Karm mnie pieniędzmi, czyli o graniu na Androidzie słów kilka

Felieton/Technologie 27.01.2014
Karm mnie pieniędzmi, czyli o graniu na Androidzie słów kilka

Szlag by ich wszystkich trafił. Może i jesteśmy stadem baranów, a raczej dojnych krów, które wydają pieniądze na wirtualne pierdoły żeby wygrać w wirtualnych grach stworzonych tylko po to, żeby wyciagnąć z nas już nie wirtualne pieniądze, ale do jasnej cholery! Chciałam tylko pograć w coś w pociągu!

Jako okazjonalny gracz na urządzeniach mobilnych czuję się robiona w balona. Choćby głupim Plants vs Zombies 2 od EA. Wszyscy chcą wyciągać ode mnie dodatkowe pieniądze nawet, jeśli gra jest „za darmo”. Gdy zapłacę, to często okazuje się, że nie było warto. A w ogóle to granie zrobiło się dziwnie… nieprzyjemne.

Uwielbiałam Plants vs Zombies. Zainstalowałam więc z rozpędu na smartfonie drugą część tej hitowej gry spodziewając się, że dostarczy mi tyle rozrywki, co część pierwsza. Ponieważ jest darmowa wiedziałam, że czeka mnie namawianie na kupowanie dodatkowych dóbr wewnątrz aplikacji, ale miałam (wiem, głupią, to EA) nadzieję, że i bez wydawania dziesiątek złotych będzie jako tako grywalna.

Gdyby kupowanie wirtualnych dóbr nie wystarczało, na dole link do dóbr niewirtualnych
Gdyby kupowanie wirtualnych dóbr nie wystarczało, na dole link do dóbr niewirtualnych

Oczywiście nie jest. Tak samo, jak Juicy Cubes od Rovio i setki innych, świetnych, wciągających gierek idealnych na dziesięć minut w tramwaju czy kolejkę do lekarza. Takich, które nie mają nawet płatnych wersji bez reklam i naciągania, bo stworzone zostały właśnie po to, żeby wyciągać, naciągać i ogołocić do cna.

Nazywa się to In-App Purchases, zakupy wewnątrz aplikacji, w Google Play nie jest specjalne oznaczone i aplikacje, zwłaszcza gry, przedstawiają się jako darmowe a biedni, znudzeni frajerzy dają się na nie nabrać.

Nabrać, bo ze świetnej, grywalnie genialnej gry takiej, jak Plants vs Zombies zrobiono potworka, który w każde miejsce wciśnięte ma rozkazy kupowania wirtualnych pierdół za prawdziwe pieniądze. Tak mocno, że cierpi na tym rozgrywka. O ile pierwsza część roślinek kontra zombiaków była moim zdaniem idealnie wyważona pod względem rosnącego, ale nie przerastającego „casualowego” gracza poziomu trudności, o tyle sequel zrobiono tak, by ów casualowy gracz płacił. Płacił, płacił, płacił. Bo inaczej szlag go trafi.

Zrzut ekranu z 2014-01-26 23:08:27

Nie tylko dlatego, że skończą mu się pomysły, ale też przez nachalne prośby kupowania zyliona dodatkowych rzeczy. W prosty sposób na wspomnieniu genialnej gry tower defense zbudowano maszynkę do wyciągania pieniędzy.

W zasadzie jak tam PopCap i EA chcą, odczepiłabym się, ale moja frustracja sięgnęła szczytu przy Plants vs Zombies 2. Wcześniej rozpaliły ją inne gry, „darmowe”, które po dziesięciu-piętnastu minutach rozgrywki ujawniały swe prawdziwe, naciągawcze oblicze.

Jeśli nie kupisz diamencików, to musisz czekać dwie godziny.

Jeśli nie kupisz bombki, owocka czy innego słodkiego cholerstwa, to możesz zapomnieć o konkurowaniu z innymi. Z tymi frajerami, którzy wydali kasę w grze i teraz są 21398912 poziomów wyżej czy mają lepsze wioseczki, parki, postacie czy samochodziki. Ha ha ha, też jesteś frajerem, właśnie zmarnowałeś kwadrans życia, a płacącym frajerom i tak nie dorównasz, jeśli nie zapłacisz.

A SZLAG BY ICH WSZYSTKICH TRAFIŁ

Łącznie z Google Play. Rozumiem – im więcej transakcji wewnątrz gier, tym większe zyski z prowizji dla Google’a. Google więc cieszy się z setek wciągających, niepozornych, ale krwiożerczych gierek.

Mimo wszystko, tak z czystego szacunku dla użytkowników smartfonów z Androidem Google mógłby wprowadzić jakąś dodatkową kategorię w sklepie. „Darmowe, ale z transakcjami wewnątrz gry”, może nawet „grywalne z opcją zakupu wewnątrz aplikacji” i „niegrywalne bez zakupu wewnątrz aplikacji”?

Bo człowiek taki jak ja, który gra w coś raz na kwartał, wchodzi do sklepu, szuka gierki, instaluje i przychodzi rozczarowanie. Spodziewa się, że „darmowe” to takie, które wyświetla wkurzające reklamy, a faktycznie oprócz wkurzających reklam błagające, wymuszające wręcz dostęp do karty kredytowej.

Nawet pal licho, niech sobie wymuszają, głupich nie sieją. Gorzej, jak człowiek zapłaci te kilka złotych za grę, a ta wciąż jak rozwydrzone dziecko drze się podczas gry, żeby dokarmiać ją pieniędzmi. To chyba największe chamstwo, bo po kwadransie tytułu nie da się zwrócić i człowiek zostaje z takim wyciągaczem pieniędzy, na który wydał własne pieniądze.

Chciałam pograć na smartfonie pierwszy raz od dłuższego czasu i przypomniałam sobie, dlaczego przestałam to robić.

Google Play to śmietnik, który mimo rozwoju nie dojrzał jeszcze, by wymusić dokładniejsze oznaczanie charakteru gry.

Bo „płatne” i „darmowe” to w tych czasach za mało.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement