Czekałem i czekałem przez długie 2,5 godz., i się nie doczekałem. Dziś Apple zawiódł mnie na całej linii

Felieton/Technologie 05.06.2017
Czekałem i czekałem przez długie 2,5 godz., i się nie doczekałem. Dziś Apple zawiódł mnie na całej linii

Przez całą nieznośnie długą dzisiejszą konferencję Apple mówiłem sobie w duchu: zaraz będzie coś super, zaraz czymś przywalą.

Nie doczekałem się.

Nie można mieć przesadnych pretensji o kierunek, w którym rozwijają się platformy software’owe Apple’a – no, może poza watchOS, który wydaje się totalnie stać w miejscu.

macOS High Sierra to manewr powtórzony z okresu 2007 – 2009, gdy na rynku najpierw pojawił się system Leopard, a następnie Snow Leopard będący jedynie technologicznym upgrade’em w stosunku do swojego poprzednika. High Sierra będzie tym samym w stosunku do macOS Sierra. Zamiast nowych funkcji oraz możliwości dostaliśmy zaktualizowany system plików, który ma przyspieszyć poruszanie się po systemie. Ok, przyjąłem do wiadomości.

Niewiele nowości przynosi także iOS 11 dla iPhone’ów

Znacznie więcej dla iPadów, ale czy to naprawdę dobre, o tym za moment. iOS 11 wprowadza nowości głównie w aplikacjach systemowych. Nie doczekaliśmy się nowych funkcji całego systemu, czegoś przełomowego, co wynosiłoby używanie iPhone’a na nowy poziom, bo nowy panel szybkiego sterowania to zdecydowanie za mało. Owszem zmiany w App Store oraz Mapach Apple robią wrażenie, ale to tylko kosmetyka.

Nie cieszyłbym się przesadnie na nowe programistyczne API dla deweloperów próbujących swoich sił w AR i VR na sprzęcie Apple’a. Miną długie miesiące, a może i lata, zanim cokolwiek sensownego uda się z tego ulepić. Apple nie przygotował żadnych gotowych aplikacji z użyciem tychże API. Inni wydają się być przynajmniej o dwa lata świetlne dalej w rozwoju tej zupełnie nowej działki komputerologii.

Z nowości funkcjonalnych najwięcej dostało się Apple Pay – usłudze, która w Polsce nie działa. Podobnie jak w Siri, która zyskała nowe funkcje i najważniejsze – nowy sprzęt do obsługi, czyli HomePod.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że iOS 11 jest tym dla iOS 10, czym High Sierra dla macOS Sierra – po prostu mocną techniczną aktualizacją. To ważne oczywiście, ale tłumów nie porwie.

Zaskakująco dużo nowości funkcjonalnych zyskał za to iOS 11 w wersji na iPada

Funkcja drag & drop, nowy dock i sposób korzystania z niego, zdecydowanie bardziej funkcjonalna klawiatura systemowa, ulepszony multi-tasking – to są poważne zmiany, które czynią z iPada dużo lepsze urządzenie.

Odnoszę jednak wrażenie, że iPady stają się bardzo… trudnymi urządzeniami do obsługi przez przeciętnego konsumenta. Gdy patrzyłem na demo funkcji drop & drag, nowych opcji klawiatury, czy multi-taskingu, gubiłem się. Nie nadążałem za prezentacją, nie było to w żadnej mierze naturalne, proste i logiczne.

iPady mocno się profesjonalizują. Stają się to urządzenia-kobyły do pracy. To mocno zawęzi ich marketingowy potencjał. Dziś przedstawiciele Apple prawie w ogóle nie mówili o tym, do czego iPad był stworzony w 2010 r. – do najwygodniejszej konsumpcji treści multimedialnych. Do pracy ja osobiście wolę MacBooka.

Mocno rozczarowany jestem nowymi komputerami Apple’a, szczególnie nowymi iMakami, na które czekaliśmy od drugiej połowy 2015 r.

Zdaje się, że doniesienia niesamowitego Marka Gurmana z Bloomberga się potwierdziły – prawdziwa aktualizacja stacjonarnych komputerów Apple’a nastąpi w przyszłym roku. Planowałem kupić nowego iMaca, teraz się waham.

Tak, pamiętam oczywiście o nowym iMacu Pro. To ciekawy pomysł, zapewne zastępujący markę Mac Pro w ogóle, ale… idący w połowę drogi. Poza lekko liftingowanym wyglądem oraz zdecydowanie mocniejszymi podzespołami, iMac Pro nie przynosi bowiem przesadnie nowego rozdania. Ba, brakuje nawet nowości z MacBooków, w tym klawiatury z Touchbarem.

Prawdziwym rozczarowaniem dzisiejszego dnia jest jednak główny bohater imprezy Apple’a, czyli głośnik HomePod

Abstrahując od nazwy, która naprawdę jest… hmm… mocno niefortunna – nie wpada w ucho, nie jest nośna, jest zadziwiająco blisko Google Home – głośnik Apple’a jest najmniej innowacyjnym nowym produktem firmy z Cupertino odkąd można sięgnąć pamięcią.

Nic tu nie ma ponad rynkowy standard, dosłownie nic. Wygląd? Meh, trochę w stylu Sonosa (przypomina mocno Play:1), trochę w stylu Bang & Olufsena, trochę przypominający także przedziwny dizajn Maca Pro. Funkcje? Bardzo przeciętne, by nie powiedzieć, że mocno dyskredytujące Apple’a jako innowatora rynkowego.

HomePod nie oferuje nic, czego nie byłoby już na rynku, i to nie w formie pojedynczych funkcji, lecz całego feelingu, o czym Apple lubi mówić w kontekście rynkowej oceny swoich produktów.

Podłączenie bezprzewodowe, praktycznie bez konfiguracji? Mają wszyscy. Warto sprawdzić Sonosa, bo oni specjalizują się w tym od lat. Dostosowanie dźwięku do pomieszczenia oraz ułożenia głośnika? Rynkowy standard. Funkcje inteligentnego asystenta? Mocno ograniczone na początek, choć pewnie Apple będzie to w przyszłości mocno i dość dynamicznie rozwijał na wzór wszystkich swoich produktów hardware’owych.

Jedyna intrygująca sprawa związana z HomePod to integracja wewnątrz ekosystemu Apple. Połączenie z chmurą Apple Music, chip A8 – to mocne punkty tego urządzenia. Przy okazji dość mocno ograniczające. Jakoś nie słyszałem wzmianki o Spotify, gdy Apple dumnie prezentował HomePod.

Już dawno nie czułem takiej obojętności przy premierze zupełnie nowego produktu Apple’a. Oglądając jego medialną premierę ani przez moment nie zapragnąłem go mieć. Uśmiechnąłem się za to spoglądając na moją kolekcję głośników Sonosa – zdaje się, że jeszcze długo porządzą w moim domu. Apple nie wygrał dziś batalii o muzykę w moim salonie.

Smutny był to wieczór dla takiego miłośnika marki Apple, jak ja.

Po raz kolejny niestety mogłem się przekonać, że bez Steve’a Jobsa, Apple jest po prostu kolejną firmą technologiczną – ze swoimi przewagami, z mnóstwem wad. Nie wyznacza trendów, nie powoduje załamań nerwowych u konkurencji, nie popycha świata technologicznego do przodu. Najgorsze jest jednak to, że nie czuję już żadnego zachwytu nad tym, co wydaje na rynek Apple.

Cóż, może rocznicowa wersja iPhone’a na dziesięciolecie marki będzie tym, co przywróci mi wiarę w potęgę i moc Apple’a.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement