Zakochałam się w Kindle Paperwhite od pierwszego wejrzenia

08.11.2012
Zakochałam się w Kindle Paperwhite od pierwszego wejrzenia

Kindle Paperwhite to gadżet, który od razu wpasowuje się codzienność. Nie ma okresu przejściowego: to urządzenie albo się kocha, albo uważa za nieprzydatne. Mimo, że posiadam go dopiero kilka dni, nie potrafiłabym już z niego zrezygnować. Nigdy tak szybko nie zakochałam się żadnym urządzeniu i nie zaczęłam traktować go jako niezbędnego, codziennego narzędzia.

Na recenzję przyjdzie jeszcze czas – w ciągu tych 4 dni nie zdążyłam nawet rozładować Paperwhite’a o ⅓ baterii, chociaż używałam go bardzo intensywnie. Jednak wraz z dzisiejszą informacją o aktualizacji urządzenia warto wspomnieć o tym, co pierwsze rzuca się w oczy i jak Kindle potrafi natychmiastowo wpasować się w codzienne użytkowanie. W ciągu czterech dni Paperwhite posłużył mi do: czytania e-książek, bycia na bieżąco z prasą, awaryjnego sprawdzenia poczty, i dostępu do ważnych dokumentów i biletów w formie cyfrowej, a nawet szybkiego przejrzenia sieci społecznościowych. Przez cztery dni już niemal automatycznie wyrobił mi się odruch dodawania dłuższych tekstów z przeglądarki komputerowej do Kindle’a, a nie do Pocketa, w związku z czym mój Nexus 7 staje się coraz mniej przydatny. Coraz częściej sięgam po Kindle’a.

Również przez te cztery dni zrozumiałam to, co mówią właściciele Kindle’ów o tym, że czytnik ten jest dopracowany i całkowicie zmienia przyzwyczajenia. Chodzi o rozmiar – łatwo trzymać go w jednej dłoni, a po kilku godzinach użytkowania bezproblemowo obsługuje się go też jedną dłonią. Mimo to ekran nie jest zbyt mały, a możliwość dostosowania wielkości czcionek, interlinii i marginesów daje potrzebne opcje personalizacji tak, by czytać wygodnie.

Chodzi też o interfejs. Ten jest niemal bezproblemowy i maksymalnie intuicyjny. Denerwująca rzecz – brak dostępu do ustawień z poziomu menu w widoku czytania książki – została właśnie poprawiona. Nie trzeba wychodzić już do ekranu głównego, by szybko zmienić coś w ustawieniach. Poza tym można wyłączyć propozycje zakupowe na stronie domowej, dzięki czemu cały ekran zapełniony jest posiadanymi materiałami. Z pozoru małe zmiany powodują, że urządzenie staje się jeszcze wygodniejsze.

Bo interfejs Kindle’a, choć prosty, jest bardzo przemyślany. W menu i ustawieniach podzielono kategorie tak, by te zawsze mieściły się na jednym ekranie i by nie trzeba było przewijać nic w dół. Najczęściej używane i najważniejsze podczas czytania wyciągnięte są na górną belkę.

Po kilku dniach spędzonych z Kindle’em okazuje się, że papierowe wydawnictwa są niewygodne, a niemożność zmienienia książki czy dodania notatek zgromadzonych centralnie w jednym miejscu jest irytująca. Dodatkowo cieszę się, że zdecydowałam się na wersję z oświetlonym wyświetlaczem: nie jest to może zabójcza funkcja, jednak w jesienne dni, czy w trakcie nocnych podróży okazuje się, że oświetlenie ustawione na kilka stopni (maksymalnie 24) znacznie poprawia komfort czytania. O dziwo oświetlony ekran jest przyjemny w odbiorze i nie męczy wzroku, jednak pod warunkiem, że wybierze się odpowiedni poziom – za mocna jasność jest jednak irytująca. Co ciekawe w Paperwhite nie da się całkiem wyłączyć oświetlenia – ustawione nawet na zero jest widoczne w całkowitych ciemnościach. Wyłącza się ono tylko podczas blokady ekranu.

Tak naprawdę jednym zarzutem w moim odczuciu jest umiejscowienie przycisku blokowania – ten znajduje się (jak i w innych wersjach czytnika) na dole, przez co czasem trzeba się trochę nagimnastykować, zwłaszcza, że jest mało odczuwalny dotykiem.

Zakochałam się w tym urządzeniu jak w żadnym innym. Zaskoczyło mnie to, w jaki sposób Kindle wdarł się w moją codzienność: dotychczas wszystkie inne nowe urządzenia poznawałam kilka dni, przyzwyczajałam się, potem bawiłam poznając możliwości. Z Kindle’em jest inaczej: poznaje się go kilka minut, a potem po prostu używa. Rozumiem już wszystkich fanów tego czytnika. Jest po prostu świetny!

P.S. mam wersję sponsorowaną, która wyświetla reklamy na zablokowanym ekranie – wszystko byłoby w porządku, nie przeszkadza mi to, gdyby nie były to reklamy kolejnej części pewnej sagi o wampirach, wilkołakach i dziewczynach o kamiennej twarzy:)

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement