Sekta zielonego robota kontra sekta wielkiego jabłka. Czy w świecie technologii jest jeszcze miejsce na symetryzm?

Artykuł/Technologie 12.09.2017
Sekta zielonego robota kontra sekta wielkiego jabłka. Czy w świecie technologii jest jeszcze miejsce na symetryzm?

Apple nie dał rady. Uśredniając: mniej więcej pół roku po premierze Samsunga Galaxy S8, LG G6 i Xiaomi Mi Mix, konkurencję dogoni, ale tylko częściowo.

iPhone jest niesamowity. Redakcja Spider’s Web od rana praktycznie „stoi”, kłócąc się na temat nowego iPhone’a. Nieskromnie przyznam, że jeden z głównych motorów napędowych – design – wprowadziłem na tapet ja.

Wraz z kilkoma redakcyjnymi kolegami atakowaliśmy Apple za to, że iPhone X (o ile potwierdzą się wszystkie dotychczasowe informacje) wygląda gorzej od najważniejszych flagowych konkurentów, że to jednak troszkę mimo wszystko rozczarowanie, że te grube boczne ramki i „zakola” na górze ekranu to to jednak nie za bardzo, że to nie pierwszy raz, kiedy Apple ma problem z designem.

Od kilku edycji telefonu popada w stagnację, ich laptopy z racji wielkich ramek dookoła ekranu już tak nie czarują, no i wreszcie – ktoś kiedyś wprowadził do sprzedaży Apple Watcha. Ktoś to zaprojektował, ktoś w Apple na to spojrzał i ktoś tam powiedział „no, w porządku, ja to będę nosić, to jest w sumie ładne”:

Sekta zielonego robota i wyznawcy wielkiego jabłka

Pro-apple’owska część redakcji nie stanęła na wysokości zadania. Kiedy ja inicjowałem dyskusję wyłącznie o projekcie telefonu, w argumentach za iPhonem X słyszałem o iOS-ie, ekosystemie, premium feel, młodości Steve’a Jobsa, a także szereg wyzwisk, przy których obrzucanie Kosińskiego polędwicą sopocką to tylko mały pikuś. Ale to dobrze, ten pełen odbiegania od meritum i kompletnie nietrafionych ataków ad personam redakcyjny ściek przygotował mnie tylko na wieczorną falę komentarzy pod dzisiejszymi artykułami na Spider’s Web. Dzięki temu będę jeszcze większym twardzielem i zniosę nawet Nazira.

Nie da się dziś porozmawiać o telefonach bez emocji, to są powoli dwie sekty rodem ze świata polskiej polityki. Szkoda, bo ja zawsze uważałem się za symetrystę. Kiedy Android był do bani, pisałem na Spider’s Web, że jest do bani (obrywało mi się za to od sekty zielonego robota). Teraz uważam, że Apple fatalnie wręcz z roku na rok wytraca wszystkie swoje atuty i nie mam za dużej sympatii w sekcie wielkiego jabłka.

A to nie tak. Dla mnie przez długie lata Apple było niedoścignionym wzorem designu. Ja mogłem nie mieć ich sprzętów, ale to Apple zawsze był punktem odniesienia. Dziś też Apple jest punktem odniesienia, ale raczej w kategorii „jak tego nie robić’. Firma nie tylko przestała robić najpiękniejsze, najbardziej inspirujące gadżety na rynku, ich system operacyjny dawno już nie urzeka przejrzystością, tylko napaćkaniem gradientów rodem z taniej wersji szablonów internetowych, a jeszcze na domiar złego dali się porządnie skopać w kwestii nowego iPhone’a.

A najlepsze, że chodzi wyłącznie o czas

Gdyby ten iPhone ukazał się dokładnie 12 miesięcy temu, prawdopodobnie wywołałby największy entuzjazm od czasów śmierci Steve’a Jobsa. Wyznaczałby trendy, zjadłby konkurencję, pokazałby i wypromował to, co konkurenci mogliby dopiero od niego ściągać. Co z tego, że Samsung za chwilę zrobi to lepiej, że te telefony będą lepiej wyglądały, że nie będzie ramek – to tylko xeroboy, zero własnej inwencji.

A tu? Apple robi coś po Samsungu i na dodatek robi to gorzej. Powiem wam, czemu postanowiłem w tym roku kupić iPhone’a. Ponieważ zawsze bardzo lubiłem Samsungi Galaxy S6 (chyba najładniejszy smartfon będący obecnie na rynku) i S7, ale nigdy w wersji edge. Tymczasem model S8 pcha mnie w tym kierunku jednoznacznie. I jak już zobaczyłem pierwsze przecieki z iPhone’a X, to od razu się ucieszyłem – to jest to. Dopiero po jakimś czasie YouTuberzy uświadomili mi, że urządzenia nie są pokazywane w case’ach ochronnych. Że ta obudowa jest tak duża.

Trochę odrzuca mnie też ów hełm czołgisty na górze, który niektórzy nazwali żartobliwie „zakolami”. Nic dziwnego, z telefonu zakpiło sobie nawet Xiaomi. I ten żart bawi, choć jeszcze kilka lat temu ktoś mógłby powiedzieć, że chińskiej firmie w stosunku do hegemona, takie kpiny nie przystoją.

Moim zdaniem, gdyby Steve Jobs żył, iPhone X nie miałby racji bytu w tej postaci. Mamy tutaj przykład działania sprzecznego z filozofią Apple, który nie potraktowao designu jako punktu wyjścia do dalszych prac nad telefonem komórkowym, tylko w celu spełnienia pewnych wymogów konstrukcyjnych (czytnik twarzy, przednia kamerka), stworzyło takiego potworka.

Reasumując – usunięcie fizycznego przycisku, choć osobiście przez lata byłem wielkim fanem tego rozwiązania, było koniecznością i dobrze zrobi projektowi iPhone’a X. Grube ramki po bokach to mankament do wybaczenia, choć prestiżowy policzek w twarz od konkurentów, szczególnie tych od Samsunga. Górny panel urządzenia – estetyczny absmak i w mojej ocenie absolutne zaprzeczenie filozofii Apple, która przez lata była niedoścignionym obiektem westchnień.

A tak w ogóle początkowo ten artykuł nosił tytuł:

Zanim staniesz w obronie designu iPhone’a X, uważaj, bo możesz krytykować iPhone’a X2.

Bo prawdopodobnie pokazana dziś bryła jednak będzie – mam nadzieję ewoluować. Choć pewności co do tego nie mam, szczególnie w kontekście tego, jak upierają się przy potwornym wizualnie Apple Watchu.

Ale tak naprawdę jakie to miałoby znaczenie. Już i tak każdy z nas klikał w ten link ze swoją tezą w temacie. Argumenty nie mają żadnego znaczenia, niech poleje się krew w komentarzach.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement