Geniusze, ewangeliści – o co tu chodzi!?

09.08.2012
Geniusze, ewangeliści – o co tu chodzi!?

Ogrodnik January, barwna postać anty-apple’owego światka, w związku ze zdjętymi reklamami Apple’a, zwrócił na Applefobii uwagę na ważną rzecz – na to, jak ta gigantyczna firma traktuje słowa według własnego widzimisię. Tym razem chodziło o słowo “Geniusz” i nazywanie Geniuszami pracowników zajmujących się rozwiązywaniem problemów technologicznych w sklepach Apple’a.

Z prawdziwym geniuszem osoby te nie mają nic wspólnego, jednak nazewnictwo wpisuje się w trend, który zapoczątkował właśnie Apple – trend mitologizowania atmosfery wokół codziennych produktów. Bo jak inaczej nazwać to, że teraz firmy technologiczne z otwartymi ramionami witają tak zwanych “ewangelizatorów”, którzy nie są w żadnej mierze ewangelizatorami, a zwykłymi fanami lub nawet opłacanymi osobami, które korzystają z produktów przy okazji trąbiąc o tym na prawo i lewo?

Trend ten jest dosyć niepokojący. Geniusz z Apple Store’a to żaden geniusz, a jedynie wyszkolony pracownik. Według definicji geniusz to człowiek niezwykle utalentowany, wybitnie inteligentny, z wyjątkowymi, rzadkimi umiejętnościami. Geniusze w Genius Barze w Sklepach Apple’a nie mają w sobie nic z geniuszy. Zresztą nie bez powodu są często wyśmiewani w popkulturze:

http://www.youtube.com/watch?v=HT9VNdgKnI4

http://www.youtube.com/watch?v=9R7ORTEy3Sg

Mimo wszytko używanie pojęcia “geniusz” działa. Apple jest świetny w oddziaływaniu na podświadomość, i tak jak możemy nabijać się z pseudogeniuszy, tak bezwiednie przypisujemy pojęcie geniusza, kogoś utalentowanego, do Apple’a i jego produktów.

Obok geniuszy w świecie technologicznych gigantów coraz częściej pojawia się słowo “ewangelizacja”. John Gruber jest “pierwszym ewangelistą Apple’a”, Adobe wspiera swoich ewangelistów, ktoś tam został ewangelistą RIM.

W porównaniu do wykorzystania “geniusza” ewangelizacja jest jeszcze bardziej kontrowersyjna, bo nadaje światu technologicznemu i produktom wymiaru dosłownie religijnego.

ewangelizacja
1. «propagowanie zasad wiary chrześcijańskiej»
2. «działalność misyjna»

Pojęcie ewangelizacji narodziło się z potrzeby określania propagowania wiary chrześcijańskiej – Ewangelii. To “niesienie dobrej nowiny” w kontekście chrześcijańskim i działalność misyjna – teraz coraz częściej używana w kontekście niereligijnym.

Pojęcie ewangelisty wciąż niesie więc ze sobą mocny, niemal religijny przekaz, więc firmy, które świadomie tworzą stanowiska ewangelistów, wiedzą, że w ten sposób tworzą sobie kastę niemal fanatycznych użytkowników, którzy będą działać tam, gdzie to najbardziej potrzebne – wśród zwykłych użytkowników. “Spotkanie ewangelistów Adobe” – czyli spotkanie kogo, apostołów Adobe? Ludzi wierzących w Adobe?

Chęć wytworzenia ewangelistów, chęć mitologizowania własnej firmy i produktów nie dziwi. W końcu każdy chciałby mieć fanów takich, jak ma na przykład Apple: wiernych, oddanych i z poczuciem misji “nawracania”. Jednak takie manipulowanie i przekształcanie w tym celu nie do końca adekwatnych pojęć do własnych potrzeb czasem razi. Mam jednak wrażenie, że będzie coraz częstsze.

Technologie to religie naszych czasów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement