Czy możemy już przestać mówić o Google „wyszukiwarka”?

Felieton/Technologie 05.07.2014
Czy możemy już przestać mówić o Google „wyszukiwarka”?

W zamierzchłych czasach, kiedy pod adresem Google.com wprowadzaliśmy krótką wyszukiwaną frazę, a efekcie otrzymywaliśmy listę umiejętnie posortowanych wyników, określenie „wyszukiwarka” w odniesieniu do tworu firmy z Mountain View było jak najbardziej zasadne. Minęły jednak lata i pojawia się pytanie – czy Google.com jest nadal wyszukiwarką?

Hasło „wyszukiwarka” nierozłącznie kojarzy się z Google. Nie z Yahoo, Bingiem czy innymi, mniejszymi dostawcami podobnych usług i rozwiązań. Działa to również w drugą stronę – myśląc o Google.com, myślimy o wyszukiwarce. Taka samą definicję podaje zresztą Wikipedia:

wyszukiwarka internetowa stworzona przez amerykańską spółkę Google Inc. Jej celem jest skatalogowanie wszystkich możliwych informacji i udostępnienie ich za pomocą Internetu

To samo źródło dość precyzyjnie charakteryzuje również czym jest sama wyszukiwarka:

program lub strona internetowa, której zadaniem jest ułatwienie użytkownikom znalezienie informacji w sieci.

Przy czym dopuszczalne jest dodatkowo m.in. grupowanie czy personalizowanie wyników, tak aby osobie wpisującej zapytanie było łatwiej dotrzeć do najbardziej odpowiednich treści. Jakby nie patrzeć, Google robi między innymi dokładnie to, co w powyższej definicji, w związku z czym teoretycznie wyszukiwarką jest. Czy jednak tylko? A może wypadałoby już znaleźć dla tej usługi nowe określenie?

Rozwiązanie problemu, nie wyszukiwanie odpowiedzi

Zmiany, zmuszające do rozpoczęcia poszukiwania nowego określenia zaczęły pojawiać się już bardzo dawno temu. W pewnym momencie Google było w stanie dokonać za nas prostych obliczeń matematycznych i nawet narysować wykres. Nie wyszukać wyników w sieci, ale przedstawić nam je bezpośrednio pod polem wyszukiwania. Czy jednak jeśli poprosimy kogoś, żeby rozwiązał dla nas zadanie, to wyszukuje on dla nas odpowiedzi w źródłach czy rozwiązuje je i dostarczył nam gotowy rezultat? Niewiele ma to wspólnego z wyszukiwaniem.

Pisanie na klawiaturze

Przypadków, kiedy Google tak naprawdę nie sięga do zasobów internetowych, przynajmniej nie w formie charakterystycznej dla wyszukiwarki, jest o wiele więcej. Karty pogody, wyświetlane po wprowadzeniu zapytania „pogoda miasto”, są wprawdzie generowane na podstawie danych z Sieci, ale ich prezentacja jest co najmniej niestandardowa. Niezbędne informacje mamy od razu – na pierwszy rzut oka, na wyciągnięcie ręki. Bez żadnego dodatkowego klikania.

Przeliczanie jednostek, kalkulator walutowy to kolejne, podobne przypadki. W ostatnim czasie Google testuje również częściową integrację „wyszukiwarki” z usługą tłumaczenia – Google Translate. W ten sposób nie musielibyśmy po wprowadzeniu danego słowa przechodzić na stronę serwisów z tłumaczeniami – wynik byłby wyświetlany bezpośrednio na stronie poszukiwań.

Asystent

Coraz więcej możemy się więc dowiedzieć prosto z Google i coraz mniej interesują nas strony prezentowane poniżej najbardziej niezbędnych informacji, które otrzymujemy. Biorąc dodatkowo pod uwagę formę wyświetlania tych informacji, do głowy przychodzi tylko jedno skojarzenie – asystent.

komputer w kawiarni

Oczywiście Google ma w swoim portfolio o wiele bardziej rozbudowanego i spersonalizowanego asystenta, uwzględniającego przy tym szereg dodatkowych czynników, takich jak np. nasza obecna lokalizacja – Google Now. Tyle tylko, że Now jest w dużej mierze nakierowany wyłącznie na kontekst – informacje o pogodzie w naszej lokalizacji, dojazd do miejsca, o którym niedawno czytaliśmy, atrakcje w okolicy, nowości z naszych ulubionych stron, dane na temat obserwowanych przez nas spółek i właśnie w ten sposób korzysta z niego większość użytkowników.

Google Now pełni więc rolę asystenta pomieszanego trochę z jasnowidzem, starając się nie tyle odpowiedzieć na nasze konkretne zapytania, a przewidując jakich informacji możemy za chwilę potrzebować. W tym samym czasie „wyszukiwarka” Google działa na podobnej zasadzie co klasyczny asystent – zadaj pytanie, on zrobi za Ciebie całą brudną robotę i przedstawi tylko „czyste” wyniki.

Dwóch asystentów

I tak można właśnie w dzisiejszych czasach określić „wyszukiwarkę” Google, uwzględniając źródła, z których czerpie informacje, sposób dostępu do nich oraz sposób prezentacji – jako drugiego po Google Now asystenta z prawdziwego zdarzenia. Z czasem możliwości obydwu platform będą z całą pewnością coraz większe i pogodzenie się z tym, że coś jest asystentem, nawet pomimo tego, że nie znajdziemy w jego nazwie takiego określenia, będzie łatwiejsze. Już dziś jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak właśnie myśleć wpisując „www.google.pl”.

Nie bez powodu mówi się przecież coraz częściej, że nie tyle „wyszukaliśmy” czegoś w Google, co… „zapytaliśmy” Google.

Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement