To będzie bardzo ciężki rok dla Microsoftu

To będzie bardzo ciężki rok dla Microsoftu

Nie dlatego, że jego nowy system operacyjny budzi kontrowersje. Nawet nie dlatego, że Bing jest nadal daleko w tyle za liderem. To zupełnie nie o to chodzi.

Microsoft, od czasu afery związanej z wykorzystywaniem swojej potęgi do marginalizowania konkurencji na rynku przeglądarek internetowych, z uwielbianej i podziwianej firmy, stał się ulubionym chłopcem do bicia przez większość amatorów-entuzjastów IT. Stał się „gnijącą, pazerną korporacją”, która powinna, dla dobra wszystkich, odejść w niepamięć.

Upadek Microsoftu i rok Linuksa wieści się praktycznie co roku. Również i na początku bieżącego, nie brakuje tego typu analiz. Microsoft upada, Microsoft się kończy, przecież ten jego najnowszy system to zwykły „szajs”. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Microsoft ma się dobrze i nigdzie nie odchodzi.

Spełnił się jednak jego największy koszmar, który od lat odpowiada za jego dominującą pozycję.

Jak zapewne się orientujecie (a przynajmniej moi stali Czytelnicy), jestem użytkownikiem produktów Microsoftu nie z przymusu, a z wyboru. Właściwie jedyny moment w życiu, w którym zdecydowanie nie mogłem ominąć rozwiązań Microsoftu, były ze dwa semestry na studiach, gdzie po prostu musiałem korzystać z Visual Studio czy SQL Servera. Moja praca zawodowa i moje życie prywatne zdecydowanie nie wymagają ode mnie ani Windowsa, ani Office’a, ani nic innego z tych rzeczy. Właściwie jedyna aplikacja, którą mieć muszę, to owtyczkowany InDesign. Bo reszta firmy tego używa i wyłamywanie się z tego ekosystemu byłoby bezsensem.

Microsoft Store, San Francisco._9

Używam wybranych produktów Microsoftu, bo w odpowiadających im kategoriach uważam je za najlepsze na rynku. Ale czy są one aż o tyle lepsze, by tłumaczyło to dominację Microsoftu na rynku konsumenckim? Zdecydowanie nie. Tak jak w wielu korporacyjnych przypadkach, rozwiązania Microsoftu faktycznie mogą wydawać się niezastąpione, tak na rynku konsumenckim sytuacja już tak nie wygląda. Moim zdaniem Windows jest najlepszym systemem na rynku. Wielu z was zapewne się ze mną nie zgodzi. Ale myślę, że obie strony (pomijamy fanbojów…) zgodzą się co do jednego: różnica w jakości oprogramowania i usług Microsoftu względem konkurencji, niezależnie od tego, czy na plus czy na minus, nie jest aż tak duża, jak wynika z rynkowej dysproporcji. Czemu więc nadal Windows ma 90 procent rynku komputerów osobistych, mimo iż jest najdroższym konsumenckim OS-em na rynku?

Ponieważ od lat panuje przeświadczenie, że Windows jest, tak po prostu, potrzebny.

Te wszystkie laptopy z jabłkiem w tle czy na jakimś systemie linuksowym to przecież „fajne zabaweczki, dobre do poszpanowania, ale potem i tak trzeba Windowsa i Worda”. To właśnie dlatego Microsoft od tak wielu lat utrzymuje swoją mocną pozycję. Przecież „na Maka nie ma Office’a”, a „Linuksa się nie nauczę”.

Akcesoria Xboksa.
Akcesoria Xboksa.

Tymczasem Microsoft, poświęcając całą swoją energię na Longhorna, przespał internetowo-mobilną rewolucję. Podczas gdy gigant z Redmond szlifował swoje „największe osiągnięcie” przez wiele lat, w efekcie porzucając je całkowicie i zastępując je Windowsem Vista, konkurenci wymyślili jak schować wygodny komputer do opakowania mieszczącego się w kieszeni spodni i jak tworzyć proste i przyjazne aplikacje webowe, działające w przeglądarce.

Microsoft zrozumiał swój błąd i zaczął nadrabiać zaległości. Co więcej, udało mu się.

W swojej ofercie ma on teraz znakomite usługi webowe, bardzo dobry system na smartfony, bardzo dobry system na tablety i jest jednym z najważniejszych graczy jeżeli chodzi o przetwarzanie w chmurze. Ktoś odpowie, że przecież nieprawda, że Android dużo lepszy, a na systemy z rodziny WinRT nadal nie ma dobrych aplikacji. Spróbujcie jednak być obiektywni i porównać „na zimno” platformę Microsoftu z konkurującym z nią odpowiednikiem u konkurencji. Nawet jeżeli wam wyjdzie, że ów produkt konkurencji, według Was, jest w ogólnym rozrachunku lepszy, to i tak okaże się, że Microsoft wydał na rynek bardzo przyzwoity produkt. A aplikacje się pojawią. Microsoft ma tyle pieniędzy, że może palić nimi w piecu. Windows i Windows Phone zadomowią się na tabletach i smartfonach. Nie osiągną takiego poziomu dominacji, jak Windows na desktopach i laptopach, ale z całą pewnością będą istotną platformą. Microsoft dotąd będzie inwestował, aż w końcu dopnie swego.

"Okno" z pulpitem Windows 8
„Okno” z pulpitem Windows 8

Wspomniałem jednak, że nie osiągnie takiego poziomu dominacji, jaki mógłby jeszcze kilka lat temu. I tu dochodzimy do pointy. Wspominałem też wcześniej, że Microsoft od lat „jedzie na opinii” i przeświadczeniu, że jest w codziennym życiu niezbędny.

Tymczasem Apple i Google udowodnili konsumentom, że to nieprawda.

OS X, Android, Chrome OS, iOS i Ubuntu i reszta są niekoniecznie lepsze od microsoftowych odpowiedników (lub niekoniecznie gorsze). Ale z całą pewnością są wystarczające. Dorzućmy do tego opinię pazernego monopolisty, podatność Windows na awarie wywołane niesfornością użytkownika, bycie popularnym celem cyberprzestępców z uwagi na swoją powszechność i nagle się okazuje, że konsument nie widzi żadnego powodu, by kupić urządzenie z Windows. Kiedyś sam argument „Windows” wystarczył. Teraz jest on bez znaczenia, a niektórych wręcz odstrasza.

Rok 2014 dla Microsoftu to rok, w którym będzie on musiał udowodnić nie tylko to, że nadal jest potrzebny i istotny, ale również to, że jest świetny pod każdym względem. To właśnie dlatego Microsoft nigdy nie zrezygnuje z Binga czy Xboksa. Bo musi dokładać do swoich platform kolejne elementy, których konkurencja nie posiada.

tablet microsoft surface

System Windows kosztuje kilkaset złotych, urządzenia z Windows również są droższe o opłatę licencyjną pobieraną od partnera OEM. Chromebooki, tablety z Androidem a nawet iPady są… tańsze. I problemem nie jest tylko to, czy są one lepsze, czy gorsze.

Są wystarczające. Stanowią sensowną alternatywę, a nie zabawkę dla hipstera, który chce się wyróżnić z tłumu.

Microsoft, tak po prostu, przestał być ludziom niezbędny. I rok 2014 to udowodni. Dlatego też ów Microsoft w tym roku będzie musiał przyznać przed samym sobą, że nie jest nie do zastąpienia. A następnie skupić się na udowadnianiu, zarówno poprzez produkty, jak i politykę cenową i marketing, że może i nie jest niezbędny, ale dalej warto się nim interesować z uwagi na korzyści, jakie oferują jego produkty i oprogramowanie.

To bardzo dobra wiadomość dla nas wszystkich. Używam produktów Microsoftu i sobie je wysoko cenię, ale dominacja jednego produktu lub usługi na rynku to nie jest nic dobrego. Nawet duopol jest szkodliwy. Microsoft w 2014 roku będzie jedną z wielu firm, a nie główną i najważniejszą. „Branża” już o tym wie od dawna, konsumenci również zaczynają to pojmować. Pytanie, jak Microsoft odnajdzie się w tej sytuacji, pozostaje otwarte.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement