Jeśli Ingress nie stanie się hitem, to znaczy, że rozszerzona rzeczywistość nie ma sensu

21.11.2012
Jeśli Ingress nie stanie się hitem, to znaczy, że rozszerzona rzeczywistość nie ma sensu

Dostaliśmy z Dawidem Kosińskim klucze dostępu do nowej gry rozszerzonej rzeczywistości od Google’a – Ingress. Dawid zaczął już biegać po Warszawie i opisze dla Was grę i jej mechanizmy, ja natomiast podzielę się innymi przemyśleniami. Ta gra zapowiada się aż za dobrze – jeśli nie stanie się hitem, to będzie to oznaczało, że rozszerzona rzeczywistość jako taka nie ma racji bytu.

Ingress wciąga Zaproszenie dostałam wczoraj. Od tego czasu zdążyłam wypróbować misje treningowe, wpaść na kamienie, w pokrzywy, zedrzeć sobie łydkę a dziś o mało nie wleźć pod przejeżdżającą furgonetkę – to nieważne, trzeba zebrać punkty lub utrzymać połączenie z portalem, nie liczą się przeszkody. Gdy wkraczasz do Ingress, głównym światem staje się ten na ekranie smartfona, ten rzeczywisty służy jako plansza, kontrolerami są nogi:)

Oczyma wyobraźni widzę już pozwy przeciwko Ingress za spowodowanie wypadków: o to będzie nietrudno, bo ludzie wpatrzeni w ekran, zdobywający portale w ruchliwych miastach, z pewnością będą napotykać różne przeszkody w postaci samochodów, słupów czy dołków. Tzn. chodzi o pozwy w Stanach Zjednoczonych, które słyną ze spraw typu “bo zupa była za gorąca i się poparzyłem”.

Ingress sprawi też, że nagle okaże się, iż jeśli baterie w smartfonach były słabe i często nie wystarczały na cały dzień użytkowania, to nagle staną się okropnie, tragicznie słabe i sprawią, że trzeba będzie przerywać rozgrywki i bronienie świata. Nieustannie włączony GPS i podświetlony ekran sprawiają, że bateria rozładowuje się niesamowicie szybko, a biorąc pod uwagę charakterystykę gry, czyli poruszanie się po mieście, możliwości na podładowanie jest niewiele.

Zresztą, ten nieustannie włączony GPS to bardzo intrygująca rzecz. Ponieważ gra opiera się o naszą pozycję aktualizowaną w czasie rzeczywistym, dostarczamy jej twórcom mnóstwo danych. Jak zostaną one wykorzystane? Niektórzy mówią, że do stworzenia i ulepszenia pieszych tras, inni, że to kolejne dane do reklamowego wykorzystania przez Google’a. Google Ingressem sprawia coś zadziwiającego: nawet taki świr, jak ja, który nie włącza GPSa, odmawia aplikacjom dostępu do danych lokalizacyjnych i regularnie sprawdza np. na Latidude, czy Google nie przyszpiegował mnie mimowolnie, zgadza się na zbieranie danych w imię gry. I nie mam zamiaru przestać, ba, gdziekolwiek nie pojadę, tam będę zbierać punkty XM, szukać portali (jak już mówiłam, Dawid Kosiński pogra dłużej i w niedzielę przedstawi Wam Ingress w pełnej okazałości) i poruszać się z włączoną lokalizacją w czasie rzeczywistym.

Ingress jest lekko przerażający, ale i fascynujący. Przerażający, bo niesie ze sobą bliżej nieokreślone konsekwencje, baterie, wpatrzenie w ekran, lokalizowanie i fascynujący, bo wciąga, a dopracowanie gry, stylistyka i nawet teksty lektorki tworzą klimat, od którego ciężko się oderwać. Ingress to pierwsza gra rozszerzonej rzeczywistości, która ma potencjał na stanie się globalnym hitem. Nie wiem tylko, czy to dobrze, czy źle. Zwłaszcza, gdy w sprzedaży pojawią się Google Glass, na których będzie można grać w Ingress – wtedy rzeczywistosć i gra stopią się w jedno.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement