Jeśli można zakochać się w samochodzie, to to jest mój list miłosny do niego

Relacja/Motoryzacja 01.04.2016
Jeśli można zakochać się w samochodzie, to to jest mój list miłosny do niego

Kiedy z każdej strony kuszą supersportowe samochody, luksusowe limuzyny i wielkie SUV-y, mało kto zwraca uwagę na dużo mniej efektowne kombi. Mało kto w ogóle marzy o kombi – kupuje je, bo jest praktyczne, bo wozi ze sobą dużo sprzętu, bo ma psa, bo ma sporą rodzinę. I tak dalej, i tak dalej. Ale i od tej reguły są wyjątki i gdybym miał z poznańskich targów wyjechać jednym, jedynym autem, wyjechałbym właśnie tym.

Jasne, są odmiany „cywilnych” kombi, których osiągi pobudzają wyobraźnie. RS-ki od Audi czy AMG od Mercedesa robią ogromne wrażenie swoimi parametrami. Ale żeby dać się zauroczyć „najzwyklejszemu” na świecie „kombiaczowi w dieslu”? Jak się okazuje, jest to możliwe. Tylko musi się tym zająć odpowiednia firma. Firma od kombi.

W Poznaniu podczas Motor Show 2016 miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć z bliska nowe Volvo S90 i jego odmianę kombi – V90. I o ile sedan, choć był do tej pory moim wielkim faworytem, przez dość dziwny tył wzbudził we mnie mieszane emocje, o tyle kombi jest dokładnie takie, jakie powinno być. Właśnie to czuje się w momencie, kiedy patrzy się na to auto, kiedy się w nim siada (na dowolnym miejscu) i kiedy dotyka się każdego jego elementu. Wszystko tu jest na miejscu, wszystko jest zrobione dobrze.

Wszystko wygląda świetnie.

Przedstawiciele Volvo wprawdzie sugerowali podczas konferencji prasowej, że obrana stylistyka pozwoliła sprawić, że auto wygląda na mniejsze, niż jest w rzeczywistości. Ale trudno się z tym zgodzić, przynajmniej jeśli chodzi o dobór słów. Auto jest gigantyczne (mierzy blisko 5 metrów) i na takie właśnie wygląda. Jest za to niesamowicie proporcjonalne, smukłe, eleganckie i atrakcyjne, bez specjalnego silenia się na wyjątkowość. Po prostu wygląda wyjątkowo dobrze.

Nie ma tu z zewnątrz właściwie ani jednego elementu, do którego można się przyczepić. Znikł kontrowersyjny tył z sedana, zastąpiony świetnie wyglądającą klapą kombi. Szkoda tylko, że nie jest już ona tak pionowa jak np. w V70, ale cóż – styliści i projektanci też mają swoje potrzeby, a bagażnik i tak pozostaje wielki.

W środku natomiast osoby, które siedziały już w XC90, doskonale wiedzą, czego można się spodziewać. Fantastyczne fotele regulowane w każdym kierunku, z opcjonalnym masażem. Schludny, minimalistyczny kokpit, genialnie wyglądający w wydaniu wykończonym skórą i jasnym drewnem. Spory ekran systemu multimedialno-rozrywkowego i wyświetlacz zamiast zegarów. Minimalna liczba przycisków. Maksymalna liczba gadżetów, obsługiwanych głównie za pośrednictwem dotykowego ekranu i prostego, przejrzystego menu. Ogromne połacie wolnej przestrzeni dla naszych pasażerów – czy to siedzących z przodu, czy to siedzących z tyłu.

Volvo S90 i V90 – kliknij i zobacz galerię

I coś, co trudno zmierzyć – atmosfera we wnętrzu, szczególnie w odmianach o jasnym wykończeniu. Człowiek wsiada do środka i… wie, że tu jest jego miejsce. Nie przytłacza go luksus z klasy S czy nowej 7-ki, nie odpycha chłód Audi. Niby wiesz, że to tylko środek do przemieszczania się pomiędzy punktem A i B, ale jednak zamykasz drzwi i czujesz się jak w domu. Może nawet lepiej, bo nie przypominam sobie, żeby u mnie w domu wystrój wnętrza był tak doskonale dobrany.

Ale dość już tych zachwytów, dość laurek. Zobaczcie sami, jak prezentuje się Volvo V90 i S90. Oby takich aut pojawiło się na naszych drogach już niedługo (S90 będzie dostępne przed wakacjami, V90 w trakcie wakacji) jak najwięcej.

Volvo-V90-S90

PS Zdjęcia wnętrza pochodzą w większości z modelu S90. Co niewiele zmienia.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement