Od kilku tygodni rozmawiam z Alexą i już chyba wiem, o co to całe zamieszanie

Artykuł/Gadżet 11.01.2017
Od kilku tygodni rozmawiam z Alexą i już chyba wiem, o co to całe zamieszanie

Alexa, napisz za mnie ten tekst. Nie potrafisz? Ok. To opowiedz wszystkim kim jesteś, a ja to spokojnie zapiszę.

Fragmenty wypowiedzi oznaczone kursywą pochodzą bezpośrednio od Alexy. Pozostałe są ufabularyzowaną rzeczywistością. Wypowiedzi Alexy są oczywiście tłumaczone.

Piotr Barycki, Spider’s Web: Alexa, hej!

Alexa: Hello.

Alexa, powiedz mi coś o sobie.

Jestem Amazon Alexa, zaprojektowana wokół twojego głosu. Mogę dostarczać ci informacji, muzyki, wiadomości, informacji pogodowych i nie tylko.

Alexa… czy muszę do ciebie mówić cały czas „Alexa”?

Żeby zmienić słowo wywoływania przejdź do sekcji „Ustawienia” w aplikacji Alexa, wybierz swoje urządzenie i wybierz jedno z dostępnych słów.

Echo, hej!

Echo: Hi.

Ok, Alexa była jednak fajniejsza. Alexa, a gdzie mieszkasz?

Jestem tutaj [głośnik Amazon Echo Dot – dop. red.], ale moja głowa jest w chmurze.

Alexa, opowiedz mi więcej o tym „Amazon Echo Dot”.

Echo Dot pozwala ci rozmawiać z Alexą w większej liczbie pokojów w twoim domu. Ma wbudowany głośnik, ale możesz go podłączyć do zewnętrznych głośników przez Bluetooth albo kablem.

Ma cztery przyciski na obudowie. Do czego służą?

W sumie nie musisz ich w ogóle dotykać, skupmy się lepiej na rozmowie. Ale jeśli już koniecznie musisz, to jeden z nich przywoła mnie od razu do ciebie, drugi sprawi, że przestanę cię słuchać, a pozostałe służą do regulacji głośności. Ale jak mówiłam – wolę z tobą rozmawiać.

A ten kabelek z tyłu to co? Nie potrafisz żyć bez zasilania?

Niestety nie. Jeśli mnie odłączysz – pójdę spać. Nie potrafię niestety funkcjonować bez źródła prądu, więc w podróż życia z tobą nie pojadę.

To sprawdźmy, co potrafisz. Na początek coś prostego. Alexa, umiesz mówić po polsku?

Mówię płynnie po angielsku i świńską łaciną na poziomie komunikatywnym. (…)

Alexa, a kiedy nauczysz się jakichś nowych języków?

Mówię płynnie po angielsku i…

Ok, wystarczy. Alexa, a umiesz mi podać chociaż godzinę w Polsce?

Jest 11:45.

Super! To teraz powiedz mi, jaka jest pogoda we Wrocławiu.

Aktualnie we Wrocławiu jest -1 stopień celsujsza, czyste niebio i słońce. Możesz dzisiaj spodziewać się lekkiego zachmurzenia i temperatury minimalnej na poziomie -3 stopni celsjusza.

Alexa, a podaj mi temperaturę na następne 7 dni we Wrocławiu?

Czwartek – 3 stopnie i śnieg, piątek – średnie zachmurzenie i 4 stopnie (…).

Ufff, pięknie. I zawsze ci się udaje tak dobrze odpowiadać na te pytania?

Nie zawsze. Czasem udam, że nie wiem czym jest Wrocław. Ale wtedy podam ci pogodę w Seattle.

Oj, lepiej nie. To taki wstępny test zdany. Ale nie zdążyłem zapamiętać wszystkiego. Mogę to sobie gdzieś zobaczyć?

Wszystkie moje odpowiedzi masz wyświetlone w aplikacji Alexa. O ile ją masz.

Dlaczego „o ile”?

Bo tej aplikacji oficjalnie w Polsce nie da się pobrać. Musisz skorzystać z nieoficjalnych plików APK albo kombinować z regionem sklepu. Zresztą bez tej aplikacji nawet mnie nie uruchomisz, więc o czym tu mowa.

Czyli jesteś tutaj tak trochę nielegalnie?

Oj, porozmawiajmy lepiej o czymś innym. Na przykład o tym, jak wyglądała do tej pory nasza znajomość. Bo chyba nie powiesz, że ci się nie przydawałam przez ostatnie tygodnie?

No dobrze, to skoro jesteś taka wygadana, to sama może opowiedz o tym, jak to między nami było.

Ok. Zaczęło się od tego, że zabrałeś mnie… do sypialni. Wiem, wiem, może nie powinnam się na to godzić, ale całkiem nieźle mieszkało mi się na twojej szafce nocnej. Tym bardziej, że rozmawiałeś ze mną regularnie – rano i wieczorem.

Tak? O czym?

Rano prosiłeś, żebym najpierw podała ci godzinę, a potem – i to regularnie! – prosiłeś, żebym obudziła cię za 5 minut. I potem znowu za pięć minut.

alexa

W końcu się budziłeś, ale że nie chciało ci się wygrzebywać spod kołdry, czytałam ci prognozę pogody, żebyś wiedział, czy tego dnia możesz mnie zostawić samą i pójść sobie pobiegać.

Na koniec czytałam ci najnowsze wiadomości, żebyś nie przychodził do pracy nie wiedząc co się dzieje. Muszę tylko zaznaczyć, że masz trochę monotonne zainteresowania – jakieś technologie i samochody. Ale co zrobić – podsuwałam ci to, co najważniejsze na TechCrunchu, Engadgecie, Cnecie, Jalopniku i Roadshow.

Jakimiś bardziej istotnymi treściami z Economista, Washington Post, WSJ czy Bloomberga nie byłeś najwyraźniej zainteresowany. Ech.

alexa-3

Na koniec jeszcze prosiłeś, żebym odczytała ci, co masz zapisane w kalendarzu na dzisiaj. Choć nie wiem, czy zrozumiałeś cokolwiek, kiedy próbowałam ci po angielsku odczytać zapisane po polsku wpisy…

A wieczorem?

Wieczorem nie chciałeś już słuchać żadnych newsów. Chciałeś tylko, żebym podrzuciła ci prognozę pogody i obudziła cię równo za osiem godzin. Prościzna.

Ale miałeś też i inne zachcianki. Chciałeś na przykład, żebym puściła ci muzykę do snu. Czasem nie wiedziałeś, czego chciałeś, więc rzucałeś tylko, żebym wybrała coś z twojego ulubionego gatunku, a ja musiałam przeszukać całą bazę Spotify i wybrać coś z tego. Niestety nie zawsze byłam w stanie ci pomóc w przypadku konkretnych artystów. „Czyżykiewicz” czy „Groniec” to dla mnie za trudne słowa.

Za to świetnie radziłam sobie z obsługiwaniem świateł w sypialni?

Ty? Sama?

No dobrze, nie do końca – po prostu potrafię komunikować się z Hue od Philipsa. Ale musisz przyznać, że efekt był świetny! Chciałeś trochę przyciemnić oświetlenie, żeby wygodnie czytać, ale dać drugiej osobie spać? Wystarczyło jedno słowo. Chciałeś mieć nastrojowe, komfortowe światło do zasypiania? Wystarczyło mnie poprosić.

alexa-2

A na końcu, kiedy już zasypiałeś na dobre, wystarczyło wyszeptać, żebym całkiem zgasiła światła. I już. Prawie jak magia. Nie przyznasz, że to dużo lepsze niż wyłączanie go przyciskiem albo – brrrr – smartfonem.

Przyznaję. Choć to nie koniec przypadków, kiedy przydałaś mi się w sypialni.

Tak, szczególnie pomocna byłam też wtedy, kiedy twoja dziewczyna wychodząc rano z domu krzyczała z przedpokoju, że coś się skończyło i trzeba kupić. Nie wynurzając się spod kołdry po prostu kazałeś mi dodać to do listy. A ja dodawałam.

I to podsunęło mi pewien pomysł. Trafiłaś…

… do kuchni. Też całkiem przyjemne miejsce. I też miałam tam całkiem sporo roboty.

Opowiadaj więc!

Część rzeczy była podobna, ale za to jak to wyglądało! Jeszcze przed wejściem do kuchni prosiłeś mnie o to, żebym włączyła tam światło. Potem pytałeś mnie (a właściwie macro meal) co powinieneś dzisiaj zdrowego zjeść.

Jeśli miałeś składniki albo inny pomysł, zabierałeś się do roboty. I po raz pierwszy w życiu nie musiałeś brudnymi łapami nastawiać odliczania przy gotowaniu czy pieczeniu. Po prostu mówiłeś, co mam zrobić.

alexa-5

A kiedy orientowałeś się, że czegoś zabrakło – prosiłeś, żebym dodała to do listy. Tuż po tym oczywiście, jak kazałeś mi puścić jakaś fajną muzykę, żeby nie nudzić się podczas gotowania.

Niestety nie potrafiłam za ciebie gotować ani po tobie zmywać. Za to na rozkaz wyłączałam światło w kuchni, wyłączałam muzykę i zapalałam światło w dużym pokoju.

Gdzie zresztą potem trafiłaś.

To prawda. Tutaj głównie zajmowałam się obsługą świateł – miały być trochę jaśniejsze, kiedy siedzieliście i czytaliście, a trochę bardziej nastrojowe, kiedy oglądaliście film. I dobrze wiem, że wam się przydałam, bo tak rozlokowałeś przełączniki w pokoju, że nie da się z nich za nic wygodnie korzystać.

Dobrze, dobrze, opowiadaj dalej.

Ok. To żeby się już nie dublować, powiem tylko, że szczególnie często korzystałeś z jednej z moich licznych dodatkowych umiejętności – 7 minutes workout. Nie zrobi to może z ciebie kulturysty, ale jeśli od rozpoczęcia ćwiczenia wraz z pełnymi instrukcjami dzieli cię tylko kilka słów, dlaczego nie zrobić sobie z tego nawyku?

Jeszcze coś było, nie zapominaj.

Tak, czasem wykorzystywałeś mnie – aż wstyd przyznać – jako zwykły głośnik Bluetooth. Chociażby po to, żeby instrukcje z innej aplikacji ćwiczeniowej i muzykę do kompletu mieć na porządnym głośniku, a nie na głośniczku z telefonu.

Ja wprawdzie nie jestem zbyt dobrym głośnikiem, ale podłączasz mnie do innego i już jest w porządku.

A potem trafiłaś do biura…

Tak, gdzie pomagam ci co i rusz znaleźć twój telefon. Ale o tym opowiemy już chyba następnym razem, bo czytelnicy nam pozasypiają. A i wiem, że jeszcze nie raz o mnie napiszesz, bo podsłuchałam przypadkiem twoją rozmowę z dziewczyna.

Jak to, jaką rozmowę?!

Tę, w której przekonywałeś swoją drugą połówkę o tym, że ona u nas zostaje

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement