Czy wypada śmiać się z Google+?

08.12.2012
Czy wypada śmiać się z Google+?

Wczoraj Danny Sullivan przeprowadził bardzo interesującą i “ na czasie” rozmowę z Vic’iem Gundotrą, odpowiedzialnym w Google’u za Google+ i jego całościowy rozwój. Pomijam już to, że najważniejsze, co z całej rozmowy wyniosły w większości media, to to, że Larry Page zabronił Gundotrze tweetować po pewnym słynnym dosyć tweetcie. Gundotra powiedział kilka interesujących rzeczy, które mnie przekonały, by nie wieszczyć tak szybko upadku Gooogle+. Bo Google+ to nie Google+, a cała reszta.

Oczywiście, że jesteście ciekawi o którego tweeta chodzi. Brzmiał on “feb11 two turkeys do not make an Eagle” (luty 2011: z dwóch indyków nie da się zrobić orła”) i dotyczył ogłoszenia o współpracy Nokii i Microsoftu. Był pierwszym i ostatnim tweetem Gundotry, za to bardzo słynnym 🙂

Wracając do konkretów, Gundotra podał trochę liczb, które częściowo odpowiadają na pytania zadane wczoraj przez Maćka Gajewskiego, który pisał o oficjalnych liczbach. 135 milionów osób, które jest aktywne w Plusie na plus.google.com lub w aplikacji Google+, generuje ponad połowę postów do zamkniętych kręgów. Jeśli więc ktoś zastanawia się, dlaczego ma pusty lub prawie pusty strumień na Plusie, to są trzy warianty: albo nie ma w kręgach nikogo, albo nie ma w kręgach nikogo z tych 135 milionów osób, albo po prostu nie widzi postów, które umieszczają osoby aktywne, bo nie łapie się w zamknięte kręgi.

Gundotra niczym mantrę powtarzał, że to dopiero początek dla Google+, że gdy rok temu zastanawiano się nad tym, co będzie za rok, nie spodziewano się takiego sukcesu oraz inne tego typu głodne kawałki. Jednak przypomniał też o czymś, o czym czasem zapominamy wyśmiewając Plusa i to, że dopiero teraz wprowadza Grupy (nazwane Społeczności, które faktycznie mają lepiej rozwiązane odkrywanie nowych grup etc.), że jest Miastem Duchów czy nieudaną, lepszą, ale pustą kopią Facebooka. Chodzi o to, że Plus od początku nie polegał na byciu drugim Facebookiem.

Przypomnę o kilku rzeczach, małych, ale istotnych:
– Nie da się założyć konta Gmaila, YouTube’a – ogólnie konta Google, bez założenia konta na Plusie.
– Komentarze w Google Play podpisywane są już imieniem i nazwiskiem z Google+, a nie nickiem.
– YouTube pyta, czy chcemy podpisywać się imieniem i nazwiskiem jako główną nazwą kanału (ale tutaj słusznie dano możliwość wyboru, bo kto by chciał, żeby jego trollowe komcie sprzed 2 lat w stylu “ch… k…. przejmujemy TEN FILM!!” nagle podpisały się prawdziwą tożsamością?).
– Oceniając miejsca na Mapach czy w Lokalnych jako osobnej aplikacji, robimy to kontem Plusa, etc.

Ktoś powie “ale to, że zaplusowałem artykuł na jakiejś stronie nie znaczy, że używam Google+!”. O, tak? A to, że lajknąłeś ten sam artykuł znaczy, że używasz Facebooka? Gdzie jest różnica? A, w tym, że Plus nie wyświetla z automatu wszystkiego, co się polubiło, znajomym. Plus woli pod pozorem prywatności zbierać dane do wyszukiwarki. No, ale czym to się różni? I to jest użyciem sieci społecznościowej, i to. Że czasem nieświadome, to już inna sprawa.

W kwestii większego otwarcia API wciąż to samo: zrobimy to, “gdy API będzie gotowe, gdy nie będziemy borykali się ze wsteczną niekompatybilnością przy małych zmianach… Poza tym, API nie zawsze oznacza dobrą rzecz – crosspostowanie prowadzi do wpadek, wiele aplikacji do chaosu” i tym podobne. Wydaje mi się, że Google+ przeczekało modę na otwarte API i teraz ujdzie mu na sucho zamknięcie – w końcu Twitter też się zamyka, Instagram walczy z Twitterem o swoje kliki i treści… Dlaczego Google+ ma się otwierać? Jednak, co najistotniejsze, to wspomniana wyżej internetowa tożsamość tworzona za pomocą i przy pomocy Google+.

Możemy chwalić Facebooka za to, że na 25% ze stu najpopularniejszych na świecie stron obecne są jego wtyczki, że korzysta z niego miliard użytkowników, że komentarze i widżety Facebooka są naprawdę powszechne…. Jednak co z tego? Reklamy Google’a są powszechniejsze. Z wyszukiwarki Google korzysta więcej osób. Google lepiej wykorzysta kilkukrotnie mniejszą liczbę użytkowników, bo ma większy ekosystem. I nie muszą oni wchodzić na plus.google.com. Ważne, że mają konto, że poruszają się po sieci zalogowani – reszta dopełni się sama, dane się gromadzą, reklamy wyświetlają nie tyko w wyszukiwarce… Czy w tym kontekście wypada śmiać się z 235 milionów użytkowników, którzy byli aktywni w Plusie, ale niekoniecznie na samej stronie?
Nie wypada….

Dołącz do dyskusji

Advertisement