Samsung pada ofiarą swojej wielkości w podobny sposób do tego, jak Apple pół roku temu

Felieton/Technologie 05.07.2013
Samsung pada ofiarą swojej wielkości w podobny sposób do tego, jak Apple pół roku temu

Każdego kiedyś dopadnie sinusoidalny cykl koniunktury. A jak jesteś największy, najgłośniejszy i na ustach całego świata, to każde najmniejsze niedociągnięcie, każdy mały błąd może oznaczać katastrofę. Apple stracił niedawno ponad połowę swojej wartości giełdowej mimo tego, że w tym czasie prezentował najlepsze wyniki w swojej długiej historii. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to samo może przydarzyć się Samsungowi.

Według niepotwierdzonych jeszcze informacji, Samsung sprzedał 20 mln najnowszych smartfonów Galaxy S4. To bardzo dużo, jednostkowo więcej sprzedaje dziś na świecie tylko Apple, jednak za mało w oczach inwestorów, analityków, a w ślad za nimi mediów. A to te trzy czynniki decydują dziś o klimacie wokół firm, rynków, walut, czy nawet państw.

Wczoraj Samsung zaprezentował oficjalną prognozę swoich wyników po drugim kwartale 2013 r. (na koniec czerwca). I choć wygląda na to, że zysk operacyjny będzie najwyższy w historii (pomiędzy 8,2 a 8,5 mld dol.), a wzrost rok do roku zbliżony do 50%, to nastroje wokół koreańskiego giganta nie są dziś najlepsze. Trój-czynnik: inwestorzy, analitycy, media bardziej skupiają się na podkreślaniu tego, że w ciągu ostatniego kwartału z wartości Samsunga wyparowało 32,7 mld dol. W połowie marca pojawiły się pierwsze plotki na temat nieco słabszej niż oczekiwano sprzedaży Galaxy S4. To wystarczyło do tego, by podważać rozwojowy potencjał Samsunga. Wczoraj w nocy, gdy rynek poznał prognozy wyników Samsunga, jego wycena poleciała w dół o kolejne 4% zabierając kolejne 6,5 mld dol. wartości.

Do tej pory Samsung szedł we wszelkiego rodzaju rankingach jak burza. Tutaj rekordowy skok sprzedaży, tam zdobycie dominującej pozycji na rynku w ujęciu ilościowym, tu detronizacja Nokii na pozycji największego podmiotu na rynku telefonicznym, w końcu coraz mniejszy dystans do Apple’a pod względem rentowności biznesu mobilnego. Jednak beztroski stan zamieniania wszystkiego w złoto mija. Co ciekawe, związane jest to z produktem, który miał potwierdzić dominację Samsunga na rynku, który miał wreszcie zdetronizować iPhone’a na pozycji najbardziej pożądanego smartfonu na świecie, a przy okazji wynieść koreańską firmę na kolejne wyżyny wyników finansowych.

Obcując z Galaxy S4 trudno jednak nie dostrzec jak przesadzony jest ten produkt, jak zbyt nachalny w swoich czasami kompletnie niepotrzebnych innowacjach, jak zwyczajnie nudny. I my ludzie mediów łatwo możemy zrozumieć motywacje, którymi kierował się Samsung, pracując nad SGS4 – stwórzmy najbardziej innowacyjne dzieło na świecie. Pokażmy, że nas stać mimo tego, że nazywają nas kopistami. Spróbujmy zaimplementować w nim każdą możliwą nowość, jaką mamy w laboratoriach. W rezultacie wyszedł niestety produkt przeładowany, bez wyrazu, zaskakująco roztrzepany marketingowo.

Trudno mówić, że Galaxy S4 jest porażką Samsunga, gdy w ciągu nieco ponad 3 miesięcy sprzedaje się 20 mln sztuk, ale niestety wygląda na to, że w ujęciu marketingowym długo będzie się on odbijał Samsungowi czkawką. Dzisiaj w komentarzu „Wall Street Journal” czytam, że z inwestycji w Samsunga wycofują się instytucjonalny inwestorzy, którzy przeczuwają, że lokomotywa koreańskiej firmy mogła się przegrzać.

chart-of-the-day-samsung-iphone-1

I zaczyna to wszystko przypominać sytuację Apple’a, który w ostatnich trzech kwartałach pokazywał rekordowe zyski, rekordowe przychody, lecz klimat inwestycyjno-medialny wskazywał na niższe dynamiki oraz brak nowych, innowacyjnych produktów. U Samsunga na brak nowych produktów narzekać nie można, ale jak widać czasami co za dużo, to równie niezdrowo.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement