Nauczyliśmy się, że social media to broń. Niestety, marnowana

20.11.2012
Nauczyliśmy się, że social media to broń. Niestety, marnowana

“Kryzysy w social media” – tak osoby zajmujące się mediami społecznościowymi nazywają sytuacje, gdy niezadowoleni klienci lub konkurencja przepychają się na Facebooku, Twitterze czy blogach. Internauci są coraz bardziej świadomi mocy swojego głosu i coraz częściej zaczynają wywoływać kryzysy świadomie. Nieważne czy słuszne, bo media społecznościowe nie dbają o słuszność.

W ostatnim czasie częstotliwość afer w sieci w Polsce wzrasta. Mieliśmy karton, czyli użytkownicy kontra operator, potem ponownie kartony (jak coś raz wypaliło, to może wypali i drugi raz!), mieliśmy blogerki modowe kontra sklepy odzieżowe, sprawę Ptasiego Mleczka® (pamiętajcie – oznaczenie słowne „PTASIE MLECZKO®” stanowi zarejestrowany znak towarowy chroniony na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o.!), zamykanie stron z “Nikon” w nazwie, itd. Teraz mamy AdTaily kontra blogerzy, którym niewypłacane są pieniądze za wyświetlane reklamy. Akurat ta sprawa skłania ku głębszej refleksji.

Kto ma rację – serwis reklamowy, który nie wypłaca pieniędzy z reklam umieszczanych na blogach twierdząc, że właściciel bloga i wydawca zarazem sztucznie generował ruch, czy blogerzy, który skarżą się na to, że AdTaily ich oszukuje?

Problem dotyczy głównie małych blogów operujących na sumach niewiele wybiegających poza minimalny pułap wypłacania, czyli 100 zł. Nie wiadomo, w jaki sposób AdTaily wykrywa “oszustwa” w postaci klikania we własne reklamy, serwis odmawia podania konkretnych danych dotyczących tego fenomenu.

Blogerka Zazie napisała głośny wpis, w którym w emocjonalny sposób poruszyła problem. Posypały się komentarze, pojawiła się odpowiedź na blogu AdTaily, na jaw wyszły również nowe fakty i chociaż zdecydowana większość czytelników stoi po stronie blogerki, to rodzi się pytanie – czy klikając w reklamy, by sprawdzić dokąd prowadzą blogerka oszukiwała system AdTaily, czy też działała w dobrej wierze chcąc mieć pewność, że nie będzie na swoim medium reklamowała świństw?

Przedstawiciele AdTaily pokazali dane, z których wynika, że w pewnych okresach blogerka wygenerowała sporą część klików na danej reklamie. Nie bronię AdTaily – wiele zapisów w ich regulaminie nie jest nad wyraz przejrzystych i nie wiem na przykład dlaczego nie zliczają klików wydawcy, by ich z nim nie rozliczać, ale akurat jeśli to prawda co mówią, to blogerka rzeczywiście zrobiła rzecz sprzeczną z regulaminem.

Mimo to można mieć wątpliwości można odnośnie zasadności wstrzymania wypłaty, choć z drugiej strony regulaminy czyta się przed podpisaniem umowy, a nie po. Jednak jedno jest pewne – “kryzys” został świadomie wywołany przez blogerkę.

Takich spraw pojawia się coraz więcej. Nie bez powodu coraz częściej słychać o tym, że ludzie grożą firmom – “opiszę to na waszym facebooku/swoim blogu!”. Nagle niezadowoleni klienci dostali prosty i skuteczny kanał komunikacji, i wykorzystują go coraz śmielej.

Jednak jak mówi dobre polskie powiedzenie – co za dużo, to nie zdrowo. Ile tego typu społecznościowych kryzysów z ostatniego roku pamiętacie? Natężenie takich spraw skutkuje zmęczeniem materiału. Z powodu coraz większej liczby prób wywołania kryzysów i zwrócenia uwagi na siebie coraz mniejsza ich część znajduje pożądany finał. Zainteresowanie nimi społeczności też spada.

Coraz częstsze są próby szantażu w stylu “wykopię to, wrzucę na fejsa!”. Mimo tego, że wiele sytuacji protestu i sprzeciwu jest uzasadnionych, to w równie wielu przypadkach zdarza się zwykłe bicie piany o nic, a nawet niesłuszne oskarżenia, gdy wina leży po stronie oskarżającego. To z kolei źle wpływa na odbiór mediów społecznościowych jako poważnego miejsca “głosu ludu”.

Owszem, my – konsumenci mamy w mediach społecznościowych mocny głos. Nie marnujmy go.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement