Droga do Windows 8 zaczęła się w garażu

24.10.2012
Droga do Windows 8 zaczęła się w garażu

Premiera handlowa Windows 8 tuż, tuż. To początek nowej ery Microsoftu? A może początek jego końca? Każdy nowy system Windows wzbudza skrajne emocje, ale nigdy one nie były tak intensywne. Każde? No prawie…

Microsoft myślał o graficznym interfejsie użytkownika praktycznie od początku swojego istnienia. Już dwa lata po premierze MS-DOS ogłosił, że prace nad nim ruszyły. Dwa lata później pojawił się na rynku. 20 listopada 1985 roku pojawił się Windows. Myślicie pewnie, że to początek rewolucji, która zmieniła świat, prawda? Otóż Interface Manager (dosłownie w ostatniej chwili zmieniony na Windows przez Rowlanda Hansona, szefa marketingu Microsoft) nie obchodził praktycznie nikogo. Zdobył znikomą popularność. Ale nie zniechęciło to Microsoftu do dalszych prób.

Windows nie był systemem operacyjnym. Pełnił rolę graficznego środowiska uruchomieniowego dla MS-DOS. Narzędzi do pracy było bardzo niewiele. Pojawił się Paint, Write, kalendarz, menadżer wizytówek, notatnik, zegarek, panel sterownia, terminal, schowek i narzędzie do zarządzania pamięcią operacyjną. Do zabawy była gra Reversi.

Windows miał wiele wad, które wynikały nie tylko z ułomności technicznej, ale również umowy z Apple. Microsoft współpracował z nim, by stworzyć oprogramowanie Desk Accessories na Macintosha. W zamian otrzymał licencje na patenty Nadgryzionego Jabłka. W efekcie okna Windows nie mogły nachodzić na siebie, ani wyświetlać się pod lub nad sobą. Nie było też kosza na śmieci. Te mechanizmy to własność intelektualna firmy Jobsa i Wozniaka.

Windows, podejście drugie

Jak już wspominałem wcześniej, Microsoft nie zraził się swoją pierwszą porażką i wysłuchał głosów krytyki. Windows 2 pojawił się na początku grudnia. I miał coś, czego nie miał poprzednik. Sensowne oprogramowanie, w tym graficzne wersje Excela i Worda (które można było również uruchamiać z poziomu MS-DOS, co uruchamiało Windows 2 i owe aplikacje). Pojawił się też bardzo popularny Aldus PageMaker dla Windows, jak dotąd dostępny jedynie na Macintoshe.

Sam system również przeszedł mocny lifting. Pracował on w trybie rzeczywistym, zużywając maksymalnie megabajt pamięci. Wersja 2.1 wprowadziła obsługę pamięci rozszerzonej HMA i emulację pamięci EMS. Jądro systemu pracowało w trybie chronionym. Pojawiły się też okna, które nareszcie mogły na siebie nachodzić. Jak nietrudno się domyślić, oznaczało to Wojnę Patentową z Apple. Firma Jobsa postawiła firmie Gatesa 189 zarzutów o naruszenie praw autorskich. 179 zostało odrzuconych przez sędziego Williama Schwarzera, dziesięć z nich uznano za niemożliwe do zastrzeżenia. Microsoft był wolny. A swoją wolność od Apple’a wykorzystał, by stworzyć Windows 3. Dopiero ten system można nazwać prawdziwą rewolucją, przynajmniej jeżeli chodzi o oprogramowanie dla IBM PC.

System ten pojawił się w maju 1990 roku i zdobył olbrzymi rynkowy sukces. Wszystkie wbudowane aplikacje przeszły gruntowne przeróbki. Niektóre zostały napisane praktycznie od zera. Pojawiła się też obsługa wirtualnej pamięci, dzięki czemu można było stosować wielozadaniowość dla aplikacji MS-DOS. A interfejs? To była poezja. Windows 3 był ładny i funkcjonalny, a dzięki trybowi chronionemu i pamięci rozszerzonej aplikacje Windows mogły wykorzystywać dużo więcej pamięci, niż ich DOS-owe odpowiedniki. Sprzedano dziesięć milionów Windowsów 3, a Microsoft wziął się do pracy nad edycją 3.1. Wykonał też mały skok w bok i zanim przejdziemy do kolejnych Windows, nie można o nim nie wspomnieć. On bowiem miał niesamowicie istotny wpływ na wersję Windows przyszłości.

Skok w bok

Microsoft znał ograniczenia DOS-a. Wiedział, że ten system nie miał przyszłości. A potrzebował solidnej podstawy pod kolejne wersje Windows. Nawiązał więc współpracę z firmą IBM. Zaproponował wspólną pracę nad systemem, który nazwano OS/2. Miał on wykorzystać wszystkie możliwości procesora 286 oraz potrafić zarządzać aż 16 MB pamięci. W 1987 roku pojawił się OS/2 1.0. Obsługiwał aplikacje napisane dla MS-DOS. Graficzny interfejs pojawił się dopiero rok później, w wersji 1.1. Nie był on w żaden sposób kompatybilny z Windows. W 1989 roku pojawiła się wersja 1.2. Wprowadziła ona system plików HPFS, który miał zastąpić FAT-a. Wszystko zapowiadało wspaniałą przyszłość obu firm. Obie jednak to spartoliły.

Microsoft nie zamierzał porzucać rozwoju Windows, co bardzo się nie podobało firmie IBM, która oczekiwała pełnego poświęcenia Billa Gatesa w pracy nad OS/2. Próbowano wielu karkołomnych umów. Ostatnia obowiązująca zakładała, że IBM stworzy OS/2.0, który miał zastąpić OS/2 1.3 i Windows 3.0., a Microsoft miał pracować nad OS/2 3.0. Umowę jednak zerwano. Obie firmy miały jednak prawa do wspólnie opracowanego kodu programistycznego.

IBM wykorzystał to do dalszych prac nad OS/2, a Microsoft zmienił nazwę swojego projektu nad Windows NT. Teraz już wiecie czemu to tak istotne?

Inwazja Windows

Microsoft, wiedząc że lada dzień pojawi się OS/2 2.0 od IBM, wiedząc też co ten system będzie oferował, a także mając informacje zwrotne od klientów, postanowił wyszlifować Windows 3 na błysk. Udało mu się to z powodzeniem. Windows 3.1 wprowadził obsługę czcionek TrueType, opracowanych wspólnie z Apple, naprawił wykryte usterki poprzedniej wersji, a także pozbył się obsługi trybu rzeczywistego. Wymagał procesora 286 lub nowszego, ale nikomu to już nie przeszkadzało.  W późniejszych aktualizacjach doszła obsługa grup roboczych, poprawione sterowniki sieciowe i stosy, a także obsługa sieci peer-to-peer i TCP/IP. Sieciowa edycja (Windows for Workgroups 3.11) wymagała procesora 386 SX lub nowszego.

OS/2 miał kilka mocniejszych punktów od Windows 3.1. Obsługiwał długie nazwy plików, chronił system przed niestabilnymi aplikacjami, ale na to wszystko było już za późno. Windows API stało się umownym standardem. IBM odniósł porażkę. Microsoft sprzedał miliony Windows. Pamiętał jednak o możliwościach OS/2.

W lipcu 1992 roku pojawiła się wersja rozwojowa Windows NT 3.1 (numer wersji miał znaczenie wyłącznie marketingowe). To był eksperymentalny system. Jazda próbna, która miała sprawdzić nowe podejście do tworzenia systemu, które miało być wykorzystane przy tworzeniu „Cairo”, następcy Windows 3.1. Nie udało się. System był bardzo problematyczny, odniósł znikomy sukces, a „Cairo”, czyli Windows 95, wykorzystał w efekcie bazę kodu DOS i Windows 3.x. Plany Microsoftu, czyli system konsumencki na bazie Windows NT, miały zostać zrealizowane duuuużo później. W formie Windows XP, a niektóre elementy wręcz w Windows Vista.

Windows NT wyprzedził swój czas. Warstwa abstrakcji sprzętowej powodowała, że pisanie sterowników było „ekstremalnie trudne”, a sam system, mimo iż wykorzystywał wszystkie możliwości najnowszych procesorów, wymagał sam dość dużo od komputera. Windows NT, ze swoim systemem plików NTFS i 32-bitowym API, skończył jako system serwerowy.

Microsoft na drodze do monopolu

Po Windows 3.11 ruszyły prace nad systemem, który miał obsługiwać wielozadaniowe, 32-bitowe aplikacje (Win32 API). 16-bitowe jądro miało jednak pozostać z uwagi na kompatybilność wsteczną, którą osiągnięto poprzez wirtualną maszynę MS-DOS. Wbrew pozorom, to było szalenie ambitne zadanie. Biorąc pod uwagę ówczesne możliwości Microsoftu, czas pracy jaki wyznaczono do premiery, było to zadanie iście karkołomne. To właśnie dlatego porzucono jądro NT. Nie starczyło na to czasu, biorąc pod uwagę misję opracowania zupełnie nowego, hybrydowego systemu z rewolucyjnym interfejsem i funkcjami takimi, jak Plug and Play.

Windows 95 nazwałem hybrydowym, bo był jedną wielką sztuką kompromisów. Oprócz tego, co wspomniałem wyżej, sam system również był częściowo 32-, a częściowo 16-bitowy (jednak bez pełnego wsparcia dla trybu rzeczywistego). Microsoft uważał, że kompatybilność wsteczna jest kluczowym elementem do sukcesu, że w systemie operacyjnym najważniejsze są aplikacje. Trudno mu nie odmówić sensowności tego podejścia. Niestety, Windows 95 na tym cierpiał. Zarówno jeżeli chodzi o wydajność, jak i stabilność pracy.

Świat jednak pokochał Windows 95, jego Pulpit i Menu Start. 24 sierpnia 1995 roku pod sklepami ustawiały się kolejki. To była wspaniała premiera.

Microsoft, bez większego rozgłosu, rozwijał też dalej linię NT, zajmując się głównie wprowadzaniem funkcji obecnych w tradycyjnej linii Windows. Windows NT 4.0. wprowadził Eksploratora Windows, znanego z Windows 95, a także masę usprawnień w samym kernelu. Dalej jednak ten system, nie licząc profesjonalnych zastosowań, nie nadawał się do wypuszczenia „pod strzechy”.

25 czerwca 1998 roku na rynku pojawił się Windows 98. Pozornie był tym, czym Windows 3.1 dla swojego poprzednika. Wywołał jednak prawdziwą burzę. Tym razem nie na korzyść Microsoftu. Stał się wręcz skazą wizerunkową, której Microsoft nie może pozbyć się do dziś. Jedna zła decyzja spowodowała, że Microsoft przestał być postrzegany jako odważna, młoda, prężna i innowacyjna firma. Bill Gates z bohatera stał się chciwym bandytą. A poszło o… Internet Explorera. Microsoft zdecydował się dołączyć przeglądarkę internetową do swojego systemu operacyjnego. Szybko okazało się, że użytkownik widząc preinstalowaną przeglądarkę, miał w nosie inne rozwiązania. Twórcy przeglądarek nie mieli pomysłu jak zachęcić użytkowników do kupna ich produktów. To wywołało Wielki Proces Antymonopolowy. Klienci nie lubią „bandyckich korporacji”. I tak jak Windows 98 sprzedał się wybornie, to stał się produktem nie „najlepszym”, a „wymuszonym z braku alternatyw”.

Przeglądarka internetowa to jednak nie wszystko. Pojawił się nowy model sterowników sprzętowych, system plików FAT32 umożliwiający obsługę większych dysków niż dwugigabajtowe (obsługa tego systemu pojawiła się również po aktualizacji Windows 95) oraz znacznie usprawniona obsługa standardu USB.

Rozdwojenie jaźni

Microsoft postanowił, że czas zakończyć eksperyment Windows NT i przedstawić go szerszej publiczności. Nie zdecydował się jednak na Totalną Rewolucję. Na rynek zostały wydane dwa systemy operacyjne, jako następcy Windows 98. Windows Me, oparty na linii 9x, był systemem dla domowego użytkownika. Windows 2000, oparty o Windows NT, z kolei miał się sprawdzić jako system do pracy i system serwerowy. Do tego zresztą służył sam Windows NT, ale 2000 nie był już produktem niszowym. Pojawiła się w nim obsługa Active Directory, Domeny Windows, Zdalnego Pulpitu. Pojawiły się też funkcje usprawniające pracę i… rozrywkę. Windows 2000 był wyposażony w Windows Media Player i był zgodny ze standardem DirectX. Tak powstał protoplasta rodziny systemów Windows Server. I na tym zakończymy tę opowieść, bo z naszego punktu widzenia, dużo ciekawsze są systemy konsumenckie. Takie jak Windows Me.

Windows Me ukazał się we wrześniu 2000 roku. Wprowadził nową wersję przeglądarki internetowej, a także nową metodę obsługi multimediów. Po raz pierwszy pojawił się też mechanizm przywracania systemu, dzięki któremu, w razie awarii, użytkownik mógł przywrócić ostatnią działająca konfigurację systemu. Windows Me pożegnał się też na zawsze ze wsteczną kompatybilnością z aplikacjami MS-DOS. Dało się je wciąż uruchomić, ale przestało być to w centrum zainteresowania Microsoftu. Zwłaszcza, że kolejna rewolucja nadchodziła.

Windows XP – największy wróg Microsoftu

25 sierpnia 2001 roku Microsoft zaprezentował system, który był spełnieniem marzeń Billa Gatesa. Nareszcie jądro Windows NT trafiło do konsumenckiego systemu. XP jednak, wbrew powszechnej dobrej opinii, był niesamowitą fuszerką. System ten, mimo iż śliczny, wygodny i nowoczesny, bardzo cierpiał na swojej „rewolucji kernelowej”. Stabilność i bezpieczeństwo były pojęciami dla jego użytkowników zupełnie obcymi. Microsoft, zamiast skupić się na pracy nad nowym systemem, musiał rozpocząć operację na żywym organizmie.

Efektem tego były trzy dodatki Service Pack, przy czym już drugi zatarł złe pierwsze wrażenie. Dopracowany, faktycznie lśnił. Był jednak jeden problem. Przez przeciągające się prace nad kolejnymi usprawnieniami Windows XP, a także różnymi wyzwaniami związanymi z jego następcą, „ikspek” zagościł na komputerach Kowalskich na dobre. Przez pięć i pół roku nie doczekał się następcy. Użytkownicy przyzwyczaili się do jego wad, doceniając zalety. Przyrośli do Windows XP. Kolejna mini-rewolucja Microsoftu była skazana na porażkę.

Vista, czyli pierwszy, 64-bitowy system konsumencki Microsoftu (OK., istniała też taka wersja XP, ale dla jej dobra jak najszybciej o niej zapomnijmy) spotkał się z niesamowicie chłodnym przyjęciem przez konsumentów. Z bardzo wielu różnych powodów. Głównym był jeden: to nie był Windows XP. Użytkownicy, którzy nie bawili się grami, nie czuli od lat potrzeby odświeżania swojego komputera. Windows Vista pisany był z myślą o dwurdzeniowych, 64-bitowych procesorach. Te należały jednak do mniejszości. Vista instalowana więc była na procesorach Pentium i Atom. A tam sobie zupełnie nie radziła. Na dodatek, mimo wielkich zmian pod maską, z punktu widzenia użytkownika zmieniło się niewiele. Pojawiło się środowisko Aero, które renderowane było przez kartę graficzną zamiast procesor, przez co oszałamiało różnymi drobnymi efektami, bajerami i smaczkami, a także krytykowana przez wielu Kontrola Konta Użytkownika, która zapobiegała przypadkowemu przyznaniu aplikacji praw administratora.

Zmieniło się wnętrze, na dużo sprawniejsze, ale użytkownik dostrzegał tylko większe wymagania sprzętowe i efekciarski interfejs, oraz irytujące pytania o przyznanie praw administratora za każdym razem, gdy dana aplikacja tego sobie życzyła. Użytkownik nie widział powodów, by porzucać Windows XP. I Microsoft miał problem. XP przez lata dopieszczony został jak tylko się dało. Po co więc Vista, skoro XP po prostu działa?

Microsoft zatrudnił Stevena Sinofsky’ego do pracy nad kolejnym Windows. Miał jedno zadanie: posprzątać bałagan po Viście, nie zapominając o tym, co wniosła pożytecznego. Miał stworzyć produkt, który spowoduje, że konsumenci zechcą nareszcie porzucić „to przeklęte XP”. Sinofsky wykiwał wszystkich z nas. Rozumiał, że lament na punkcie Visty w znacznej mierze wynikał ze słabych komputerów. Wiedział, że to się wkrótce zmieni, że stare maszyny zaczną się sypać, a nowe w sklepach są już zawsze wielordzeniowe i 64-bitowe, nawet te ultramobilne.

Nie oznacza to jednak, że nie dokonano żadnych poprawek. Windows 7 to wielkie sprzątanie kodu Visty. Jednak nie tak wielkie, jak się niektórym wydaje. Wiecie dlaczego Windows 7 wydaje wam się szybszy od Visty? Między innymi dlatego, że macie go na innym komputerze. Zoptymalizowany kod jest tu tylko dodatkiem. Windows 7 nareszcie przełamał hegemonię XP, którego sukces stał się przekleństwem Microsoftu. Oprócz poprawek pod maską, Microsoft wprowadził nowy moduł rozruchowy do szybszego uruchamiania się komputera, zupełnie nowy, maksymalnie przyjazny moduł zarządzania urządzeniami, poprawioną Kontrolę Konta Użytkownika, która już teraz nie pyta się o oczywiste działania, obsługę gestów multi-touch a także częściową integrację z usługami Windows Live. Pojawił się też nowy pasek zadań. I wielki sukces sprzedażowy na miarę Windows XP.

Windows 7 nie przewidział jednak jednego trendu: rozwoju przenośnych urządzeń dotykowych. Sinofsky zakładał, że dotyk będzie małym usprawnieniem, wbudowanym w monitory tradycyjnych komputerów, a nie główna metodą komunikacji z użytkownikiem. Windows 7, mimo iż promowany jako „dotykowy”, był na tablecie praktycznie nieużywalny.

I tak dochodzimy do Windows 8. Ponownej rewolucji, która nie tylko uwzględnia rynkowe trendy (dotyk), ale planuje też wykreować nowe (hybrydyzacja notebooka i tabletu). Czy to się uda? Już w czwartek premiera w Nowym Jorku, na której wspólna załoga Spider’s Web i Chip.pl w mojej jednej osobie będzie obecna. To nowa era, która każe się nie patrzeć za siebie. Powrót ambitnego, odważnego, innowacyjnego Microsoftu. Czy udany? W mojej ocenie, tak. Ale nie ja o tym decyduję, a wasze portfele. Sinofsky i Ballmer grają va banque systemem Windows 8. Królestwo albo śmierć. Ja już wiem, czego życzę firmie Microsoft. A ty, skoro czytasz tego bloga, interesujesz się elektroniką użytkową, też powinieneś lub powinnaś.

Zrzuty ekranowe ze starszych wersji Windows pochodzą z opisujących je artykułów na Wikipedii

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement