Rok z Deezerem, czyli nie mam już na dysku ani jednego pliku z muzyką

29.12.2012
Rok z Deezerem, czyli nie mam już na dysku ani jednego pliku z muzyką

W lutym do Polski ma wejść w końcu owiane sławą Spotify, niedawno premierę u nas miała rara, wcześniej doczekaliśmy się też WiMPa i polskiego Muzo, i jeszcze kilku innych serwisów. Jednak rok temu pierwszym poważnym serwisem streamingowym, z dużą biblioteką, który wszedł do Polski, był Deezer. Korzystam z Deezera nawet dłużej, po drodze testuję inne rozwiązania i wiem jedno: Deezer to wciąż jedna z najlepszych usług streamingu muzyki, przynajmniej dla osób, którym zależy na konkretnych rzeczach.

Rok temu miałam na dysku masę muzyki, której słuchałam w lokalnym odtwarzaczu. Muzykę tę zrzucałam na telefony, by móc słuchać jej w drodze, na spacerze czy gdziekolwiek. Tak było zresztą od lat – podstawową częścią moich dysków była kolekcja muzyki, która zazwyczaj zajmowała najwięcej miejsca. Teraz nie mam ani jednego pliku muzycznego. Część z kolekcji, której nie ma na Deezerze, tkwi w Google Music w chmurze, jednak i tak tam nie zaglądam. Po kilku miesiącach z Deezerem okazało się, że nie potrzebuję plików.

Sama byłam tym zaskoczona. Deezer jednak zmienia przyzwyczajenia bardziej, niż się wydaje. Na komputerze odtwarzacz w przeglądarce, na smartfonach i tabetach aplikacja Deezera jest pierwszą, którą instaluję na czystym systemie – mam go na SGSie, Galaxy Nexusie, Nexusie 7 i Lumii 800. Na każdym z tych urządzeń dodatkowo zapisane mam po kilkanaście-kilkadziesiąt albumów w trybie offline, tak by słuchać bez dostępu do internetu. Dlaczego jednak Deezer, a nie inne usługi streamingu?

Deezer ma naprawdę przemyślany interfejs, który może nie tryska fajerwerkami, jednak szybko okazuje się, że jest po prostu wygodny, zwłaszcza dla osób takich, jak ja – słuchających muzyki według albumów lub wykonawców, a nie randomowo z całej listy ulubionych. Belka z z alfabetyczną listą wykonawców i albumów pojawia się u konkurencji, ale nie u wszystkich. Poza tym Deezer ma coś, czego nie zauważyłam chyba nigdzie indziej – możliwość dodawania do ulubionych wykonawców, nie tylko albumów.

Dodanie wykonawcy do ulubionych skutkuje tym, że w zakładce “Polecane” co tydzień wyświetlają się nowości od tychże wykonawców. Ta mała rzecz pozwoliła mi na bycie na bieżąco z nowymi albumami artystów, których lubię i słuchanie ich świeżych dokonań po dosłownie jednym kliku. Tym samym Deezer stał się nie tylko odtwarzaczem, ale w dużej mierze zastąpił mi np. Last.fm, którego używałam do takich funkcji. Nie bez znaczenia są też wybory polecanych przez Deezer oraz playlisty tworzone przez ekspertów oraz innych użytkowników. W te sposób poznałam nie tylko sporo nowych artystów, ale też osób, których nie znam, a których historię odtworzeń śledzę z ciekawością. A ponieważ listy polecanych odświeżane są co tydzień, to już niemal rytuałem jest, że w poniedziałki z ciekawością przegrzebuję Deezera i sprawdzam, co nowego i ciekawego proponuje.

Po korzystaniu z innych serwisów zaczęłam doceniać też to, że Deezer dba, by jak najwięcej akcji można było wykonać jednym kliknięciem. To kolejna drobnostka, jednak przy intensywnym używaniu istotna i oszczędzająca czas. Oprócz tego Deezer integruje się z Last.fm, scrobbluje i wyświetla polecane według gustu w samym Deezerze… Takich szczegółów jest mnóstwo.

A braki w bibliotece? Są, to fakt, jednak mam to szczęście, że choć na początku przeszkadzały i irytowały, to jednak szybko o nich prawie zapomniałam, bo nie dość, że nie dotyczą moich ulubionych wykonawców, to dodatkowo dzięki Deezerowi poznałam tak dużo nowości, że braki przestały mieć znaczenie.

Przez ten ponad rok całkowicie zmieniłam przyzwyczajenia i nie wyobrażam już sobie trzymania muzyki na dysku czy kupowania i ściągnia albumów. Muzyka w chmurze to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przyniosły ostatnie lata – jedno kliknięcie, natychmiastowy odsłuch.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement