Google zamiast rozwiązać problem aktualizacji Androida, pozwolił na jeszcze większy burdel

Felieton/Sprzęt 07.10.2016
Google zamiast rozwiązać problem aktualizacji Androida, pozwolił na jeszcze większy burdel

Łudziłem się, że wraz z premierą smartfonów Google Pixel firma rozwiąże w końcu problem aktualizacji systemu Android. Okazało się jednak, że zamiast naprawiać sytuację, Google pozwala na to, żeby problem się pogłębiał. Słabo.

Od lat jestem zadowolonym użytkownikiem Androidów. Świadomie wybieram kolejne smartfony i dość dużą uwagę przykładam do tego, żeby urządzenia dostawały szybko aktualizacje. Problem mam jednak taki, że Nexusy mi jakoś szczególnie nie podchodzą, dlatego też sięgam po inne telefony. To jednak jest już bez większego znaczenia, bo Google zamiast naprawiać problem wolnych aktualizacji pozwala sobie – i niestety innym również – na to, żeby aktualizacje pojawiały się z opóźnieniami lub wcale. Co niestety powoli zaczyna dotyczyć również Nexusów i – co chyba najgorsze – także nowych Pixeli.

Zawsze, gdy pojawia się temat aktualizacji Androida i fragmentacji tego systemu, jest mi po prostu smutno. Taki świetny system operacyjny, taka wielka firma, tyle pieniędzy, tyle świetnych pomysłów, takie zaplecze techniczne i programistyczne, takie wpływy, a… wychodzi taka kaszana.

Jak wielka to kaszana, pokażę na liczbach.

Android Marshmallow zadebiutował oficjalnie rok i kilka dni temu. Przez ten czas do niedawna najnowszej wersji systemu udało się zdobyć zaledwie 18,7 proc. rynku – są to co prawda dane za wrzesień 2016 r., ale biorąc pod uwagę ostatnie, miesięczne tempo wzrostów na poziomie +3 proc., to aktualne dane nie będą się wielce różniły, a już niemal na pewno nie przekroczą wymownego progu 25 proc. udziałów w rynku.

I to nie jest tak, że Marshmallow przestał rosnąć, bo ustąpił miejsca Nougatowi. W zeszłomiesięcznym raporcie fragmentacji Androida Nougata nie było na wykresach wcale, co oznacza, że miał mniejsze udziały niż Android Froyo – system z 2010 roku – który dzisiaj jest obecny na 0,1 proc. smartfonów i tabletów będących w ciągłym użyciu.

Zamiast lepiej jest coraz gorzej

Sytuacja z kiepskim tempem aktualizacji smartfonów i tabletów z Androidem trwa od lat. Dlatego też wiele osób liczy po cichu na to, że Google w końcu ogarnie ten chaos i naprawi chory system aktualizacji.

Przecież to właśnie w interesie Google’a powinno być, aby programiści tworzący aplikacje mieli łatwiejszą pracę i nie musieli się przejmować tym, że na rynku jest cała masa starych wersji systemu i co gorsze te stare wersje stale dominują. Twórcy oprogramowania muszą uwzględniać fakt, że masa potencjalnych użytkowników korzysta z przestarzałego oprogramowania. Przez to aplikacje rozwijają się wolniej. A czym jest system bez dobrych aplikacji chyba nie muszę tłumaczyć – wystarczy rzucić okiem na pozycję rynkową takich systemów jak Windows Mobile lub BlackBerry 10.

Też w interesie Google’a powinno być, aby użytkownicy otrzymywali aktualizacje oprogramowania, które wprowadzają łatki bezpieczeństwa oraz takie, które dają dostęp do zupełnie nowych funkcji. W przeciwnym wypadku coraz trudniej będzie przekonać klientów do tego, że warto wybierać urządzenia z Androidem, gdy Apple oferuje zupełnie inne podejście do kwestii aktualizacji. Co więcej, argument ceny przestał być znaczący przy wyborze topowych urządzeń, bo tak jak jeszcze kilka lat temu Samsungi były znacznie tańsze od iPhone’ów, tak dzisiaj nie ma większej różnicy między kwotami, które za nowe smartfony życzy sobie Apple a Samsung, HTC, LG, czy inni.

Nexus nie daje już gwarancji

Nexus dzisiaj też nie jest już żadną gwarancją szybkich aktualizacji. Wraz z pojawieniem się Androida 7.0 Nougat Google zapowiedział, że kończy się wsparcie dla modeli Nexus 7, Nexus 10 i Nexus 5, a w październiku zakończy również dla modeli Nexus 6 oraz Nexus 9. W grze zostają w zasadzie wyłącznie Nexusy 5X i 6P oraz nowe Pixele. Jednak tutaj sytuacja też nie wygląda kolorowo.

Nie tak dawno temu Łukasz Kotkowski pisał, że jego Nexus 5X miesiąc po premierze Androida Nougat nadal nie widział dostępnej aktualizacji. W moim odczuciu jest to sytuacja wręcz niedopuszczalna.

To jednak nie koniec tej farsy. Wraz z premierą smartfonów Google Pixel dowiedzieliśmy się, że niektóre funkcje i zalety związane z zakupem telefonu z tzw. czystym Androidem zostały przewidziane wyłącznie dla najnowszych smartfonów “made by Google”, czyli Pixela i Pixela XL.

Posiadacze dotychczasowych Nexusów nie mogą liczyć na:

  • zupełnie nową graficzną nakładkę Pixel Launcher;
  • namiastkę sztucznej inteligencji w postaci asystenta Google Assistant;
  • nielimitowaną przestrzeń w chmurze Google na zdjęcia i filmy w pełnej jakości;
  • automatyczne przenoszenie zdjęć i filmów do chmury po zapełnieniu pamięci;
  • wsparcie techniczne przez telefon i chat;
  • możliwość łatwego przenoszenia danych z innego urządzenia;
  • nowy tryb stabilizacji obrazu i inne funkcje aparatu.

Jakby tego było mało, Google dogadał się z amerykańskim operatorem – siecią Verizon – tak, że Pixele sprzedawane za jej pośrednictwem będą dodatkowo zasypane bloatwarem, czyli śmieciowym oprogramowaniem, z którego Verizon słynie. Dodatkowo smartfony Google sprzedawane w tej sieci będą miały zablokowany bootloader oraz będą otrzymywały od Google’a wyłącznie łatki bezpieczeństwa. To jakie, kiedy i czy w ogóle Verizonowe Pixele dostaną duże aktualizacje Androida, będzie zależało już od operatora.

Jednym słowem: dramat.

Google znowu pokpił sobie sprawę aktualizacji. Sytuacja do tej pory była zła, żeby nie powiedzieć, że tragiczna. Jednak kierunek, który obrał Google i sygnały, jakie wysłał do klientów sugerują, że lepiej nie będzie. Nie ma na to najmniejszych szans.

Zobacz: Google Pixel XL – pierwsza w Polsce recenzja!

Czytaj i oglądaj więcej o nowościach Google:

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement