w moim przypadku – jest raczej mocno ograniczona. Tak wygląda zapis tętna dla kilku krótkich interwałów zmian tempa na zegarku Garmina z pomiarem tętna za pomocą HRM-Run:

A tak to wygląda według Galaxy Watcha w aplikacji Samsung Health (tym razem na iOS):

Nie do końca to samo, chociaż spadek tętna na początku biegu odnotowany został poprawnie. Później natomiast działo się już co chciało. Inna sprawa, że Samsung mógłby popracować nad podglądem tych danych w jego własnej aplikacji. Tego wykresu nie da się ani powiększyć, ani odczytać konkretnych wartości. Te są podawane tylko w przypadku tętna maksymalnego i średniego, które dla tego konkretnego biegu wynosiły odpowiednio 174 BPM i 147 BPM. Według Garmina natomiast – 152 BPM (duża różnica) i 145 BPM.

Jeśli więc chodzi o tętno średnie, to najwyraźniej nie jest źle, co potwierdzały inne aktywności. Jeśli jednak  chodzi o wyłapywanie szybkich odpoczynków czy gwałtownych przyspieszeń tętna – niestety nie tutaj, co jest niestety częstym problemem optycznych czujników tętna. A przynajmniej bywa.

Obserwacja druga: w przypadku spokojniejszego biegania albo interwałów z dłuższym czasem odpoczynków, różnice w zapisie tętna nie są już aż tak wyraźnie. Liczba fałszywych podbić tętna maksymalnego jest wtedy minimalna, a średnia pokrywa się z tym, co serwuje nam pomiar z pasa na klatkę piersiową. Całkiem sensownie też – w obu przypadkach – kalkulowane są spalone kalorie.

Czyli… jest dokładnie tak samo, jak rok temu przy Gear Sporcie.

Coś jeszcze?

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Tak, spore brawa dla Samsunga za kompleksowe podejście do kwestii treningów. Czyli nie tylko możemy z poziomu zegarka zapisywać dystans, czas czy lokalizację, ale też traktować zegarek jako naszego osobistego trenera. Aplikacja Samsung Health oferuje kilkadziesiąt różnych ćwiczeń i programów, które można wybrać, dodać do kalendarza, a następnie dodać do zegarka. Jeśli ćwiczenia wymagają instrukcji – zostanie ona wyświetlona w formie wideo na podłączonym smartfonie – super.

Co bardzo przyjemne, takie ćwiczenia mogą pojawić się przy standardowych kategoriach podczas wyboru treningu na zegarku, więc nie musimy przedzierać się przez gąszcz menu, żeby je uruchomić. Cieszy również fakt, że ćwiczenia nie dotyczą wyłącznie biegania, a może inaczej – głównie nie dotyczą biegania.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Trochę natomiast szkoda, że treningi biegowe są raczej mocno podstawowe i nie da się – albo nie znalazłem sposobu – żeby zmodyfikować je nawet pod potrzeby takiego kompletnego amatora, jakim sam jestem. To jednak wyłącznie kwestia dodania nowych treningów do aplikacji, co nie powinno być trudne. Choć też nie ma co kupować zegarka z założeniem, że a może w końcu to dodadzą…

Cieszy natomiast fakt, że Galaxy Watch stara się być, powiedzmy, pomocny w ciągu dnia. Tutaj podpowie, że czas poćwiczyć, tutaj pochwali za zakończony trening. Zawsze jakaś dodatkowa motywacja.

A jak z tym akumulatorem?

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Znacząco większa pojemność akumulatora ma sprawić, że Galaxy Watch wytrzyma bez ładowania dużo dłużej niż poprzednicy. I… jest dobrze, choć może nie aż tak dobrze, jak deklaruje producent, według którego bez ładowania w przypadku tej wersji powinniśmy wytrzymać… do 7 dni.

Ten pełny tydzień od razu możemy wsadzić między bajki – to wynik możliwy do osiągnięcia w ekstremalnych warunkach nie-użytkowania, zapewne jeszcze w dodatkowym trybie oszczędzania energii. Realne wyniki są jednak i tak zaskakująco dobre. Bez większych problemów Galaxy Watch powinien sobie przy spokojnym użytkowaniu poradzić bez dokowania na stacji ładującej około 4 dni. Ba, niektórym pewnie uda się wejść i w piąty dzień z akumulatorem, który nie będzie w pełni rozładowany.

Oczywiście czynników, które wpływają na zużycie energii jest mnóstwo. Jeśli na stałe włączymy GPS, aktywujemy automatyczne wykrywanie aktywności, nieprzerwany pomiar tętna, WiFi i stałe podświetlenie ekranu, prawdopodobnie o tych 4 dniach będziemy mogli zapomnieć. Dwie dobry, nawet przy bardzo intensywnym użytkowaniu i dodatkowych treningach, powinny być jednak jak najbardziej w zasięgu.

Samsung Galaxy Watch - recenzja

O ile nie będziecie i tak ładować zegarka codziennie. Z prostego powodu – Galaxy Watch 46 mm pod koniec dnia, do snu, i tak wygodniej jest zdjąć. A dlaczego wtedy nie odłożyć go na ładowarkę?

Ważniejsze może być natomiast to, że spokojnie można wyskoczyć z Galaxy Watchem np. na dwa dni łażenia po górach (choć oczywiście nie całodobowych) i niekoniecznie będziemy musieli zabierać ze sobą ładowarkę. Według producenta akumulator powinien wystarczyć w trybie GPS na 23 godziny (!), a to już wynik godny zegarków sportowych. W rzeczywistości ten wynik jest trochę słabszy, ale nadal imponujący na tle np. Apple Watcha. Ba, nawet jeśli dodamy do tego jeszcze odtwarzanie muzyki, i tak spokojnie przebiegniemy maraton. Albo maraton i kawałek kolejnego.

Kupować czy nie?

Samsung Galaxy Watch - recenzja

Trudne pytanie, ale nie z powodu wątpliwości, czy Galaxy Watch jest dobrym zegarkiem. Napiszę to wprost: Galaxy Watch jest świetnym smart zegarkiem. Może nie idealnym, ale na pewno świetnym.

Wybór utrudnia natomiast coraz większa i coraz lepsza konkurencja. W zeszłym roku Gear Sport wygrywał z rywalami m.in. obsługą Spotify. Dziś Spotify jest już na Garminach (choć jeszcze nie na tej półce cenowej), a także na Android Wear. Konkurencja też nie śpi, i o ile rok temu płatności z zegarka można było uznać za niewielki atut, to teraz powinniśmy zacząć traktować je jako standard. I Galaxy Watch ich nie ma.

Największym problemem najnowszego zegarka Samsunga jest właśnie to, że podczas gdy konkurencja coraz szybciej nadrabia braki, Koreańczycy jedynie szlifują swój i tak już wcześniej bardzo dobry produkt. W Galaxy Watch nie ma żadnej rewolucji, nie ma żadnego istotnego wyróżnika, którego nie byłoby np. w Gear Sporcie. Dalej broni się świetnym bezelem, dobrym systemem (teraz w wersji 4.0), długim czasem pracy na jednym ładowaniu (teraz jeszcze dłuższym) i sensowną, acz nie wybitną obsługą rejestrowania aktywności. Dalej jednak ma w większości dokładnie te same problemy, co rok temu.

I dalej moja rekomendacja jest ta sama. Jeśli szukacie zegarka głównie do sportu, nawet amatorskiego, coś od producentów zegarków sportowych sprawdzi się lepiej – chociażby ze względu na lepsze aplikacje do późniejszej analizy naszego wysiłku (zerknijcie zresztą na komentarze w Google Play po aktualizacji Samsung Health…). Prawdopodobnie będą też miały więcej funkcji treningowych i w ogólnym rozrachunku dłużej wytrzymają na akumulatorze. Tylko proszę, nie porównujmy Galaxy Watcha za 1400 zł z Fenixem za ponad 3 tys. zł. Cenowo jest to rywal m.in. Vivoactive 3 Music (muzyka + płatności + całość Garmina) albo Polara Vantage M (nic z tych rzeczy).

Jeśli natomiast sport jest tylko dodatkiem do naszego codziennego życia, mamy smartfon z Androidem, a na zegarku jesteśmy w stanie zrezygnować z płatności i m.in. map Google, to droga wolna.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji