Reklama

Wpisy autora: Bartosz Milewski

YouTube Leanback przedsmak Google TV

Facebook, Twiter, Blip i inne portale społecznościowe na dobre zadomowiły się w internecie i stały jednym z podstawowych narzędzi wykorzystywanych do komunikacji i zdobywania informacji o naszych znajomych i nie tylko. Z czasem powstała sieć powiązań, dzięki czemu mimo, że korzystamy z różnych nie mających nic ze sobą wspólnego portali możemy umieścić informację na każdym z nich za pomocą tylko jednego kliknięcia. Proces jest dwubiegunowy. Dostawcy rozmaitych treści i reklam na podstawie naszych preferencji i gustów mają ułatwione zadanie dostarczenia nam interesujących materiałów audiowizualnych oraz w postaci tekstu.

Sieć powiązań może się podobać lub nie. Wiele osób krytykuje ten system za naruszenie naszej prywatności, handel poufnymi danymi itp. Należy zaznaczyć, że to my sami decydujemy w jakim stopniu chcemy by nasi znajomi i zupełnie obcy ludzie przeglądający internet mieli dostęp do informacji o nas samych. Pomimo wielu wytykanych wad tzw. ekosystem informacji ma jeden duży plus. Pozwala nam zaoszczędzić mnóstwo czasu i mieć dostęp do najświeższych informacji niemal natychmiast po jakimś określonym zdarzeniu. Spersonalizowany content pozwala na łatwe dotarcie do informacji, które nas interesują pośród innych mniej interesujących tematów. Równie w łatwy sposób możemy modyfikować, dodawać lub usuwać kolejne elementy.

Chrome OS celuje w Microsoft Windows

O Google Chrome OS media wspomniały pierwszy raz w połowie ubiegłego roku. Nowy system operacyjny od samego początku wzbudził duże zainteresowanie ze strony użytkowników komputerów i specjalistów od oprogramowania. Według informacji udzielonych przez Google, nowy system ma być oparty na Linuksie. Według specyfikacji system ma być przeznaczony przede wszystkim dla netbooków, tabletów oraz laptopów.

Dell, trzeci największy producent komputerów PC rozpoczął testy z udziałem Chrome OS na niektórych modelach swoich komputerów. Zarząd firmy z teksasu widzi w systemie Google realnego konkurenta dla Microsoft Windows. Wydaje się, że Dell zaczyna rozumieć swoich klientów, którzy sceptycznie podchodzą do systemu Windows, instalowanego na większości komputerach i mobilnych urządzeniach tej firmy. Te ostatnie  zaś najczęściej nie mają wystarczającej mocy by ?udźwignąć? system, który charakteryzuje się sporym zapotrzebowaniem na moc obliczeniową procesora. Klienci coraz częściej swoją uwagę zwracają na urządzenia, za pomocą których mogą uzyskać szybki i bezproblemowy dostęp do internetu. Większość z nich wymaga, by tablet lub mały przenośny laptop nadawał się natychmiast do pracy po włączeniu, lub wybudzeniu ze stanu hibernacji. O ile system Windows radzi sobie bardzo dobrze na komputerach biurkowych, jednak problemy i wszystkie jego mankamenty uwidaczniają się na laptopach i netbookach. Dell stara się uniezależnić od jednego z dwóch flagowych produktów Microsoftu, Windows. Jednocześnie chce dogonić konkurencję, pracując nad własnym modelem smartfona i tabletem o nazwie Streak, który dostępny jest już na terenie Wielkiej Brytanii. Kolejna wersja Streaka prawdopodobnie będzie działać właśnie pod kontrolą Chrome OS. Główny prezes i założyciel Della, Michael Dell w ubiegły czwartek oświadczył, że system operacyjny mimo iż nie jest jeszcze ukończony działa bardzo dobrze na większości produktach Della.

Chrome OS, który oparty jest na Linuksie powiązany ma być ściśle z internetowymi usługami Google. Pozwalać on będzie użytkownikowi na błyskawiczny dostęp do swoich danych, które będą przechowywane w chmurze obliczeniowej na serwerach Google. Według zapowiedzi pierwsze urządzenia działające pod kontrolą Chrome OS pają pojawić się pod koniec bieżącego roku. Mimo, że system operacyjny Google nadal znajduje się w fazie projektu wielu specjalistów uważa, że może on odegrać kluczową rolę na rynku tabletów i małych ultra przenośnych komputerów osobistych. Podobnie jak Android, tak Chrome OS ma ogromne szanse stać się godnym konkurentem dla systemu Apple iOS, który dostępny jest dla iPhone i iPad.

Dlaczego Nokia traci programistów?

W czwartek Piotr Wrzosiński w swoim artykule starał się zaprzeczyć opinii na temat kryzysu z jakim boryka się sklep z aplikacjami Nokii – Ovi Store. Czytając wypowiedź Piotra można prawie uwierzyć w dobrą kondycję systemu Symbian i towarzyszącemu mu ekosystemowi. Świetnie sprzedające się aplikacje i otwarty system ich dystrybucji powinien swoją popularnością prześcignąć konkurencyjny sklep Apple – App Store. Mimo, że Nokia jest największym producentem telefonów na świecie, a jego udział w rynku wynosi 44,5%, programiści wcale nie są tak bardzo zainteresowani tworzeniem aplikacji jak w przypadku systemu Apple.

Większość komentatorów uwielbia przytaczać fakt dominacji Nokii na rynku telefonów komórkowych. Mają racje, Nokia bezapelacyjnie jest królem w tej kwestii. Powoli, ale systematycznie fiński producent traci na popularności na rzecz innych graczy takich jak Apple, HTC oraz RIM. Przyczyną tego jest nie tylko ostatnio mało udane i przebojowe modele telefonów, ale przede wszystkim system Symbian, sklep Ovi Store i niska jakość dostępnych w nich aplikacji. Nokia posiada w swojej ofercie więcej telefonów niż konkurencja. W Europie, prawdziwym bastionie fińskiego producenta, można nabyć siedem telefonów z popularnej i cenionej przez klientów serii N, osiem telefonów serii E przeznaczonych na rynek biznesowy. Kilka miesięcy swoją premierę miał model N900, a wkrótce do sprzedaży trafi kolejny flagowy model N8.

Nowy wymiar rozrywki z Nintendo 3DS

W czasie wtorkowych targów E3 odbywających się w Los Angeles, Nintendo – znany producent konsol do gier o tej samej nazwie, zaprezentował produkt, który ma wielkie szanse na zrewolucjonizowanie rynku wirtualnej rozrywki.

Podczas konferencji Nintendo zaprezentował odświeżoną wersję przenośnej konsoli 3DS. Oprócz nowych, mocniejszych podzespołów, urządzenie charakteryzuje się rewolucyjnym wyświetlaczem, który potrafi wyświetlać trójwymiarowy obraz bez potrzeby zakładania specjalnych okularów 3D. Konsola Nintendo jest bezpośrednią odpowiedzią na ofertę Sony, która na tych samych targach przedstawiła nowe tytuły gier 3D oraz aktualizację oprogramowania dla PlayStation 3 zgodną z tym standardem.

Samobójstwa w Foxconn – wszyscy jesteśmy ponad tym.

Fabryka Foxconn, która jest głównym realizatorem zamówień m.in dla Apple, Hewlett-Packard i Dell, w środę bieżącego tygodnia wydała oświadczenie, w którym informuje o podniesieniu pensji wszystkim swoim pracownikom. Dyrekcja jednej z największych fabryk na świecie, która zatrudnia ok. 420 tysięcy pracowników zdecydowała się podnieść wypłaty z 132$ do 176$.

Tajwańska spółka od pewnego czasu znajduje się pod dużą presją czołowych amerykańskich firm, które składają w niej swoje zamówienia. Pod wpływem opinii publicznej i nacisku partnerskich firm w związku z licznymi przypadkami samobójstw, Foxconn postanowił w końcu zająć się tym problemem. Po samobójczej śmierci trzynastu pracowników w tym roku, zarząd wydał decyzję zainstalowania specjalnych siatek rozpiętych wokół wieżowców, w których mieszkają robotnicy. Rozwieszenie siatek, które mają zapobiec skokom z wieżowców nie rozwiązuje ostatecznie problemu, z którym zmaga się firma.

Google porzuca Windowsa, czy to bezpieczne?

Wczorajszego dnia internet obiegła sensacyjna wiadomość na temat Google. Internetowy gigant postanowił zrezygnować z produktu Microsoftu, a dokładniej z systemu operacyjnego Windows. Docelowo system operacyjny z Redmond ma zniknąć z ok. dziesięciu tysięcy komputerów stacjonarnych, pracujących w biurach Google, rozrzuconych po całym świecie. Dla Steva Ballmera to zła wiadomość. Oprócz utraty dziesięciu tysięcy klientów, również renoma spółki zostaje mocno nadszarpnięta.

Decyzja Google podyktowana jest względami bezpieczeństwa. Zamiast Microsoft Windows, na komputerach pracowników będzie zainstalowany według wyboru – Linuks, albo Mac OS X. Przyczyną decyzji jest prawdopodobnie nie dawny atak na serwery Google przeprowadzone z terytorium Chin. Dzięki istniejącym lukom w przeglądarce internetowej Internet Explorer 6, hackerom udało się dostać do wielu kont pocztowych chińskich aktywistów, oraz do jednego z głównych systemów Google – Single-Sign-On. Według wielu pracowników, Google intensywnie namawia swoich ludzi do przesiadki na jedną z dwóch wspomnianych platform. Większość z nich wybiera system Apple – Mac OS X. Migracja na konkurencyjne rozwiązania nie odbywa się bez protestów. Osoby, które pragną zostać przy okienkach muszą solidnie uzasadnić swoją prośbę, składając podanie z wnioskiem u kierownika działu technik informacyjnych (CIO). Z informacji jakie opublikował Financial Times wynika, że wiele zatrudnionych osób wykazuje zwiększone zainteresowanie systemem Mac OS X po atakach cyber przestępców na serwery firmy. ?Po odnotowanych atakach na serwery Google, wielu z nas przesiadło się dobrowolnie na system Mac OS X wierząc w jego niezawodność i bezpieczeństwo? skomentował pracownik, który pragnął zachować anonimowość.

Wpis sponsorowany: Mistrzostwa 3D

Piłka nożna cieszy się ogromną popularnością na całym świecie. W ciągu kilku ostatnich lat nawet Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, które uznawane są za ostatni bastion oporu przed „soccerem” zaczynają ulegać naporowi popularności tego sportu. Najbardziej reprezentatywne widowisko piłkarskie jakim są Mistrzostwa Świata, dzięki telewizji oglądają na całym świecie dziesiątki milionów, jeśli nie miliardy ludzi.

Piłka nożna dla wielu osób jest niemal religią wywołującą poruszenie zarówno w biednych przedmieściach wielkich metropolii, jak i na salonach zachodniej Europy. Młodzi ludzie, którzy ulegają depersonalizacji, nieświadomie traktują ten sport jako swoisty rytuał wypełniający otaczającą ich pustkę i pozwalający przeżyć swoistą ekstazę. Popularność tego sportu doszła do takiego poziomu, w którym zaczęli interesować się nim nie tylko kibice, ale i socjologowie, psycholodzy, pedagodzy, farmaceuci i chemicy. Piłka nożna jest wielkim i dochodowym biznesem wartym miliardy dolarów, a liczba ta każdego roku stale wzrasta. Wyścig o sławę, pieniądze i puchar nie ogranicza się jedynie do murawy stadionu. Wynikająca z prostoty zasad i uniwersalności gra pozwala identyfikować się fanom ze swoimi idolami i uczestniczyć w tym nie zwykłym widowisku. Wpływ gwiazd i fenomen tej dyscypliny sportowej nie tylko ogranicza się wyłącznie do fanatycznych kibiców lecz sięga daleko poza ramy tego sportu.

Guardian ma coś lepszego.

Brytyjska gazeta Guardian, która istnieje nieprzerwanie od 190 lat jest typem mediów, która raczej niechętnie sięga po najnowsze nowinki technologiczne. Kierownictwo Guardiana całą swoją atencję kieruje na papierowe wydanie gazety. Internetowa witryna do tej pory postrzegana była przez zarząd jako uzupełnienie zawartości tradycyjnego nośnika wiadomości.

Kilka miesięcy temu świat obiegła wiadomość na temat płatnego dostępu do treści na łamach internetowego wydania „The Wall Street Journal”. Rewolucyjne zmiany w polityce Ruperta Murocha, który jest właścicielem News Corp dotyczą nie tylko jednego tytułu, ale wszystkich gazet należących do jego wydawniczego imperium. Agresywna polityka nie kończy się na płatnym dostępie do treści publikowanych w jego internetowych wydaniach gazet. Murdoch idzie jeszcze dalej i zapowiedział usunięcie wszystkich tytułów z wyszukiwarki Google. Zdaniem magnata prasowego Google nie płaci wydawcom za udostępnianie treści ich publikacji, natomiast czerpią oni zyski ze sprzedaży elektronicznych ogłoszeń. Według  obserwatorów taka decyzja może spowodować efekt przeciwny do zamierzanego. O ile wprowadzenie płatnych subskrypcji posiada sens, to ukrycie wyników wyszukiwania, czy chociaż nagłówków artykułów z wyników Google pozbawione jest jakiejkolwiek logiki. Decyzja ta może sprawić, że potencjalni nabywcy subskrypcji, zainteresowani nagłówkiem artykułu jako wyniku wyszukiwania, zrezygnują z niej będąc po prostu pozbawieni wszelkich informacji o istnieniu interesującej wiadomości za którą byli by skłonni zapłacić.

Zynga i Facebook, czyli jak w starym małżeństwie.

Facebook i Zynga, internetowy społeczny gigant oraz najbardziej popularny deweloper gier dostępnych przez przeglądarkę internetową dzisiejszego dnia ogłosili porozumienie zawarte na okres pięciu lat. Mimo ostrych różnic w interesach obu firm, które miały miejsce w przeszłości, właściciele spółek zrozumieli że potrzebują siebie na wzajem, mimo iż ich cele nie zawsze pokrywają się ze sobą.

Częścią porozumienia między dwoma firmami jest poszerzenie listy tytułów udostępnianych przez Zynga w zamian za lepsze warunki prowizyjne, które pobiera Facebook. Dzięki wirtualnym kredytom, gracze mogą nabyć unikalne przedmioty, ubrania itp. wykupywane za prawdziwe pieniądze w takich grach jak MafiaWars, czy FarmVille. W chwili obecnej Facebook pobiera 30% prowizji od każdej przeprowadzonej transakcji dokonanej przez gracza. Według niepotwierdzonych informacji nowa umowa zmienia zasadę prowizji, godząc się na obniżenie 30% progu. Na jaki – tego nie ujawniono.

Zanim rzucisz kamieniem w Google

Google Street View to bardzo przydatna rzecz – powie pewnie każdy kto miał okazję choćby przez chwilę korzystać z tej usługi. Wydawać by się mogło, że kolejne usługi Google powinny być przyjmowane przez społeczeństwo z wielką radością i otwartymi ramionami. Tymczasem tak nie jest, kolejne pomysły oraz istniejące usługi budzą obawy nie tylko zwykłych ludzi, ale i instytucji rządowych. Czy słusznie?

Jedną z najgłośniejszych kontrowersyjnych kwestii w historii Google była i jest sprawa wspomnianego Google Street View. Wiele prywatnych osób, instytucji, a w końcu państw zarzucało Google naruszanie prywatności. Dochodziło nawet do absurdalnych sytuacji, kiedy mieszkańcy North Oaks w stanie Minnesota blokowali drogę prowadzącą do ich miejscowości twierdząc, że miasteczko jest własnością prywatną, a Google nie ma do niej wstępu. Sytuacja może się powtórzyć nie tylko w małych miasteczkach leżących gdzieś na głębokiej prowincji, ale także w dużych rozwiniętych miastach. Ostatnią wpadką Google, która pogłębia brak zaufania do internetowego giganta jest ?przypadkowe? zbieranie wszystkich informacji jakie wysyłają i odbierają niezabezpieczone sieci WiFi. Samochody Google poruszające się po setkach miast na całym świecie oprócz robienia zdjęć okolicy zbierają informacje dotyczące nazw sieci (SSID), oraz adresy MAC routerów bezprzewodowych. Tymczasem dzięki niemieckiej organizacji rządowej zajmującej się ochroną danych na światło dzienne wyszedł fakt zbierania innych informacji niż tylko nazwy sieci. Na wniosek tejże organizacji Google zostało zmuszone ujawnić jakie dane zostały zbierane oprócz fotografii i podstawowych danych o niezabezpieczonych sieciach.

Google Editions – bierzcie i czytajcie z tego wszyscy

W czerwcu bieżącego roku Google zacznie sprzedawać elektroniczne wersje książek. Obok Amazon i Apple, internetowy gigant stanie się trzecią firmą, która ma zamiar stawić czoła tradycyjnej formie druku. Podobnie jak dwie pozostałe spółki, Google opiera swój biznes na systemie prowizyjnym. Mimo podobieństw firma z Mountain View posiada atut, dzięki któremu szybko może zdeklasować dwóch pozostałych graczy w wyścigu po gotówkę klientów.

Na starcie Google chce udostępnić ponad pół miliona tytułów, które mają być dostępne dla  wszystkich zainteresowanych, bez znaczenia jakiego sprzętu używa klient. Założeniem firmy jest umożliwienie dostępu do elektronicznych książek przez przeglądarkę internetową. Dzięki temu nie będzie istotne jakim rodzajem urządzenia dysponujemy. Klient będzie mógł dokonać zakupu i przeczytać ulubiony tytuł na tablecie, laptopie, komputerze stacjonarnym, a nawet telefonie komórkowym. Sposób dostępu do elektronicznych publikacji doskonale odzwierciedla ogólną politykę firmy, która stara się zalać rynek swoimi produktami. W przeciwieństwie do Amazon i Apple, którzy zamykają swoje księgarnie w autorskim ekosystemie, Google mówi ?bierzcie i jedzcie z tego wszyscy?. Otwarty projekt nie jest znakiem braku zainteresowania dedykowanymi aplikacjami do obsługi internetowego sklepu. Na branżowym spotkaniu Book Industry Study Group, które odbyło się w poprzednim tygodniu w Nowym Jorku, poinformowano zebraną publiczność o pracach nad aplikacjami dla iPhone i iPad, które mają uatrakcyjnić czytanie książek.

Dell się zmienia, ale czy zdąży?

Dynamiczny rozwój smartfonów powoduje coraz większe zainteresowanie  nimi czołowych producentów telefonów komórkowych. Mimo że urządzenia te istnieją na rynku od paru lat do tej pory nie spotkały się z większym zainteresowaniem klientów oraz producentów elektroniki. Efektem tego, urządzenia te, które oprócz podstawowych funkcji jak dzwonienie i wysyłanie SMS, potrafiły odbierać i wysyłać pocztę, przeglądać internet i zarządzać czasem znajdowały się w punkcie zainteresowania jedynie wąskiego grona ludzi, najczęściej biznesmenów.

Sytuacja ta zmieniła się w 2007 roku kiedy na rynku pojawił się telefon Apple – iPhone. Przedstawiciele wszystkich czołowych firm nie wróżyli sukcesu firmie Steva Jobsa. Według Anssi Vanjoki, , szefa działu multimediów w Nokii, iPhone był jedynie ciekawostką, który nie znajdzie sobie miejsca na i tak zatłoczonym rynku telefonów komórkowych. Po trzech latach sytuacja zmieniła się diametralnie. Dzisiaj każdy z producentów pragnie posiadać w swojej ofercie telefon, który nie tylko będzie służyć do dzwonienia, ale także do bardziej zaawansowanych czynności. Oczywiście tego stanu rzeczy nie można przypisywać jedynie obecności  iPhone; należy wziąć także pod uwagę rosnące wymagania klientów oraz ich coraz wyższą świadomość w dziedzinie elektroniki użytkowej. Niemal każdy czołowy producent próbuje zagarnąć jak największą część tego lukratywnego rynku, który z każdym rokiem przynosi coraz większe zyski.

Layar – jak zarobić na rzeczywistości rozszerzonej.

Layar to przeglądarka czasu rzeczywistego, która początkowo dostępna była tylko w Holandii. Rozgłos zdobyła dzięki konkurencyjnemu sklepowi z aplikacjami na telefony komórkowe, Android Market. Ta bezpłatna aplikacja, która w późniejszym czasie stała się dostępna także dla telefonów iPhone, dzięki największemu sklepowi z aplikacjami Apple AppStore umożliwia przedstawianie informacji związanych z lokalizacją użytkownika.

Layar dzięki współpracy odbiornika GPS, kamery oraz kompasu wbudowanego w telefon przedstawia uaktualniany na bieżąco obraz z naniesionymi danymi dotyczącymi np. znajdujących się w pobliżu restauracji, muzeów, czy stacji metra. W najnowszej wersji aplikacja potrafi czerpać informacje o miejscu w którym jesteśmy z 86 źródeł takich jak Wikipedia, Google, czy Facebook. Ponad rok temu holenderska firma SPRXMobile otworzyła się na współpracę z zewnętrznymi programistami oraz innymi firmami, dzięki czemu Layar mógł w szybki sposób wzbogacić się o kolejne tzw. warstwy, zdobywając tym samym coraz większą popularność wśród użytkowników zaawansowanych telefonów komórkowych. Dzięki interfejsowi API, do którego dostęp mają developerzy z całego świata, w bazie danych tej przeglądarki czasu rzeczywistego pojawiło się wiele warstw informujących o agencjach turystycznych, szpitalach, mieszkaniach na sprzedaż itp. W raz z rozwojem programu użytkownik ma możliwość określenia rozmaitych kryteriów wyników. Począwszy od dystansu wyszukiwania określonych informacji do np. cen mieszkań wystawionych na sprzedaż lub restauracji w zależności od naszego kulinarnego gustu.

Czy Spotify zostanie konkurentem iTunes?

Dwa dni temu szwedzka firma Spotify, która zajmuje się strumieniowym przesyłaniem muzyki ogłosiła współpracę z Facebookiem i Twitterem. Efektem współpracy jest możliwość synchronizowania, oceniania i porównywania tzw. playlist użytkowników, którzy posiadają konta w wyżej wymienionych serwisach.

Spotify narodził się w Szwecji, a jego ideą jest sprzedaż muzyki w formie subskrypcji, dzięki której uzyskujemy dostęp do tysięcy albumów, singli i pojedynczych utworów z możliwością ich nieograniczonego odsłuchiwania. Różnica między iTunes, a Spotify polega na modelu udostępniania plików muzycznych swoim klientom. Podczas, gdy kupując albumy w internetowym sklepie iTunes ściągamy je fizycznie na dysk naszego komputera, tak Spotify przetrzymuję naszą kolekcję na serwerach firmy tzw. chmurze (ang. cloud). Niezbędnym wymogiem, by móc korzystać ze Spotify jest konieczność posiadania stałego i szybkiego dostępu do internetu. Dla wielu osób przyzwyczajonych do tradycyjnej formy zakupu muzyki przez internet, wymóg ten może powodować duży dyskomfort. Jednak to co przyciąga nowych i obecnych klientów jest cena abonamentu. Płacąc 15 dolarów za miesięczną subskrypcję możemy cieszyć się wspomnianym, nieograniczonym dostępem do szerokiej kolekcji utworów. Porównując za tą samą cenę w iTunes użytkownik może kupić jedynie dwa pełne albumy ulubionego wykonawcy.

Twitter próbuje zarobić wykupując Cloudhooper

Twitter – serwis społecznościowy, który udostępnia usługę mikroblogowania wykupił młody start-up Cloudhopper zajmujący się przetwarzaniem wiadomości SMS. O fakcie tym poinformowano publicznie na oficjalnym blogu Twittera. Współpraca Twittera i Cloudhoppera polega na przetwarzaniu esemesowych wpisów tzw. twittów, które pojawiają się bezpośrednio na kontach zarejestrowanych użytkowników. To już drugie przejęcie młodego projektu w ciągu miesiąca przez właścicieli Twittera.

Inspiracją powstania Twittera były krótkie wiadomości tekstowe, potocznie zwane SMS (Short Message System – krótki system wiadomości). W chwili obecnej większość ludzi mieszkających w bogatych krajach i mających dostęp do zaawansowanej technologii myśli o Twitterze jako aplikacji webowej, do której mają dostęp przez przeglądarkę internetową lub za pomocą specjalnej aplikacji zainstalowanej w swoim smartfonie.