Piękne i potężne samochody, a za nimi – tajemnicze drzwi. To nie scenariusz filmu, byłem tam naprawdę

Piękne i potężne samochody, a za nimi – tajemnicze drzwi. To nie scenariusz filmu, byłem tam naprawdę

Można sporo pisać o tym, jak niezwykłym przeżyciem może być wizyta w… salonie samochodowym. Ale po co tyle pisać, skoro najlepiej jest to pokazać. Zapraszam na krótką podróż. Obiecuję – nie pożałujecie.

Jeśli jednak macie chwilę, zapraszam do mojej szczegółowej relacji. Jeśli nie, żeby poczuć klimat tego miejsca wystarczą wam GIF-y

Z zewnątrz nowy budynek salonu J. i A. Garcarek wygląda imponująco. Dobrze, że wyjątkowo ubrałem się dziś w miarę elegancko…

No nic, wchodzimy pewnym krokiem – w końcu mam się dzisiaj poczuć jak kupujący Mercedesa. I w sumie mógłbym kupić pierwszego, którego zobaczyłem na wejściu.

Ale, zanim to zrobię, czas na… drugie śniadanie. Tak, w centralnym punkcie salonu znajduje się spora restauracja. Z zielenią, masą światła i widokiem na piękne samochody.

Do rzeczy – przyjechałem tu w końcu wybrać samochód, a nie jeść. Zaczynam więc spokojny spacer pomiędzy samochodami. Och, jest w czym wybierać.

Ogromny wpływ na to, jak prezentują się tu samochody, ma światło. Tutaj poza wielkimi przeszkleniami do gry wkracza też fantazyjne oświetlenie.

Ale nie myślcie, że tylko Klasa S Coupe doczekała się wyjątkowej oprawy. Każdy samochód ma własny zestaw dodatkowego oświetlenia, którym można sterować smartfonem z dowolnego miejsca na świecie.

A tam, gdzie światło nie musi świecić się cały czas, wszystko jest w pełni zautomatyzowane. Przycisk ścienny do włączania światła widziałem… jeden.

Ale nie wszystkie lampy są po prostu zdalnie i automatycznie sterowane. Niektóre pełnią dodatkowe funkcje. Na przykład te w poczekalni dodatkowo… pochłaniają dźwięki. Cisza i spokój, poważnie.

Nie w każdym miejscu salonu panuje jednak błoga cisza. Na wystawce AMG możemy sprawdzić, jak brzmi dowolny samochód z tej linii. Nie będę wam mówił, ile spędziłem tam czasu…

Świetne oświetlenie w połączeniu z polerowaną posadzką daje przy okazji jeden niecodzienny efekt. Żeby zobaczyć, jak wygląda samochód od spodu, nie trzeba się schylać. Wszystko widać jak na dłoni.

Chodziłem po salonie i chodziłem, ale i nie mogę ukrywać, że samochód miałem wybrany praktycznie od początku…

Zresztą ktoś chyba sprawdził wcześniej moje preferencje, bo przywitał mnie taki widok. Tak, takim autem zdecydowanie mógłbym jeździć.

Pozostało tylko ustalenie szczegółów odnośnie wyposażenia. Wszystko oczywiście obydwa się na iPadzie. A jeśli jego ekran będzie za mały – obraz natychmiast przeskakuje na jeden z licznych telewizorów.

 

A potem? Cóż, niestety nie mogę powiedzieć wam, co kryje się za tajemniczymi, czarnymi drzwiami. O tym będziecie musieli przekonać się już sami.

Ale zapewniam, że warto. Zdecydowanie warto.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement