Wszystko, co Samsung Gear Sport robi dobrze. I wszystko, co robi źle

Recenzja/Sprzęt 23.11.2017
Wszystko, co Samsung Gear Sport robi dobrze. I wszystko, co robi źle

Wszystko, co Samsung Gear Sport robi dobrze. I wszystko, co robi źle

Kiedy producent smart zegarka dodaje do nazwy Sport, traktuję to jako deklarację – ten zegarek będzie co najmniej dobry w zastosowaniach sportowych, nie tylko tych najbardziej podstawowych. Czy Samsung Gear Sport taki właśnie jest?

W tym momencie koreańska firma ma całkiem bogatą ofertę dla osób, które szukają urządzenia do monitorowania swojej aktywności. Jest zaskakująco rozbudowany Geat Fit2 Pro, jest sztandarowy Gear S3 w dwóch odmianach, jest Fit 2 (bez Pro), a niedawno – zamiast S4 – do oferty dołączył Gear Sport.

Jak wygląda ten Sport według Samsunga i czy jest w ogóle sens rozważać zakup tego nietaniego (choć to kwestia dyskusyjna) gadżetu? Z Gear Sportem spędziłem kilkanaście ostatnich dni i zebrałem w jednym miejscu wszystko, co w nim polubiłem i wszystko, czego mi w nim brakowało.

Zacznijmy od tego pierwszego, czyli od zalet:

Sport w kompaktowym i wygodnym wydaniu.

Jeśli Samsung Gear S3 był dla kogoś zbyt wielki, ale podobała mu się cała idea takiego zegarka, Sport może być właściwym rozwiązaniem. Jest mniejszy w każdym możliwym wymiarze – od średnicy, przez grubość, aż po masę. Zachowano jednak ogólny wygląd i świetną jakość wykonania (z malutkimi minusami).

W połączeniu z wygodnym, miękkim paskiem, któremu może przydałoby się jedynie trochę więcej otworów wentylacyjnych, daje to nad wyraz komfortowy zestaw. Czy to podczas codziennego noszenia, czy to podczas aktywności – Gear Sport nie powinien nam przeszkadzać.

Po przesiadce z ogromnego Feniksa 3 łapałem się wręcz na tym, że momentami zupełnie zapominałem o tym, że noszę coś na ręce. Jeśli natomiast przesiadacie się z opaski, przyzwyczajenie się nie powinno być dramatyczne.

Pasek? Dowolny.

Gear Sport dotarł do mnie w wersji z niebieskim paskiem, ale w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, żebym zamiast niego wybrał dowolny inny (20 mm).

Na przykład pomarańczowy, bo dlaczego nie.

Tizen król. Koniec i kropka.

Przynajmniej ja, mając do wyboru zegarek z Android Wear i Tizenem, bez wahania w każdym momencie wybrałbym ten drugi. Prędkość i płynność działania, interfejs, sposób obsługi, sposób działania, wygląd – to wszystko przekonuje mnie do systemu, który wiele osób traktuje jako gorszy sort.

Może i tracę w ten sposób dostęp do Asystenta Google (niewielka strata w Polsce) czy Map Google (choć są zamienniki, np. od Here), ale jestem w stanie z tym żyć.

Pierścień władzy.

Uzupełnieniem zalet Tizena jest sposób (częściowej) nawigacji po menu z wykorzystaniem pierścienia. Proste, wygodne jak diabli, a do tego pozwalające na wygodną obsługę w niemal każdym momencie.

Szkoda tylko, że żaden z dwóch fizycznych przycisków nie pełni funkcji przycisku “Ok” lub “Wybierz”. O ile więc możemy przekręcić pierścieniem tak, żeby wybrać widget rozpoczęcia treningu, o tyle żeby faktycznie go rozpocząć, musimy już dotknąć ekranu. Do tego wykorzystanie pierścienia potrafi być niespójne wewnątrz aplikacji innych producentów – raz niektóre parametry ustawiamy kręcąc pierścieniem, raz dotykając ekranu.

Ekran. Ten ekran.

Wybaczcie kolejny zachwyt (poprzednio był przy S3), ale przesiadając się z typowego zegarka sportowego na smart zegarek trudno ukryć zadowolenie.

Wyświetlacz Super AMOLED w Gear Sport jest wprawdzie mniejszy niż w S3 (1,2″ kontra 1,3″), ale wciąż jest świetny i czytelny. Kolory są naprawdę dobre, a jakość obrazu (rozdzielczość 360 na 360 pikseli) stoi na bardzo wysokim poziomie. Wyposażono go też w czujnik natężenia światła.

Czujniki? Wszystko jest na miejscu.

Akcelerometr, barometr, żyroskop, pulsometr, GPS – jeśli chodzi o zegarki sportowe, dużo więcej nie potrzeba. Mamy możliwość monitorowania naszych kroków, zapisywania pokonanych tras, zapisu zmiany wysokości czy nawet zliczania kadencji podczas biegania.

Sport? Wybierz dowolny.

Lista obsługiwanych przez Gear Sporta kategorii ćwiczeń jest wprawdzie skromniejsza niż w aplikacji Samsung Health, ale i tak w zupełności wystarcza. Bieganie na dworze i na bieżni, rower na dworze i na maszynach, piesze wycieczki, pływanie, orbitrek, steper, przysiady, ba, nawet yoga czy pilates – wszystko ma tutaj swoją kategorię. A dla każdej kategorii możemy ustawić osobne cele i osobne ekrany danych. W wielki przypadkach też możemy liczyć na automatyczne śledzenie postępów – np. zegarek sam policzy, ile w trakcie sesji zrobiliśmy przysiadów. Choć niestety nie zawsze wychodzi mu to dobrze.

Gdyby tego było mało, Gear Sport obsługuje m.in. cały pakiet dodatkowych aplikacji od Under Armour (czyli m.in. Endomondo), więc nie musimy zdawać się na Samsunga.

Oczywiście nie jest całkowicie idealnie – przykładowo korzystając z bieżni w aplikacji samsungowej, nie zostanie zliczony dystans. Szkoda, bo jest to jak najbardziej wykonalne, co pokazują konkurencyjne zegarki sportowe.

GPS – można na nim polegać. Przeważnie.

Co pokazuje ten krótki bieg? Że Gear Sport potrafi sobie czasem poradzić lepiej niż Fenix 3. Choć i Samsung potrafi mocno spudłować.

Tak, widziałem doniesienia o problemach z GPS w Gear Sport (i nie śmiem podważać ich wiarygodności), ale niestety nie mogę ich potwierdzić w swoich testach. Bieganie w otwartym terenie, pomiędzy wysokimi blokami, pod drzewami czy w tunelach przynosiło zawsze co najmniej akceptowalne rezultaty. Zdarzały się rozbieżności, ale… w którym zegarku się nie zdarzają?

Na powyższym zrzucie ekranu zresztą widać, że Gear Sport czasami potrafi poradzić sobie lepiej niż stary Fenix (widać to zwłaszcza po lewej na dole, choć… to i tak nie jest prawidłowy przebieg trasy). Na czas biegu zegarek był rozłączony z telefonem. Przy okazji ciekawostka: Samsung Health z jakiegoś powodu czasem zaniża pokonany dystans. Eksport pliku do innego serwisu (tak jak powyżej) daje już dużo dokładniejszy wynik. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Do tego sygnał GPS łapany jest szybko i utrzymywał się przez cały czas moich biegów.

Akumulator? Jest dobrze.

Samsung wprawdzie deklaruje 3-4 dni przy typowym użytkowaniu i nawet 6 dni przy używaniu niskim (a w trybie zegarka nawet i kilkadziesiąt dni), ale mi nie udało się nigdy uzyskać aż tak dobrych rezultatów.

Co nie zmienia faktu, że akumulator (300 mAh) w Gear Sport spisuje się naprawdę dobrze, dając mi przeważnie około 2 dni, zanim zmuszony byłem poszukać ładowarki. I nie były to 2 dni lekkiego użytkowania – cały czas włączone było monitorowanie tętna, podświetlenie tarczy zegarka, wszystkie funkcje śledzenia aktywności, a i zdarzyło mi się też wyskoczyć na chwilę pobiegać. Gdybym zrezygnował z tych opcji (a nie zamierzam), pewnie udałoby się zbliżyć do obiecywanych wartości.

Pytanie, czy te 2 dni to dobry wynik. Na tle mojego Feniksa – niezbyt dobry. Na tle standardowych smart zegarków, które często trzeba ładować przed pójściem spać, nie powinniśmy jednak narzekać. Kilkugodzinny bieg czy wypad w góry też zarejestrujemy bez doładowywania.

Mierzy sen, mierzy… w zasadzie wszystko.

Gear Sport jest absolutnym kombajnem, jeśli chodzi o monitorowanie naszego życia. Zlicza kroki, tętno, minuty aktywności, pokonane piętra, przypomina o konieczności rozruszania się po dłuższym siedzeniu (albo np. podczas lotu samolotem), monitoruje spożyte kalorie (trzeba je oczywiście ręcznie wprowadzić, ale można to robić bez wyciągania telefonu), sen (całkiem znośnie), a jeśli posiadamy smartfon Samsunga, podpowie odpowiednie programy ćwiczeń.

Dodajmy do tego automatyczne wykrywanie ćwiczeń i mając na ręce Gear Sporta zapewniamy sobie kompletny monitoring naszej aktywności. Czego byśmy nie robili w ciągu dnia – będzie to w aplikacji Samsung Health do późniejszego wglądu.

Przy czym niekoniecznie musimy zamykać się w ekosystemie Samsunga i jego aplikacji zdrowotnej. MyFitnessPal + Endomondo też jest ciekawą opcją, choć o dużo mniejszych możliwościach.

Tak, pływanie też.

Gear Sport wytrzyma nie tylko zachlapanie, zalanie wodą czy obfity deszcz – jest przeznaczony do pływania, choć nurkować w nim niestety nie można.

Treningi lepiej przy tym monitorować aplikacją Speedo – daje ona o wiele więcej informacji niż domyślne oprogramowanie.

Tętno też – przez cały dzień.

Po co? Chociażby po to, żeby łatwiej było wychwycić najniższe tętno spoczynkowe, co przyda się np. przy kalkulowaniu stref tętna. Choć mam wrażenie, że wyniki Sporta są o kilka ładnych BPM niższe, niż z innych urządzeń.

Możemy przy tym wybierać, czy chcemy stale monitorować tętno, monitorować je podczas dłuższego bezruchu (domyślnie), czy w ogóle wyłączamy tę opcję poza treningami.

Do biegania? Jest ok.

Ba, nawet trochę bardziej niż ok. Nie tylko możemy korzystać z domyślnych treningów (np. poprawa prędkości czy wydolności), ale i tworzyć swoje (na Androidzie – na iOS tej opcji nie znalazłem). Jest to o tyle przydatne, że te domyślne są raczej przeznaczone dla początkujących. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby naprawdę dorzucić do pieca.

Nie możemy jednak liczyć na przesadnie złożoną analizę naszych biegów. VO2max, poziomy obciążenia treningowego, etc. – te pojęcia są niestety Samsungowi obce.

Cieszy natomiast to, że ekrany i pola danych można w końcu układać według własnych preferencji. O ile naszą preferencją jest zawsze posiadanie 3 pól danych. Co możemy na nich ustawić?

  • Sterowanie muzyką
  • Tempo
  • Czas
  • Tętno
  • Szybkość
  • Kadencję
  • Dystans
  • Kalorie

Czego nie ma? Poza zupełnie odjechanymi informacjami brak tu chociażby danych na temat pokonanych wzniesień. Dziwne, bo w podsumowaniu już takie dane otrzymujemy, a technicznie Gear Sport też jest w stanie je dostarczyć.

Nie zabrakło na szczęście takich dodatków jak np. automatyczna pauza podczas treningu czy podsumowania dla okrążeń – czy to ustalanych według dystansu, czy według czasu.

Spotify + słuchawki = telefon zostaje w domu.

Krótka piłka – Tizen na Gear Sport jest w stanie działać jako samodzielna aplikacja. Pobieramy (przez WiFi) do 4-gigabajtowej pamięci utwory, które nas interesują, podłączamy przez Bluetooth słuchawki i nie musimy podczas treningu w ogóle przejmować się telefonem.

Wprawdzie nikt się do nas nie dodzwoni, bo Gear Sport nie obsługuje LTE, ale może i to lepiej w trakcie treningu?

12 miesięcy za darmo.

Przyjemny prezent – kiedy zainstalujemy jedną z aplikacji Under Armour, otrzymamy 12 miesięcy konta premium. Czy to w Endomondo, dzięki czemu utworzymy plan treningowy (ale już nie zgramy tego planu na zegarek), czy to w MFP.

Spora oszczędność i spora korzyść.

A wady? Och, oczywiście są.

Nie ma ich wiele, nie wszystkie są poważne, ale niektóre niestety dają się we znaki.

Coś nie pykło. A właściwie to pyka.

Konkretniej – pyka pierścień, kiedy naciśniemy ekran w jego skrajnie dolnej części, np. podczas zatwierdzania niektórych wyborów. Trudno się temu dziwić – to w końcu element ruchomy i musi mieć trochę przestrzeni. Ale i tak czasem wkurza.

Zdecydowanie natomiast nie przypadło mi do gustu umieszczenie przycisków. Mniejsza tarcza zegarka nie zasłania w całości kwadratowawej podstawki, której kanty znajdują się idealnie tam, gdzie palcem szukamy… przycisku. Przeważnie więc trening udaje mi się zapauzować za drugim albo trzecim razem. Nie pomaga w tym też wykończenie przycisku – na zdjęciach wygląda na mocno odcinające się od reszty obudowy, ale w praktyce jest niemal niewyczuwalne. Mniej stylu, więcej funkcjonalności poproszę.

Ciągłe podświetlenie zegarka to tylko teoria.

Tak, po włączeniu tej opcji zawsze wyświetlana będzie tarcza ze wskazówkami, nawet jeśli nie podniesiemy ręki. Tylko… to zawsze będzie tarcza zegarka.

Serio. Biegamy z aplikacją Endomondo? Gdy opuścimy rękę, wyświetlana będzie tarcza zegara. Jeździmy z aplikacją Health? Zawsze wyświetlana będzie tarcza zegara.

Musimy podnieść rękę i dopiero wtedy zobaczymy dane dotyczące naszego biegu czy jazdy. Przy czym niemal zawsze dopiero po tym następuje odświeżenie ekranu, czyli przez chwilę widzimy informacje z poprzedniego podniesienia ręki, a dopiero po chwili aktualne. Męczące.

Pulsometr… cóż.

Ten wykres totalnie nie ma sensu.

Przy normalnym, spokojnym, jednostajnym bieganiu spisuje się zazwyczaj całkiem dobrze. Tętno nie różni się przesadnie od tego, które pokazuje pasek na klatkę piersiową, a parametry końcowe (np. średnie tętno) są trafione niemal w punkt. „Niemal” i „przeważnie”, bo zdarzają się sytuacje, kiedy Gear Sport przez cały bieg myli się okrutnie, regularnie i to w okolicach 20-30 BPM. Najwyraźniej nie każde założenie Sporta jest optymalne.

Jeśli jednak chcemy zrobić coś poza prostym joggingiem – powodzenia. Rzuciłem Gear Sporta od razu na głęboką wodę i zrobiłem serię krótkich interwałów – 5 minut rozgrzewki, 3 x 2 minuty i minuta przerwy w szybkim tempie i 3 x 1 minuta i 30 sekund przerwy w bardzo szybkim.

Efekt? Totalne pogubienie się Gear Sporta. Podczas gdy Fenix 3 w parze z HRM-Run stworzył wykres odpowiadający faktycznie zmianom natężenia wysiłku, Sport stworzył coś, co w żaden sposób temu treningowi nie odpowiadało. Nie nadążał, generował zupełnie nieprzystające do rzeczywistości wyniki, dramatycznie zawyżał piki (np. 185 BPM zamiast około 165 BPM) i nie był w stanie wrócić do właściwych wartości podczas odpoczynków.

Jest to tym bardziej przykre, że Gear Sport, podobnie jak Gear S3, teoretycznie nie obsługują zewnętrznych czujników tętna (a przynajmniej Samsung w ogóle się tym nie chwali), które ten problem w całości by rozwiązały. A tak nie dość, że mamy raczej kiepski przy interwałach sposób pomiaru, to jeszcze w zimie musimy wybierać – odmrażamy sobie rękę, nie widzimy wskazań zegarka czy rezygnujemy z pomiaru tętna.

Praktyka jest jednak trochę inna. Istnieją aplikacje (aczkolwiek płatne!), które potrafią połączyć się z czujnikami HR przez Bluetooth. DCRainmaker wspominał też o tym, że… Gear Sport jest w stanie połączyć się z takim czujnikiem tętna, jeśli wykryje go w pobliżu, tyle tylko, że w ogóle nie informuje o tym użytkownika. Niestety nie miałem okazji tego sprawdzić.

PS. Oczywiście z bliżej nieznanych przyczyn po połączeniu Samsung Health np. z RunKeeperem tętno z aktywności nie jest synchronizowane. 

Endomondo, MapMyRun… super, ale chyba coś się popsuło.

Świetnie, że mamy do dyspozycji cały katalog aplikacji od Under Armour – korzysta z nich w końcu niemal na pewno więcej osób, niż z Samsung Health. Nawet nie przeszkadza mi to, że są to dokładnie takie same aplikacje klienckie, tylko z innymi kolorkami. Nie przeszkadza też to, że są absolutnie podstawowe (np. nie ma opcji obsługi treningów – tylko rejestrowanie).

Przeszkadza natomiast to, że MapMyRun i Endomondo… z jakiegoś powodu nie synchronizują się z odpowiednimi serwisami i sądząc po komentarzach internautów, nie jestem odosobnionym przypadkiem. Niezależnie od tego, co faktycznie wytrenuję, do serwisów trafiają same zera – bez tętna, bez czasu, bez niczego.

Oczywiście jeśli trening rejestrujemy np. w aplikacji Endomondo na zegarku, to nie trafia on do Samsung Health. Tracimy więc dane na temat aktywności i tętna – zliczane są jedynie kroki. Szkoda, choć łatwo zakładać, że ten błąd zostanie niedługo usunięty.

A w kwestii aplikacji…

Nie jest to Android Wear, zdecydowanie. Do tego stopnia, że przy testowaniu zegarka w połączeniu ze sprzętem z iOS, w zakładce „Wybór redaktora” w sklepie Galaxy Apps, w czołówce listy znajdowały się trzy aplikacje pełniące identyczną funkcję – funkcję latarki.

Niesprawiedliwe byłoby jednak pisanie, że na Tizena nie ma aplikacji. Sam znalazłem kilka, które w zupełności zaspokoiły moje pozasportowe potrzeby zegarkowe. Monitor jakości powietrza (na bazie danych ze stacji, oczywiście)? Jest. Pogoda? Jest. Nawigacja (w wydaniu od Here)? Jest. Dziesiątki różnych tarcz zegarka, kalkulatory, alternatywne aplikacje do biegania, wysokościomierz, różnej maści stopery i odliczacze, kalendarze i podobne. To wszystko jest. Nie zawsze najwyższej jakości, ale przez te 2 tygodnie nie odniosłem wrażenia, że czegoś mi faktycznie brakuje.

To nie ekran jest za mały – to tekst.

Niektóre komunikaty są po prostu zbyt małe, chociażby statystyki z przebiegniętego właśnie kilometra. Dlaczego? Nie mam pojęcia – na zegarkach sportowych o okrągłych tarczach ten problem nie występuje – rzut oka i już wiemy, czy to okrążenie było udane, czy nie. Tutaj w zasadzie przydałaby się lupa – malutki tekst otaczają czarne połacie niewykorzystanego ekranu.

Kto mi zabrał głośnik?

Gear S3 miał przydatną funkcję wykonywania połączeń bezpośrednio z zegarka (po połączeniu z telefonem). W Gear Sport tej funkcji niestety zabrakło – mikrofon wprawdzie zachowano, ale brak głośnika powoduje, że z poziomu Sporta możemy wybrać, odebrać albo odrzucić połączenie – jest więc bardziej pilotem niż dodatkową słuchawką.

To jak – brać czy nie?

Zależy w znakomitej mierze od tego, czego oczekujemy od zegarka. Konkurencja jest bowiem spora i niektóre rzeczy robi dużo lepiej, niż propozycja Samsunga.

Gear Sport kosztuje aktualnie około 1500 zł. To kwota, za którą można mieć większość zegarków sportowych – od TomToma, przez Polara, aż po Garmina. Przy czym w tym ostatnim przypadku w grę wchodzą nie tylko najtańsze Forerunnery, ale i 735XT czy wciąż świetny Fenix 3.

I jeśli chodzi o funkcje sportowe, klasyczne zegarki sportowe nadal nie dają Gear Sportowi większych szans. Oferują więcej funkcji, potrafią dostarczyć większą liczbę informacji na temat aktywności, współpracują często z masą zewnętrznych czujników, ich ekrany nigdy nie gasną, a platformy, w których lądują zebrane dane, są o wiele bardziej złożone.

Gdybym miał zamienić swojego Feniksa 3 na Gear Sporta, pod względem sportowym odczułbym to jako częściowy downgrade.

Z drugiej strony zegarki sportowe nie potrafią zapewnić tego, co Gear Sport. Przepiękny ekran, rozbudowana współpraca z telefonem, obsługa masy zewnętrznych aplikacji, bezpośrednie podłączenie do słuchawek i obsługa Spotify w trybie offline. Jeśli dodać do tego mnogość rejestrowanych danych z naszego dnia, wodoodporność pozwalającą na pływanie, wygodę noszenia tego zegarka i jego bardziej elegancki niż sportowy wygląd, otrzymujemy całkiem sensowny, uniwersalny zegarek.

Czy warto przesiadać się na Sporta z S3? Niekoniecznie – pomijając tryb pływania, Sport jest raczej S3 w wersji lite. To nie jest pełnowartościowa es czwórka. Co ciekawe, S3 można obecnie kupić… taniej niż Sporta.

Czy warto wybrać Tizena zamiast Android Wear? Dla mnie tak – niezależnie od okoliczności. Ale że każdy ma swoje preferencje odnośnie oprogramowania w zegarku, niech tę konkretną decyzję podejmie już sam.

Za co lubię Samsunga Gear Sport?

  • Kompaktowa obudowa i wygodny pasek (z opcją wymiany na dowolny inny)
  • Uniwersalny wygląd
  • Świetny czas pracy na pojedynczym ładowaniu
  • Piękny ekran
  • Spotify z możliwością słuchania w trybie offline i współpraca ze słuchawkami Bluetooth
  • Kombajn do zbierania danych na temat naszej aktywności podczas dnia
  • Świetnie działający Tizen i pierścień do nawigacji
  • Rozbudowana lista obsługiwanych sportów, możliwość tworzenia własnych treningów biegowych
  • Współpraca z iOS i Androidem

Za co nie lubię Gear Sport?

  • Wbudowany czujnik tętna bardzo kiepsko spisuje się podczas treningów interwałowych
  • Jeśli szukamy milionów aplikacji, na Tizenie ich nie znajdziemy (nie znajdziemy też Google Maps)
  • Funkcje sportowe i Samsung Health nadal nie dorównują dedykowanym sprzętom i platformom sportowym
  • Problemy z aplikacjami od Under Armour

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement