Najważniejsze w tygodniu: Oferta „Czytaj bez limitu” od Legimi – innowacja roku czy kompromitujący falstart?

18.11.2012
Najważniejsze w tygodniu: Oferta „Czytaj bez limitu” od Legimi – innowacja roku czy kompromitujący falstart?

Mijający tydzień upływa pod znakiem kolosalnego zamieszania związanego z usługą „Czytanie bez limitu”, którą Legimi pokazał we wtorek, a już w środę zawiesił do odwołania. Abonamentowy, nielimitowany i tani dostęp (19,9 zł miesięcznie) do pełnej oferty e-booków Legimi wzbudził wielkie kontrowersje – niektórych czytelników zachwycił, innych zniesmaczył, że tylko na iPadzie, a wydawców wkurzył.

Ewa Lalik: Jestem niedawno dopiero przeciągniętą na stronę czytników osobą. Oferta Legimi, choć atrakcyjna cenowo, ma jedną, ale zasadniczą wadę – dostępna jest tylko na iPada. I nic nie pomoże, że dostępność ma poszerzyć się o urządzenia z Androidem, Windows Phone i Windowsem. To wciąż urządzenia-protezy, nadające się do czytania tak, jak telewizor do przeglądania ulubionych stron internetowych. Można, ale nijak ma się to do prawdziwego komfortu. Dla kogo więc Legimi przygotowało Czytanie bez limitu? Dla „niedzielnych” czytaczy, którzy zapewnią zyski (dla przypomnienia Legimi płaci sprzedawcom tytułów za każdą książkę stawki takie, jak za zwykłą sprzedaż). To cwane zagranie – mole książkowe nawet, jeśli zdecydują się zapłacić abonament, i tak będą używali go rzadko, bo będą czytać na dedykowanych czytnikach książki z innego pochodzenia. Im dłużej o tym myślę, tym mniejszą rewolucją mi się do wydaje.

Mateusz Nowak: Ewo, ale zwróć uwagę na to, że nie wszystkie mole książkowe mają czytniki. E-papier to jeszcze młoda technologia, która nie zagościła na dobre w naszych domach. Wiele moli książkowych czyta tradycyjne papierowe wydania. A rosnąca popularność tabletów, szczególnie tych tanich z Androidem, może sprawić, że na abonament 19zł w Legimi zdecyduje się spora rzesza czytelników. To jest rewolucja i melodia przyszłości jednocześnie. Niebawem wszyscy będziemy ryczałtem płacić za muzykę, filmy i książki. Innej opcji nie widzę.

 

 

krelaTomasz Krela: To bardzo ciekawy ruch. Dla fanów zanurzania się w świecie stworzonym przez pisarzy to świetna wiadomość. Przypuszczam, że to właśnie takie osoby, które już obecnie czytają książki nie dla tego że muszą a dlatego, że chcą zainteresują się ofertą Legimi. Ograniczenie oferty do posiadaczy iPada czy też w przyszłości innych mobilnych systemów obecnych w smartfonach oraz tabletach nie przyczyni się do spowodowania rewolucji na polskim rynku.Tak jak wspomina Ewa w swojej wypowiedzi. E-czytniki są jako jedyne nie zniechęcić do czytania e-booków. Tym samym ta oferta nie spowoduje znaczącego upowszechnienia się czytelnictwa w Polsce, a szkoda. Chociaż jeśli dzięki niej ktoś zacznie czytać coś więcej niż statusy znajomych z Facebooka na swoim iPadzie – to już będzie o mały postęp w kwestii e-czytelnictwa w naszym kraju.

Ewa Lalik: Mateusz, jeśli będziemy płacić ryczałtem, wszyscy, to nie 19.90 zł miesięcznie. Nie za książki. Mówię: oferta nastawiona jest na niedzielnych czytaczy. Jeśli ja, jako świeży miłośnik czytania na czytniku, miałabym zapłacić za ofertę dostępu do książek, to musiałaby ona zawierać książki do pobrania w mobi na Kindla. A to pewnie kosztowałoby 200 zł/msc, albo 5 razy więcej. W kategorii książek abonamenty długo będą jeszcze tylko dla czytających okazjonalnie.

Przemysław Pająk: Dla mnie „afera Legimi” jest ciekawa z dwóch względów. Po pierwsze zaszokowany jestem sposobem, w jaki sposób Legimi przygotowywało swoją ofertę. Okazuje się bowiem, że wydawcy zostali poinformowani o niej zaledwie tydzień przed premierą „czytania bez limitu” i – jak rozumiem z listu otwartego Legimi – raczej nie miały miejsca indywidualne spotkania i rozmowy z nimi, a jedynie przesłanie materiałów na temat planowanych zmian. W taki sposób nie załatwia się „rewolucji”. Wprowadzenie tak innowacyjnej oferty powinno być poprzedzone nie tylko wyczerpującym negocjacjami z wydawcami, ale także gruntowną promocją projektu w wewnętrznym gronie: dostawcy treści – Legimi. W moich oczach Legimi się skompromitowało i nie dziwię się, że wydawcy doprowadzili do zamknięcia oferty zaledwie dzień po jej debiucie.

Z drugiej jednak strony gest Legimi z pewnością wywoła lawinę podobnych pomysłów i jest kwestią czasu, gdy większość rodzimych dostawców e-booków będzie oferowało abonamentowy dostęp do swoich zasobów e-literatury. W ten sposób poznańska firma zdecydowanie przyczyniła się do rozwoju rynku e-booków. Pytanie ile sama na tym zyska, bowiem jedno jest pewne – rynek e-literatury jest szczególnie łakomym kąskiem ze względu na swój gigantyczny potencjał. Ten, kto szybko zyska znaczną przewagę we wciąż zalążkowym etapie rozwoju tego rynku może być: a) polskim monopolistą, b) łakomym kąskiem dla światowych gigantów (a w zasadzie jednego światowego giganta). Tak, czy siak w grę wchodzą kolosalne pieniądze, więc pewnie nie do końca musi dziwić fakt, że niektórzy nie wytrzymują w blokach startowych i fal-startują.

Ewa Lalik: Przemek, ale dla wydawców model Legimi nic nie zmienia: dostają zapłatę za każdą książkę tak, jak dostawali przy zwykłym kupnie. W ogólnym rozliczeniu mogą więc zarobić dużo więcej, a Legimi bierze ryzyko na siebie. Fakt, źle, że Legimi nie poinformowało wydawców w inny sposób, jednak reakcja wydawców potwierdza tylko, że nie rozumieją do końca modelu i korzyści dla nich płynących.

Mnie bardziej zniesmaczyło robienie przez Legimi akcji na Facebooku. Takie biznesowe rozmowy rozgrywa się nie poprzez wymuszenia za pomocą społeczności.

Przemysław Pająk: Myślę, że nie chodzi o model rozliczania się Legimi z wydawcami, lecz właśnie o wspomniany przeze mnie powyżej brak odpowiedniej komunikacji pomysłu zanim został on oficjalnie wdrożony. Jeszcze raz powtórzę – gdy chcesz robić rewolucję z udziałem zewnętrznych podmiotów, to nie wysyłasz do nich jedynie listu, ale jedziesz z całym orszakiem by dyskutować i wyjaśniać wszystkie wątpliwości.

Ewa Lalik: Chwila, z jakim udziałem? Udział zewnętrznych podmiotów jest taki, że cały czas zarabiają na każdej ściągniętej książce. Udział więc ogranicza się do dostarczania książek za które Legimi płaci. Nie twierdzę, że Legimi zrobiło dobrze nie wyjaśniając wątpliwości i nie informując szerzej, jednak demonizowanie tego ruchu i zrzucanie winy na Legimi, podczas, gdy wydawcy też okazują się ogromnym niezrozumieniem, jest bezpodstawne.

Bardziej intryguje mnie udział NeXto i Virtualo w całej „aferce”. Trzeba wyjaśnić: Legimi nie kupuje książek bezpośrednio od wydawców, ale też od innych sprzedawców, m.in. wspomnianych wyżej. Okazuje się, że to NeXto i Virtualo wstrzymało na jakiś czas książki w Legimi, pod naciskiem wydawców. Nie chcę wchodzić w jakieś teorie spiskowe, ale owi resellerzy też mówią o wprowadzeniu podobnych do Czytaj bez limitu ofert.

Mateusz Nowak: Jak się o tym dowiedziałem to też dorobiłem sobie teorię spiskową. Obawiam się, że Nexto próbuje takimi ruchami osłabić konkurencję.

Przemysław Pająk: I to dokładnie pokazuje, jakie spustoszenie na rynku wywołał nie do końca uzgodniony z najważniejszymi aktorami tego spektaklu ruch Legimi.

Ewa Lalik: Czy jeśli sprzedaję, powiedzmy, jabłka na giełdzie, dostaję za nie pieniądze które sobie życzę od właścicieli warzywniaków, obchodzi mnie, co ci właściciele robią z nimi dalej? Może sprzedają, może karmią nimi trzodę, może nawet rozrzucają na ulicy – ważne, że ja dostaję zapłatę. Czy mam protestować, że ten, kto kupił jabłka ode mnie, rozdaje je później za darmo?

Przemysław Pająk: Ależ to zupełnie inna sytuacja. Pamiętajmy, że kupując dostęp do e-booka w ramach usług Legimi, jak również wszystkich innych sprzedawców e-książek, nie zyskujemy prawa do swobodnego nim dysponowania, lecz kupujemy jedynie prawo do jego odczytu i to zazwyczaj na określonej liczbie urządzeń. Zmienienie formy oferowania e-booków przez Legimi dodatkowo tę sytuację komplikowało, bo usługa dostępu abonamentowego jest jednak inna w ujęciu prawnym od zakupu jednostkowego e-booka dokładnie w ten sam sposób jak różny jest zakup pliku mp3 w iTunesie od dostępu do tego samego pliku w usłudze Spotify.

Ewa Lalik: Co pokazuje jak durny jest model licencjonowania książek. Ale! Tym lepiej dla wydawców: taki model zamknięcia w ramach aplikacji ogranicza piractwo. Poza tym zakupione książki z Legimi i tak byly dostępne w czytniku chmurowym Legimi, poza tym większość z nich NIE posiada DRM i limitu urządzeń, na których je można czytać(te z watermarkiem, a odnośnie DRMu to Legimi na stronie daje instrukcje, jak go zdjąć!). Także sytuacja z Czytaj bez limitu dla wydawców jest nawet lepsza.

Mimo wszystko cała afera i traktowanie wydawców jak święte krowy, które trzeba zadowolić, bo nie sprzedają towaru, tylko licencje, jest chora.

Dawid Kosiński: Ja powiem krótko: Byłem zainteresowany tym tematem, dopóki nie zobaczyłem, że Kindle nie jest wspierany. Ta promocja dla mnie nie istnieje.

 

 

 

 

Paweł Okopień: Sprawa Legimi zwraca uwagę na dwa ważne aspekty. Po pierwsze startowe liczby oraz medialny szum związany z premierą pokazują, że użytkownicy chcą tego typu abonamentów. Polacy chcą taniego dostępu do usług i są już w stanie za niego zapłacić. Powoli jesteśmy oswajani z myślą, że treści dostępne w sieci nie są darmowe. Jednocześnie jednak wymagamy by oferta była skrojona pod nasze portfele. Legimi miał szansę (może będzie jeszcze miał) osiągnąć rynkowy sukces – nawet mimo tego, że usługa omija najwygodniejszy sposób czytanie e-booków, czyli e-czytniki.

Druga sprawa jest mniej przyjemna – Legimi pokazało, że w Polsce wciąż króluje dziki kapitalizm. To trochę smutne, że nowo powstające przedsiębiorstwa w naszym kraju startują z niejasnymi regulaminami, nie do końca klarownymi umowami itd. Z jednej strony mamy kombinatorstwo jak ominąć różne prawne kruczki, a z drugiej strony mamy „beton” w postaci wydawców. Wytwórnie muzyczne, dystrybutorzy filmowi, wydawcy książkowi – wielu z nich wciąż nie rozumie zmian jakie zachodzą od ponad dekady, boją się sieci, nie potrafią jej wykorzystać.

Mam nadzieję, że ten falstart Legimi to tylko słaby początek książek w abonamencie. Liczę, że pojawią się kolejne pomysły nie tylko książkowe ale też prasowe oraz wiele innych polskich serwisów oferujących swoje cyfrową rozrywkę.

Piotr Grabiec: Nie zainteresowała mnie promocja Legimi, a nawet przegapiłem całą ‚aferę’. Moim zdaniem książka elektroniczna ma sens wyłącznie w przypadku posiadania czytnika z epapierem. Wydawanie pieniędzy na ebooki, nawet tak niewielkich, jak wspomniany abonament, to kiepski pomysł jeśli nie posiada się Kindle lub czegoś podobnego. Żaden świecący ekran LCD, w tym ten z iPada, nie nadaje się do czytania na dłuższą metę.

Jeśli chodzi o abonament na książki, to nie jestem przekonany, czy to oby na pewno dobry pomysł. To nie MP3 którą słucham przez chwilę, to nie film trwający dwie godziny. Niektóre tytuły łykam w dwie noce, inne męczę pół roku. A w przypadku czytania z iPada, z pewnością nie dałbym rady patrzyć w jego ekran kilka godzin.

Każda promocja i ‚rewolucja’ wspierająca ebooki, jeśli nie uwzględnia epapieru, jest moim zdaniem tworzona na błędnych założeniach.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement